środa, 29 września 2010
Etyka dobrej roboty, Richard Sennet

Etyka dobrej roboty (The Craftsman), Richard Sennet, przełożył Jan Dzierzgowski,Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA, Warszawa 2010

Etyka dobrej roboty

"Etyka dobrej roboty" to najlepsza z książek Richarda Senneta jakie dotychczas czytałam. Praca niezwykle złożona, naszpikowana wręcz niesamowitymi przykładami i bogactwem wiedzy jaką posiada sam autor. Widzę w tej pozycji rozwinięty zamysł z "Korozji charakteru" gdzie socjolog pisał między innymi o problemie fachowości, zdystansowania się pracowników do powierzonej pracy i roli narzędzi ułatwiających zadania.

Pisarz zaczyna od mitu Pandory i rozróżnienia Hannah Arendt między animal laborens i homo faber, istot ludzkich podobnych w działaniu do zwierząt i ludzi wykonujących pracę, która kształtuje wspólne życie ("człowiek jako twórca"). Sennet wychodzi dalej i skłania nas do spojrzenia na ten problem w sposób bardziej otwarty, bez szufladkowania. Pytania, które zadaje są niezwykle istotne, mają większą wagę niż może się nam na początku zdawać. Czy ludzie panują nad techniką, którą sami rozwijają? Do czego jeszcze popchnie nas ciekawość? Wystarczy przytoczyć wypowiedź   Oppenheimera, który tak tłumaczył się ze zbudowania bomby.

"Gdy masz możliwość zrobienia czegoś tak perfekcyjnego (z technologicznego punktu widzenia), nie wahasz się: realizujesz swój projekt i dopiero później, kiedy już osiągniesz sukces, zastanawiasz się, co zrobić z tworem swej pracy. Tak właśnie było w przypadku bomby atomowej."

Według Senneta geniusz to fenomen nowoczesności, w społeczeństwie tradycyjnym nie koncentrowano się na zdolnościach indywidualnych, rozwijanie talentu przez jednostkę zależało od podporządkowania się regułom wypracowanym w dawnych epokach, a więc by nabyć jakieś umiejętności trzeba było być posłusznym innym. Antropolog przypatruje się fachowcom przez kilka wieków, od średniowiecznych złotników do dwudziestowiecznych konstruktorów bomby atomowej. Nie pomija ruchów ideologicznych, ciekawie pisze o Mojżeszu klasy robotniczej, Marksie, nie zostawia suchej nitki na brytyjskich reformach służby zdrowia. Bardzo optymistycznie podchodzi do umiejętności, stwierdza, że każdy jest w stanie opanować pewne zdolności, tylko niektórym zajmuje to więcej czasu. Nie trzeba pracować agresywnie, ingerować w przestrzeń zbyt mocno, trzeba jej doświadczyć (np. w przypadku architektów). Wytwarzanie jest myśleniem, jednak w dzisiejszych czasach łatwo jest pomijać etykę, w końcu jesteśmy uzależnieni od maszyn. Oprócz tego wszystkiego pisarz zastanawia się jeszcze gdzie przebiega granica pomiędzy sztuką a wykonywaniem fachu, czy można je rozgraniczyć.

Przy całych tych pokładach ciekawych wniosków do jakich dochodzi Sennet i naszych przy tym rozmyślaniach, książkę czyta się niezwykle przyjemnie. Obrazowe przykłady wzięte prosto z życia są zaskakująco proste, po przemyśleniu odkrywają przed nami drugie dno, do tego styl socjologa wolny jest od pompatyczności. Polecam nie tylko zainteresowanym socjologią, ale wszystkim fachowcom, dumnym z wykonywanej przez siebie pracy oraz ze swych umiejętności.

"(...) tylko bogaci mogą być głupcami - dla wszystkich innych zdobycie jakiejś umiejętności jest koniecznością."*

*Diderot

seria Spectrum

czwartek, 23 września 2010
Człowiek z Wysokiego Zamku, Philp K. Dick

Człowiek z Wysokiego Zamku (The Man in the High Castle), Philp K. Dick, przekład Lech Jęczmyk, Dom Wydawniczy Rebis, Warszawa 2006

 Człowiek z Wysokiego Zamku

Już naprawdę od dawna nie czytałam nic autorstwa K. Dicka, gdy tylko zagłębiłam się w lekturę "Człowieka z Wysokiego Zamku" od razu przypomniałam sobie charakterystyczne wyznaczniki stylu tego pisarza.

To co lubię u Dicka to jego zdolność do tworzenia niezwykłych światów od samych postaw i ze wszystkimi szczegółami tworzącymi nową, niezwykłą, momentami nawet psychodeliczną rzeczywistość. Wyobraźcie sobie życie w społeczeństwie pełnym skostniałych zasad, gdzie wasza rasa wyznacza wam status i ukierunkowywuje waszą przyszłą drogę życiową, gdzie religią jest dyktatura rządu, bez wolnej gospodarki i konkurencji. Państwa Osi wygrały drugą wojnę światową i podzieliły się wpływami, Ameryka jest zależna od Japonii, której skośnoocy mieszkańcy opanowali kontynent kulturowo i gospodarczo. Jeden z bohaterów książki, Robert Childan, to dziecię już całkiem nowego świata. Jednocześnie podziwia i gardzi Japończykami, jest człowiekiem wierzącym w postulaty Rzeszy, krótkowzrocznym rasistą. Z jego pespektywy poznajemy japoński wymiar tej alternatywnej Ameryki, przesyconej teraz sztywnymi zasadami wychowania i pozorów spokoju. Childan, jako typowy, żywiołowy Amerykanin, nie umie odnaleźć się w społeczeństwie, które wymaga od niego stoicyzmu, spokoju i opanowania. Takie drobiazgi jak wpływ charakteru narodowego na zachowania ludzkie wzmocniły mój podziw dla Dicka, tu wszystko jest przemyślane, dopracowane, w swojej wizji zadbał o każdy aspekt alternatywnej rzeczywistości. Widzimy jak myślą ludzie, którym wpojono strach przed Żydami i sami Żydzi. Poznajemy działania i myśli człowieka, który chce uratować świat od kolejnej wojny, a jednocześnie, sam nie wierzy w sens swej misji.

Prężnie rozwijające się mocarstwa nie poprzestają na Ziemi, biorą we władanie każdy skrawek lądu i morza. Zachłanność Rzeszy nie ma tu końca, to jest wręcz jakiś szał szerzenia doktryny i wiecznego zdobywania, ciągłych zbrojeń. Przedsiębiorczy Niemcy osuszyli i zaorali morze Śródziemne, wykończyli ludność Afryki, gdyż eksterminacja Żydów nie wystarczyła i trzeba było poeksperymentować jeszcze na Czarnym Lądzie. Hitler zmarł na syfilis, a o władzę walczy Goebbels i Heydrich. W międzyczasie zdążyli mocno rozwinąć  przemysł transportowy tworząc nowe rakiety i pasażerskie rakiety Lufthansy. Autor serwuje nam takie smaczki jak operacje umożliwiające zmianę kształtu czaszki Żydom (tak, nie dali się, nieliczni ukrywają się w Ameryce - co jest oczywiście czystą kpiną z eksterminacyjnych zapędów nazistów) czy informacje o niesławnej fabryce IG Farben.

Dla bohaterów powieści istotną rolę odgrywają dwie książki, pierwsza to zbiór przepowiedni Yijing, którą posługują się bez przerwy prawie wszystkie postacie w momentach decyzyjnych. Druga to "Utyje szarańcza", powieść człowieka ukrywającego się w Wysokim Zamku, będąca alternatywną wizją alternatywnego świata, gdzie Niemcy przegrywają wojnę. Większość bohaterów nie umie wyobrazić sobie świata, gdzie państwa Osi przegrywają i dopiero po przeczytaniu "Utyje szarańcza" niektórzy z nich zaczynają stawiać sobie pytania dotyczące ich rzeczywistości. Tu pojawia się problem realności świata, tego bohaterów książki Dicka i tego w którym żyjemy my sami. Jedna z postaci ma okazję przez chwilę być w naszym świecie, jednak pan Tagomi, nie wierzy w to co zobaczył, nie jest w stanie się z tym zmierzyć. To uświadamia, że każdy z nas jest tak "przyzwyczajony" do swojej rzeczywistości, oswojony z nią, że nawet jeśli świat paralelny dał by nam więcej możliwości, lepszą przyszłość, to nikt nie wyobrażałby sobie życia w nim, rozstania z tym co zna.

To dobra książka i z czystym sumieniem mogę ją polecić. Jest to jednak powieść wieloznaczna i wielowymiarowa, jestem pewna, że każdy może odebrać ją inaczej. Wnosi w życie niepewność, skłania do obejrzenia się za siebie. To wizja jednocześnie śmieszna, przerażająca, nierealna i zawiła. Pewne zachowania postaci nie wpisują się w standardowe zachowania bohaterów powieści. Ten pisarz potrafi nieźle namącić człowiekowi w głowie.

poniedziałek, 20 września 2010
Ostatni rejs Fevre Dream, George R. R. Martin

Fevre Dream (Ostani rejs Fevre Dream), George R. R. Martin, Sphere Books Limited

 Fevre Dream

George R. R. Martin to pisarz o ustalonej reputacji, cieszący się sporym powodzeniem w Polsce. Nie czytałam jeszcze jego cyklu pt. "Pieśń Lodu i Ognia", "Ostatni rejs Fevre Dream" był więc swojego rodzaju egzaminem - czy warto sięgnąć po resztę.

To co skusiło mnie do sięgnięcia po akurat tą powieść, to miejsce akcji, głównie na amerykańskich wodach Mississippi, i czas - połowa XIX wieku. Od razu pomyślałam o Marku Twainie, i nie myliłam się, Martin czerpie pełnymi garściami z dorobku tego pisarza, przetwarzając jednak wszystko w interesujący sposób i kreując własny styl. Z tego wszystkiego powstał całkiem zręczny horror z ciekawą fabułą.

Abner Marsh, doświadczony kapitan parowców, wchodzi w spółkę z tajemniczym Joshu'ą Jorkiem. Gdyby nie trudna sytuacja kapitana pewnie nie zgodziłby się na dziwne warunki swojego partnera. Razem tworzą niezwykły parowóz, "Fevre Dream", który ma przebić wszystkie inne, pływające po Mississippi. Jednak wkrótce ekscentryczne zachowania drugiego kapitana oraz krążące plotki zaczynają niepokoić Abnera, który postanawia dociec prawdy. Poddaje Jorka między innymi próbom święconej wody i krzyża, ale nie otrzymawszy zadowalających wyników stwierdza, że trzeba postawić sprawę jasno i uczciwie. Na takich podstawach i wspólnych dążeniach, zaczyna rozwijać się przyjaźń Marsha i Jorka, który zdradza historię swego życia. Jak wszyscy się domyślają dystyngowany gentleman to oczywiście wampir, ba nawet można powiedzieć wampir-rewolucjonista. Domorosły ten chemik wynalazł napój, który gasi "czerwone pragnienie" wampirów i pragnie teraz ucywilizować swój naród. Idealista chce aby krwiopijcy zrezygnowali z odbierania życia ludziom i gasili pragnienie z pomocą butelki. Jak można się domyślać taka drastyczna zmiana w diecie dzieci nocy nie wszystkim przypada do gustu.

Pisarz przedstawił w swej książce wiele ciekawych wątków, szczerą przyjaźń i oddanie jakie połączyć mogą wspólników, kwestię niewolnictwa w dość niedwuznaczny sposób, czy rewolucji w zamkniętym społeczeństwie. Motyw niewolnictwa działa tu na zasadzie analogii, ukazane jest okrucieństwo białych w stosunku do ludzi czarnych, bezduszne i bezlitosne posługiwanie się ludźmi, którzy przecież ludźmi nie są, żyją by służyć. Tymczasem wampiry w tej powieści tak samo traktują ludzi, nie jako bydło robocze tylko jako bydło do spożycia (przy czym słowo "bydło" pada w książce kilka razy). Rasizm pełną parą.

Obok mocnych słów, makabrycznych opisów w fabule współistnieją eteryczne i wzniosłe marzenia Joshuy i Abnera, obaj kapitanowie wkładają serce w swe cele i są wierni do końca swoim zasadom moralnym. Kodeks honorowy, którym kierują się w życiu jest ważniejszy niż ich własne. Ci bohaterowie, ze swoim idealizmem przypominają o powoli zmieniającym się świecie, idei gentlemana, dla którego ustna umowa znaczyła więcej niż pisemna. Abner Marsh jest przy tym najciekawszą postacią, wzbudza sympatię i rozbawienie, do tego jest nietuzinkowy, w przeciwieństwie do postaci wampirów, dystyngowanych i pięknych. Stary kapitan jest bohaterem godnym kreacji Marka Twaina.

Martinowi w zręczny sposób udało się oddać klimat Ameryki XIX wieku z królującymi na Mississippi parowcami. Myślę, że sięgnę po kolejne książki tego autora.

polskie wydanie:

Ostatni rejs Fevre Dream Autor: George R.R. Martin
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data: Lipiec 2010
ISBN: 978-83-7506-497-1
Liczba stron: 586

wtorek, 14 września 2010
Skrzypce z Auschwitz, Maria Angels Anglada

Skrzypce z Auschwitz (El violi d'Auschwitz), Maria Angels Anglada, przełożyła z katalońskiego Anna Sawicka, Wydawnictwo MUZA SA

Skrzypce z Auschwitz

Powieść "Skrzypce z Auschwitz" zdążyła już odnieść spory sukces na międzynarodowej arenie wydawniczej. Swego rodzaju hołd złożony ofiarom Holocaustu, to budzi szacunek, jednak nie mogę pozostać też obojętna na niedociągnięcia Marii Anglady.

Już w trakcie czytania odniosłam wrażenie, że autorka poskładała fabułę z urywków wspomnień byłych więźniów obozów oraz ułamków własnej inwencji. Jej styl jest  bardzo chaotyczny, akcja wydaje się być poszatkowana. Pisarka najwyraźniej chciała wzmocnić wrażenie i posłużyła się retrospekcją, ale zrobiła to nieumiejętnie. Mamy narratora, który poznaje wspaniałą skrzypaczkę, a ta, już na drugi dzień powierza mu tajemnicę rodzinną wraz z osobistymi dokumentami. Dobra, pal licho prawdopodobieństwo, jedziemy dalej. Z dokumentów wynika, że twórcą skrzypiec, na których grała bohaterka, był jej wuj, który później okazuje się być jej tatą, ale Regina nie wspomina o tym, wszystko po to by zakończenie uczynić bardziej wzruszającym. Daniel tak jak wielu innych Żydów trafił do obozu w Auschwitz, by przeżyć podał się za stolarza, dopiero w trakcie przyjęcia u komendanta wydaje się, że na prawdę jest lutnikiem. Dwóch Niemców robi makabryczny zakład o życie Daniela i skrzynkę burgunda. Jeśli lutnik będzie w stanie wykonać skrzypce według wzoru Stradivariusa, w określonym czasie, nie zostanie królikiem doświadczalnym jednego z "ambitnych" nazistowskich lekarzy.

Przeglądając inne recenzje odniosłam wrażenie, że są wobec tej powieści sztucznie grzeczne. Podjęty przez pisarkę temat Zagłady, jej wiek budzący szacunek i dobry pomysł, nie są gwarantem napisania naprawdę dobrej książki. Powieść jest bestsellerem i niczym więcej. Uważam, że fabuła to gotowy scenariusz, a z tego co przeczytałam prawa już zostały sprzedane i wytwórnia filmowa (Sharon Von Wietersheim i Frank Meiling of Rich And Famous) planuje film w stylu "Pianisty" Polańskiego. Myślę, że to się sprawdzi. Anglada postarała się jeśli chodzi o przygotowanie techniczne i w połączeniu z muzyką film stworzy spójną, poruszającą całość.

Z jednej strony jest to historia o przetrwaniu ducha, człowieczeństwa w nieludzkich warunkach i nadziei jaką może dać pasja, która dla bohatera jest spełnianiem się we własnym zawodzie. Na tym poziomie pisarce się powiodło. Możemy dostrzec, że tylko możliwość wykonania owych skrzypiec przywróciła Danielowi wiarę w sens życia. Bohater na powrót staje się człowiekiem, może znowu skorzystać ze swych umiejętności i talentu. Godziny spędzone w prowizorycznej pracowni przenoszą go w inny wymiar, wolny od koszmaru codzienności, tam wspomnienia o przeszłości nie rodzą bólu a pomagają przetrwać. Jednak ja nie czułam napięcia, walki z czasem czy niepewności bohatera. Postaciom brak głębi psychologicznej, w przypadku takiego tematu trzeba dysponować dobrym warsztatem pisarskim by umieć ująć chociaż część rozpaczy i nieszczęścia bohaterów. Dlatego dla mnie wszystkie postacie były ledwo zarysowane, ich charaktery nie zgłębione. Momentami można odnieść wrażenie iż cała książka jest jedynie nie wykończonym szkicem, a niektóre z wypowiedzi bohaterów skopiowane. Język historii jest bardzo prosty, bez zbędnych upiększeń. Myślę, że prostota tej historii sprawi, że przemówi ona na pewno do szerokiego grona czytelników w bardzo różnym wieku.

Ponieważ to bestseller międzynarodowy przeczytałam recenzje z kilku innych krajów, Anglicy tonują swoje opinie, chociaż znaleźli się i tacy, co napisali, że powieść nie podobała im się, Niemcy nie kryją zachwytu a Francuzi piszą wręcz peany. Tu zaczęłam się zastanawiać jak wiele zależy od dobrego tłumaczenia, co widać zresztą po tych ocenach. Ja polskiego tłumaczenia ocenić nie jestem w stanie, nie znam katalońskiego. Jednak tak jak recenzent Le Figaro widzę dla tej książki przyszłość, tyle że po wejściu na ekrany filmu na jej podstawie, w ilości sprzedanych egzemplarzy.

czwartek, 09 września 2010
Żydówka z Toledo, Lion Feuchtwanger

 Żydówka z Toledo (Die Jüdin von Toledo), Lion Feuchtwanger, Świat Książki

 Żydówka z Toledo

Historia tytułowej Żydówki i króla Kastylii, Alfonsa VIII (1155-1214), osadzona w realiach XII wieku to powieść inspirowana średniowiecznymi kronikami i biblijną "Księgą Estery". Urodziwa Rachela rozkochała w sobie chrześcijańskiego władcę i sprawiła, że zaszył się z nią na kilka beztroskich, a błogich, lat w jej zamku swawoląc i dokazując. Z pozoru banalna historia miłosna pozwoliła pisarzowi na odmalowanie szerokiej panoramy społecznej, konfliktów religijnych i innych frapujących problemów ówczesnego świata.

Jak można się domyślić swawole króla nie pozostały bez echa wśród jego poddanych i dworu. Mojżeszowe wyznanie kochanki tylko dolewało oliwy do ognia, jeśli dodam, że jej ojciec, Jehuda Ibn Esra, był doradcą finansowym króla, sytuacja nabierze jeszcze smaku. Bo wziąć sobie na kochankę brankę-muzułmankę to grzech, kobietę z taboru wojskowego - grzech podwójny, ale za nałożnicę-Żydówkę idzie się prosto do piekła. Tak nie sądzą tylko obywatele Kastylii ale i sam król. Biedny będzie się bez przerwy zmagał z wyrzutami sumienia a grzechy spróbuje odkupić wywołaniem świętej wojny z niewiernymi. Mimo iż kocha prawdziwie, to co rusz wypomina sobie, że kochanka to wiedźma, która go omamiła swym czarem i powinien być twardszy. Samej tytułowej pannie pisarz poświęca o wiele mniej miejsca niż jej ojcu czy kochankowi, ale dziewczę kocha szczerze, jest gotowe do poświęceń, ale jednocześnie uparte i mające własne zdanie. Myślę, że Feuchtwanger nie wykorzystał potencjału jaki tkwi w tej postaci, nie poznajemy jej dylematów moralnych, czy uczuciowych burz jakie mogły nią targać. Jedynie pobieżna charakterystyka insynuuje jej prawdziwy charakter, a z dylematów pierwszą rozterkę, w którą wprawiła ją dwuznaczny podarek Alfonsa. Zamieszkanie przez nią w ofiarowanym przez króla zamku było równoznaczne ze zgodą na bycie jego kochanką, wątpliwości Racheli można skrócić do znanego "i chciałabym, i boję się".

To co sprawiło na mnie największe wrażenie to tło historyczne, wręcz wycyzelowane detale życia codziennego i ciekawe podejście do moralności średniowiecznej oraz etosu rycerskiego. Alfonso jest człowiekiem dumnym, honorowym i religijnym, garnie się do wypraw krzyżowych i wyżynania w pień niewiernych. Za nic ma gospodarkę i dobrobyt własnego państwa, jako prawdziwy chrześcijanin wie, że dobra doczesne nie zapewnią mu zbawienia. Gdy on knuje w zimnych salach swego prostego zamku muzułmanie układają wiersze, podliczają złoto i usprawniają gospodarkę. Porywczość i dumę króla przeciwstawia autor spokojowi, cierpliwości i mądrości jego doradcy, Jehudy. Dla kastylijskiego władcy każdy rok pokoju to rok stracony więc Żyd-finansista musi się nieźle napocić by dogodzić swemu panu. Tu w podziw wprawiły mnie dialogi pomiędzy tymi dwoma bohaterami, pełne dwuznaczności, zawoalowanych wskazówek, utajonego sensu - na prawdę, nie wiem jak się dogadali.

Mimo najszczerszych chęci autora lektura ostatecznie nie przypadła mi do gustu, wyraźna stylizacja pisarska i specyficzna maniera sprawiły, że postacie wydały mi się sztuczne. Liczne powtórzenia o dumie, urodzie, odwadze, honorze kolejnych bohaterów sprawiły, że każda z postaci pozostała jedynie nieożywioną legendą, w tym wypadku przydługą. To książka dla miłośników rozsmakowanych w wytwornym słownictwie i eleganckim szyku.

wtorek, 07 września 2010
Nowości wydawnicze i zapowiedzi

Już nie pamiętam kiedy ostatnio przeszukiwałam zapowiedzi wydawnictw w poszukiwaniu ciekawych nowości. Pokusy czają się wszędzie:

Nie myśl, że książki znikną

Nie myśl, że książki znikną, Umberto Eco, Jean-Claude Carrière, Wydawnictwo WAB

Czy świat bez książek to tylko futurystyczna wizja czy realne zagrożenie i efekt daleko idącej technizacji życia? Czy rzeczywiście grozi nam „bibliocaust", a jeśli nawet, czy byłoby to wydarzenie bez precedensu? Wiadomo przecież, że od dawien dawna książki dławił pożar, palono je na stosach i poddawano ingerencji cenzury. Słowo pisane było także wydane na pastwę ludzkiej ignorancji i głupoty. To zaś, co zastało jako spuścizna, jest ledwie strzępem twórczości minionych pokoleń.
Dwaj bibliofile, Umberto Eco i Jean-Claude Carrière, diagnozują zjawiska współczesnej kultury, to znaczy internet i elektroniczne nośniki pamięci. Według autorów Nie sądź, że książki znikną, nowe formy, choć coraz bardziej powszechne, nie wyprą tradycyjnych woluminów. Czy taka dość optymistyczna wizja nie jest jednak tylko marzeniem intelektualistów?

Największe kłamswta w historii

William Weir, Największe kłamstwa w historii, Wydawnictwo MUZA
Uznany historyk William Weir mierzy się z najpopularniejszymi mitami, którymi od lat karmią nas podręczniki historii. Nie tylko ujawnia zdumiewające nieprawdy, lecz również obnaża przyczyny powstawania kłamstw oraz rozważa, dlaczego mity ciągle są podtrzymywane. Analizuje oszustwa, które nauczono nas uznawać za prawdę - niezależnie od tego, czy zapoczątkowała je kampania oszczerstw, próba ubarwienia historii prawdziwej, nadmierne upraszczanie czy też błędne rozumowanie. Weir omawia sprawy, które, jak się nam wydaje, znamy, a następnie ujawnia, co się naprawdę wydarzyło i jak się to stało, że historia tak bardzo przeinaczyła fakty.
W rezultacie powstała frapująca książka tak dla entuzjastów historii, jak i dla czytelników pragnących po prostu znać prawdę.

 Duchy w polskich zabytkach

Duchy w polskich zabytkach, Jerzy Sobczak, Wydawnictwo MUZA

Kolejna książka z serii Są takie miejsca to publikacja prezentująca niezwykłe historie o duchach i zjawach w polskich zamkach, pałacach i kościołach. Autor, historyk i krajoznawca, który od kilkudziesięciu lat zgłębia tę tematykę, przedstawił 70 najciekawszych obiektów, wśród których znalazły się m.in. zamki w Baranowie Sandomierskim i Książu, pałace w Łańcucie i Nieborowie oraz kościoły w Krakowie i Poznaniu. Poszczególne hasła zawierają opis obiektu oraz krótką charakterystykę zjawy - zwykle postaci historycznej. Legendy o duchach stały się więc pretekstem do bliższego poznania historii Polski. W wielu przypadkach opowieści oparte są na relacjach świadków. Prezentowana przez nas publikacja, bogato ilustrowana pięknymi zdjęciami, zainteresuje zarówno miłośników zabytków, jak i pasjonatów nieprawdopodobnych historii.

 Dług. Rozrachunek z ciemną stroną bogactwa

Dług. Rozrachunek z ciemną stroną bogactwa, Margaret Atwood

Dług pieniężny, honorowy, dług, który może zostać spłacony jedynie krwią lub... własną duszą. Zobowiązanie zawierane dobrowolnie lub z przymusu, w ciemnym zaułku ulicy lub w eleganckich salach banku, potwierdzone podpisem - cyrografem, od którego nie ma łatwej ucieczki. Oddychamy długiem, żyjemy z nim, nosząc ciężar odsuniętej w przyszłość zapłaty - za nasze wydatki, za nasze grzechy, za przewinienia innych. Wykorzystujemy go, by manipulować, prowadzić wojny, ogrywać diabła. Do czasu, gdy on nie ogra nas i nie wystawi rachunku.

Atwood, posiłkując się Biblią, literaturą i obyczajowością, odkrywa demoniczny pierwowzór karty kredytowej w pakcie zawartym przez Fausta z Mefistofelesem. Analizuje rozrywkowy potencjał materialnych i moralnych zobowiązań, a pomagają jej w tym zarówno Chilli Palmer, typek spod ciemnej gwiazdy z kart znanej powieści Elmore'a Leonarda, jak i szamani znad jeziora Titicaca. Pisarka zastanawia się, czy zaciąganie długów może być grzechem, wyjaśnia, dlaczego musiał upaść zakon templariuszy i co dzieje się z dłużnikiem, gdy nie ma z czego oddać. Pisarka dotyka „mrocznej strony zadłużenia”, by płynnie przejść do zagadnienia długu w literaturze, proponując m.in. rozważenie kwestii, czy Dickensowski Scrooge nie jest przypadkiem Faustem à rebours, i pokazuje, że nawet w przypadku XIX-wiecznych kobiet upadłość moralna nie szła w parze z finansową, a wręcz przeciwnie.

Krew królów

Krew królów, Jurgen Thorwald, Wydawnictwo Znak

Według powszechnie panującej opinii choroba ta charakteryzuje się szczególnym przebiegiem procesu dziedziczenia. Zapadają na nią jedynie męscy członkowie rodziny. Kobiety natomiast są nosicielkami choroby, same jednak nie ujawniają jej symptomów. Najsłynniejszą nosicielką tej rzadkiej przypadłości była królowa Anglii Wiktoria. To ona nieświadomie poprzez mariaże swych dzieci przyczyniła się do rozpowszechnienia jej na europejskich dworach.
Bohaterami Krwi królów są trzej książęta, a zarazem trzy najbardziej znane przypadki hemofilii w Europie. Losy wydziedziczonego następcy tronu hiszpańskiego Alfonsa, księcia pruskiego Waldemara, walczącego o życie podczas ostatnich dni II wojny światowej, oraz carewicza Aleksego, leczonego przez demonicznego Rasputina, układają się we wstrząsającą kronikę wydarzeń, które w dużym stopniu zaważyły na losach Europy przełomu XIX i XX wieku.

 Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła

Eichmann w Jerozolimie. Rzecz o banalności zła, Hannah Arendt, Wydawnictwo Znak

Dramatyczne dzieje procesu Adolfa Eichmanna, mordercy zza biurka, współodpowiedzialnego za Holocaust. Książka jest opatrzona słynnym podtytułem, w którym pojawia się jedno z najdonioślejszych sformułowań zrodzonych w stuleciu totalitaryzmów: „banalność zła”. Relacja Hannah Arendt to nie tylko znakomity literacko klasyczny reportaż sądowy, lecz także esej o mechanizmie państwa totalitarnego oraz mentalności jego twórców i sług. Autorka, jeden z najwybitniejszych, niezależnych umysłów naszego wieku, nie cofa się zarazem przed postawieniem pytań o istotę postaw Żydów europejskich w obliczu Zagłady. Książka bezcenna dla wszystkich, którzy interesują się historią i polityką XX wieku, a także pogłębioną interpretacją centralnych problemów naszych czasów.

poniedziałek, 06 września 2010
Trucizna królewska, Maurice Druon

Trucizna królewska (Les Poisons de la Couronne), Maurice Druon, tłumaczyła Anna Jędrychowska, Muza, Warszawa 2001

Trucizna królewska

Ze wszystkich tomów cyklu "Królowie przeklęci" ten najbardziej przypomina mi zwykły romans. Do Francji przybywa cnotliwa narzeczona Ludwika X, Klemencja z Neapolu. Król po raz pierwszy zaznaje szczęścia i spełnienia, jego żona okazuje się kobietą bez wad, pobożną, cierpliwą, niewymagającą, pragnącą jedynie służyć swemu wielkiemu panu. Władca rewanżuje się jej nie kryjąc swego przywiązania, szacunku, powściąga swe humory, bierze się w garść i prawie zaczyna rządzić państwem. Jednak jego charakter, zaślepienie i niezdolność do podejmowania decyzji sprawiają że jest władcą-ofermą, marionetką w rękach innych. Pisarz otwarcie nazywa go głupcem, krytykując i drwiąc z niego. Jednak jego zarządzenia będą miały poważne konsekwencje dla Francji w przyszłości. Sama Klemencja całkiem nieźle odnajduje się na dworze, żyjąc w myśl zasady "(...) nie jest się królową, aby być szczęśliwą."

"Trucizna królewska" wydała mi się nudna, to jest książka, w której autor musiał poskładać do kupy wszystkie rozpoczęte wątki. Do tego w tej powieści na tle romansów króla i Gucia uwidacznia się nieznośna maniera językowa Druona. Pisarz  niepotrzebnie sili się na poetyckość, wychodzą z tego jakieś drżące włosy niczym komety i inne śmieszne porównania. Spory i wieczne pretensje rodziny Mahaut i Roberta stają się męczące, Klemencja nudzi. Trochę akcji zapewnia Gucio, siostrzeniec kupca Tolomei, ten młodzieniec z tomu na tom dorośleje, choć nadal pozostaje uroczym głupcem. Zakochany z wzajemnością w Marii De Cressay, kobiecie biednej ale pochodzącej ze szlacheckiego, dumnego rodu. Jak można się domyślić rodzina młodej panny kręci nosem na myśl o takim mezaliansie, przymieranie głodem to nie powód by wydać jedyną córkę za bankiera. Nierozwaga tego młodego lombarda ubarwia fabułę.

Do tego wszystkiego zastanawiam się dlaczego pisarz tak uparcie zdradza fabułę każdej swej powieści już w tytule?

tego samego autora zrecenzowane na blogu:

"Król z żelaza"

"Zamordowana królowa"

piątek, 03 września 2010
Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny, Kamila Sławińska

Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny, Kamila Sławińska, WAB, Warszawa 2008

 Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny

 Jakoś nigdy nie pałałam nadzwyczajną chęcią odwiedzenia Nowego Jorku, ale muszę przyznać, że po książce autorstwa Kamili Sławińskiej zmieniłam zdanie. Jak mówi sama autorka "to jest książka dla flâneurs, łazików, ludzi ciekawych wszystkiego i jednocześnie niczego konkretnego. Dla takich, którym się nie spieszy i którzy nie noszą przy sobie spisu obowiązkowych atrakcji stojących w kolejce do „zaliczenia". Dla takich, którzy mają głowy na tyle otwarte, by dostrzegać niezwykłość w często przeoczanych drobiazgach." (Opinia Polish Cultural Magazine) Inspiracją pisarki były przede wszystkim opowieści innych mieszkańców The Big Apple i cykl dokumentalny Rica Burnsa "New York".

Pisarka uwielbia swoje miasto i wcale się z tym nie kryje, zdaje sobie sprawę z jego słabości i minusów, presji jakie wywiera, szaleńczego tempa jakie ogarnia ludzi nie tylko na Manhattanie. Do tego wszystkiego Kamila Sławińska jest świetnym obserwatorem, czułym na zmiany, na zmienny puls życia miejskiego. Jej krótkie opowieści doskonale się czyta, zwłaszcza, że autorka ma dar do ubierania w słowa swoich obserwacji i własny styl. Do tego, często tematem jej opowiastek są często rzeczy z pozoru nieważne, a składające się na klimat tego miasta, jak amerykańska kawa w papierowych kubkach, nocne taksówki czy sample sale. Oczywiste jest, że nie wszystkie eseje znalazły moje uznanie, ale to kwestia gustu i podjętych zagadnień.

Co prawda przeszkadzać po pewnym czasie mogą nieustanne peany autorki na cześć tej Ziemi Obiecanej, na której chce mieszkać tyle osób, gdzie tylko wybrańcom się udaje, bo to nie Miasto dla wszystkich itd. Do tego totalna nieskromność pisarki może zniechęcić do niej samej niektórych czytelników, no ale przecież nie o twórcę tu idzie, ale jego utwór, a w opisywanym mieście nie byłam więc mam niepełny obraz sytuacji. Zresztą te negatywne odczucia przyćmiewa nowojorski klimat i czarno-białe zdjęcia zamieszczone w wydaniu.

 "(...) nie wystarczy odpowiedzieć na wszystkie pytania w teście na obywatelstwo, żeby przynależeć, być u siebie. Są tu, w miejscu, które wybrali z takich czy innych powodów, ale bez względu na to, skąd pochodzą i co tu przeżyli, tęsknią. Za zbieraniem grzybów na Mazurach. Za domowym dim-sum i porą deszczową na Tajwanie. Za gremialnym szaleństwem małomiasteczkowych Oktoberfest. Za dziadkiem w Pendżabie, którego pewnie już nie zdążą zobaczyć. Za pewnym magicznym miejscem w miejskim  parku w Seulu, o którym nikt nie wie. TO zwykłe małe rzeczy budzą najwięcej tęsknot. Ci, co mówią, że chcą wracać, nie używają wielkich słów. Mówią "mama", ale nie "ojczyzna". Mówią "przyjaciele", ale nie "patriotyzm". Mówią "domowy krupnik", ale nie "tradycja"."

"Kiedy nowojorczyk wyjeżdża ze swojego Miasta na zawsze, choćby był dotąd nim zmęczony i znudzony ponad wszelką miarę, z nagłym przerażeniem zaczyna rozumieć, że utracił kawałek siebie. I to, że New Yorker to narodowość. Ba, nawet więcej: to wyznanie, dożywotnie członkostwo w hermetycznej sekcie szaleńców, którzy oddali Miastu najlepsze lata swego życia, zgodzili się na niebotyczne koszty utrzymania, zatrucie środowiska, ciasnotę, by w zamian dostać najdziwniejszy z narkotyków: nowojorski cool."

"(...) Nowy Jork jest kolekcją zdjęć, tylko czekających, by je zrobić. I choćby co roku powstawały miliardy nowych fotografii - amatorskich i profesjonalnych, udanych i nie - to zawsze znajdzie się coś nowego. Nieodkrytego, niedocenionego, uśpionego lub tylko efemerycznego jak jętka. Coś, co czeka na tę idealną chwilę, na bystre oko i pewną rękę, która we właściwym momencie złoży się do strzału. Tyle jest w Nowym Jorku rzeczy zbyt nieprawdopodobnych, by je opisać, a które żal byłoby bezpowrotnie utracić - maleńkich cudów, które ze szczętem rozpuściłyby się w każdej opowieści, a którymi koniecznie trzeba się z kimś podzielić, żeby samemu móc w nie uwierzyć. Dlatego Miasto zostało stworzone dla fotografów - jest zbyt szybkie dla słów."

seria: Terra Incognita

czwartek, 02 września 2010
Zamordowana królowa, Maurice Druon

Zamordowana królowa (Le Reine Etranglee), Maurice Druon, tłumaczenie Anna Jędrychowska, Muza, Warszawa 2001

Zamordowana królowa

Drugi tom serii "Królowie przeklęci" czytało mi się równie szybko jak pierwszy. Mamy 1314 rok i rozpoczynają się rządy syna Filipa Pięknego, zwanego Kłótliwym, który w pełni zasłużył sobie na ten przydomek. Ludwik X jest człowiekiem słabym, chorym i do tego rogaczem.  Nic go tak nie obchodzi, jak zatarcie skandalu jaki wywołała jego żona, Małgorzata Burgundzka, zdradzając go. Jego doradcy wychodzą z założenia, że klin klinem, i proponują kolejną żonę, tym razem słynącą z urody i cnoty księżniczkę Neapolu. Tymczasem wokół tronu młodego króla gromadzą się hieny żądne wpływów, pieniędzy i władzy. Cała powieść traktuje właściwie o przepychankach dwóch stronnictw i ich popleczników. Niezdecydowanie niedoświadczonego Ludwika X powoduje iż jest on łatwym łupem pochlebców, górą ten, kto jest w stanie zaspokoić potrzeby młodzieńca. Żadna ze stron nie przebiera w środkach, każdy natomiast zdaje się nie pamiętać o rzeczywistym dobru państwa, o które powinno się zabiegać. Autor podkreśla nędze ludzi biednych, głód i ich bezbronność. W obliczu przepychanek wokół tronu blednie dobro ogółu. Prosty ten zamysł autora oddaje istotę tej powieści.

Druon w mocny sposób przedstawia popełniane zbrodnie, morderstwa czy powieszenie skazańca są opisane z perspektywy ofiary. Nie zdradzę wiele jeśli powiem, że śmierć Małgorzaty, uwięzionej królowej nie jest naturalna. Niezwykle obrazowy jest opis jej odczuć i strachu, wykorzystana więźniarka jest dla wielkich panów jedynie przeszkodą, niczym więcej. Jak można się domyślać z jej punktu widzenia wygląda to o wiele dramatyczniej. To mi się spodobało u tego autora, wielowymiarowość przedstawionych postaci. Można mu jednak zarzucić zbyt proste przedstawianie motywów i dość kiepski styl.

tego samego autora zrecenzowane na blogu: "Król z żelaza"

seria: Spectrum

Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka