wtorek, 19 kwietnia 2011
Kiełkowanie

"Najpierw był embrion.

Potem było w łonie matki zamknięte pulsujące życie.

Wreszcie był dziecinny pokój - świat nie do ogarnięcia w całym swoim ogromie, całej niespożytej różnorakości. Dla opanowania tego pokoju przebyć dopiero trzeba było całe epoki poprzez rozróżnianie poszczególnych sprzętów.

Nim się ogarnęło dziw nad dziwy - kończenie się miękkości dywanu i poczynanie się twardości podłogi, uchylanie się jednego, z lekka poznanego świata i ukazywanie się drugiego, absolutnie nierozpoznawalnego, którym było wnętrze szafy po rozwarciu się drzwi, nim się opanowało wstrząs, jakim jest odbicie w lustrze, i zupełnie przechodzące pojęcie zjawisko szyby, po której z tamtej strony łazi mucha - dumną opoką, z której szły te wspaniałe podboje, było głębokie łóżeczko, kolebusia, obciągnięta kretonem, mieszcząca w sobie zasiedziałe sprawy: kołderkę, przyjemnym ciepłem podpełzającym pod brodę, ściankę kolebusi, łaskawym cieniem wstającym między oczkami zapuchającymi na sen i dalekim mżeniem nieznanej lampy, sztucznego kota z obćmoktanym ogonem.

To łóżeczko - ląd stały, prowincja pierwsza, z którego powstaje imperium życia, brama wypadowa na awanturę świata zewnętrznego - pozostaje przez długie lata dziecinne czymś mającym znaczenie nadnaturalne. Jeśli w tym czymś nadnaturalnym zdarzy się jakiś ewenement, jest on przyjmowany z maksimum wzburzenia: takim jest zasiusianie prześcieradła, kiedy się już wyawansowało do wysadzania na nocniczek, wetknięcie się nagle psiej głowy w siatkę, wtargnięcie konika polnego, spadnięcie w nocy poduszki na podłogę. Bezradność dramatycznego powiadamiania Mamy, śpiącej obok: "Mama - paduśka zgubiła się", jest równie alarmistyczna, jak na przykład byłby pewnego dnia komunikat, że znikły kopalnie węgla i już odtąd będzie zimno."*

Ziele na kraterze, Melchior Wańkowicz, Wydawnictwto Naukowe PWN, Warszawa 1993

Ziele na kraterze, Melchior Wańkowicz

niedziela, 10 kwietnia 2011
I dzwon można ukarać ...

" W pobliżu ulicy Królewskiej, w niewielkiej odległości od soboru, stanęła wysoka na siedemdziesiąt metrów dzwonnica, najwyższa wieża w ówczesnej Warszawie. Zawisł na niej dzwon, piąty co do wielkości w całym imperium. Odezwał się po raz pierwszy dwudziestego sierpnia 1913 roku, gdy obchodzono trzechsetną rocznicę panowania dynastii Romanowów. Miał szczęście, że zawisł przy świątyni prawosławnej. dzwony z kościołów katolickich często były (na kategoryczne polecenie władz) zdejmowane i "karane" przetopieniem za to, że wzywały do buntu przeciw władzy!"*

*"Namiestnicy Warszawy" Danuta Szmit-Zawierucha, Wydawnictwo Abrys, Warszawa 2009

Namiestnicy Warszawy, Danuta Szmit-Zawierucha

piątek, 01 kwietnia 2011
W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie

"Po obiedzie w Szczytnie, kiedy oglądam obozowisko zmotoryzowanych Cyganów, podchodzi do mnie jakaś utleniona Gretchen, z kaczym zresztą noskiem, ale ubrana nadzwyczaj starannie i z wyzywającą i wiele wróżącą elegancją. (...)

Dama niesłychanie i niezdarnie interesuje się moją skromną osobą. A co robię, a gdzie jadę, a u kogo w Olsztynie mieszkam, a z kim w Szczytnie przestaję, a na jakiej ulicy w Warszawie mieszkam.

Mówię, że na Szczebrzeszyńskiej, i mam rzetelną uciechę, widząc, jak Niemeczka mocuje się z tym piekielnym słowem, jak stara się zapamiętać, jak pyta, co to znaczy po polsku.

- No, cóż znaczy? Miasto tak się nazywa - Szczebrzeszyn...

Na Niemeczkę poty biją. Widać ma instrukcję, aby wybadać mnie niepostrzeżenie.

- A może to leży koło jakiegoś innego miasta - pyta mdlejącym głosem.

- Naturalnie - oświadczam z miłą gotowością - w Polsce miasta są gęsto rozsiane. Szczebrzeszyn leży między Brzmichrząszczem, Trzypstreprzepiem i Pietrzewieprzepieprzem.

Jestem stary koń. A takiej uciechy nie miałem nawet wtedy, kiedyśmy łacinnikowi posypali tabakę  i stary straszliwie krzyczał i raz po raz kichał."*

*Melchior Wańkowicz "Na tropach Smętka", Wydawnictwo Literackie

 Na tropach Smętka, Melchior Wańkowicz

środa, 30 marca 2011
Poglądy na małżeństwo

"I suppose it is well enough for some women; what else can the poor things do? But why should any independent, intelligent female choose to subject herself to the whims and tyrannies of a husband?"*

"I could not endure a man who let himself be ruled by me, and I would not endure a man who tried to rule me."**

*, ** Crocodile on the Sandbank, Elizabeth Peters, Mysterious Press

 Crocodile on the Sandbank, Elizabeth Peters

13:39, bsmietanka , cytaty
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 marca 2011
"Bardzo dokładnie widać ci majtki"

O japońskich gestach:

*"Kiedy Japończyk chce pokazać, że coś lub ktoś bardzo mu się podoba, przykłada palce do nosa i po chwili szybko je odsuwa, pokazując, że z nosa leci mu krew. Chodzi o tak wielką ekscytację, że nie można pohamować swoich emocji. (...)

Niektóre gesty są dla obcokrajowców dość mylące. Kciuk uniesiony w górę oznacza w Japonii "to mój chłopak!" ("to moja dziewczyna" to mały palec skierowany do góry.). Palec wskazujący zagięty w haczyk, którym normalnie kogoś się przywołuje do siebie, w Japonii oznacza drobnego złodziejaszka ze sklepu. Doskonale znane w Polsce uderzenie kantem dłoni w szyję oznacza w Japonii "zwolinili mnie", ponieważ po japońsku "zostać zwolnionym" brzmi dosłownie jak "stracić szyję (kubi ni naru).

bardzo zabawny zestaw gestów składa się z czterech ruchów: klaśnięcia, znaku V, kółka z palców (jak nasze OK) i przyłożenia dłoni nad oczami, co wymawia się odpowiednio: pan (klap-klap), tsu (czyli zniekształcone po japońsku two), maru (całkowicie, bardzo), mie (widać) znaczy zaś: "Bardzo dokładnie widać ci majtki".

 **O ruchu lewostronnym:

"A czemu lewą? Odpowiedź jest bardzo prosta: samurajowie nosili miecze przy lewym boku i poruszając się po zwyczajnej dla nas prawej stronie drogi, ryzykowaliby przypadkowe zaczepianie się mieczami. A to oznaczałoby kłopoty i konieczność walki. Żeby sobie tego oszczędzić, wprowadzono ruch lewostronny i tak zostało do dziś."

*,** "Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii" Rafał Tomański, MUZA, Warszawa 2011 

Tatami kontra krzesła, Rafał Tomański

Tagi: Japonia
18:39, bsmietanka , cytaty
Link Komentarze (8) »
środa, 23 lutego 2011
XIX-wieczne ciekawostki

XIX-wieczne polowanka w Warszawie:

"Wśród takich rozkoszy jakieś tam mizerne miejsce zajmowały i warszawskie, miejskie polowanka. Nie tylko  wrony i gawrony, ale i zające, i kuropatwy docierały śmiało do ogrodów i poletek na  Woli, Ochocie, Mokotowie, Czerniakowie, Bródnie, Marymoncie. (...) To wszystko dostarczało emocjonującej rozrywki niezbyt co prawda licznym i zresztą chętnie wykpiwanym "strzelcom niedzielnym", ruszającym dziarsko w dni świąteczne na łowy. Niestety dzikie ptactwo i zwierzyna niezbyt chętnie podstawiało się morderczym lufom, toteż często gęsto ofiarą padał wałęsający się swobodnie swojski drób lub zwykłe kocury. Zdarzało się, że porcję śrutu dostawały ruchliwe prosiaki spacerujące po śródmiejskich zaułkach lub flegmatyczne wiejskie krowiny z licznych obór na Foksalu, Widoku, Wiejskiej czy Wspólnej. Niefortunni nemrodzi szukać musieli po niemiłych utarczkach z krewkimi właścicielami postrzelonych ofiar niezawodnej pociechy w jakiejś przydrożnej bawaryjce."*

sposoby na cholerę:

"Pokładano też ufność w dezynfekującym działaniu alkoholu. Dlatego też zapewne wspomniany już Mathais Rosen ofiarował szczodrze 50 rubli Warszawskiemu Towarzystwu Dobroczynności na zakup gorzałki, której po kieliszku "starcom płci obojga" co dzień z rana i wieczorem udzielać wypadało. Pan Manasse Freud w tymże celu dostarczył 20 garncy piołunówki, pan Flatau zaś aż 150 butelek czerwonego wina... Nawet i pan Lourse w swej cukierni pod filarami Teatru Wielkiego anonsował "odstraszający cholerę truneczek: anticholerówke."**

*, ** "Warszawskie to i owo" Adam Słomczyński, Instytut Wydawniczy PAX, 1978

Tagi: varsaviana
15:08, bsmietanka , cytaty
Link Komentarze (4) »
piątek, 04 lutego 2011
Królewskie skandale

"Ludwika Maria była kobietą, której nie udało się znaleźć szczęścia w małżeństwie z Władysławem IV. (...) Tym bardziej bolesny musiał być dla niej fakt, że jego oziębłość nie wynikała z wieku, choroby czy też ascetycznego trybu życia. Wręcz przeciwnie, Władysław IV pomimo tuszy i nadwerężonego zdrowia w dalszym ciągu uchodził za kobieciarza. Szukał uciech cielesnych w ramionach coraz to nowych kochanek, podsyłanych mu przez zaufanych dworzan. Nieraz przedmiotem jego zainteresowania stawały się damy z najbliższego otoczenia, to jest fraucymeru królowej. Bez wątpienia nie mogło to uchodzić jej uwadze. Pewnego razu wpadła królowi w oko Klara Izabela, której zaczął prawić dusery. Panna okazała się jednak lojalna wobec swej pani.

"Sire - rzekła - w tych sprawach jestem równie ciemna jak w polskiej mowie.

- Niemniej świetnie rozumiecie, co wam prawi Krzysztof Pac (starający się podówczas o rękę panny z fraucymeru).

- Z pewnością, Sire, to przecież wasz poddany; język królów natomiast potrafią zrozumieć tylko królowe. Jeśli pozwolicie, najjaśniejszy panie, spytam królową, co by wasze słowa znaczyć mogły.

- Ach, miła panno, widzę, że czas jeno traciłem - odpowiedział urażony król."*

"(...) rozpusta jawnie gościła na komnatach zamków królewskich. Z zamiłowania do cielesnych uciech znani byli między innymi: Bolesław Chrobry, Mieszko II, Kazimierz Jagiellończyk, Jan Olbracht, Zygmunt August, Henryk Walezy, Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz, Jan III Sobieski, August II, Stanisław August Poniatowski. Jak więc widać poczet monarchów rozsmakowanych w sprawach alkowy był prawie tak długi jak sam poczet władców naszego kraju."**

*,** Agnieszka Lisak, Miłość staropolska. Obyczaje, intrygi, skandale, Bellona

 Miłość staropolska, Agnieszka Lisak

środa, 26 stycznia 2011
Pięćdziesięcioro najpiękniejszych ludzi świata

"Jako naukowiec prowadzący całą masę ważnych badań, jestem człowiekiem zajętym, bardzo zajętym. Wszystkie te nocne doświadczenia w laboratorium i konieczność częstego wołania "eureka!" sprawiają, że prawie wcale nie mam czasu na lekturę czasopism. Niemniej jednak rzuciłem wszystko, by dogłębnie przestudiować specjalny podwójny numer tygodnika "People" z 10 maja 1999 roku poświęcony "Pięćdziesięciorgu najpiękniejszym ludziom świata". Był fantastyczny. Zamieszczono w nim kolorowe plakaty i wskazówki, jak dbać o wygląd, ale wydawcy nie ograniczyli się do takich drobiazgów, zajęli się także jednym z głównych palących problemów naszych czasów. "Geny czy środowisko?" - pytają na pierwszej stronie, jak gdyby zastanawiali sie, czemu tak naprawdę pięćdziesięcioro wybrańców zawdzięcza możliwość pojawienia się w tym specjalnym numerze. "O urodę można się spierać bez końca." Co najlepsze, notki dotyczące każdego z tej pięćdziesiątki zawierają sformułowaną przez samych wybrańców lub osoby z ich najbliższego otoczenia (partnera, mamę, fryzjera) ocenę, czy swoją uprzywilejowaną pozycję zawdzięczają genom, czy środowisku. (...)

Prawdopodobnie najbardziej radykalne stanowisko w tej grupie prezentuje aktorka Sandra Bullock twierdząca, że jej uroda jest  zwykłym złudzeniem, który to pogląd stawia ją w jednym rzędzie z wyznawcami doktryny Łysenki prowadzącymi w Związku Radzieckim eksperymentalne uprawy pszenicy w katach trzydziestych XX wieku. Wystarczy bliżej przyjrzeć się jej pracy - na przykład scenie, w której przejmuje prowadzenie autobusu w filmie Speed: niebezpieczna prędkość - by dostrzec w jej dorobku podskórne nury takiego radykalizmu.

 Podobnie skrajne opinie można oczywiście znaleźć także u członków przeciwnej frakcji ideologicznej, mianowicie wśród najpiękniejszych zaliczających się do deterministów genetycznych. Chyba najzuchwalszy pośród nich jest Josh Brolin, aktor, którego stwierdzenie dla osób o bardziej wyważonych poglądach wygląda na prowokację, ale jemu podobnym mogłoby posłużyć za hasło na sztandary powiewające nad ich barykadą: "Zostałem obdarzony dobrymi genami mojego ojca" Podobną opinię wyraża wyżej wspomnianej Gwyneth Paltrow: "Była piękna od początku". Och, doprawy, młodzi państwo Bralin i PAltrow, mógłby zaoponować zwolennik koncepcji kształtujących wpływów środowiska, ale co by było, gdyby wasze genetyczne przeznaczenie natknęło się po drodze na ciężki przypadek krzywicy czy ospy? Jakie okładki byście wtedy zdobili?"*

*Małpie amory i inne pouczające historie o zwierzęciu zwanym człowiekiem (Monkeyluv and Other Essays on Our Lives as Animals), Robert M. Sapolsky, przełożyła Elżbiet Józefowicz, Prószyński i S-ka

 Małpie amory

14:37, bsmietanka , cytaty
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 stycznia 2011
Japońska odyseja kosmiczna

"Japonia jest jak statek z "Odysei kosmicznej 2001".Mądry i troskliwy główny komputer Hal kontroluje wszystkie systemy podtrzymujące życie, przez głośniki przemawiając do załogi głosem pewnym, spokojnym i pogodnym. Potem, kiedy Hal popada w szaleństwo i zaczyna zabijać członków załogi, wciąż tym samym niewzruszenie ciepłym i przyjaznym tonem zapewnia pozostałych, że wszystko jest w porządku, i życzy im "miłego dnia". Artykuły w japońskich gazetach, opłacane przez urzędników zalewających betonem rzeki i jeziora, zapewniają opinię publiczną, że środowisko naturalne wciąż jest piękne. Pracownicy agencji Donen wpajają dzieciom, że pluton w napojach jest nieszkodliwy. W Japoni każdego dnia słyszymy kojący głos Hala, zapewniający nas, że nie należy się martwić. Od roku 1993 rząd corocznie ogłasza, że gospodarka odbije się od dna, mimo że recesja się pogłębia. W lutym 1999 roku kiedy kraj przymierzał się do poratowania banków sumą 65 miliardów dolarów, a dalsze, jeszcze większe zastrzyki finansowe czekały w kolejce, prezes Komisji Odnowy Finansowej Yanagisawa Hakuo ogłosił: "Do końca marca wszystkie złe kredyty zostaną uregulowane i będziemy znowu cieszyć się zaufaniem w kraju i zagranicą". I po problemie. Miłego dnia."*

 *Psy i demony. Ciemne strony Japonii (Dogs and Demons. Tales from the Dark Side of Japan), Alex Kerr, przełożył Tadeusz Stanek, Universitas, Kraków 2008

 Psy i demony. Ciemne strony Japonii

Tagi: Japonia
20:53, bsmietanka , cytaty
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 grudnia 2010
Psychopatyczne korporacje

"Każda cywilizacja miała swoich przedsiębiorców i swoje rynki, ale współczesne społeczeństwo rynkowe zrodziło korporację, całkiem nowy wytwór człowieka, kierujący się chęcią zysku. w ciągu swej krótkiej historii korporacja zdążyła zdominować naszą planetę. W większości krajów korporacje określa się jako "osoby prawne" - mające te same prawa i obowiązki, co zwykli ludzie, choć nie są istotami z krwi i kości. Mark Achbar, Jennifer Abbot i Joel Bakan w świetnym filmie dokumentalnym "Korporacja" biorą tę prawniczą definicję dosłownie i zadają pytanie: "Jakiego więc rodzaju osobą jest korporacja?" Posługując się klasyfikacją zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DMS-IV) analizującą objawy, jakie towarzyszą różnym zaburzeniom, dochodzą do wniosku, że korporacje wykazują wiele cech typowych dla psychopatów. Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne zalicza psychopatów i socjopatów do wspólnej kategorii "antyspołeczne zaburzenie osobowości". Przyjmuje się, że pacjent spełniający trzy z siedmiu wymienionych poniżej kryteriów cierpi na to zaburzenie:

1. Niezdolność do podporządkowania się normom społecznym opisującym zachowania zgodne z prawem, objawiająca się wielokrotnie dokonywanymi czynami stanowiącymi podstawę aresztowania.

2. Wielokrotne dopuszczanie się kłamstw, używanie pseudonimów przestępczych lub oszukiwanie innych dla zysku lub przyjemności.

3. Impulsywność, niezdolność planowania.

4. Skłonność do rozdrażnienia i agresja wyrażająca się w notorycznych bójkach i napaściach.

5. Brak troski o bezpieczeństwo własne lub innych.

6. Brak odpowiedzialności, wyrażający się niezdolnością do spełnienia wymogów zachowania w pracy zawodowej lub w dotrzymywaniu zobowiązań finansowych.

7. Brak poczucia winy wyrażający się obojętnością lub racjonalizacją wyrządzania krzywdy, szkodzenia i okradania innych.

Twórcy filmu ustalili, że korporacje naprawdę się tak zachowują."

Raj Patel, Wartość niczego. Jak przekształcić społeczeństwo rynkowe i na nowo zdefiniować demokrację, Muza, Warszawa 2010

Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka