poniedziałek, 02 maja 2011
Klątwa faraonów, Elizabeth Peters

The Curse of the Pharaohs, Elizabeth Peters, Blackstone Audio, Inc, czytane przez Susan O'Malley

 The Curse of the Pharaohs, Elizabeth Peters

"I had invited Lady Harold Carrington and certain of her friends to tea... Do not, gentle reader, be misled by this introductory statement. It is accurate (as my statements always are); but if you expect the tale that follows to be one of pastoral domesticity, enlivened only by gossip about the country gentry, you will be sadly mistaken. Bucolic peace is not my ambience, and the giving of tea parties is by no means my favorite
amusement. In fact, I would prefer to be pursued across the desert by a band of savage Dervishes brandishing spears and howling for my blood. I would rather be chased up a tree by a mad dog, or face a mummy risen from the grave. I would rather be threatened by knives, pistols, poisonous snakes, and the curse of a long-dead king.

Lest I be accused of exaggeration, let me point out that I have had all those experiences, save one. However, Emerson once remarked that if I should encounter a band of Dervishes, five minutes of my nagging would unquestionably inspire even the mildest of them to massacre me."

Tak, moja Amelia, albo polubicie ją od razu, albo znienawidzicie. Jej wszystkowiedząca natura, niezliczone zdolności, zarozumialstwo i wymądrzanie się, nie stanowią bynajmniej cech poszukiwanych u głównej bohaterki. Dla mnie to jedna z najoryginalniejszych wiktoriańskich postaci stworzonych ku uciesze czytelników. Seria z nią w roli głównej stała się dla mnie tzw. comfort reading - taki czytadłem-pewniakiem na złe dni, choć w tym wypadku (audiobook) chyba powinnam powiedzieć "słuchadłem".

Drugi tom o wiele bardziej przypomina już taki standardowy brytyjski kryminał w starym stylu niż pierwszy. Nasza amatorka-lekarz-archeolog i detektyw w jednym udaje się po pięciu latach bycia "przykładną" panią domu i matką, do Egiptu wraz z mężem, który zachowywał się równie grzecznie i przykładnie. Obojgu już znudziły się domowe pielesze, więc gdy w ich progi zawitała lady Baskerville z propozycją przejęcia wykopalisk w Dolinie Królów decyzja zapadła dość szybko, oczywiście nie trzeba dodawać kto ją podjął. Ponieważ mąż owej damy zginął w niewyjaśnionych do końca okolicznościach, oprócz radości grzebania się w piachu, nasza para będzie miała jeszcze możliwość rozwiązania małej zagadki detektywistycznej, przy czym każde z nich próbuje udowodnić sobie na wzajem, że zrobi to szybciej.

Drugi tom przyniósł mi tyle samo radochy co pierwszy, przesycony cynizmem humor połączony z bezwzględnością głównej bohaterki dla głupoty ludzkiej. Amelia postawiona przed wyraźnymi dowodami czyjejś ciemnoty ma śmiałość wziąć sprawy w swoje ręce. Prześmiewcze motywy, postacie z charakterem, wydarzenia osadzone w dziewiętnastowiecznym Egipcie gwarantują dobrą rozrywkę. Co do samej zagadki morderstwa to jest ona dość prosta i czytelnik zbyt szybko może domyśleć się kto stoi za morderstwem. Mam też nadzieję, że w kolejnym tomie autorka przestanie powtarzać pewne motywy (chodzące mumie, tajemnicze postacie w bieli, niewinne dziewice potrzebujące pomocy). Po prostu trzeba przymknąć oko i dobrze się bawić dając się porwać skrzącemu humorem stylowi powieści.

"Emerson is a remarkable person, considering that he is a man. Which is not saying a great deal."

seria: Amelia Peabody tom 2

czwartek, 07 kwietnia 2011
Kochanek śmierci, Borys Akunin

Kochanek śmierci (Lubownica smerti), Borys Akunin, Świat Książki, Warszawa 2004

 Kochanek śmierci, Borys Akunin

To moje drugie spotkanie z Erastem Fandorinem i można powiedzieć, że bardzo udane, obiecuję sobie kolejne. Jednak w tej książce to nie on jest wodzirejem akcji, ale Sieńka Skorik, można powiedzieć, że dziecko ulicy. Sierota ten trafił pod niewłaściwe skrzydła i trochę zboczył ze ścieżek edukacji na Chitrowkę, złodziejską dzielnicę, która nie cieszy się dobrą sławą. Tam zamieszkują pretendenci do tytułu króla złodziei, prostytutki, największa biedota i inne tzw. męty społeczne. Jednym słowem szanujący się obywatel nie zapuszcza się tam na wieczorną przechadzkę. Tu królują skomplikowane układy przestępczo-policyjne a nad wszystkim czuwa rada starszych, Dintojra - czyli przestępcy na emeryturze. Wszystkie czyny mieszkańców podlegają specyficznemu kodeksowi honorowemu, który jest swoistym zbiorem praw nie do obejścia, dla każdego rzezimieszka, jego złamanie grozi srogim wymiarem kary, czyli śmiercią. I kto by pomyślał, że autorowi uda się tak "ożywić" te brudne rynsztoki, napełnić uliczki podejrzanymi typami i żebrakami, ustawić mamzelki pod latarniami i w ogóle nadać całemu temu towarzystwu taki rys sentymentu.

Sienia jest chłopcem inteligentnym, bystrym i odrobinę za bojaźliwym jak na warunki Chitrowki, radzi sobie jednak całkiem nieźle. Jest generatorem wszystkich komicznych sytuacji, dowcipów i postacią wypowiadającą najśmieszniejsze teksty. To postać urocza oraz naiwna jednocześnie. Jego przypadkowe spotkanie z Masą i Fandorinem da nowy początek jego życiowej ścieżce. Sam Erast po "Azazelu" wypada trochę na wszystkowiedzącego mądralę z fenomenalnym zmysłem dedukcji, ale da się lubić. W tle mamy niezwykle okrutne zbrodnie na Chitrowce, tajemniczy, ukryty skarb, wojnę dwóch złoczyńców o koronę króla i machlojki pozostałych postaci. No i do tego na deser niezwykle piękna kobieta, tytułowa Śmierć, która przyciąga niczym magnes wszystkie największe moskiewskie mędy. Akcja powieści bardzo często nagina ramy prawdopodobieństwa i jest zbyt naiwna, ale czytelnik ciągle dobrze się bawi i można spojrzeć na to z przymrużeniem oka. Dodam jeszcze, iż mimo że jest to już dziesiąta część przygód Fandorina to pominięcie tych ośmiu nie przeszkadzało mi w lekturze, więc nie trzeba zapoznając się z treścią przestrzegać kolejności.

Przygody Erasta Fandorina tom 10

"Pan Nameless twierdził, że tak: wszelkie wartości stają się jeszcze cenniejsze, przede wszystkim dlatego, że człowiek wyżej ceni siebie samego, a także swój czas i wysiłek, Masa natomiast oponował. Był zdania, że jest na odwrót — ponieważ od pojedynczego człowieka i jego wysiłku niewiele zależy, wartości tracą na znaczeniu. Skoro dzięki postępowi połowę ludzkiej pracy wykonują różne maszyny i urządzenia, człowiek może przeżyć całe życie, a dusza się w nim nigdy nie obudzi, zatem nie zrozumie on, co to prawdziwe wartości.

Sieńka słuchał, ale nie mógł się zdecydować, za czyją opinią się opowiedzieć. Z jednej strony rację miał Erast Pietrowicz. Choćby w takiej Moskwie — naprawdę widać postęp; wkrótce zaczną kursować elektryczne tramwaje, świecą już jasno latarnie, otwarto kinematograf, a wszystkie wartości co dzień rosną w cenie. Jajka na rynku kosztowały dawniej dwie kopiejki za dziesięć sztuk, a teraz trzy. Dorożkarze za trasę od Suchariewki do Zamoskworiecza żądali pół rubla, a dziś nie mniej niż siedemdziesiąt, osiemdziesiąt kopiejek. Albo na przykład papierosy…"

"— No cóż, panie Szopenhauer — zagadnął Erast Pietrowicz — pogadamy?

— A co ja mam z tym wspólnego? — burknął Sieńka, przeczuwając coś niedobrego. — Ja przecież nic nie wiem.

— Dedukcja każe wyciągnąć wniosek wręcz przeciwny.

— Kto, kto? — zainteresował się Sieńka. — Ja pańskiej Dedukcji na oczy nie widziałem. Kłamie jak najęta, suka!

Erast Pietrowicz uniósł kącik ust.

— Ta dama, Skorikow… może jednak tak się będę do pana zwracał… nigdy nie kłamie. 

— No cóż, panie Szopenhauer — zagadnął Erast Pietrowicz — pogadamy?

— A co ja mam z tym wspólnego? — burknął Sieńka, przeczuwając coś niedobrego. — Ja przecież nic nie wiem.

— Dedukcja każe wyciągnąć wniosek wręcz przeciwny.

— Kto, kto? — zainteresował się Sieńka. — Ja pańskiej Dedukcji na oczy nie widziałem. Kłamie jak najęta, suka!

Erast Pietrowicz uniósł kącik ust.

— Ta dama, Skorikow… może jednak tak się będę do pana zwracał… nigdy nie kłamie."

niedziela, 13 marca 2011
Kiedy bogowie umierają, C. S. Harris

Kiedy bogowie umierają (When Gods Die), C. S. Harris, przełożyła Marta Kleinrok, Red Horse, 2009

 Kiedy bogowie umierają, C. S. Harris

Główny bohater książki C. S. Harris to Sebastian St. Cyr, wicehrabia Dewlinu, oddany sprawiedliwości "self-made" konstabl. Jest mężczyzną dość młodym i przystojnym, "o dzikim spojrzeniu zwierzęcia" (rety!), widzącym w ciemnościach szlachcicem, którego coraz bardziej wciągają niebezpieczne zagadki kryminalne. Akcja powieści rozpoczyna się w roku 1811, w okresie regencji księcia Jerzego, w dodatku w jednej z jego komnat w Brighton, gdzie głowa państwa zostaje przyłapana w niedwuznacznej sytuacji z piękną, a do tego martwą kobietą. Aby oddalić podejrzenia od koronowanej głowy poplecznik Jerzego do akcji włącza Sebastiana, który tym skwapliwiej przystępuje do działania, że na szyi zamordowanej rozpoznaje naszyjnik swej nieżyjącej matki. Sprawa coraz bardziej się komplikuje a ilość podejrzanych rośnie. Razem z naszym detektywem-amatorem odwiedzamy trudnodostępne salony klas wyższych oraz śmierdzące zaułki Londynu pełne biedoty i podejrzanych typów i nie takie niedostępne dla młodego szukającego guza zapaleńca. Przy czym nieostrożna działalność bohatera zaczyna wzbudzać podejrzenia różnych środowisk i on sama pada ofiarą licznych ataków na swoje życie. Zdolny młodzieniec wykazuje niezwykłą gorliwość i wytrzymałość, a żyć ma tyle co kot (około 7), nic nie jest w stanie go wykończyć, przy czym on sam wcale nie oszczędza innych.

W swej książce autorka przeciwstawia świat brudnej arystokracji i czystych duszyczek sfery uboższej opierając się na prostych, silnych kontrastach. Bo najokrutniej wypadają tu sfery wyższe, tam grzebane są brudne sekrety, choć tak by nie ubrudzić wymanikiurowanych dłoni, w sercach czai się nienawiść, pragnienie śmierci i nieposkromione żądze. Bohaterowie z plebsu stanowczo lepiej tu wypadają, szczerze kochająca aktorka Kat, zawsze gotowa wspierać ukochanego Sebastiana, wierny foryś Tom, który zrobi wszystko dla swego pana, oddana pokojówka martwej już lady itd.

Pisarka sprawnie wykorzystuje schematy literatury popularnej, stara się wciągnąć czytelnika w akcję prowadzonej przez siebie historii kończąc każdy z krótkich rozdziałów mocnym, zaskakującym akcentem, co by czytelnik nie mógł tak lekko odłożyć powieści. Myślę, że do tła obyczajowego i historycznego Harris podeszła ze skrupulatnością, mamy wiele dziewiętnastowiecznych smaczków. Do tego autorka dodaje odrobinę magii wprowadzając historię tajemniczego naszyjnika, który sam odnajduje swoich nowych właścicieli. "Kiedy bogowie umierają" to drugi tom już siedmioczęściowego cyklu cieszącego się sporą popularnością, taka lekka lektura na wolny wieczór.

środa, 12 stycznia 2011
Tajemnica świętych relikwii

Morbid Taste for Bones - The First Chronicle of Brother Cadfael (Tajemnica świętych relikwii), Ellis Peters, Mysterious Press

 A Morbid Taste for Bones

Kiedyś czytałam jeden z tomów przygód braciszka Cadfaela, lecz teraz nie pamiętam nawet, który to był, sięgnęłam więc po pierwszy, "A Morbid Taste for Bones"  (polski tytuł "Tajemnica świętych relikwii"). Opactwo w Shrewsbury (1137 r.) ma duży problem gdyż nie dzierży w swym posiadaniu żadnych świętych szczątek, a to w czasach średniowiecznych było siłą napędową ówczesnego biznesu turystycznego. Żadnych kości, żadnych pielgrzymek, a co za tym idzie, niepowetowane straty w datkach pątników i martwy sezon dla klasztoru. Opat i jeden z zakonników w końcu wytropili "bezdomnego" świętego, a właściwie świętą, spoczywającą spokojnie w zapomnianej walijskiej mieścinie. Jak można się domyślić ambitny klecha postanowił przywrócić świętą Winifredę należnej jej glorii i chwale, w ich opactwie oczywiście. Jak wielka była potrzeba przywiezienia szczątków nieszczęsnej orientujemy się gdy ginie jej obrońca, człowiek przeciwny przeprowadzce zarządzonej przez opata.

Główny bohater to taki detektyw w sutannie, jest postacią dwuznaczną i złożoną, stary rycerz, który niejedno w życiu widział, miał niejedną kochankę i stępił miecz w wyprawach krzyżowych. Teraz spędza dni na uprawie swego ogródka w zakonie oraz amatorsko rozwiązując zagadki kryminalne. Jego niezwykłe doświadczenie pozwala mu na stosowanie nauk kościoła w iście salomonowy sposób, przy czym zachowuje pragmatyzm i współczucie dla innych zabłąkanych owieczek.

Nie powiem, było całkiem zabawnie, jak na taką krótką książeczkę działo się niezwykle dużo i czytelnik poznał kilku bohaterów. Czyta się w miarę szybko a w samym tekście znajdzie się kilka głębszych myśli i mądrości. Jednak jakoś nie do końca spodobał mi się styl autorki, momentami niezwykle górnolotny, wręcz pompatyczny, pełen kwiecistych opisów typu -  z jej koka bez przerwy wymykały się długie pasma włosów w kolorze kasztanu, przybyła z rozwianym włosem itd. Nie wiem czy sięgnę po kolejne tomy, pewnie wobec nawału ciekawszych lektur porzucę tą serię.

polskie wydanie:

Tajemnica świętych relikwiiTajemnica świętych relikwii, Ellis Peters, tłumaczyła Irena Doleżal-Nowicka, Wydawnictwo Zysk i S-ka

sobota, 14 sierpnia 2010
The Tainted Relic

The Tainted Relic : An Historical Mystery (The Medieval Murderers, #1)by The Medieval Murdererers - Simon Beaufort, Michael Jecks, Susanna Gregory, Bernard Knight, Ian Morson, Philip Gooden, Whole Story Audio Books

The Tainted Relic

The Medieval Murderes to grupa popularnych autorów historycznych kryminałów, na którą składają się Simon Beaufort, Michael Jecks, Susanna Gregory, Bernard Knight, Ian Morson i Philip Gooden. Ci przedsiębiorczy pisarze postanowili połączyć siły i napisać wspólnie książkę, wyszło im z tej współpracy już pięć tomów. Ponieważ nie mogłam zdecydować się na żadną z serii promowanych przez każdego z tych autorów wybrałam hurtowo wszystkich w jednym.

Sam pomysł zrzeszenia się w imię wspólnego tworzenia i zarabiania pieniędzy wydaje mi się całkiem trafiony. Mamy jedną grubaśną książkę (lub audiobooka) gdzie możemy posmakować każdego z wyżej wymienionych twórców. Wszyscy mają swoich bohaterów, którzy zwykle prowadzą śledztwa w średniowieczu.

Akcja "The Tainted Relic" rozpoczyna się w 1100 r., w Jerozolimie, zaraz po jej zdobyciu przez chrześcijan. Ci, zachowują się nie zupełnie tak, jak przystało na wyznawaną wiarę, mordują i plądrują ile sił wlezie, profanując przy tym miejsca święte. W jednym z kościołów przechowywany był fragment krzyża Jezusa, jego opiekun wraz z rodziną zostają zamordowani, jednak nim oprawcy zdążyli ich uciszyć sprawujący pieczę nad reliktem niewierny przeklina go. Klątwą zostaną obłożeni wszyscy ci, którzy dotkną świętego krzyża, gdy tylko relikwia opuści ich pieczę umrą. W ten sposób najcenniejsza z możliwych relikwii staje śmiercionośną bronią - pomysł choć ironiczny, to dość naciągany. Przed nami pięć historii poświęconych przeklętej drzazdze i pokłosiu ofiar jakie zbiera. Spodobało mi się to że sam motyw relikwii potraktowany jest w sposób dość sarkastyczny, autorzy trochę kpią z ówczesnego społeczeństwa i czarnego rynku obiektów kultu.

Miałam wrażenie, że autorzy mocno o serca wzięli sobie to, że akcja wszystkich historii ma miejsce w średniowieczu i szafują jak mogą morderstwami. Czasem nim zdążyłam się połapać kim jest dana postać, ta już dawno wyciągnęła nogi, a śledztwo było w toku. Byłoby mi jednak prościej gdybym wcześniej poznała wszystkich bohaterów-detektywów, lepiej bym się połapała. Sama historia rozciąga się na przestrzeni ponad 500 lat, kolejno osadzone w różnych brytyjskich miastach. Czytelnik zostaje właściwie rzucony na głębokie wody losów kolejnych detektywów, historia każdego z nich nie jest w tej książce przedstawiona. Wpadamy w sam środek ich życiowych wyborów i perturbacji.

Stwierdzam, że wolę jednak rozpracować każdego z autorów oddzielnie, choć mówią, że w kupie siła.

wtorek, 29 czerwca 2010
Złoty wilk, Bartłomiej Rychter

Złoty wilk, Bartłomiej Rychter, WAB, Warszawa 2009

Złoty wilk

"Złoty wilk" to kryminał retro z wątkiem paranormalnym. Rzecz ma miejsce w Sanoku pod koniec XIX wieku, kiedy to jeszcze miasto wchodziło w skład Austro-Węgier. Wydaje mi się, iż autor świetnie uchwycił ten klimat galicyjskiej prowincji, nudne życie mieszkańców, którzy są ludźmi zabobonnymi, naiwnymi ale i okrutnymi. Dławiąca atmosfera małomiasteczkowej moralności, która otacza naszych bohaterów spowita jest XIX-wiecznymi niuansami i smaczkami. Policja podporządkowana jest urzędnikom, cały aparat władzy jest skorumpowany i przekupny, każdy wykorzystuje swój stołek władzy do własnych celów. I jak się okazuje, mieszkańcy Sanoka wcale nie są tacy nudni, seryjni mordercy, wilkołak, rodzinne vendetty i piękne kobiety ubarwiają fabułę.

Sami bohaterowie powieści są dość typowi, pisarz korzystał z dość wyświechtanych schematów. Lekarz o dobrym sercu, który próbuje ratować swą śmiertelnie chorą córkę (wdowiec oczywiście). Niesamowicie inteligentna i spostrzegawcza Laura, dziecię uczciwego doktora. Jej ubogi (schemat aktualny do dziś)aczkolwiek cierpliwy nauczyciel; piękna i namiętna Żydówka Bimełe, piękna i cnotliwa niby-wdowa Alina, piękna i tajemnicza lokatorka źle prowadzące się Żydówki. I na deser nieuczciwy i mało inteligentny komisarz swawolący bez przerwy swojej chuci. Nagle Sanok, spokojna mieścina, staje się miejscem niebezpiecznym, po którym grasuje morderca. Kolejne ofiary, miejscy rajcy, zostają odnalezione zagryzione na śmierć, a to wzbudza panikę wśród mieszkańców miasteczka. Zaczynają krążyć legendy o grasującym wilkołaku, które podsycane przez strach i zabobonność ludzi, przybierają rozmiary zbiorowej paniki. Wśród tego wszystkiego, Borys Pasternak wraz z gościem swego pracodawcy próbują rozwikłać zagadkę morderstw. Borys to niezwykły młodzieniec, medium, które wypiera się swych zdolności, jednak w ostatecznym rozrachunku, na niewiele mu się one zdają, cała sprawa natomiast rozwiązuje się można powiedzieć samoistnie, gdyż morderca kończy już prawie swoją robotę. Borysowi pozostaje jedynie rola walecznego rycerza, który ratuje jedną z pięknych kobiet z opresji. O wiele ciekawszą postacią jest jego kompan, gość doktora Zaleskiego, Joachim August Hildenberg, profesor medycyny, podróżnik i detektyw amator. Tajemniczy mężczyzna zwiedził trochę świata i widział niejedno, w wolnych chwilach relaksuje się w oparach opium.

Pisarz tak kluczy, by wywieść czytelnika na manowce podejrzeń i zaskoczyć przy zakończeniu. Rychter całkiem zręcznie wykorzystuje znane motywy, wychodzi z tego powieść całkiem wciągająca. Udało mu się uchwycić wielokulturowość Sanoka, jego różnorodność środowiskową, ludzi, pochodzących z różnych warstw społecznych.

recenzja Eruany

poniedziałek, 31 maja 2010
Byczki w pomidorach, Joanna Chmielewska

Byczki w pomidorach, Joanna Chmielewska, Klin, Warszawa 2010 

Byczki w pomidorach 

"Byczki w pomidorach" to powrót w gościnne progi Alicji, akcja powieści toczy się w niedługi czas po "Wszystko czerwone", gdzieś tak w 1979 roku. Do szlachetnej gospodyni w Danii masowo napływają spragnieni wrażeń kolejni odwiedzający. Stadko rośnie w oczach a urocza pani domu ciągle zgadza się na kolejnych, w tym też na takich, których w ogóle nie zna. I tak pojawiają się Julia i Wacław Buccy, para która stanowić będzie powód niezadowolenia, plotek, zgrozy i niechęci całego towarzystwa. Alicja wypija morze kawy i próbuje z Joanną jakoś rozmieścić gości w niewielkim domu, przyjaciółka Marzena wspiera je w tych wysiłkach, Wacław bez przerwy gada, Julia bez przerwy milczy, Elżbieta wykazuje spokój, Olaf uczy się polskiego - i właściwie nic poza tym się nie dzieje przez pierwsze 200 stron. Chmielewska nasyciła pustą gadaninę swoich bohaterów właściwym sobie stylem, cóż może jej oddani czytelnicy będą bardziej zadowoleni niż ja. Dla mnie książkę spokojnie można by było skrócić. Dywagacje robią się przydługie i nudnawe. Pisarka specjalnie miesza i pogłębia chaos rozmów i mnoży gości by mieć więcej okazji do szafowania komizmem jednak mnie wydaje się to dość sztuczne, pisane na siłę. Wytrwałam dla pana Muldgaarda (inspektor policji, który z niesłabnącym zaangażowaniem i uciechą uczy się języka polskiego), niestety pojawia się dopiero pod koniec książki (strona 287).

"(...) Co ten Arnold zeznał?

- On czyni amory do jedna młoda dama Swensk - odparł pan Muldgaard pobłażliwie. - Nie nadmierno wzajemnie. Obcy człek, denat, do grupy przybywa, damy w objęcia chwyta, dama Arnolda takoż. Drugi zalotnik, Norwegen, na Arnolda gniew uczuwa, takoż na denata. Na Arnolda więcej. Dwie damy oraz denat obiera inne drogi, Arnold pragnie szkody czynić, też podążyć, jednakowoż drugi zalotnik czyni obstrukcje, grupa nie zwarta. Wielka bitwa, dwa rywale oraz pomoc wokół, silne szkody czynią wzajem, zmysły utracone,  medycyna niezbędna. Aż Bistrup, ambulans, długi czas płynie, dwie damy wracają, wielce wesołe. Udają się posilić, grupa razem, komplet. Ciemność zapada."

Jak dla mnie mąż Elżbiety, Olaf, i pan Muldgaard ratują to wydanie. Całość nie wywarła na mnie pozytywnego wrażenia, choć przecież dokładnie wiem czego się spodziewać po tej autorce. "Wszystko czerwone" śmieszyło i bawiło, druga część jest pisana "na kolanie", jeśli mogę się tak wyrazić. Myślę, że gdyby pisarka jeszcze nad nią posiedziała, dopracowała wątki "sensacyjno-kryminalne", trochę poucinała tu i ówdzie, całość wypadła by o wiele lepiej. Czuję niedosyt lekkich lektur.

niedziela, 25 kwietnia 2010
Azazel, Boris Akunin

Azazel (Азазель), Boris Akunin, tłumaczenie Czech Jerzy, Świat Książki

 Azazel

Książki Borisa Akunina sprzedają się w milionach egzemplarzy, doczekały się już ekranizacji ( rosyjskiej, "Azazel", i amerykańskiej, "The Winter Queen") a mnie mania Erasta Fandorina ciągle omijała, ale jako, że akcja powieści rozgrywa się w drugiej połowie XIX wieku (do którego to okresu mam niezwykłą słabość), to i mnie dopadło.

Od razu zaznaczam że jest to lektura li i tylko rozrywkowa, ale za to dostarczająca sporej radochy. Erast Fandorin, dwudziestoletni, przystojny rejestrator kolegialny w Urzędzie Śledczym to człowiek czynu.  To dziecko szczęścia zna kilka języków, nie zaniedbuje porannej gimnastyki i szybko się wspina po szczeblach kariery. Intryga w jaką się wplątuje jest niebagatelna i dostarcza młodzieńcowi o wiele więcej wrażeń niż by pragnął. Mamy tu wszystko co niezbędne do stworzenia dobrej powieści łotrzykowskiej, nagłe zwroty akcji, pościgi, mrożące krew w żyłach chwile grozy, piękne i niebezpieczne kobiety, piękne i bezbronne kobiety, jaskinie rozpusty oraz pojedynki. Jeśli chodzi o samą akcję to wydaje mi się, że ta, momentami mogłaby się toczyć bez udziału głównego bohatera, zagadka jest bardzo prosta do odgadnięcia, przez co ma się wrażenie, że Fandorin całkiem niepotrzebnie tłucze się po Europie. Jednak zadowoleni będą miłośnicy tradycyjnych kryminałów bo gdzież jak nie w mglistym Londynie Erast tropi wymykającą się mu uciekinierkę.

To co mi przypadło do gustu najbardziej to klimat książki oraz poczucie humoru autora. Carska Rosja z jej charakternymi obywatelami to był strzał w dziesiątkę dla Akunina. Do tego, już od pierwszego akapitu autor puszcza oko do czytelnika, bezczelnie i świadomie wykorzystując znane motywy. Pozwala uchodzić z życiem swojemu bohaterowi z najgorszych tarapatów, James Bond to przy nim pechowiec. Stale obecny dialog z czytelnikiem dystansuje autora do własnej książki, tak jakby mówił - moi drodzy ja doskonale zdaje sobie sprawę z konwencji i ze wszystkich klisz, ale tylko popatrzcie ile zabawy można mieć gdy się to wszystko ładnie napisze. I rzeczywiście, czytelnik bawi się całkiem dobrze.

"Erast Pietrowicz, który pierwszy raz trafił do prawdziwej jaskini rozpusty, rozglądał się na wszystkie strony. Goście tu byli najróżniejsi, tylko trzeźwych, zda się, nie było w ogóle."

"Portier, bestia, ani w ząb po francusku, a ja po angielsku umiem tylko „botl of łyski” i „muw jor es”, jeden miczman mnie nauczył. Po naszemu znaczy: „Butelkę gorzałki, i to żywo”. Wypytuję tego angielskiego kurdupla, portiera, o miss Olsen, a on plecie po swojemu, głową kręci i pokazuje palcem gdzieś za siebie. Że niby wyjechała, a dokąd – nie wiadomo. No to ja o tobie: „Fandorin”, mówię, „Fandorin, muw jor es”. A on, tylko się nie obrażaj, całkiem już oczy wybałuszył. Widać twoje nazwisko po angielsku nie brzmi przyzwoicie. Krótko mówiąc, nie mogłem się z tym fagasem dogadać. Cóż było robić, zamieszkałem w tej norze. Porządek dnia miałem taki: rano do portiera, pytam: „Fandorin?”, ten się kłania, odpowiada: „Moning, ser”, niby że jeszcze nie przyjechał. Idę ulicą, do szynku, tam mam punkt obserwacyjny. Nuda, dokoła beznadziejne gęby, dobrze chociaż, że „botl of łyski” i „muw jor es” mi pomagają. Knajpiarz najpierw się gapił, a potem przywykł, witał mnie jak rodzonego brata. Odkąd się pojawiłem, lepiej mu szedł handel: ludzie przychodzili popatrzeć, jak szklankami wódkę golę. Ale podejść się boją, patrzą z daleka. Nauczyłem się nowych słów: „dżin” to jałowcówka, „ram” to rum, „brendy” – taki lichy koniaczek."

Cykl Erast Fandorin, tom 1

poniedziałek, 21 grudnia 2009
Świąteczna podróż, Anne Perry

Świąteczna podróż (A Christmas Journey), Anne Perry, przełożył Jerzy Łoziński, ZYSK i S-ka, Poznań 2009

Świąteczna podróż

 Anglia, pierwsza połowa XIX wieku, Applecross w hrabstwie Berksire, początek grudnia. Wystawna kolacja urządzona przez gospodarza, Omegusa Jonesa, kończy się towarzyskim fiaskiem, gdy jedna z pań przypuszcza jadowity atak na praworządność pewnej damy. Zdarzenie nie miałoby większego znaczenia niż zwykłe faux pas zazdrosnej kobiety, gdyby następnego dnia nie odnaleziono w jeziorku zwłok nieszczęśnie obrażonej. Gwendolen prawdopodobnie popełniła samobójstwo pod wpływem słów Isobel (nie dajcie się zmylić tym "powabnym " imionom, to nie romans tylko kryminał). Na szczęście hrabia, który ma głowę na karku obmyśla pokutę dla złośliwej Isobel, dzięki której będzie mogła odzyskać szacunek towarzystwa w Applecross. Muszę napisać, że ten pomysł i mi się spodobał, nadał oryginalności tej krótkiej książeczce (110 stron). Ucieknięcie się do średniowiecznego zwyczaju zadośćuczynieniem pielgrzymowania pozwoliło autorce na uproszczenie fabularnych wątków i dało czas bohaterom na rozwiązanie zagadki śmierci Gwendolen.

Powieściowe postacie i ich uczucia są tu najważniejsze, także detale historyczne nie cisną się tu drzwiami i oknami. Nie znajdziemy tu dochodzenia po śladach, tylko powolne zagłębianie się w strumień wydarzeń, które doprowadziły do tragedii. Pisarka nieźle sobie radzi z zachowaniem norm społecznych i konwenansów. Doskonale zdaje sobie sprawę z ich ciążącego gorsetu, świetnie nimi manewrując na potrzeby fabuły.

"Sami tak zorganizowaliśmy społeczeństwo, że kobieta musi dobrze się wydać, aby nie przegrać życia, zadbaliśmy już bowiem o to, aby samodzielnie, nawet gdyby bardzo chciała, nie mogła ani mieć poczucia bezpieczeństwa, ani niczego zdziałać. Jakżeż często z pasją i świętym oburzeniem krytykujemy to, co jest naszym własnym, dziełem."

Zakończenie książki jest trochę zbyt sentymentalne, no ale w końcu bohaterowie biorą udział w świątecznej kolacji i wszystkie grzechy muszą zostać odpuszczone.

Kategorie: seria Klub Srebrnego Klucza / lektura przed Bożym Narodzeniem

ZYSK I S-KA

poniedziałek, 07 grudnia 2009
Mnie nie kupisz, Martin Casariego

Mnie nie kupisz (Mi precio es ninguno), Martin Casariego, przełożył Tomasz Pindel, Muchaniesiada, Kraków 2009

Mnie nie kupisz

Wydawnictwo Muchaniesiada rozpoczęło wydawanie nowej serii bawiącej się gatunkowymi konwencjami, na pierwszy ogień poszedł kryminał "Mnie niekupisz". Na potrzeby serii zaprojektowano  ciekawą, przykuwającą oko szatę graficzną.

W zapuszczonej spelunce siedzi typowy tzw. człowiek przegrany, topiąc od rana swe smutki w whisky, gdy nagle do baru podchodzi powód jego totalnego upadku, Elsa. Spotkanie po sześciu latach nie zaczyna się bynajmniej od wylewnego powitania.  Oczywiście wraz z kobietą pojawiają się kłopoty, a że podpity facet nie ma najlepszego cela to "przypadkowo" trafia napastującego Elsę, draba w tętnicę. Po zostawieniu odcisków śladów we wszystkich możliwych miejscach, nasi bohaterowie zmywają się do nory Maxa by odnowić zażyłość sprzed lat, co im idzie całkiem nieźle. Czytelnik krok po kroku poznaje dawne dzieje tej pary, zakochanej kiedyś na zabój. Miłość nie przeszkodziła pięknej bohaterce w wyborze tej bogatszej partii, która to uszkodziła byłego kochanka. Kulawy przez te wszystkie lata lizał rany na zabliźniającym się sercu, spędzając czas na bezsensownych dywagacjach w ulubionym barze, nie robiąc kompletnie nic i użalając się nad sobą. Jak przystało na życiowego nieudacznika mieszka w baraku, który nazywa domem i nie robi kompletnie nic by zmienić swoje położenie. Elsa, jako ta obrotniejsza, opływała w bogactwa, gdy zorientowała się, że może jednak warto sprawdzić czy Max coś do niej jeszcze czuje i na jej życzenie pozbędzie się jej aktualnego narzeczonego i  jego groźnej świty. Cóż, Max jakoś nie protestuje i z kłopotów wyciąga jeszcze jej młodszą siostrę, Rosę.

Na plus należy autorowi policzyć, że rzeczywiście potrafi oddać klimat takiej zapuszczonej, podrzędnej mordowni. Ksiązka jest  zabawą z konwencją kryminału noir, ale dla mnie niezbyt udaną. Powieść nie wciąga, postacie są sztampowe i nie dzieje się nic, czego byśmy się nie spodziewali. Pisarz nie wyszedł poza zabawę znanymi schametami, nie dodał nic od siebie. Postacie nie wypadają wiarygodnie, Elsa to złośliwa, niedouczona małpa a nie kobieta-wamp. Max, były ochroniarz, sypie mądrościami, rymowankami i cytatami jak z rękawa, a gangster Garcia zanudza przydługimi przemowami. Kryminał przewidywalny od początku do końca. Jedyne co go ratuje to ironia, która rozśmiesza, aczkolwiek też nie zawsze.

"Tak przy okazji, powinieneś sobie sprawić nowe buty. Te, które nosisz, sprawiają wrażenie, jakby ci się w nich już kilka razy wyzerował licznik krokomierza."

"-Elsa jest moja, Max. (...) Noł surrender - podkreślił. - Jeśli idzie o mojego skarba, to nie biorę jeńców. Ja nie jestem taki zazdrosny, jak ten czarnuch Montezuma czy ten drugi, Montello, czy jak mu tam, ten z książki Szekspira, geniusza mgieł, ale mojej Elsy nawet Bóg nie ma prawa ruszyć."

muchaniesiada

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka