piątek, 18 listopada 2011
Pirat królowej

Pirat królowej, George Bidwell, przełożyła Anna Bidwell, Śląsk 1982

 Pirat królowej, George Bidwell

Po ciekawej "Wiktorii, żonie Alberta" sięgnęłam po kolejną biografię Georga Bidwella - "Pirat królowej". Jeśli chodzi o tego autora to jest w czym wybierać, gdy po raz pierwszy zerknęłam na pełną listę jego książek lekko się zacukałam, jego pracowitość przypomina mi trochę naszego Kraszewskiego, choć i ten pracuś (Bidwell) skończył w końcu w Polsce. Może to te nasze polskie ziemniaki taką inspirację zapewniają?

Sir Francis Drake to postać nietuzinkowa w historii Anglii, która przez całe swoje ryzykowne życie igrała z ogniem. Wyobraźcie sobie taką sytuację - Anglia rośnie w siłę, ale w ślimaczym tempie pod mądrymi rządami Elżbiety, gdy tymczasem pozycja niezwykle bogatej Hiszpanii jest już ugruntowana. Ani Filip, ani Elżbieta nie wypowiedzą otwarcie wojny, póki co bardziej opłaca się im wzajemne "podgryzanie", raz uszczknie jedno, raz drugie. starty i zniewagi są wyrównane dla obojga monarchów. I właśnie w takim ciekawym momencie bezprawia wchodzi na arenę Francis Drake, człowiek, którego nie imały się kule, bezczelny, pewny siebie, chciwy bogactw i sławy lider. Kogoś takiego potrzebuje brytyjska królowa. Jego misje w oficjalnych dokumentach państwowych będą miały uznany charakter "odkrywczy", jak np. terra Australis, w rzeczywistości łupieżczy. Bo Drake postanowił uprawiać świadome piractwo, za które w każdym państwie grozi mu stryczek. Już dla tego warto przeczytać książkę aby sprawdzić dlaczego taka szanowana monarchini korzystała z usług najzwyklejszego złodzieja i grabieżcy, co prawda korzystała z nich w zawoalowanej formie. Czyż polityka nie jest uroczo zawiła? Facet rozbija się po morzach, bezczelnie daje łupnia niejednemu Hiszpanowi, plądruje Limę, Peru czy Karaiby, kradnie w świetle dnia, a uważany jest w Wielkiej Brytanii za bohatera. Oczywiście jasne jest, że gdyby nie odnosił takich niesamowitych sukcesów nie cieszyłby się takim mirem wśród plebsu i nie miał by takiego kredytu zaufania na dworze. Bo jak napisała chciwa Elżbieta "wracaj z ładunkiem skarbów albo pilnuj własnej głowy". Jednym słowem życie na krawędzi.

Biograf przedstawia nam dość romantyczną postać admirała floty angielskiej, korsarza-dżentelmena, który pilnował by nie krzywdzono niewolników i nie robiono krzywdy niewinnym białogłowom. Czyli bezwzględny tryb życia jaki prowadził nie zbrutalizował jego natury i manier. Znienawidzeni przez niego Hiszpanie nadali mu przydomek smoka - El Draque. Myślę, że to postać, która w niezwykły sposób może działać na wyobraźnie czytelnika. Książka ukazuje nam rozkwit handlu niewolnikami, dwulicowość polityki i romantyczną wizję piractwa.

czwartek, 30 czerwca 2011
Wspomnienia niebieskiego mundurka, Wiktor Gomulicki

Wspomnienia niebieskiego mundurka, Wiktor Gomulicki, Ibis

 Wspomnienia niebieskiego mundurka, Wiktor Gomulicki

Trójka dzieciaków znajduje niebieski kołnierz i zasypuje swego tatę ciekawskimi pytaniami o jego pochodzenie. Pociechy ze zdziwieniem dowiadują się, że w końcu XIX wieku, w Pułtusku, uczniowie nosili niebieskie mundurki. Naprowadzony na ścieżki wspomnień tato zaczyna wydobywać z pamięci zapomniane anegdoty z okresu swej początkowej edukacji.

Chłopięca natura bardzo się chyba nie zmieniła od czasu gdy Wiktor Gomulicki spisywał "Wspomnienia niebieskiego mundurka". Jest tu owa nieokiełznana siła młodzieńcza, z jej butnością, hardością, ciekawością świata. Zawierane są przyjaźnie na śmierć i życie nad garncem miodu, dokonywane są czyny bohaterskie i odstawiana fanfaronada do spółki z bezmyślnością. Pierwszoklasiści to knoty, dzieci nie mające bladego pojęcia o życiu w szkole i jej poważnych wymogach. Jest tarmoszący za czupryny nauczyciel francuskiego, lubiący powtarzać podstawy łacinnik, Rosjanin o przychylnej duszy, surowy inspektor. Gmach szkolny i przewidziane pięć klas podstawowych to szkoła życia i kręta ścieżka edukacji, nie wszystkim też będzie dane poznać jej koniec. Niektórzy z chłopców nie poradzą sobie z wymaganiami ciała pedagogicznego, inni wrócą na wieś pomagać rodzicom, a jeszcze inni zostaną ożenieni przez zaradnych ojców ku całkowitej zgrozie swoich kolegów.

Przygody męskiej progenitury są barwne, czasem niebezpieczne - czyta się to z raczej z uśmiechem rozbawienia na ustach. Miło jest się zagłębić w te niewinne psoty. Poznajemy prymusów, lizusów, leniuchów, krętaczy i przyszłych businessmanów, którzy za bułki z masłem sprzedają naostrzone stalówki albo z dobroci serca starannie kaligrafują nazwiska na zeszytach. Dowiemy się jak przycinano stalówki do piór i ręcznie sporządzano piłki do gry. Uczniowie pochodzą z różnych warstw społecznych, mamy synów urzędników z miasta, chłopskie dzieci i małych brzdąców rzemieślników, którzy zwykle przez swą zaradność i talenta cieszą się poważaniem wśród kolegów. Te światy się ścierają, rzeczywistość dla każdego z chłopców jest inna dlatego z ciekawością, a często i zdziwieniem popatrują na towarzyszy w ławkach.

Książka jest po prostu urocza, niesamowicie nostalgiczna, pisana piękną, barwną polszczyzną.

"To nie "knoty" przyszli, nie urwisy, nie zrywacze kwaśnych jabłek, nie otrząsacze robaczywych gruszek. To raczyła nawiedzić ogród zamkowy arystokracja szkoły: same piąto-klasisty, ptaki na wylocie, którym rektor doręczyć ma jutro patenty, a wraz z patentami prawo noszenia stroju cywilnego, zapuszczania bród i wąsów, chodzenia z laskami, grywania w bilard, zaciągania się papierosem."

"- Miałem skoczyć z huśtawki - mówi wesoło.

 

- Tak. Z huśtawki rozbujanej. Skoczyłeś?

 

- Skoczyłem.

 

- I cóż?

 

- Ano, niech powiedzą świadkowie. Występuje Sitkiewicz i dwaj inni jeszcze.

 

- Chcieliśmy do tego nie dopuścić - mówi Sitkiewicz - ale smarkacz uparł się i skoczył.

 

- Ty, Sitko - woła zaperzony malec - tylko bez "smarkaczów"! "Balonikiem" pozwalam się nazywać, ale za "smarkacza" możesz oberwać.

 

- Skoczył - ciągnie tamten, nic sobie z pogróżek nie czyniąc - no, i naturalnie, rękę złamał.

 

- Kłamiesz. Nie złamałem, lecz zwichnąłem.

 

- Jedno licho.

 

- Nie jedno. W tydzień później mogłem już był skakać po raz drugi.

 

- Spodziewam się - zauważył Kuszkowski dobrotliwie - żeś tego nie zrobił!

 

- Wariatem przecie nie jestem!

 

Śmieją się słuchacze - śmieje się i arbiter.

 

- Jakże zatem - pyta ostatni - zapatrujesz się dziś sam na swoje bohaterstwo?

 

- Że jest odpowiedniejsze dla małpy niż dla człowieka."

poniedziałek, 30 maja 2011
Wiktoria, żona Alberta, George Bidwell

Wiktoria, żona Alberta, George Bidwell, Prószyński i S-ka 2000

 Wiktoria, żona ALberta, George Bidwell

Niedawno oglądałam film "Młoda Wiktoria" więc gdy nawinęła mi się książka Georga Bidwella, "Wiktoria, żona Alberta", od razu postanowiłam ją przeczytać. Zaciekawiła mnie postać tej długowiecznej królowej a pisarz zaspokoił całkowicie moją ciekawość, obraz jaki wyłania się z jego książki nie jest bynajmniej wolny od ostrej krytyki i szczerego osądu jej dokonań.

Wiktoria od początku mimo surowego, chrześcijańskiego wychowania nie miała najlepszych wzorców do naśladowania. Odnosi się to głównie do jaj matki, która jak myślę była głównym przyczynkiem do jej późniejszej hipokryzji. Gdy mała przyłapuje mamę in flagranti z Johnem Conroyem, jej ochmistrzem, delikatna nić porozumienia jaka je łączy zostaje rozerwana i ich stosunki zawsze już będą napięte. Intrygi w posiadłości tylko pogarszają sytuację. Niezbyt inteligentna, omotana księżna Kentu na pewno szczerze kochała córkę, jednak jej pragnienie władzy przewyższało inne uczucia. I tak od najmłodszych lat dziecka, wszyscy bliscy bez przerwy walczą o wpływy nad  Wiktorią i tak już będzie zawsze, bo mimo iż dziewczę się buntuje, to zawsze ktoś roztoczy nad nią swą "delikatną" opiekę. Kolejno jej guwernantka, pierwszy premier, którego darzyć będzie nieszkodliwym uwielbieniem, przyszły mąż.  Co oczywiście nie znaczy, że owi ludzie chcieli źle dla swojej podopiecznej, oni jedynie "wiedzieli lepiej" i Wiktoria dawała się wodzić za nos. Jak pisze Bidwell była kobietą nieopanowaną, pozwalającą by histeria i szał panowały nad nią. Braki w wykształceniu, ogromna naiwność połączona z łatwowiernością, stanowiły dobry materiał do "urabiania".

Gdy osiemnastolatka zasiada na tronie, Anglia ma już powyżej dziurek w nosie Hanowerczyków, którzy sprowadzili owy "tron na dno niesławy" i z ulgą wita świeżą krew. Sama Wiktoria jest zachwycona swoją nowo zdobytą niezależnością i nie ma bladego pojęcia o rządzeniu krajem, w dodatku jest niezwykle stronnicza. Prawdziwy monarcha powinien łagodzić konflikty i być bezstronnym, tymczasem ona kibicowała Wigom albo Torysom, w zależności od okresu życia. Jeśli chodzi o męża to ten gdy już się znudził osuszaniem bibułą podpisów swej królowej zaczął swoją powolną kampanię dyskretnego przejmowania władzy. Sama królowa związek małżeński bardzo sobie chwaliła, poza rodzeniem dzieci, które były dla niej "ujemną stroną małżeństwa". Cechą tej pary była owa "przeklęta moralność" pokrywana przez całe tony hipokryzji. Według biografa Albert był tą silniejszą indywidualnością, kształtującą opinie królowej, niezwykle sumienny, obowiązkowy, a przy tym sztywny i bezwzględny. Po jego śmierci królowa bez przerwy będzie nosić żałobę i czarny czepeczek, skromnym tym ubiorem zyska sobie sympatię niższych klas, co ceniły umiar i bezpretensjonalność.

W książce przedstawiona jest jeszcze jedna postać - Florence Nightingale, ta nieprzeciętna kobieta stanowi tu swego rodzaju przeciwwagę dla Wiktorii. Gdy niezwykle czynna pielęgniarka dokonuje cudów na polu służby zdrowia, królowa Anglii świętuje jubileusz z okazji swej długowieczności i zasiadania na tronie. Pisarz nie ukrywa po czyjej stronie leżą jego sympatie i podziw.

George Bidwell pisze przystępnie, ciekawie, starając się zachować jakąś dozę obiektywizmu, choć nie szczędzi surowych sądów. Do tego analiza fenomenu wiktoriańskiej mentalności i obyczajowości z wytłumaczeniem dlaczego w owym okresie, taką popularność zdobyły sobie ciężkie, wyściełane meble i stoliczki z bibelotami.

środa, 25 maja 2011
Cesarzowa Elżbieta, Brigitte Hamann

Cesarzowa Elżbieta (Elisabeth, Kaiserin wider Willen), Brigitte Hamann, tłumaczenie Jan Koźbiał, PIW 2008

 Cesarzowa Elżbieta, Brigitte Hamann

O książce Brigitty Hamann po raz pierwszy przeczytałam na blogu Lirael i od razu mnie zainteresowała. Tytułowa postać, bohaterka wielu filmów, jest ciągle bezkrytycznie uwielbiana przez naród austriacki i drukowana w masowych ilościach na pocztówkach z pozdrowieniami z Wiednia. Ładna buzia, swoista historia Kopciuszka i wreszcie tragiczna śmierć, dodają poloru legendzie. Nie łatwe to zadanie dla biografa zmierzyć się ze sławną i lubianą postacią historyczną, wokół której narosło trochę mitów. Myślę jednak, że historyk podołała wyzwaniu i udało jej się oddać w ręce czytelników książkę obiektywną, bazującą na wielu źródłach historycznych, a przy tym ciekawą.

Obraz jaki wyłania się nam z publikacji Brigitte Hamann jest szczery i bez pozłoty. Poznajemy zaledwie piętnastoletnią księżniczkę bawarską, która całkowicie zauroczyła cesarza Franciszka Józefa. W dodatku dziewczę nie miało podobnego zamiaru, jedynie towarzyszyło w oficjalnej wizycie swej starszej siostrze Helenie. Jednak cóż począć, "cesarzowi Austrii nie daje się kosza". I w ten dość sprzeczny z etykietą sposób zaczęto kompletować na chybcika wyprawę ślubną dziewczynce, całkowicie zaskoczona matka nie była przygotowana na taką ewentualność i trousseau Elżbiety von Wittelsbach wypada biednie na wiedeńskim dworze. Tragedię jaką musiała przeżywać mała cesarzowa trudno nam zrozumieć w XXI w., nie był to dla niej najlepszy początek a "na parkiecie wiedeńskiego dworu łatwo było się poślizgnąć". Do tego Elżbiecie brakowało nieskazitelnego drzewa genealogicznego co gubiło ją w oczach dworu, nie mówiąc już o dość ekscentrycznym postępowaniu papy von Wittelsbacha. Jednym słowem pewne rzeczy się nie zmieniają - majątek i pozycja, to ceniono i ceni się nadal w wielkim świecie. Potem było już tylko gorzej, nieporozumienia z upartą i niedyskretną teściową narastały, Zofia nie przywykła do tego by jej się sprzeciwiano i miała własne poglądy na wychowanie wnuków. Franciszek Józef szczerze kochał swoją żonę, ale wychodził z założenia, że jakoś się dziewczę odnajdzie w pałacu. I rzeczywiście wraz z upływem lat młoda kobieta zaczęła mieć własne zdanie, ale bynajmniej nie takie jakiego spodziewał się jej mąż. Sisi nauczyła się wykorzystywać swój największy atut - urodę, do spełniania swoich pragnień, jednak ze względu na swą chorobliwą nieśmiałość nigdy porządnie nie zajęła się polityką.

Była cesarzową, która uważała że urząd cesarza jest niepotrzebny, wręcz zbędny, oczywiście mężowi tego nie mówiła, nigdy też go nie krytykowała. Zwolenniczka demokracji o antymonarchistycznych poglądach, postępowa kobieta, po cichu hodująca swoją indywidualność. Do tego egzaltowana romantyczka i poetka, to przez nią najważniejszą osobą na dworze była fryzjerka. No, ale jak ktoś ma włosy do kostek to toaleta trwa "chwilę" (ta chwila liczyła sobie dziennie trzy godziny) i musiał być ktoś wprawny do pomocy. Wszystkie zabiegi upiększające urodę zwróciły się Elżbiecie, która jeszcze po pięćdziesiątce (przypominam, że wtedy nie było jeszcze liftingów i innych nieczystych sztuczek) uchodziła za piękną kobietę i bynajmniej nie "jechała" na ugruntowanej opinii ani pozycji jaką zajmowała w świecie.

Autorka biografii cesarzowej nie pomija milczeniem ekscesów swojej bohaterki, jej narastających dziwactw, nerwowych napadów. Ktoś kto oglądał te wszystkie filmy o Sisi może się srodze rozczarować nią samą i jej późniejszym związkiem z mężem. Dość powiedzieć, że kochana żonka ułatwiała cesarzowi spotkania z jego nową przyjaciółką, po resztę informacji ciekawskich odsyłam do książki Brigitte Hamann.

seria: Biografie Sławnych Ludzi

niedziela, 15 maja 2011
Opowieść o Darwinie, Irving Stone

Opowieść o Darwinie (The Origin. A Biographical Novel of Charles Darwin), Irving Stone, MUZA, Warszawa 2011

 Opowieść o Darwinie, Irving Stone

Wiele już słyszałam pozytywnych opinii o twórczości Irvinga Stonea z niecierpliwością więc sięgnęłam bo świeżo wydaną w Polsce "Opowieść o Darwinie" tego autora. Zdawałam sobie sprawę, iż jest chwalony za niezwykłą szczegółowość i pieczołowitość z jaką oddaje wszystkie elementy życia danej postaci historycznej w swych powieściowych biografiach. To wszystko jednak nie przygotowało mnie na oszołomienie i zagubienie w jakie wprawiły mnie już pierwsze strony. Takiej orgii szczegółów to ja chyba jeszcze nigdy w życiu nie widziałam.

Do dwudziestodwuletniego Karola Darwina uśmiecha się niezwykła okazja jaką jest pozycja geologa na statku "Beagle", ta podróż umożliwi mu poznanie zakątków ziemi o jakich mógłby wcześniej tylko pomarzyć i zmieni jego życie na zawsze. Zbiory jakie zgromadził przez kilka lat rejsów będą nie tylko największą kolekcją i dumą brytyjskiego naturalisty, ale inspiracją na jego naukowej ścieżce. Nasz bohater swoją późniejszą teorię o powstawaniu gatunków nosił "w sobie" przez lata, gromadząc materiały, dowody, rozwijając tezę. Pracował nie wiedząc czy uda mu się opublikować owoce swej pracy.

Ciężkie jest życie naukowca, który przeciera ścieżki przyszłym pokoleniom uczonych. Mozolna, trudna i pracochłonna jest dola Darwina, który z niezwykłym samozaparciem ślęczy nad kolejnymi żyjątkami i zbiera materiały do swych publikacji. Budzi podziw mrówcza praca tego cierpliwego człowieka, w dzisiejszej dobie komputerów oraz internetu jego osiągnięcia przybierają rozmiar tytanicznych. Katalogowanie, ślęczenie nad mikroskopem, cierpliwe sporządzanie notatek, poprawianie zebranych wcześniej tez, przepisywanie - to zakrawa na syzyfowe prace.

Myślę, że to może być wspaniała książka dla ludzi naprawdę zainteresowanych życiorysem tego naturalisty. Mamy tu dosłownie wszystkie informacje o kształtowaniu się jego poglądów, wpływie innych naukowców, przyjaciół, życiowym dorobku, przeprowadzaniu badań, trybie pracy, kolejnych wyzwaniach jakich się podejmował. Na okrasę, wszelkie detale życia codziennego włącznie z kwestiami uczuciowymi. Dosłownie stoimy obok i widzimy jak Darwin nam rośnie, podróżuje, dorasta do małżeństwa, chowa dzieci, choruje i wreszcie starzeje się.

Tak całościowo to nie przypadła mi ta księga do gustu, na pewno jeszcze będę chciała przeczytać  jakąś powieść Irvinga Stonea, żeby przekonać się czy ożywianie innych sław wychodzi mu równie sztucznie. Rozumiem ogromną wartość poznawczą i edukacyjną jego książki, ale nie oznacza to, że musi mi się podobać styl tego pisarza. Jeśli miałabym rozpatrywać książkę Stone z perspektywy biografii to powiedziałabym, że jest niebanalna, jeśli z pozycji powieści - nudna. Dialogi wydały mi się nienaturalne, wyznania miłości Darwina afektowane - to nie powieść lecz opowieść, nie pozostaje mi więc nic innego jak potwierdzić niezwykłą trafność tytułu polskiego wydania. Mimo trudności jakie napotyka główny bohater nie ma tu jakichś namiętności, nie czuć szalejących uczuć, burzy jaką częśto serwuje nam życie. Smutek postaci tutaj mnie nie przekonuje. Ogrom pracy jaki musiał włożyć autor w swą publikację i przekopać się przez tony materiałów źródłowych musiał być żmudną robotą, co nie zmienia faktu, że całość wypada dość nużąco dla czytelnika.

niedziela, 08 maja 2011
Królowa Blanka, Regine Pernoud

Królowa Blanka, Regine Pernoud, przekład E. Bąkowska, PIW, Warszawa 1989

 Królowa Blanka, Regine Pernoud

Blanka Kastylijska to wnuczka wspaniałej królowej Alienor, której biografię, tej samej autorki już czytałam ( recenzja tu). Trzeba powiedzieć, że wnuczka była godną następczynią w historii, w końcu w średniowieczu królową zostawało się nie od parady. Z tym stanowiskiem wiązały się bardzo konkretne obowiązki nie polegające wtedy jedynie na płodzeniu kolejnych potomków rodu królewskiego. Władczyni musiała wspierać sprawiedliwego króla i dbać o pokój w państwie.

Alienor z Akwitanii udaje się do swej córki by w królestwie Kastylii wybrać przyszłemu królowi Francji godną żonę, obowiązek ten spełnia z całym swym trafnym zmysłem. Mimo oczekiwań kastylijskiego dworu stara królowa zabiera ze sobą najmłodszą córkę Alfonsa VIII, Blankę. Dlaczego wybrała dwunastoletnią dziewczynkę zamiast jej starszej siostry? Tego się pewnie nigdy nie dowiemy. Dość, że dokonała trafnego wyboru. Zaślubiny bardzo młodej pary (oboje mają po 12 lat) odbywają się na ziemi angielskiej bo jak wyznają Francuzi ze wstydem, ziemia Francji objęta jest interdyktem ze względu na niechrześcijańskie postępowanie przyszłego teścia (Filip II August), który trochę namieszał w swoim małżeństwie wymieniając sobie żonki według własnego widzimisię. Tymczasem młode małżeństwo pokochało się szczerze i pod okiem króla Filipa miało szansę dorosnąć i zdobyć doświadczenie na przyszłość, mąż Blanki po objęciu tronu zdobędzie sobie zaszczytny przydomek Lwa. Gdy mąż Ludwik umiera jego najstarszy syn ma 12 lat, wolą zmarłego było pozostawienie realnej władzy w rękach żony, której ufał i wiedział, że sobie poradzi. Tak też się staje, Blanka nie jest więc tylko regentką, ale i królową. Wychowuje syna, doradza mu i razem z nim podpisuje dekrety. Rządy ze strony kobiety nie wzbudzały sprzeciwu, gdyż nie były wbrew prawu lennemu. Mimo dość trudnego okresu dla Francji, ze względu na nieustającą rywalizację z Plantagenetami i wiecznymi walkami z wasalami, dominującą pozycją kościoła, matka i syn radzili sobie całkiem nieźle. W tej epoce nie uznawano półśrodków a mimo wszystko Ludwik IX zdobył opinię władcy sprawiedliwego, a później świętego. Oczywiście wśród tych pochwał znajdują się i słowa krytyki dla obojga, którzy byli ludźmi gwałtownymi i zapalczywymi w swym gniewie. Pani historyk ukazuje nam obie strony medalu, czyni to na tyle, na ile pozwala jej zebrany materiał.

Jak zwykle u Regine Pernoud z książki dowiemy się czegoś o kulturze, społecznych przemianach, rozwoju w najważniejszych dziedzinach nauki. Autorka jakby mimochodem podrzuca czytelnikowi mnóstwo informacji na temat samego średniowiecza - obyczajów, stosunków społecznych, pozycji kobiety. Do tego trzeba dodać, że praca mediewistki była pierwszą z gruntu naukowo-historyczną dotyczącą życia królowej Blanki. Pisarka miała więc do dyspozycji jedynie skąpe teksty źródłowe z przeważającą ilością zapisów literackich, które nie należą do materiałów wiarygodnych, tym bardziej chylę więc czoło przed pracowitością i dociekliwością. Przy tym wszystkim książkę czyta się szybko i przyjemnie, bez tzw. dłużyzn. Wiem na pewno, że będę czytać wszystkie publikacje jej autorstwa jakie wpadną mi w ręce.

tej samej autorki zrecenzowane na blogu:

 

"Alienor z Akwitanii" Regine Pernoud

 

 

"Kobieta w czasach katedr" Regine Pernoud

 

seria: Biografie Sławnych Ludzi

środa, 07 lipca 2010
Maria Antonina, Stefan Zweig

Maria Antonina, Stefan Zweig, tłumaczyła Zofia Petersowa, Książnica, Katowice 2005

Maria Antonina

 To pierwsza biografia Zweiga jaką przeczytałam, ale na pewno nie ostatnia, już piszę dlaczego.

Postać Marii Antoniny przez lata zdążyła już obrosnąć legendami, ba, już w sobie ówczesnych czasach, tą królową postrzegano przez pryzmat uwielbienia jakim cieszyli się władcy, potem pogardy i nienawiści głodującego ludu. Zweig stara się przedstawić ją taką jaka była w istocie - młoda, swawolna dziewczyna, zaniedbana królowa, oddana matka, kochająca kobieta. Bez uprzedzeń odkrywa przed nami człowieka niewolnego od wad, ale bezsprzecznie posiadającego serce i umysł. Autor ożywia dla czytelnika historyczną postać i czyni to w mistrzowski, choć strasznie pompatyczny sposób.

Księżniczka habsburska nie była dobrze przygotowana do pełnienia roli królowej Francji, mimo iż jej matka planowała ten mariaż latami. Swawolna, młoda osóbka o przyjemnej dla oka powierzchowności mogła zawsze liczyć na pobłażanie ze strony starszych. Charakter żywy, łaknący ruchu i zabawy nie chciał nagiąć karku nad mądrymi księgami, nikt rozsądny nie miał też wystarczającego wpływu na beztroską władczynię. Do tego mąż, który nie kwapił się do roli jaką obdarzył go los oraz intrygujący Wersal. Ludwik August do tego stopnia nie mógł się zebrać i skonsumować małżeństwo, iż pozostawił swą żonę dziewicą przez siedem lat. Zweig stara się uświadomić czytelnikowi jak to postępowanie delfina wpłynęło na samą arcyksiężniczkę i dalsze losy tego małżeństwa, a co za tym idzie, dalsze dzieje Francji. Sam król zapisał się w historii tego kraju jako pierwszy władca niezależny od wpływu kurtyzan.

Pisarz odkrywa przed nami długoletnią miłość Antoniny do Hansa Axela Fersena, szwedzkiego arystokraty. Drwiącym tonem opowiada o uprzykrzonej, sztywnej etykiecie wersalskiej, która zatruwała wszystkim życie. Poświęca miejsce na wytłumaczenie antypatii francuskiego ludu, którego miłość przerodziła się w nienawiść, zdaje nam raport z politycznych konsekwencji ruchów wolnościowych w kraju.

Książkę czyta się szybko oraz przyjemnie. Autor naprawdę wyczuł klimat tamtej epoki i umiał go oddać. Nie ogranicza się do opisywania życia królowej, ale ogarnia także ludzi, na których wpłynęła, konsekwencje jej postępowania. Zweig zagląda do pamiętników króla, listów koronowanych głów i ministrów. Ukazuje zmiany społeczne, przyczyny upadku tronu, rodzenie się nacjonalizmu, początki patriotyzmu, które ostatecznie ukształtowała rewolucja, nie stroni też od sztuki. To wszystko powoduje, "Maria Antonina" nie jest tylko opowieścią o niej samej, ale i barwną panoramą epoki.

niedziela, 09 maja 2010
Moje młode lata, Daphne Du Maurier

Moje młode lata. Autobiografia (Myself when young), Daphne Du Maurier, tłumaczyła Anna Bańkowska, Prószyński i S-ka, Warszawa 2000

Moje młode lata. Autobiografia

Po przeczytaniu ostatnio kilku powieści Daphnie Du Maurier naturalnym mi się zdało sięgnięcie po jej autobiografię. Książka ta, to całkiem miłe wspominki starszej już pani, z okresu swego dzieciństwa i dorastania. Siedemdziesięcioletnia autorka "Rebeki" przy pisaniu "Moich młodych lat" korzystała ze swych dzienników, które prowadziła od dwunastego roku życia, czyli w latach 1920 - 1932. Czytelnik więc ma możliwość zapoznania się już z pierwszymi najważniejszymi wydarzeniami w jej życiu, takimi jak pierwsze zabawy i przełomowy moment nauki czytania - składania do kupy coraz to dłuższych wyrazów.

Zgromadzone przez nią historie rodzinne to urokliwe chwile jej życia przywołane teraz na użytek czytelnika. Początek dwudziestego wieku,  z guwernantkami, pokojówkami w czepkach tworzą klimat tej niedługiej książeczki.

Mamy tu wszystkie osoby, które naprawdę liczyły się w życiu Daphne, nauczycielki, mentorki, przyjaciele i rodzina. Autorka podkreśla swój słaby związek z matką, którego żałuje, i przywiązanie do ojca. Opowiada o niezwykłej więzi jaka łączyła ją ze starszą siostrą, której zawsze mogła się zwierzyć. Z perspektywy współczesnego czytelnika pisarka żyła jeszcze w czasach obwarowanych konwenansami, włóczenie się po nocy z chłopakiem groziło restrykcjami ze strony rodziców. Autorka "Rebeki" już od dzieciństwa wykazywała się twórczą inwencją i pomysłowością, dość wspomnieć o jej alter ego - Eryku Evonie. W dzieciństwie miała przezwisko Piotrusia Pana.

Sporo tu o podróżach, Daphne uczyła się we francuskiej szkole z internatem, rodzina często wyjeżdżała do Włoch. W końcu też pokochała Kornwalię, gdzie rodzice zakupili letni domek i na zawsze już związała się nią. Mam tylko nadzieję, że ja także znajdę kiedyś takie miejsce, które pokocham z taką samą pasją i oddaniem co Daphne Du Maurier.

Ta książka to też opowieść o kształtowaniu się jej literackiego talentu. Wspomnieniach, które przeniknęły do jej twórczości, inspiracjach, motywach. Dokładnie opisuje powstanie swoich trzech pierwszych książek, "Dobrego ducha" ("The Loving Spirit" 1931r.), "I'll Never Be Young Again" (1932) i "The Progress of Julius" (1933).

Książka raczej dla fanów jej pisarstwa albo ciekawych dzieciństwa i młodości sławnej pisarki. Mało tu niestety smaczków historycznych, które uczyniłyby publikację barwniejszą i ciekawszą. Wszystko odmalowane jest dosyć pobieżnie ale całkiem urokliwie.

wtorek, 22 grudnia 2009
Moje Nalewki, Bernard Singer

Moje Nalewki, Bernard Singer (Regnis), Czytelnik, Warszawa 1993

Moje Nalewki

 W swojej wspomnieniowej książce Bernard Singer przedstawia nam Warszawę przełomu wieków XIX i XX. Od urodzenia żył w dzielnicy żydowskiej na Nalewkach i sportretował nieistniejący już świat, po którym zostało zaledwie kilka nazw ulic.

Razem z Singerem cofamy się w czasie, zapuszczamy się w wąskie uliczki, wnikamy w żydowską kulturę i poznajemy sytuację ówczesnych ludzi. Żydzi stanowili wtedy niezwykle liczną mniejszość narodową, która aktywnie uczestniczyła w rozwoju miasta. Wspomnienia publicysty niewolne są od pewnej dozy sentymentu, ale nie upiększone, przedstawia życie wraz z jego brutalnością i bezwzględnością. Codzienne problemy mojżeszowej nacji to brak podstawowych praw obywatelskich, dodatkowe podatki, stosunek chrześcijan - ich zacofanie i uprzedzenia. Jednak ten brak akceptacji i zrozumienia przedstawiony jest z niezwykłą swadą i swobodą językową, w której kryje się ironia.

"Żydom trudno było otrzymać służącą z kontroli, a nawet z prywatnych biur pośrednictwa. Te, które godziły się na ryzyko, domagały się nieco większej płacy niż u chrześcijan. Nie każdy bowiem ksiądz na spowiedzi rozgrzeszał z pracy u Żydów."

Ojciec Bernarda był dyskonterem,  komisjonerem, a później kupcem, zapoznajemy się też bliżej z zawodami stróżów, służących, mamek, wojażerów, lichwiarzy. Poznajemy tajemnice działania szkoły żydowskiej - chederu, niektórych z tradycji religji żydowskiej i jej zwyczai. Bystre oko autora nie pomija zmian społecznych i  rewolucji obyczajowej (1905 r.) dotyczących wszystkich warstw jego narodu. Notuje wpływ polityki na codzienne życie mieszkańców Nalewek.

"Do rewolucji na Nalewkach stosunki z władzą były sielankowe. Brano, według specjalnej taryfy, od góry do dołu. Kupić można było wszystko."

 Autor pisze dowcipnie, ma lekkie pióro. Pierwsza połowa książki jest ciekawa i zabarwiona humorystycznie, potem pisarz wdaje się w ówczesne stosunki polityczne i wspomnienia tracą swój bezpardonowy charakter, a szkoda. Książka urywa się po wkroczeniu przez pisarza w dorosłość, przed wybuchem Pierwszej Wojny Światowej. Jego dalsze dzieje pokrótce opisuje w posłowiu Janina Rogozik.

piątek, 09 października 2009
Czarnobylskie truskawki

"Czarnobylskie truskawki" są moją pierwszą wyzwaniową lekturą i w dodatku trafioną, więcej wrażeń na blogu  Śmietanka literacka.

Czarnobylskie truskawki (Chernobyl Strawberries), Vesna Goldswworthy, przełożyła Elżbieta Jasińska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007

Czarnobylskie truskawki

"Czarnobylskie truskawki" to nietypowa autobiografia kobiety, która postanowiła napisać książkę dla swego synka i przy okazji rozprawić się ze skomplikowaną historią swej ojczyzny i życia.

Gdy autorka dowiedziała się, że choruje na raka piersi jej syn miał zaledwie dwa lata, wiek w jakim szybko zapomina się i nie zdąży się jeszcze poznać naprawdę swoich rodziców. Jej kraj pochodzenia, Jugosławia, też kładł się cieniem na przeszłości  jednocześnie komplikując teraźniejszość. Jako wykładowca literatury, była redaktor, nie obca jej była styczność z piórem, więc książka stała się kolejnym krokiem na drodze do pozostawienia po sobie jakiegoś ogniwa, z którym mały Aleksander mógłby się w przyszłości zintegrować, poznając ojczyznę swej matki z jej utrwalonych opowieści.

Vesna pisze o losach swojej rodziny w kraju miotanym przez historyczne zawieje, które wystawiały jego ludność na wieczną niepewność i tułaczkę. Poznajemy historię jej dziadków, rodziców, ich charaktery, zwyczaje, wspomnienia te mają charakter bardzo osobisty, ale nie pozbawiony uroku. Dużo tu anegdot z życia autorki, jej dzieciństwa, dorastania, podbojów miłosnych i rozwoju duchowego. Burzliwe losy Bałkanów plączą się z życiem ich mieszkańców, sprawiając, że widzimy jak historia tworzona przez polityków i przywódców wpływa na codzienność zwykłych, szarych ludzi. Zmienia się też perspektywa patrzącej, od niefrasobliwych wspominek dziecka, zakochanej pannicy po niezdecydowaną i niepewną swego miejsca kobietę-kameleona aż do zdecydowanej i walczącej pisarki.

 
1 , 2
Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka