piątek, 29 października 2010
Zimowy monarcha, Bernnard Cornwell

The Winter King (Zimowy monarcha), Bernard Cornwell, Penguin

The Winter King 

Po książkę Cornwella sięgnęłam z pewną dozą zaufania, spodziewałam się sprawnie i ciekawie napisanej powieści. Pisarz jest autorem niezwykle popularnej w Stanach serii o Richardzie Sharpie, zapewniającej zresztą całkiem niezłą rozrywkę okraszoną historią. Tak więc, jeśli chodzi o "The Winter King" to dałam się całkowicie porwać historii autora, jego wizja "prawdziwej" historii Artura jest ciekawa i wprowadza ożywczy powiew do zatęchłej i bardzo już "wykorzystanej" legendy. Właściwie to nigdy nie byłam jakąś fanką opowieści o Królu Arturze i Rycerzach Okrągłego Stołu. Pewne pojęcia i nazwy kojarzy większość Excalibur, Camelot czy Lancelot, jednak to Cornwell nadaje im nowe znaczenie.

Wielka Brytania, przełom V i VI wieku, chrześcijaństwo powoli szerzy się wśród miejscowej ludności, jednak dawni bogowie ciągle żyją w pamięci mieszkańców tego kraju. Wieczne najazdy Saksonów oraz waśnie pomiędzy brytyjskimi plemionami osłabiają ojczyznę Excalibura. Pewnego mroźnego dnia stary król Uther doczekał się wreszcie potomka, przyszłego władcy, nad którym piecze obejmie książę Artur. Naszym kronikarzem jest Derfl Cadarn, jeden z jego wojowników i przyjaciół, który postanowił spisać prawdziwe dzieje sławnego księcia a przy okazji i swoje. Ten wychowanek Merlina wiedzie nas krok po kroku przez meandry historii bitew i wojen.

Autor ze swadą przedstawia nam średniowiecze w swoim wydaniu, wiek, w którym panują zabobony i okrucieństwo ludzi. Wojna nie jest przedstawiona jako romantyczne starcia walecznych rycerzy, to walka jednocześnie podszyta tchórzostwem i męstwem. Strach, który opanowywuje wojowników przed kolejnymi potyczkami walczy z wiernością dla władców, troską o rodzinę oraz pragnieniem łupów. Postacie nie są skomplikowane psychologicznie, zwykle dominują w ich postawie określone cechy. Merlin to inteligentny, zgryźliwy człowiek o ciętym języku, Artur choć honorowy bez przerwy toczyłby walki w imię czegoś, targany namiętnościami idealista, Ginewra wiecznie knuje. Muszę powiedzieć, że kreacji Lancelota sama nie wymyśliłabym lepiej, dla mnie ten rycerz zawsze był podejrzany.

Ta powieść to dobra lektura "do poduszki", na czas relaksu. Żadnych magicznych mieczy, tylko natura ludzka i  odrobinę zmitologizowana historia bez gloryfikacji jej bohaterów opowiedziana w sprawny sposób.

polskie wydanie:

Zimowy monarcha 

Tłumaczenie: Jerzy Żebrowski
Wydawca: Instytut Wydawniczy Erica
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 19 maja 2010
Liczba stron: 600

cykl: Trylogia Arturiańska (The Warlord Chronicles)

tego autora zrecenzowane na blogu:

"Łupy. Zdobycie Kopenhagi 1807"

wtorek, 26 października 2010
Przemoc. Sześć spojrzeń z ukosa, Slavoj Żiżek

 Przemoc. Sześć spojrzeń z ukosa (Violence. Six Sideways Reflections), Slavoj Żiżek, przełożył Antoni Górny, warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, Warszawa 2010

Przemoc. Sześć spojrzeń z ukosa

Nazwisko autora "Przemocy" jest mi znane (ponad 40 tytułów w dorobku!), w trakcie czytania jego książki postanowiłam bliżej przyjrzeć się temu filozofowi. Ku mojemu osłupieniu i rozbawieniu znalazłam niesamowite wręcz przydomki jakimi okrzykują go przeróżni recenzenci i krytycy - "Elvis teorii kultury", "An Academic Rock Star". Wydawca na okładce napisał, iż Slavoj Żiżek "uprawia filozofię w stylu pop", po przeczytaniu tej książki nie mogę się z tym nie zgodzić.

Spróbuję najpierw trochę przybliżyć sposób w jaki pisze ten słoweński badacz, preferowana przez niego forma zbiera tyle samo zachwytów co złośliwej krytyki. Rozumiem samą ideę Żiżka (przynajmniej tak mi się wydaje) uprawiania filozofii we własnym stylu, który w dodatku będzie zrozumiały i o wiele bardziej interesujący niż nudne wywody. Mam takie wrażenie, że chce on przybliżyć swoje teorie jak największej liczbie osób, na pewno nie można go za to winić. Dlatego właśnie zapoznanie się z tym wydaniem było łatwe i  całkiem przyjemne. Oczywiście teks jest niezwykle prowokacyjny, komentator kultury igra sobie z różnorodnymi jej przejawami, mieszając ją z największymi oznakami terroru ostatniej dekady. Przemoc według niego jest ukryta, by ją dostrzec trzeba uświadomić sobie pewne precedensy i przekłamania z jakimi mamy do czynienia na co dzień.

 Dostajemy taki kulturowy misz-masz, z jednej strony niezwykle obrazowe przykłady, z drugiej ryzykowne teorie. Swoje postulaty autor tłumaczy podając przykłady współczesnych filmów, ciekawych anegdotek a nawet kawałów. Czyli mamy Lacana, Freuda, Nietzschego wymieszanego z teoriami ateistycznymi, liberalnym komunizmem, tragedią z 11 września, Holocaustem i ulicznymi zamieszkami w Paryżu. Na szczęście, w tym przepychu olśniewających argumentów autora czytelnik jest się w stanie zorientować, co tak naprawdę pisarz ma do powiedzenia na temat przemocy i wyciągnąć parę konkretnych wniosków.

Podobało mi się przedstawienie zamieszek w Paryżu z 2005 r. jako "głosu ludu", który nie ma żadnych konkretnych postulatów a jedynie chce zaznaczyć swoją obecność, ukazanie drugiego dna działalności dobroczynnej "baronów" przemysłu - równoważenie bezwzględnego mnożenia zysków dobroczynnością. Do tego według filozofa nauka zamieniła się miejscami z religią, dziś to ona ma nam dać poczucie bezpieczeństwa zamiast wiary w Boga. Podsumowywując - to krótka książka próbująca w bardzo ciekawy i oryginalny sposób udowodnić teorie jej autora. Nie musimy zgadzać się ze wszystkim co pisze, ale na pewno zmusza do uważniejszego i jednocześnie krytycznego przyjrzenia się współczesnym nam wydarzeniom. Dla mnie takie spojrzenie z ukosa okazało się całkiem ciekawym doświadczeniem.

"Znana anegdota głosi, że podczas drugiej wojny światowej pewien niemiecki oficer odwiedził Picassa w jego paryskiej pracowni. Zobaczył tam Guernicę i wstrząśnięty, spytał mistrza: "To wy to zrobiliście?". Picasso spokojnie odparł: "Nie, to wy to zrobiliście!"

"Wróg to ktoś, kto nigdy nie przedstawił wam swojej wersji wydarzeń."

"Arthur Koestler, wielki nawrócony komunista, rzucił kiedyś bardzo głęboką myśl: "Jeśli władza korumpuje, to jej odwrotność robi to także: prześladowanie korumpuje ofiary, choć w sposób mniej jawny i bardziej tragiczny."

seria: SPECTRUM na blogu

czwartek, 21 października 2010
Krzyżowcy, Zofia Kossak - Szczucka

Krzyżowcy, Zofia Kossak-Szczucka, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2006

 Krzyżowcy Krzyżowcy tom 2

"Krzyżowcy" to zbiorowy portret rycerstwa europejskiego w dobie wypraw do Ziemi Świętej. Obraz odarty z chwały i dumy, przedstawiający okrutną rzeczywistość i ludzi, którzy pozostają tylko ludźmi.

Prawdę mówiąc nie wierzyłam w tą książkę i pewnie bym po nią nie sięgnęła gdyby nie belizarek, pisarka jednak zaskoczyła mnie, nie muszę chyba już dodawać, że pozytywnie. To niezwykle złożona, przebogata opowieść poruszająca tak wiele tematów, że nie sposób wszystkich omówić za jednym podejściem. Oczywiście to wpływa na styl i sposób prowadzenia narracji. Nie mamy tu jak zwykle przedstawionych losów kolejnych bohaterów, autorka skupia się bardziej na historii samej krucjaty a dopiero poprzez ten motyw,  na jej uczestnikach. We Francji, Clairmont, w 1095 lud został wezwany i ślubował obronę Grobu Świętego przed niewiernymi. Uroczysta chwila, tłumy przybyłych, religijne uniesienie rozogniło zebranych i dało początek pierwszej krucjacie. Przysięgę złożyli wszyscy obecni rycerze, najemnicy, biedacy, panny na wydaniu, księżniczki itd i cały ten różnobarwny korowód zmierzający do Jerozolimy postanowiła wziąć na warsztat autorka. Wśród Normandów, Franków i innych narodowości znaleźli się także Polacy, którzy pierzchli z ojczyzny przed zemstą Sieciecha. I tu "nasi" będą najlepszym przykładem jak ta międzynarodowa przygoda wpłynęła na umysły prostych ludzi.

Ciekawym zabiegiem było zestawienie Europejczyków z ludźmi Wschodu, ich kultur, zwyczajów, sposobu myślenia. Już Grecy, którzy mogli czerpać pełnymi garściami  z zaawansowanej techniki i nauki swych sąsiadów odczuwali pogardę dla przybyłych chrześcijan, ich nikłego wykształcenia, prymitywnego sposobu życia. I tu przy oblężeniu Antiochii zaczynają wychodzić na wierzch ludzkie rządze - pragnienie władzy, bogactw, prywata są dla niektórych ważniejsze niż cele świętej wojny. Wyprawa jest dziesiątkowana przez kolejne choroby, epidemie, braki w zapasach, kolejne walki i oblężenia, trudy podróży czy ludzką głupotę. Dziwię się, że w ogóle komuś udało się dojść do Jerozolimy, nie mówiąc o jej zdobyciu.

Natchnione hasło wyprawy "Bóg tak chce" staje się okrzykiem usprawiedliwiającym każde przestępstwo wobec bliźniego, występek i zbrodnie. Ludzie przypisują sobie świadomość boskich zamierzeń oraz sądów by samolubnie ferować wyrokami ostatecznymi i szerzyć wiarę chrześcijańską z siłą taranu.

Jacy są ci rycerze Kossak? Bardzo ludzcy przede wszystkim, mało inteligentni, zadufani w sobie, dzielni i waleczni a przy tym małostkowi i przesądni. Pisarka nie operuje za bardzo realizmem, nie posuwa się też do naturalistycznych opisów wynaturzeń czy zbrodni. Jej styl tkwi gdzieś tak po środku, nie ma złudzeń co do swoich bohaterów i ich pobudek, ale też nie odkrywa przed czytelnikiem wszystkiego. W moim odczuciu wyszło z tego coś w rodzaju historycznej opowieści z elementami prawdy, swoista kronika. Jak sama pisarka wspomina w posłowiu, nie chciała przedstawiać całego ludzkiego okrucieństwa. Dlatego powstały obraz jest wyważony, ale nie myślcie, że to "babskie" pisanie. Kossak dobrze operuje słowem, ma ogromną wiedzę historyczną i pisze własnym, oryginalnym stylem. Co prawda, malowniczość opisów wraz ze wszystkimi szczegółami czy natchnione wywody mogą czasami nużyć czytelnika. Owe górnolotne opisy przedstawiają średniowieczne myśli, postulaty, dążenia i wierzenia bohaterów, ich sposób postrzegania świata. Tło kulturowe jest w tej powieści niezwykle wyczerpująco przedstawione. Widzimy nie tylko obrzędy, zwyczaje i zabobony ówczesnych ludzi, ale mamy możliwość zerknięcia w ich dusze, bynajmniej nie takie nieskazitelne.

Dla czytelnika tej książki krucjata nabiera nowego wymiaru, jest jak mówi papież Urban "splątanym kłębem cnoty i zbrodni, taranem krwawiącym, bluzgającym ropą grzechu – była straszliwym skrótem ogólnych dziejów ludzkości. Jednakże cel osiągnęła. Skutki jej okazały się dla Europy błogosławione i trwałe. Długoletni kontakt ze Wschodem, dotychczas prawie nie znanym, pchnął Europę w przód o trzysta lat co najmniej.”

tej samej autorki zrecenzowane na blogu:

"Król trędowaty"

"Bez oręża"

wtorek, 19 października 2010
Biała gwardia, Michaił Bułhakow

Biała gwardia (Белая гвардия), Michaił Bułhakow, Prószyński i S-ka, Warszawa 1998

 Biała gwardia

Cóż, "Biała gwardia" to zupełnie inny rodzaj powieści niż sławny "Mistrz i Małgorzata" czy choćby "Fatalne jaja", wielbicielom tych poprzednich zabraknie tu tego "bułhakowskiego" niesamowitego humoru i absurdalności świata przedstawionego. Nie jest to łatwa książka, nie jest tak fascynująca ani ciekawa jak inne tego pisarza, które przeczytałam.

Powieść ma kilka świetnych momentów, jednak szczerze przyznam, że wydała mi się nudnawą. Zostajemy wrzuceni w sam środek rodzinnych wydarzeń u Turbinów w Kijowie, mamy rok 1918 i powojenna zawierucha oraz chaos wymiany sił, nie ułatwiają sprawy. Z miasta wycofują się powoli (czytaj przeprowadzają dyskretny manewr ucieczki) stacjonujące wojska niemieckie a zbliżają się oddziały Petlury. Bolszewicy kontra "biała armia" generała Denikina nad Donem. Niedawny pogrzeb matki, Anny Władimirownej, pogłębia smutek trojga rodzeństwa, Heleny, Nikołki i Aleksieja.W dodatku mąż Heleny, Siergiej Talberg, oficer hetmański udaje się do białych. Obaj bracia chcą bronić miasta przed Petlurą i zaciągają się do wojska hetmańskiego, nie zdają sobie sprawy, że sam hetman ucieknie z Niemcami. Po nierównej walce wojsk obaj bracia lądują w domu, przy czym starszy został śmiertelnie raniony i walczy o życie. I tak większość akcji ma miejsce w tym domu gdzie schroniła się rodzina i ich przyjaciele.

Opisy autora są niezwykle sugestywne, można zmarznąć od samego czytania o tej srogiej, rosyjskiej zimie. Grudniowe mrozy nikogo nie rozpieszczały, do tego totalny chaos panujący w wojsku, przy czym i mnie samej całość wydawała się urywać, plątać, i nie raz czułam się trochę zagubiona w  toku wydarzeń. Ale jak już napisałam wcześniej nie spodobała mi się ta pozycja. XX-wieczna historia Rosji nie jest mi bliska, ścierający się w tle nacjonaliści i bolszewicy, ostatnie dni inteligencji. Całość przepojona jest takim ukrytym sentymentem i swego rodzaju rozrzewnieniem. Wraz z nadejściem "czerwonych" Rosja zmieniła swoje oblicze, swojska codzienność uległa zniekształceniu. Do tego jest to opowieść po trosze biograficzna, jeden z głównych bohaterów też jest lekarzem jak sam pisarz a mieszkanie Turbinów to rodzinne mieszkanie Bułhakowa. Kaflowy piec, który bez przerwy przewija się w opisach to symbol oswojonej, domowej rzeczywistości. W mieście, które przywołuje do życia autor, zniszczony jest naturalny porządek. Ta książka to nie saga rodzinna tylko oskarżenie wniesione przeciwko wojnie, jej bezsensowności, dezorganizacji i przemocy jakie ze sobą niesie. W 1926 r. Bułhakow napisał na jej podstawie jeszcze sztukę teatralną "Dni Turbinów", podobno stała się ulubioną sztuką Stalina.

poniedziałek, 18 października 2010
Przysnęłam

Jakoś ostatnio przysnęłam a  tyle się dzieje.

Nowe, ciekawe wyzwania literackie:

Rosja w literaturze

Klasyka literatury popularnej

Mój blog skończył już 2 lata! Mam nadzieję, że nie dopadnie go kryzys wieku średniego.

Jeżeli ktoś jeszcze nie wie, to zawiadamiam, że w sieci możemy poczytać niezależny magazyn bukinistyczny - Archipelag. To już drugi numer tego kwartalnika. Polecam.

grendella zaprosiła mnie do łańcuszkowej zabawy pt."Co lubię"

- biorąc pod uwagę monotematyczność bloga odpowiedź wydaje się oczywista

- robić zdjęcia

- cappuccino, najlepiej waniliowe

- podróżować, zwiedzać, łazikować, spacerować

- rozmowy/wycieczki z najbliższymi

- wstawać wcześnie rano i biegać

- jesień, a zaraz po niej wiosnę

Aby łańcuszek się nie zerwał do kontynuowania zapraszam eruanę i dabarai

09:48, bsmietanka
Link Komentarze (12) »
piątek, 15 października 2010
Lala, Jacek Dehel

Lala, Jacek Dehel, WAB

 Lala

Tak, i ja dołączyłam zwolenników twórczości Jacka Dehnela i twierdzę, że "Lala" jest dobrą książką. Dziś tak pokrótce.

Pisarz balansuje na granicy gatunków i utartych schematów, ale pisze w sposób wyważony, zna magię słowa i umie się nią posługiwać. "Lala" to saga rodzinna, biografia, swoisty pamiętnik, bildungsroman i co tam jeszcze. Całość ma w sobie niezwykły urok starego zdjęcia w sepii, odnalezionego gdzieś na strychu.

"Lala" to babcia autora, urodzona w Kielcach w 1919 r., natomiast on sam jest tu narratorem przekazującym nam rodzinne opowieści seniorki rodu. Pełno tu anegdotek, zabawnych historii, dygresji, przeszłość miesza się z teraźniejszością, poznajemy lwią część Dehnelowskiej familii, ich krewnych i przyjaciół.

Podoba mi się to, że autor otwarcie opowiada o sobie, swojej rodzinie, z wielką czułością. Cóż, spisane wspomnienia tłumaczą sławną manierę Dehnela i jego swoisty styl. Piszę to, bo nasłuchałam się i naczytałam o nim samym więcej niż o jego twórczości, co jest zresztą dość zastanawiające. Wracając do właściwego tematu tej notki, Dehnel to pisarz-erudyta, umiejętnie żonglujący słowami, wrażliwy na piękno języka. Nie podejmuje tematów nowych, nie on jeden spisał dzieje rodzinnego klanu. Ale jego książkę przede wszystkim  bardzo przyjemnie się czyta.

seria: Archipelagi

wtorek, 12 października 2010
Kawałki żeńskie, męskie i nijakie, Stefania Grodzieńska

Kawałki żeńskie, męskie i nijakie, Stefania Grodzieńska, Akapit Press, Łódź 2001

 Kawałki żeńskie, męskie i nijakie

Muszę się przyznać, że to moje pierwsze spotkanie z felietonami Stefanii Grodzieńkiej, wiele słyszałam o jej twórczości, ale zawsze było jakoś tak nie po drodze. A okazało się, że te "kawałki" są naprawdę niezłe i dobrze się bawiłam czytając tą książkę.

"Kawałki żeńskie, męskie i nijakie" to wybór felietonów z całego dorobku autorki, poczynając od lat czterdziestych. Choć może tak do końca owych "kawałków" felietonami nazwać nie można, mi tu najbardziej pasowałyby humoreski, ale tej nazwy już chyba nikt dziś nie używa. Wszystkie zebrane kawałki spina i łączy w całość rozmowa pisarki z redaktor Beatą Kęczkowską. Te żeńskie napisała oczywiście Grodzieńska, nijakie to według niej te nieudane, a męskie są autorstwa Władysława Kopalińskiego, Wojciecha Manna i Wojciecha Młynarskiego.

Wiadomo, iż jedne teksty będą bardziej udane, inne mniej, w dodatku to jest też kwestia poczucia humoru i gustu. Jednak niewymuszony styl Stefanii Grodzieńskiej bardzo mi się spodobał. Przez te teksty przebija osobowość ich autorki, niebanalna, z ogromnym poczuciem humoru. Pani Stefania na pewno była osobą spostrzegawczą, czułą na wszelkie zmiany w kraju, bystrym okiem wypatrując wszelkich społecznych skrzywień. Myślę, że miłośnicy PRL-owskiej rzeczywistości obowiązkowo muszą zapoznać się z jej twórczością.

Nie wszystkie koncepty są oryginalne czy do końca śmieszą, ale mistrzowskie są dialogi z "Tragedii małżeńskich" przedstawiające to "najtrudniejsze przedsięwzięcie na świecie". Pisarka wyolbrzymia, przesadza, drwi i rozbawia, ale gdzieś tam tkwi to ziarno prawdy. Polecam na poprawę humoru.

niedziela, 10 października 2010
Dom sióstr, Charlotte Link

Dom sióstr (Der Haus der Schwestern), Charlotte Link, tłumaczył Ryszard Wojnakowski, Świat Książki

 Dom sióstr

Jakoś ostatnio nie mogłam przysiąść do napisania jakiejkolwiek recenzji, ta powieść też ponosi za to odpowiedzialność. Najprościej byłoby mi napisać, że była beznadziejna i tyle, ale próbuję zrozumieć dlaczego mi się nie podobała. Jest to książka zbierająca bardzo pozytywne opinie na blogach, i uchodząca za fantastyczne babskie czytadło. Pozycja ta jednak zamiast koić me nerwy skutecznie mnie denerwowała. Po namyśle stwierdzam, że to wszystko z winy bohaterów tej powieści - wszystkich razem wziętych.

Barbara pragnie ratować po niewczasie swoje małżeństwo z Ralphem więc w tym celu udają się na Gwiazdkę do Yorkshire by w samotności popracować nad związkiem. Odcięci od świata przez burzę śnieżną, nie zaopatrzeni w zapasy, miastowe szczury starają się miło spędzić czas na wsi. Długie samotne wieczory bohatera umila sobie podczytując spisaną przez poprzednią właścicielkę domu, Frances Gray, swoistą autobiografię. Także gdy mąż rąbie drewno, Barbara wsadza nos w nie swoje sprawy, a my razem z nią poznajemy nudne losy pani Gray. Jak można się domyślić Frances miała siostrę, której jednocześnie nienawidziła i zazdrościła, i tak przez całe swoje długie życie. Oczywiście czynnikiem, który jeszcze pogorszył ich relacje był mężczyzna.

Autorka wplątuje główną bohaterkę konsekwentnie we wszystkie melodramatyczne rozwiązania i zawieruchy historii. Frances jest więc miłością dobrze wychowanego panicza, skrzywdzonego wrażliwego mężczyzny, wojującą sufrażystką i pielęgniarką na froncie. Obie wojny światowe są tu tłem i powodem poszczególnych tragedii bohaterów. Do tego nieznośne są wtręty historyczne autorki pozostają jedynie wtrętami, tzn. w pewnym momencie ucina fabułę i serwuje czytelnikowi mini wykład z aktualnej historii Europy.  Nie wiem skąd, ale po prostu wiedziałam, że w domu sióstr wcześniej czy później pojawi się jakiś niedobity żołnierz, którego będą musiały kurować, naprawdę tylko jego brakowało by schematowi stało się zadość.

Sama zadawałam sobie pytanie dlaczego w ogóle czytałam to dalej, po pierwsze dlatego, że ostatnio zarzuciłam w trakcie dwie inne powieści i chociaż tą chciałam skończyć "uczciwie", po drugie dlatego, że wszystko wskazywało iż w owej książce ma nastąpić jakieś niezwykłe i tragiczne wydarzenie, i tak czekałam i czytałam dalej. Nastąpiło. Jednak ze względu na wybitnie denerwujące mnie charaktery bohaterek stwierdzam, że nie było warto. Frances Gray mimo podejmowanych przez siebie prób zmieniania życia jest osobą niezdecydowaną do końca, jej wywody i wieczne pretensje do siostry po prostu mnie nużyły, jej siostra Wiktoria była po prostu głupia i płytka, a sama Barbara lepiej by zrobiła jakby pomogła rąbać to drewno mężowi.

czwartek, 07 października 2010
Literacka Nagroda Nobla 2010

Literacka Nagroda Nobla 2010 powędrowała do Mario Vargas Llosy!

"for his cartography of structures of power and his trenchant images of the individual's resistance, revolt, and defeat."

Llosa nie należy do moich ulubionych pisarzy, ale z pewnością należy do pisarzy, których twórczość cenię. Z dotychczasowo przeczytanych przez mnie powieści tego autora polecam "Miasto i psy". Na blogu zrecenzowałam jeszcze "Pochwałę macochy", jednak jej frywolność (to chyba nawet za słabe słowo) i treść sprawiają, iż jest to bardziej literacka zabawka niż poważna lektura, utwierdza tylko w przekonaniu, że Llosa pisze niesztampowe powieści.

 Nobelprize

14:29, bsmietanka , Nagrody
Link Komentarze (2) »
Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka