piątek, 29 kwietnia 2011
Atlantyk - Pacyfik, Melchior Wańkowicz

Atlantyk - Pacyfik. W ślady Kolumba, Melchior Wańkowicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1989

Atlantyk - Pacyfik,Melchior Wańkowicz 

Ponieważ w oddali majaczą powoli wakacje, a moje zainteresowanie Melchiorem Wańkowiczem nie słabnie, oczywistym wyborem stał się "Atlantyk - Pacyfik", pierwszy tom tryptyku "W ślady Kolumba". Co prawda do Ameryki się nie wybieram, ale zbiór felietonów autora ma coś z wakacyjnego posmaku beztroski i radosnego zwiedzania obcych lądów połączonego z wytrwałym poznawaniem różnic kulturowych.

"Trzy książki, które wydaję, powstały z ciągłej włóczęgi. Zamiast osła miałem rozklekotane auto, a zamiast jałmużny - honoraria za odczyty w ogromnym zasięgu lądów Ameryki i Kanady.

Wreszcie te przypadkowe wagabundy uwieńczone zostały celową wyprawą tam i z powrotem: Atlantyk - Pacyfik - Atlantyk (...)

Przyglądając się grubemu rękopisowi po jego ukończeniu, rozumiem, że przez Amerykę prowadziło mnie nieustanne zdumienie człowieka kultury organicznej, może nawet aż rustycznej, który ogląda życie technokratyczne wytwarzające kulturę nieorganiczną. Stąd w książce nieustanny zachwyt, olśnienie i skurcz, i rezerwa."

 Dziennikarz naprawdę dobrze się bawił poznając lepiej nowy kontynent i to da się wyczuć. Do tej tak różnej od nas kultury podchodzi z delikatnym, ironicznym dystansem. Obserwacje autora dotyczą najróżniejszych dziedzin życia - udogodnień dla automobilistów, mocy kart kredytowych, fascynacji Amerykanów samochodami, pogrzebowego biznesu (szokujące i śmieszne jednocześnie). Nie wikła się w ówczesną politykę ale wspomina o ważnych bolączkach kraju, między innymi próbuje przybliżyć czytelnikowi rozmiar i skalę problemu jaki stanowił rasizm.

"Na ankietę w czasie wojny - "Jak ukarać Hitlera?" - murzyńska uczennica odpowiedziała: "pomalować o na czarno i kazać żyć w południowych stanach".

W zależności od stanu, do którego przybywają wraz z żoną, podaje ciekawostki historyczne, typowe problemy, np. plagę mrówek czy hiacyntów. Dużo miejsca poświęca owej "technokratycznej kulturze amerykańskiej". Oczywiście sam autor zdaje sobie sprawę, że jego zdobyta wiedza jest dość pobieżna, zwiedza kolejne stany jakby dysponował co najmniej rakietą, ale przecież, już na początku swej książki zastrzegł sobie, że jest to spis wrażeń, swoistych felietonów.

W ostatniej części książki pisarz opisuje swój czteromiesięczny pobyt w Fundacji Hartforda gdzie oddawał się błogiej pracy pisarskiej i zawiązał znajomość z innymi artystami tam przebywającymi. Swoją drogą cóż to za miła instytucja, która funduje pobyt grupce doświadczonych twórców z dyskretnie podawanymi lunchami, kulturalnymi wycieczkami i zapewnia w pełni wyposażony domek w uroczo położonym kanionie. Przy tym wszystkim nie jest instytucją charytatywną tylko wspierającą pracę artystów.

Charakterystyczny styl pisarza, ciekawe anegdotki, żarciki, małe zdumienia. Do tego "polskie dziedzictwo", które wypływa z tekstu i którego dziennikarz bynajmniej się nie wypiera. Te obecne "polonica" - są wymieniane konkretnie i obecne w nastroju ,bo pisząc o Ameryce Wańkowicz myślał po polsku i o Polakach, no ale taki narodowy bagaż zabiera ze sobą każdy z nas w obce krainy, nawet te oswojone.

piątek, 03 września 2010
Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny, Kamila Sławińska

Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny, Kamila Sławińska, WAB, Warszawa 2008

 Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny

 Jakoś nigdy nie pałałam nadzwyczajną chęcią odwiedzenia Nowego Jorku, ale muszę przyznać, że po książce autorstwa Kamili Sławińskiej zmieniłam zdanie. Jak mówi sama autorka "to jest książka dla flâneurs, łazików, ludzi ciekawych wszystkiego i jednocześnie niczego konkretnego. Dla takich, którym się nie spieszy i którzy nie noszą przy sobie spisu obowiązkowych atrakcji stojących w kolejce do „zaliczenia". Dla takich, którzy mają głowy na tyle otwarte, by dostrzegać niezwykłość w często przeoczanych drobiazgach." (Opinia Polish Cultural Magazine) Inspiracją pisarki były przede wszystkim opowieści innych mieszkańców The Big Apple i cykl dokumentalny Rica Burnsa "New York".

Pisarka uwielbia swoje miasto i wcale się z tym nie kryje, zdaje sobie sprawę z jego słabości i minusów, presji jakie wywiera, szaleńczego tempa jakie ogarnia ludzi nie tylko na Manhattanie. Do tego wszystkiego Kamila Sławińska jest świetnym obserwatorem, czułym na zmiany, na zmienny puls życia miejskiego. Jej krótkie opowieści doskonale się czyta, zwłaszcza, że autorka ma dar do ubierania w słowa swoich obserwacji i własny styl. Do tego, często tematem jej opowiastek są często rzeczy z pozoru nieważne, a składające się na klimat tego miasta, jak amerykańska kawa w papierowych kubkach, nocne taksówki czy sample sale. Oczywiste jest, że nie wszystkie eseje znalazły moje uznanie, ale to kwestia gustu i podjętych zagadnień.

Co prawda przeszkadzać po pewnym czasie mogą nieustanne peany autorki na cześć tej Ziemi Obiecanej, na której chce mieszkać tyle osób, gdzie tylko wybrańcom się udaje, bo to nie Miasto dla wszystkich itd. Do tego totalna nieskromność pisarki może zniechęcić do niej samej niektórych czytelników, no ale przecież nie o twórcę tu idzie, ale jego utwór, a w opisywanym mieście nie byłam więc mam niepełny obraz sytuacji. Zresztą te negatywne odczucia przyćmiewa nowojorski klimat i czarno-białe zdjęcia zamieszczone w wydaniu.

 "(...) nie wystarczy odpowiedzieć na wszystkie pytania w teście na obywatelstwo, żeby przynależeć, być u siebie. Są tu, w miejscu, które wybrali z takich czy innych powodów, ale bez względu na to, skąd pochodzą i co tu przeżyli, tęsknią. Za zbieraniem grzybów na Mazurach. Za domowym dim-sum i porą deszczową na Tajwanie. Za gremialnym szaleństwem małomiasteczkowych Oktoberfest. Za dziadkiem w Pendżabie, którego pewnie już nie zdążą zobaczyć. Za pewnym magicznym miejscem w miejskim  parku w Seulu, o którym nikt nie wie. TO zwykłe małe rzeczy budzą najwięcej tęsknot. Ci, co mówią, że chcą wracać, nie używają wielkich słów. Mówią "mama", ale nie "ojczyzna". Mówią "przyjaciele", ale nie "patriotyzm". Mówią "domowy krupnik", ale nie "tradycja"."

"Kiedy nowojorczyk wyjeżdża ze swojego Miasta na zawsze, choćby był dotąd nim zmęczony i znudzony ponad wszelką miarę, z nagłym przerażeniem zaczyna rozumieć, że utracił kawałek siebie. I to, że New Yorker to narodowość. Ba, nawet więcej: to wyznanie, dożywotnie członkostwo w hermetycznej sekcie szaleńców, którzy oddali Miastu najlepsze lata swego życia, zgodzili się na niebotyczne koszty utrzymania, zatrucie środowiska, ciasnotę, by w zamian dostać najdziwniejszy z narkotyków: nowojorski cool."

"(...) Nowy Jork jest kolekcją zdjęć, tylko czekających, by je zrobić. I choćby co roku powstawały miliardy nowych fotografii - amatorskich i profesjonalnych, udanych i nie - to zawsze znajdzie się coś nowego. Nieodkrytego, niedocenionego, uśpionego lub tylko efemerycznego jak jętka. Coś, co czeka na tę idealną chwilę, na bystre oko i pewną rękę, która we właściwym momencie złoży się do strzału. Tyle jest w Nowym Jorku rzeczy zbyt nieprawdopodobnych, by je opisać, a które żal byłoby bezpowrotnie utracić - maleńkich cudów, które ze szczętem rozpuściłyby się w każdej opowieści, a którymi koniecznie trzeba się z kimś podzielić, żeby samemu móc w nie uwierzyć. Dlatego Miasto zostało stworzone dla fotografów - jest zbyt szybkie dla słów."

seria: Terra Incognita

środa, 24 lutego 2010
Życie codzienne w Tokio, Dorota Hałasa

Życie codzienne w Tokio, Dorota Hałasa, Dialog, Warszawa 2004

Życie codzienne w Tokio

Książka Doroty Hałasy została wydana w serii wydawnictwa Dialog "Życie codzienne w miastach Orientu", publikacji ciekawych, przybliżających nam egzotyczne miasta (choć nie tylko, bo w serii wydano też "Życie codzienne w muzułmańskim Londynie"). Autorka, z wykształcenia japonistka, pracowała przez długi czas w Japonii miała więc możliwość zgromadzenia ciekawych doświadczeń.

Pierwsze rozdziały książki są niezwykle nudne i podają informacje, które można znaleźć w innych książkach czy nawet internecie. Dużo liczb, które straciły już na aktualności, wydanie obejmuje lata 1990-2004. Jednak dalej, gdy autorka zaczyna opisywać  samych Tokijczyków i ich zwyczaje robi się naprawdę ciekawie. Każdy z rozdziałów ma krótkie podrozdziały uzupełniające każdy z tematów, mamy podział na "Mieszkańców", "Rodzinę", "Pracę", "Rozrywki" i "Kulturę jedzenia".

Obraz przeciętnego Tokijczyka jaki wyłania się z tej książeczki nie jest godzien pozazdroszczenia, to trybik w ogromnej maszynie państwowej, podporządkowany i ograniczony. Autorka ładnie to ujęła:

"Zachodni styl życia stanowi w Japonii tylko świeżo położoną politurę na starym meblu."

Mimo cudu gospodarczego, dobrobytu, wysokiego poziomu życia i możliwości jakie niosą czasy współczesne Japończyk ciągle tkwi w okowach tradycji. Można powiedzieć, że przez hołdowanie tradycji w Japonii zjawisko gentlemana jest nie znane, to mężczyzna jest najpierw obsługiwany w restauracjach, w zatłoczonych środkach komunikacji miejskiej miejsca nie ustępuje się nikomu a wierna małżonka często podąża o kilka kroków za swym mężem. Autorka spotkała się nawet z opinią iż japoński system feudalny został przełożony na współczesny system państwa przemysłowego. Hałasa nie polega tylko na swych obserwacjach, ale podaje też opinie znajomych Japończyków i ich spostrzeżenia. Bardzo podobała mi się anegdota dotycząca sztuki haragei.

"Często słowa i to, co rozmówca chce nimi zakomunikować, są odwrotnością. Jeżeli mężczyzna, zwracając się bezpośrednio do swojej koleżanki z pracy, krytykuje na przykład jej wygląd, jest to wyraz zainteresowania; a niekiedy nawet wyraz zaangażowania emocjonalnego. W ten sposób stara się zwrócić na siebie uwagę i nawiązać bliższą znajomość, a kobieta - w zależności od kontekstu sytuacyjnego - powinna umieć odczytać przekaz. Pewna cudzoziemka skarżyła się kiedyś naszemu wspólnemu japońskiemu znajomemu, że kolega z pracy powiedział jej , że ma nos jak wiedźma. Nasz znajomy wytłumaczył jej, że jest to komplement i powinna być przygotowana na oświadczyny. Nie mylił się; rzeczywiście, w niedalekiej przyszłości ów kolega poprosił ją o rękę."

Wiele informacji zamieszczonych w tej książce było mi znanych dlatego poleciłabym ją raczej komuś kto dopiero zaczyna się interesować kulturą Japonii lub jako swoiste podsumowanie i uporządkowanie wiedzy. Niewielke rozmiary publikacji nie pozwoliły zamieścić dziennikarce większej ilości informacji, a szkoda, bo Dorota Hałasa ma lekkie pióro, zdolność wnikliwej obserwacji i potrafi zainteresować czytelnika ciekawostkami i zasłyszanymi historiami.

poniedziałek, 14 września 2009
Życie codzienne w Pekinie, Marcin Łochowski

Życie codzienne w Pekinie, Marcin Łochowski, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2002

Życie codzienne w Pekinie

"Życie codzienne w Pekinie" otwiera serię wydawnictwa Dialog - "Życie codzienne w miastach orientu", wprowadzając czytelnika w tajniki stolicy Chin. Niestety jest to jedynie krótkie wprowadzenie ze względu na skromną zawartość informacji, w dodatku  publikacja była wydana w 2002 roku, więc książka wobec ostatnich zmian w Pekinie na pewno zdążyła się już trochę zdezaktualizować.

Marcin Łochowski stara się poruszyć wszystkie aspekty życia mieszkańców chińskiej metropolii, ale robi to niezwykle pobieżnie. "Zarys historii Pekinu" jest skrótowy i nieciekawy, tak samo jak "Podział administracyjny" czy "Warunki naturalne". Wszystko opisane jest nużącym stylem "encyklopedycznym". Autor jest sinologiem, który spędził w Chinach 11 lat a pisząc ograniczył się do tak niewielu ciekawostek i smaczków. Wiele informacji zawartych w tej publikacji można znaleźć w artykułach, encyklopediach. Jego spojrzenie na miasto nie fascynuje i nie zaciekawia, przypominając raczej raport z życia Chińczyków. Pisarz jedynie sygnalizuje istnienie pewnych problemów w Państwie Środka więc myślę, że pomocna dla czytelników byłaby bibliografia, która odsyłała by do dalszych lektur.

"Komitet Planowania Urodzeń podwyższył średnią wieku, w którym kobiety mogą wydać na świat potomstwo poprzez wprowadzenie systemu przydziałów. Planowanie poczęcia rozpoczyna się w małżeństwie od uzyskania w zakładach pracy obojga małżonków oraz w rejonowym komitecie ulicznym przydziału na urodzenie. Uzyskanie trzech pieczątek, tzn. po jednej z zakładu męża i żony i jednej z komitetu ulicznego, upoważnia dopiero do legalnego poczęcia i narodzin. Bez tych formalności żaden szpital nie przyjmie rodzącej kobiety ani nie wystawi ciężarnej książeczki badań. (...) Jeśli zakład pracy lub komitet wyczerpał limit przydziałów w danym roku, to kobieta będąca już w ciąży jest zmuszona do aborcji. Nie należy tego rozumieć jako bezpośredniego przymusu fizycznego. Kobietę zmuszają do takiego postępowania okoliczności : groźba utraty pracy (także jej męża) i niemożność uzyskania stałego zameldowania dla dziecka."

Kategorie: Życie codzienne w miastach orientu / Chiny

Wydawnictwo Akademickie DIALOG

niedziela, 03 maja 2009
Iran. W jaskini Ali Baby

Iran. W jaskini ALi Baby, Ana M. Briongos, przełożyła Pola Sobaś, ushuaia.pl, Warszawa 2007

Iran. W jaskini Ali Baby

Książka przeleżała trochę na półce bo i po prawdzie nie wygląda bardzo zachęcająco, i to nie tylko z winy fatalnej jakości zdjęć. No, ale jak mówią w Iranie "pośpiech jest wynalazkiem diabła".

Autorka jest wieloletnią miłośniczką kultury azjatyckiej z ukierunkowaniem  na kraje islamskie. Przez wiele lat pracowała w Iranie i Afganistanie, ta książka jest relacją z jej ostatniej podróży. Przez miesiąc pisarka wczuwała się w klimat kraju, poznając jego mieszkańców, zwiedzając i nawiązując nowe przyjaźnie. Przez ten czas mieszkała u swoich przyjaciół zgłębiając przy okazji zwyczaje typowej irańskiej rodziny. Wniknęła więc w społeczeństwo od środka, niespiesznie zgłębiając swoją wiedzę. Stara się pisać o normach etycznych rządzących tymi ludźmi oraz kulturze i zachowaniu. Zaznacza daleko idącą ingerencję państwa w życie jego mieszkańców ze wszystkimi konsekwencjami ograniczenia wolności. Autorka przebywała w kraju w 2002 roku, ale wątpię by wiele zmieniło się od tamtego roku. Policja pilnuje czy ktoś zachowuje się nieprzystojnie, czytaj całuje lub obejmuje kobietę. Wszelkiego rodzaju imprezy czy prywatki są zakazane (pewnie się boją, że któraś z tych zakutanych we wszelkie materiały kobiet zacznie wywijać czadorem). Skromne ubranie to podstawa, czytaj: wszechobecna czerń od stóp do głów pokryta jeszcze czadorem i płaszczem. Mimo tych wszystkich nakazów Irańczycy są ludźmi towarzyskimi i gościnnymi, a Ana nie ma problemu z nawiązywaniem nowych kontaktów.

Z ciekawszych obserwacji autorki mogę dodać, że publiczne okazywanie żalu nie jest źle widziane, dlatego łzy, płacz, zawodzenie i rozdrapywanie twarzy jest częstym widokiem na ulicach miast i to zarówno w wykonaniu kobiet jak i mężczyzn. Za to wszelkie przejawy agresji uważane są za niedojrzałość.

Autorka prawie w ogóle nie wspomina o tzw. miejscach wartych zwiedzenia, jej książka to raczej subiektywna relacja z obcowania z innymi ludźmi, zgłębiania ich kultury. Wspomina, że zwiedzała, ale nie skupia się na zabytkach tylko na Irańczykach. Brakowało mi ciekawostek o samym mieście, a liczne wzmianki o poszczególnych rodzajach dywanów wcale mi tego nie wynagrodziły (w życiu nie miałam pojęcia, że jest taki wybór, ba, w tym momencie mogę iść na pierwszy lepszy bazar irański i kiwać głową z miną znawcy). Pisarka naprawdę upodobała sobie jeden ze sklepów z dywanami, który nazwała Jaskinią Ali Baby, i gdzie spędzała najwięcej czasu. Z tego miejsca uczyniła ramy i tworzywo spajające całą swoją opowieść. Na końcu książki jest jeszcze kalendarium i słowniczek, które ułatwiają orientację w historii.

niedziela, 29 marca 2009
Poradnik ksenofoba - Grecy

Poradnik ksenofoba, Grecy (The Xenophobe's Guide to the Greeks), Alexandra Fiada, przełożył Tristan Korecki, Wydawnictwo Adamantan, Warszawa 2001

Poradnik ksenofoba, Grecy

Nie wiem jak idzie sprzedaż serii "Poradników ksenofoba", ale ja uważam, że warte są tych ośmiu złotych. Ta bezpardonowa seria w komiczny sposób przybliża naturę poszczególnych europejskich nacji. Autorką tego przewodnika jest Greczynka, a to uwiarygodnia jej opisy greckiej natury. Pisarka przedstawia ważniejsze różnice kulturowe z jakimi może się zetknąć obcokrajowiec przebywający w tym kraju, oliwą płynącym. Dowiadujemy się jak Grecy widzą siebie i innych, jaki mają charakter ( "Najulubieńszym słowem Greka jest "ja"."), przekonania, wartości, obsesje. Znajdziemy podstawowe informacje o kulturze, tradycjach i życiu erotycznym.

"Dla Anglika własny dom jest jego twierdzą. Dla Greka - jest raczej rodzajem przydrożnej gospody. Poza nielicznymi wyjątkami Grek korzysta z własnego domu w celach wyłącznie praktycznych - gdy chce odpocząć, przebrać się, a czasem nawet zjeść posiłek."

"Grecy to w ogólności naród bardzo zmysłowy. Jeśli idzie o pozory konserwatywnej wstrzemięźliwości wśród klasy średniej, to nic bardziej mylącego, warstwa politury owego "konserwatyzmu" jest bowiem nadzwyczaj cienka. Trudno zresztą się dziwić nacji wychowanej na frywolnej mitologii, a nie na niewinnych dziecięcych rymowankach."

Po moich wizytach w tym kraju i porównaniu wrażeń z doświadczeniami znajomych mogę stwierdzić, że informacje zawarte  w "Poradniku ksenofoba" są autentycznie śmieszne. Na tych 70 stronach pisarka starała się przedstawić pokrótce grecką naturę, zrobiła to w niesztampowy i zabawny sposób. Zbiorek ten może urozmaicić podróż samolotem do Grecji i wprowadzić nas w dobry humor.

Kategorie: poradnik / literatura podróżnicza / Grecja / ciekawostki i obyczaje / na poprawę humoru

sobota, 14 marca 2009
Inna jasność

Inna jasność. Opowieść z podróży na najdalszą Północ, Zygmunt Barczyk, Videograf II, Chorzów 2008

Inna jasność

"Inna jasność" to reportaż z podróży autora na Północ, której celem były Lofoty. Autor rusza w drogę wraz z ojcem i z kolejnymi przemierzanymi kilometrami zapoznaje czytelnika z urokami Skandynawii. Do swojej wyprawy przygotował się doskonale, zarówno pod względem znajomości literatury skandynawskiej jak i jej historii. Urozmaica swój reportaż legendami, ciekawostkami historycznymi i bystrą i ciekawą obserwacją rzeczywistości. Poetycki język Barczyka pasuje do klimatu midnattsol (dni polarnych), pojawiają się motywy wyciszenia i pustki, ponieważ autor do tego wyjazdu przygotował się też duchowo. Tylko, że ja bardziej zainteresowana byłam opisami Skandynawii, niż spotkanymi na drodze przez pisarza dziwakami. Barczyk miał szczęście do poznawania przeróżnych ekscentryków, którym nie poskąpił swojego zainteresowania i miejsca w książce. Dlatego w pewnym momencie miałam już dosyć wyznań na temat oczyszczania czakr, uwalniania ducha, pobierania energii itd. Ja bym tych nawiedzonych wycięła z tekstu, ale może to kwestia gustu.

Autor w interesujący sposób zapoznaje czytelnika ze Szwecją i Norwegią, przybliżając naród Lapończyków, a właściwie to Same ( "Lapp to określenie w zamiarze szwedzkim obraźliwe."). Duża wiedza pisarza jest wynikiem dłuższego przebywania w Szwecji (autor wyjechał z Polski w 1983). Minusem tej publikacji jest brak jakichkolwiek zdjęć z wyprawy.

Kategorie: reportaż \ literatura podróżnicza\ Skandynawia

czwartek, 12 marca 2009
Zaproszenie na kimchi

Zaproszenie na kimchi, Lena Świadek, Kwiaty Orientu, Kielce 2008

Zaproszenie na kimchi

Jako, że interesuje mnie kultura krajów azjatyckich, książeczkę (96 stron) zakupiłam od razu po pojawieniu się jej w księgarniach, wydając sumę zupełnie nie proporcjonalną do jej wartości.

Absolwentka filologii angielskiej wyjeżdża  z kraju by przez trzy lata uczyć angielskiego w Korei Południowej. Książka jest opisem jej wrażeń, spostrzeżeń i ciekawostek dotyczących tego państwa. Moim pierwszym wnioskiem było stwierdzenie, że po kilku latach pracy w tak odległym i fascynującym kraju pisarka nie miała za wiele do powiedzenia. Czy powodem była bariera językowa? Autorka udając się do swojej nowej pracy nie władała w ogóle koreańskim, a znajomość angielskiego Koreańczyków jest dosyć sporną kwestią. W każdym razie pisarka miała niepowtarzalną okazję uczestniczenia w życiu tubylców przez co książka nabiera wiarygodności, ale z drugiej strony nie powala ilością informacji.

Czytanie książki utrudnia jej chaotyczny charakter, nie ma tu żadnego logicznego ciągu wydarzeń ani przemyślanej struktury. Wyrwane z kontekstu wspomnienia bardziej nadają się do publikacji w jakimś piśmie podróżniczym. Ledwo opisany jest przyjazd do Koreii, a nagle jest już mowa o przyjaciołach, którzy pożyczają pieniądze, choć już następna anegdotka opowiada o ostrej kuchni koreańskiej. Myślę, że przed wydaniem książki autorka powinna poświęcić jej jeszcze trochę pracy a wydawcy pieniędzy na kolejną korektę. To co ratuje tę publikację to interesujący dobór anegdotek i historii, które opowiadają o koreańskiej tradycji, kulturze, języku, historii, polityce itd. Oczyma Leny Świadek mamy okazję spojrzeć na Koreę, choć jest to niestety tylko krótki rzut oka. 

"Kobieta (w Korei) po trzydiestce to już "zardzewiała śruba" - zwyczajnie nie kręci."

"Kobieta ciężarna jest tak powszechnym elementem koreańskiego krajobrazu, że nie przyznaje się jej żadnych przywilejów. Poza tym, to jej praca. Za to płaci jej mąż: samochodem za syna, bukietem kwiatów za dziewczynkę."

Kategorie: literatura podróżnicza \ ciekawostki i obyczaje \ Korea

niedziela, 08 marca 2009
Rumunia. Podróże w poszukiwaniu diabła

Rumunia. Podróże w poszukiwaniu diabła, Michał Kruszona, Biblioteka Poznaj Świat, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2007

Rumunia

Zbliża się wiosna, a to nastraja mnie do czytania książek podróżniczych.  Na pierwszy ogień poszedł prezent, jeszcze bożonarodzeniowy.

Michał Kruszona przedstawia kraj mało znany w Polsce, co najwyżej kojarzący się z Drakulą Brama Stokera i biedą. Rumunia nie przypomina większości obleganych turystycznie krain. Podejście do spawy debiutant ma dobre, próbuje przedstawić swoje ulubione miejsce wycieczek jako kraj magiczny i tajemniczy. Tylko, że po pierwszych interesujących ciekawostkach, autor jakby się rozmyślił i zaczął bajdurzyć o jakichś pociągających wiedźmach, przemawiających zmarłych i modlitwach. Niepotrzebna stylizacja swoich podróży nijak się ma do profilu serii "Poznaj Świat", która wydaje książki doświadczonych obieżyświatów. Jednym słowem ciekawe opowieści, interesujące miejsca, trochę miejscowych wierzeń i przesądów, przeplatane zbędnymi onirycznymi bzdurami. Bo jeśli autor był w Rumunii ponad trzydzieści razy to znaczy coś go tam ciągnęlo, ale nie diabły na Boga! Czy opisywanie samych uroków i ciekawostek, antropologicznych spostrzeżeń oraz historycznych wydarzeń w życiu tego kraju, wydawało się zbyt nudne pisarzowi? Mnie by nie znudziło.

"Rumuni to ludzie szczerzy  i gościnni, bardziej niż inne ludy, o których wygłasza się podobne opinie. Podobało mi się to w czerwcu, kiedy częstowano mnie czereśniami, gorzej było w grudniu, kiedy owoców nie stało. Oprawiający świnię w rowie, tuż przy ruchliwej szosie, wieśniacy poczęstowali mnie tym, co uważali za najlepsze. Z leżącej martwej świni wycięli kawałek ogolonej skóry, posolili, zwinęli w rurkę (jak taką z kremem) i przekonując, że jest to bardzo dobre, zajadali ochoczo, zachęcając mnie, bym zrobił to samo. Wszystko odbywało się według od setek lat ustalonego porządku, w zgodzie z naturą, bez interwencji osób trzecich, dajmy na to - weterynarza."

Pisarz zaciekawił mnie kilkoma opisanymi przez siebie miejscami, więc teraz, nie tylko Transylwania wydaje mi się interesująca. Przepojona tradycją i religią Rumunia zaczyna mnie kusić pięknymi Karpatami.

Kategorie: literatura podróżnicza \ Rumunia

piątek, 20 lutego 2009
Kaczor po pekińsku

Kaczor po pekińsku czyli podróż po Azji z Polską w głowie, Jacek Pałasiński, Rosner&Wspólnicy, Warszawa 2007

Kaczor po pekińsku

 

  Zaraz po przydługim filozoficzno-politycznym wstępie pisarz przystępuje do rzeczy, tzn. do opowiadania o Azji. Cztery rozdziały poświęcone są w całości azjatyckim tygrysom, Singapurowi, Indiom, Wietnamowi i Chinom, i przewijającym się bez przerwy polskim dygresjom. Po przeczytaniu książki odniosłam wrażenie, iż autor jest doskonale zorientowany w sytuacji politycznej wszystkich wymienionych przeze mnie krajów. Opowiadając o tych odległych państwach cały czas pamięta o ojczyźnie, porównując ustroje, PKB, złożoność historii, w pewnym momencie ma się jednak dosyć tych dygresji. Jacek Pałasiński stawia wiele ważnych pytań: Czy jako Europejczycy jesteśmy gotowi na poważne zmiany jakie zajdą w gospodarce i polityce na świecie? Jaki ustrój jest najlepszy i czy rzeczywiście monarchia jest taka zła? Jacy politycy byliby dla Polski najlepsi (he, he)?

To co mi się u Pałasińskiego podobało, to mówienie o historii w ciekawy, nieszablonowy sposób wraz z odkrywaniem "drugiego dna". Kręte ścieżki historii potrafią być niezwykle dwuznaczne.

"Zapewne już tylko tacy staruszkowie jak ja pamiętają nazwę My Lai. (...) Co gorliwsi badacze historii odkryją, że 16 marca 1968 roku oddział wojsk amerykańskich (...) wymordował 437 mieszkańców My Lai, mężczyzn, kobiety, starców, dzieci, w tym niemowląt, a nawet noworodków. Oddziałem dowodził porucznik William Calley. Masakra była odwetem za zasadzkę, w której zginęło kilkunastu żołnierzy południowowietnamskich.(...)

Jest druga strona tej historii. W My Lai mieszkało o wiele więcej ludzi; oni też przeznaczeni zostali do rozwałki. I zginęliby, gdyby nad wioską nie przelatywał amerykański helikopter wojskowy. Jego pilot Hugh Thompson jr., zobaczył, co się dzieje, i przez megafon wezwał swoich rodaków, by natychmiast przestali. Calley zignorował jego wezwanie i kazał nadal mordować. Wówczas Thompson zagroził, że jeśli któryś z Amerykanów jeszcze raz podniesie rękę na bezbronnego Wietnamczyka, zacznie do niego strzelać. Thompson nie rzucał słów na wiatr, gotów był to zrobić. Masakra ustała.

Cóż za wspaniała przypowiastka na temat ludzkiego sumienia, walki pomiędzy poczuciem obowiązku a  poczuciem człowieczeństwa!

Zło powstaje i ustaje na skutek czyjejś indywidualnej decyzji. Każdy powinien podejmować tę właściwą, dla niewłaściwych nie powinno być usprawiedliwień."

 

Co do samej formy książki to rozdziały są w rozsypce, autor skacze z tematu na temat, dając się swobodnie nieść swoim myślom, nie próbując uporządkować wszystkiego w logiczną całość. Często nie zachowuje obiektywizmu, otwarcie krytykując i będąc surowym w swoich ocenach. Jednak pisze całkiem ciekawie, dzieląc się swoimi ciekawymi obserwacjami.

Kategorie: literatura podróżnicza / reportaż / Chiny / Singapur / Indie / Wietnam

 
1 , 2
Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka