niedziela, 20 września 2009
Ostatnia bitwa templariusza, Arturo Perez-Reverte

Ostatnia bitwa templariusza (La piel del tambor), Arturo Perez-Reverte, przełożyła Joanna Karasek, Muza, Warszawa 2007

 

Ostatnia bitwa templariusza

Gdy do sieci Watykanu włamuje się hacker i pozostawia wiadomość w prywatnym komputerze papieża sprawa nabiera wagi państwowej. Zwłaszcza, iż pozostawiony mail ma dość dramatyczną treść, "w Sewilli, gdzie kupcy zagrażają domowi Bożemu, gdzie mały siedemnastowieczny kościół, bez ochrony władz kościelnych ani świeckich, zabija, aby się bronić." Zaintrygowane państewko rzymsko-katolickie wysyła jednego ze swoich najlepszych ludzi, Lorenzo Quarta, człowieka do zadań specjalnych, u którego opanowanie i samodyscyplina zastąpiły wiarę. Przystojny ksiądz szybko orientuje się na miejscu, że może nurkować w niezgłębionej sieci intryg, jaka powstała wokół niepozornego budynku kościoła. Mamy bogatego bankiera bez sumienia, jego niebezpiecznie piękną żonę, zakonnicę-architekta, upartego proboszcza i do tego krążących w pobliżu zabójców i nachalnych paparazzi. 

Cała książka to przytyk w stronę kościoła katolickiego i obecnej moralności ludzi małej wiary, wszystkich się da przekupić, deprawacja przekroczyła granice. W dodatku sami wierni chrześcijanie zaczynają tracić na znaczeniu, czym są losy kilkorga wraz z ich celami gdy szkodzą szeroko pojętym interesom. Pisarz nie daje zapomnieć czytelnikowi jak nisko upadli ludzie wobec żądzy pieniądza i prostych rozwiązań.

Fabuła wydaje mi się trochę zbyt rozwleczona na te  pięćset parę stron, pisarz skupia się na swoich bohaterach, przedstawiając ich uczucia, cele, ambicje i słabości. Możemy przeczytać co kieruje tymi zapaleńcami, a co ich hamuje. Wszystko po to by pokazać, że idee i wiara, które napędzają człowieka mogą stać się ważniejsze niż wartości doczesne. Walący się powoli barokowy kościół jest symbolem dusz, które szukają celu i oparcia. Natomiast Watykanowi zależy tu tylko na rzeczowym raporcie, który wyjaśni sytuację oraz rozwiązaniu delikatnej sytuacji. Tyle trudu włożył autor w budowanie napięcia wokół tego zabytkowego budynku by na końcu okazało się że nic tam nie ma.

Wydaje mi się, że pisarzowi dobrze udało się oddać klimat rozgrzanej do czerwoności Sewilli, która zaprasza do zagłębienia się w wąskie uliczki. Pobielone domy odbijają oślepiające światło słońca a zabytki popadają w ruinę. Mieszkańcy miasta przesiadują w klimatyzowanych barach obgadując znajomych i bohaterów z aktualnych okładek gazet. Przynależność do sfery wyższej powoli staje się tu przeżytkiem, kolejny świat odchodzi w zapomnienie.

Recenzja Eruany

MUZA

niedziela, 26 lipca 2009
Japońskie cięcie

Japońskie cięcie, Krzysztof Kotowski, Cat Book, Tarczyn 2009

Japońskie cięcie

Po wyjątkowo rzewnej książce przyszedł czas na coś bardziej męskiego, w bibliotece dorwałam Kotowskiego. I jeśli chodzi o częste zwroty akcji i teorie spiskowe to jestem usatysfakcjonowana.

Robert Czechowicz, chirurg i zdobywca kobiecych serc, nie mając o niczym pojęcia wplątuje się w niezłą aferę. Żył sobie spokojnie, nie wadząc nikomu, zszywając rozbite głowy i podrywając panienki, a jakimś cudem stał się niezwykle cenny dla pewnej międzynarodowej organizacji. Gdy jego przyjaciel znika, a kule sypią się na jego głowę, do akcji wkracza agentka Ultra (w życiu nie słyszałam głupszego pseudonimu). Kobieta odpowiedzialna, inteligentna, ale troskliwa, przez co daje z siebie zrobić przedszkolankę dla dwóch szukających wrażeń facetów (stanowczo w tej książce płeć mocna to płeć piękna). Dla równowagi, obok opiekuńczej blondynki, mamy jeszcze niegrzeczną blondynkę, Sil.

Ultra i pewien dziennikarz (pismaki zawsze wścibskie) pomagają Robertowi wyplątać się z kłopotów, albo dla odmiany sami tworzą następne. Galeria postaci zwiększa się z każdym rozdziałem, a prawdopodobieństwo wydarzeń maleje.

Na potrzeby swojej książki pisarz stworzył dość ciekawą teorię, opierając się na zasadach hipnozy, i rozszerzając "nieco" jej zasięg o własną inwencję. W trakcie rozwoju akcji daje czytelnikowi możliwość zerknięcia na zastosowanie jej w praktyce, i spojrzenia na swoje wymysły od krytycznej strony samych bohaterów. Inspiracją dla autora była archeologia i historia, do tego dodał hipnozę i wyszła wcale zgrabna historia. W tekście pełno przemyconych aluzji politycznych i społecznych. Sama kreacja bohaterów nie zawsze jest udana, choć pisarz stara się by byli wielowymiarowi i niejednoznaczni. Myślę, że profesor Wasyłyszyn to jedna z bardziej przemyślanych postaci, jego zachowanie wydaje mi się najbardziej prawdopodobne, jest człowiekiem oddanym swojej misji, ale bez fanatyzmu. Ogólnie powieść czyta się szybko i jest całkiem wciągająco, tylko jakoś mi się tu wszystko za gładko rozwiązało, za szybko. Niby skomplikowana intryga, tyle osób, organizacji, a wszystko jak ucięte nożem na końcu, ciach i problemów nie ma.

Nie zgadzam się jeszcze z autorem co do kwestii języków obcych, pisarz wypowiedział się w książce kilka razy, jakoby po trzecim języku nauka następnych szła z górki. Tak skomplikowanego procesu jakim jest przyswajanie języka nie można podsumować  w ten sposób, wiem co mówię. Zauważyłam, że Kotowski ma słabość do obdarzania swoich postaci umiejętnością posługiwania się wieloma językami, a im starsze tym lepiej, i ten pomysł jest całkiem ciekawy.

niedziela, 26 kwietnia 2009
Bez śladu

Bez śladu (No Time for Goodbye), Linwood Barclay, przełożył Andrzej Leszczyński, Świat Książki, Warszawa 2009

Bez śladu

Bohaterka książki, Cynthia Archer, w wieku "durnym i chmurnym" wdaje się w awanturę z rodzicami, która kończy się chwilowym zawieszeniem broni ze strony rodziców i pijackim snem młodej gniewnej. Jednak na drugi dzień, na skacowaną głowę dziewczęcia, nie sypią się gromy rodziców gdyż dom zatopiony jest w błogiej ciszy. Zszokowana odroczeniem wyroku, przykładna uczennica udaje się grzecznie do szkoły. Jednak po lekcjach nadal nikogo nie zastaje w mieszkaniu. Dwadzieścia pięć lat później, jako znerwicowana i nadopiekuńcza żona i matka uprzykrza życie własnej rodzinie. "Tragedia", która miała miejsce spaczyła trochę jej zdrowie psychiczne, więc co dwa tygodnie odwiedza bezużytecznego psychoterapeutę, który dba o jej paranoje. Wszystkie wydarzenia śledzimy oczami męża Cynthii, Terrego, którego podziwiam za cierpliwość do swojej drugiej połówki. Wspomnienia tegoż mają uświadomić czytelnikowi, jak wielką tragedię przeżyła bohaterka, i usprawiedliwić jej zachowanie nieoswojonego zwierzątka.

Myślę, że pisarz trochę za bardzo się przejął wrażliwością swojej postaci, czyniąc z niej nadwrażliwą paranoiczkę. Rozumiem, że zamysł miał służyć uwiarygodnieniu późniejszych wydarzeń w fabule, ale został wyolbrzymiony, przez co usprawiedliwia postępowanie męża, który całkiem słusznie podejrzewa żonę o lekką fiksację. Oczywiście żona się obraża. Poruszam ten aspekt gdyż chcę pokazać jak niedopracowana jest ta książka, widać "szwy", które miały wiązać fabułę i uatrakcyjnić zagadkę. Postacie przestają być wiarygodne, a "przygotowanie" czytelnika do prawdziwej akcji trwa zbyt długo. Jest wiele całkowicie zbędnych akapitów z zapychaczami fabuły. Schemat opracowanej zagadki zniknięcia rodziców jest zbyt widoczny. Wszystko to czyni powieść trochę przyciężką w odbiorze i dziwi jak wydawnictwa mogą wydawać książkę, która wymaga jeszcze solidnej pracy autora.

Kategorie: thriller / czytadło

Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka