piątek, 28 sierpnia 2009
Cienie Wiednia, Jody Shields

 Cienie Wiednia (The Fig Eater), Jody Shields, przełożył Łukasz Niepan, Świat Książki, Warszawa 2001

Cienie Wiednia

"Cienie Wiednia" są debiutem powieściowym Jody Shields, magister sztuki i byłej redaktorki Vogue'a. Wiedeń, rok 1910, w parku Volksgarden policja odnajduje zwłoki młodej dziewczyny. Dochodzenie prowadzi młody inspektor, który stosuje w swojej pracy metody nowej nauki - kryminalistyki, z tego też powodu w powieści jest nieznośnie dużo cytatów z książki "System der Kriminalistik", którą detektyw bez przerwy czyta i analizuje. Do śledztwa dołącza się też potajemnie żona, którą obsesyjnie męczy śmierć Dory. W swoim prywatnym, kobiecym dochodzeniu korzysta z pomocy angielskiej znajomej, Willy. Wysługuje się guwernantką do co trudniejszych zadań, które Angielka posłusznie wykonuje w imię przyjaźni. Kobiety biegają po całym Wiedniu w poszukiwaniu drzewek figowych gdyż figa była ostatnią rzeczą jaką zjadła ofiara morderstwa. Węgierska żona policjanta wnosi ożywczy powiew do nudnej powieści, jest osobą przesądną, znającą się na urokach, talizmanach i starodawnych wierzeniach. Sam inspektor zbierając z pieczołowitością wszelkie ślady na miejscu zbrodni, odszukując wskazówki nie zauważa jak bardzo daje wiarę zabobonom żony, mimo swojego psychoanalitycznego podejścia do przesłuchiwanych i ufności w nowoczesne metody. Poprzez jego sumienność i staranność jesteśmy w stanie dokładnie zobaczyć jak wyglądało śledztwo z początków XX wieku, do tego jeszcze poznajemy tajniki fotografii. Pisarka stara się zainteresować czytelnika bardziej samym procesem prowadzenia śledztwa niż rozwiązaniem zagadki.

Bohaterom Shields brak głębi, nie wzbudzają uczuć czytelnika. Autorka nie umiała wniknąć w ich dusze a chciała stworzyć postacie złożone, kierując się naukami Freuda. Obdarzyła Dorę skomplikowanymi relacjami z ojcem i przyjaciółmi, tworząc miłosne trójkąty i wikłając wszystkie postaci w sieć uczuć i pragnień. Pisarka umiała za to pokazać czytelnikowi różne sposoby odbierania rzeczywistości przez swoich bohaterów, filtrując doznania przez ich charaktery i doświadczenia życiowe, wrażliwa, współczująca i naiwna Wally, tajemnicza oraz zmienna artystka Erszebet, analityczny umysł inspektora. 

Ciekawie przedstawia się sam Wiedeń, jego zwyczaje, systemy kastowe. Bohaterowie przebywają w kawiarniach, parkach, na balach, mamy nawet opisy przygotowywanych posiłków i austriackie nazwy deserów. Kobiety, które w tajemnicy próbują rozwikłać zagadkę morderstwa muszą się mierzyć z dość trywialnymi problemami w ówczesnej stolicy Austrii, ograniczenia jakie nakłada na nie obyczajowość sprawiają, że płeć piękna znajduje się poza obrębem pewnej wiedzy jaką bez problemu mogą posiąść mężczyźni. Podsumowywując jest to dobra powieść, ale autorka nie umie wciągnąć czytelnika w wykreowany przez siebie świat, do tego akcja prowadzona jest nie spójnie, to może utrudniać odbiór książki i czynić ją po prostu nudną.

 

środa, 26 sierpnia 2009
Córka fortuny, Isabel Allende

Córka fortuny (Hija de la fortuna), Isabel Allende,przełożyła Marta Jordan, Muza, Warszawa 2008

Córka fortuny

To pierwsza powieść tej autorki jaką przeczytałam i z pewnością sięgnę po następne. Akcja "Córki fortuny" rozpoczyna się w 1843 roku, w angielskiej kolonii Valparaiso, w Chile. Eliza Sommers to podrzutek znaleziony w skrzynce po mydle marsylskim przed drzwiami rodziny Sommersów, która postanowiła ją przygarnąć. Miss Rose, Angielka i stara panna z wyboru, zadbała o właściwą edukację młodej panienki troszcząc się o nią z wrodzonym wdziękiem i nieodpowiedzialnością. O drugą stronę oświaty, niekoniecznie niezbędną damie, przygotowywanie naparów, gotowanie, zadbała stara Indianka, mama Frezja. Te wspólne wysiłki dwóch tak różnych opiekunek ukształtowały kobietę niezależną, zdecydowaną, odważną i upartą. Gdy Eliza poznaje Joaquina Andietę z całą świadomością zatraca się w miłości, dla której jest w stanie poświęcić wszystko i beż żalu oddaje kochankowi cnotę. Gdy zdaje sobie sprawę z konsekwencji swego czynu jest już za późno, tym bardziej, że gorącokrwisty ukochany dał się już porwać gorączce złota i wyruszył do Kalifornii. Eliza, jak przystało na zaradną dziewczynę nie płacze nad rozlanym mlekiem tylko udaje się za nim. Mimo pewnej sztampowości głównego wątku powieść doskonale się broni przygodami pozostałych bohaterów, mamy to rodzinne sekrety, porwania, nieustraszonych ryzykantów i mądre kobiety.

Gorączka złota to temat mocno wyeksploatowany przez pisarzy, ale Allende znajduje  tu spore pole do popisu i brawurowo przeprowadza swoje postacie przez XIX wieczne szaleństwo Ameryki. Jej miasta tętnią życiem i ruchem, niezwykle plastyczne opisy pobudzają wyobraźnię. Rozwój Kalifornii i samego San Francisco jest ukazany wraz z napływem mieszkańców, mrowie ludzi wraz z ich dzikością, bezwzględnością, okrucieństwem, ale i litością, troską czy uczciwością.  Mamy też szansę zerknąć na orientalną kulturę Chin, skąd pochodzi jeden z głównych bohaterów Tao Chi, lekarz medycyny tradycyjnej i mistrz akupunktury.

Swoisty, bogaty styl autorki ożywia powieść, mimo pewnej rozwlekłości oraz częstego odchodzenia od głównych wątków książkę czyta się szybko i przyjemnie. Możemy bliżej poznać prawie wszystkich bohaterów wraz z ich skomplikowanymi drogami życiowymi, niektóre z życiorysów są niezwykle pomysłowe i oryginalne. Do tego wszystkiego styl pisarki pozwala zanurzyć się w jej świecie,  nie wolnym od dowcipu i delikatnej ironii.

Recenzja be.el

wtorek, 25 sierpnia 2009
Listy pisarzy

Kiedy ostatnio chwyciliście za pióro i kartkę by napisać list? Czy w tym wieku digitalizacji przestaniemy pisać listy?

Abebooks zgromadziło listy pisarzy i innych znanych osobistości na sprzedaż. I tak za jedyne 950$ możemy kupić zaproszenie od Artura Conan Doyl'a na herbatkę, ilustrowany list Ray'a Bradbury'ego w cenie 525$, list Vladimira Nabokova zrywający umowę  z wydawnictwem za 4,500$ czy list Beatrix Potter do przyjaciela, w którym zwierza się, że w tym roku na Boże Narodzenie nie będzie indyka, 2 650$.

Beatrix Potter Salvador Dali Thomas Hardy Ray Bradbury

Źródło: AbeBooks

niedziela, 23 sierpnia 2009
Biblioteka wędrowna

Słyszałam już o tak zwanych bibliotekach objazdowych, ale ta przebija wszystko:

Biblioburro

 Biblioburro 2

Ten bibliotekarz przemierza kawał drogi, by co tydzień przywieźć dzieciom nowe książki, działa w północnej Kolumbii niedaleko od granicy z Wenezuelą. A w Europie trzeba dzieci czasem przekupić żeby czytały (patrz Makiaweliczny plan )...

Źródło - na załączonych filmach można obejrzeć drogę jaką pokonują książki i bibliotekrz.

piątek, 21 sierpnia 2009
Nowa Mary, Camille DeAngelis

Nowa Mary (Mary Modern), Camille DeAngelis, przełożyła Agnieszka Nowakowska, Świat Książki, Warszawa 2008

Nowa Mary

To co przeczytałam w notce wydawcy na okładce wydało mi się tak nieprawdopodobnie śmieszne i głupie, że z zaciekawieniem wzięłam się za lekturę. Oczywiście owa rekomendacja zdradza fabułę do połowy książki a wszystko po to by zaintrygować czytelnika. Ten obraz psuje jednak kiczowata pastelowa okładka, która nijak ma się do powieści grozy.

Lucy Morrigan, genetyk z drugiego pokolenia, jest właścicielką niezwykłej posiadłości, powoli chylącej się ku rozpadowi. Jak przystało na tajemnicze domostwo, w jego zakamarkach oprócz kurzu kryje się sekret, a w ścianach tajemne przejścia i skrytki. Ponieważ jest to powieść grozy więc nie mogło też zbraknąć laboratorium w piwnicy, gdzie Lucy spędza większość swojego życia. Taki stan rzeczy zastaje Gray, nowy chłopak głównej bohaterki i szybko się aklimatyzuje w tym tajemniczym domu. Do tego momentu powieść zapowiada się świetnie, ulotna atmosfera zagadkowości, odpowiednio odmalowane miejsce, a potem nagle robi się coraz gorzej. Główna bohaterka zaczyna budzić coraz większą niechęć czytelnika, który zaczyna się orientować z jaką zołzą ma do czynienia. Ja wiem, że szaleni naukowcy nie  wzbudzają powszechnej sympatii, ale Lucy zaczyna po prostu irytować swoją głupotą i charakterem, a przecież Wiktor Frankenstein nie był taki nieznośny. W końcu DeAngelis inspirowała się dziełem swojej imienniczki, Mary Shelley.

Morrigan zdesperowana słabością własnego ciała, które nie pozwala zaznać jej macierzyństwa decyduje się na ryzykowny krok. Teoretycznie chciała sklonować sobie dziecko na podstawie materiału genetycznego swojej babki, w praktyce, jak to zwykle bywa z eksperymentami - wymknął się spod kontroli. Wymarzona córka rośnie jak na drożdżach i budzi się jako dwudziesto dwu latka z całym bagażem wspomnień poprzedniego życia, które zakończyło się w latach trzydziestych XX wieku. Nie dziwię się jej, że poczuła się trochę zdezorientowana, ja też byłam. Sama postać Mary jest uosobieniem idealnej pani domu, kochającej żony i matki - nieźle jak na nowego Frankensteina. Trudno jej się dostosować do nowej rzeczywistości i pogodzić z upadkiem moralności a także z drastycznymi zmianami w modzie. Pisarka przedstawia lata trzydzieste jako sielskie, moralne czasy przed zupełną degrengoladą ludzkości jaka nastąpiła zaraz po wojnie wraz z rewolucją seksualną i szerzącym się fanatyzmem religijnym.

Igranie z życiem nie pociąga za sobą żadnych poważniejszych konsekwencji, przeciwnie DeAngelis pozostawia czytelnika z wyraźną obietnicą nowego, szczęśliwego życia, spełnienia wszystkich marzeń. Nasz naukowiec bawi się materiałem genetycznym wykorzystując go do swoich potrzeb i nie przeżywa bynajmniej jakichkolwiek duchowych rozterek.  Autorka zaledwie poruszyła tu normy etyczne porzucając je w dalszej części książki na rzecz fabuły i konsekwentnie spłycając własną powieść.

 Kategorie: powieść grozy / obyczajowa

czwartek, 20 sierpnia 2009
Syrena zawsze zwodnicza

Syrena zawsze zwodnicza, Portrety warszawianki w XIX wieku, nowele i szkice wybrał, przygotował do druku, wstępem opatrzył Tomasz Jodełka-Burzecki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1976

Syrena zawsze zwodnicza

Rzadko sięgam po zbiory opowiadań, ale zachęcił mnie ten portret warszawianki XIX wieku i przedni dobór autorów. Mamy tu Bolesława Prusa, Wiktora Gomulickiego, Stefana Żeromskiego, Augusta Wilkońskiego, Antoniego Wieniarskiego, Józefa Boguckiego, płeć piękną reprezentują Maria Konopnicka i Gabriela Zapolska. Dwa z zamieszczonych opowiadań Prusa ("Historia nieprawdopodobna" 1910 r., "Czego "Faust" narobił w aptece" 1911 r.) powstały już w XX wieku, ale czas akcji osadzony jest w XIX w.

Oczywiście miejscem wydarzeń wszystkich nowel jest nasza stolica, Syreni Gród, a główną bohaterką lub motywem napędzającym fabułę -  panna warszawianka. Styl wszystkich utworów charakteryzuje się lekkością, dowcipem, brakiem moralizatorstwa i podejściem "z przymrużeniem oka". Co prawda w twórczości Żeromskiego i Konopnickiej trudno się dopatrzyć tego rodzaju utworów, ale i ci pisarze mają w dorobku kilka opowiadań beztroskich i pogodnych. Tomik czyta się szybko i z uśmiechem na twarzy bo większość zamieszczonych konceptów bawi i śmieszy. Co prawda znajdziemy tu i mniej udane nowele, ale całokształt wynagradza pomniejsze rozczarowania.

Wyłania się nam tu syrena przekorna, czasem zwodnicza, kalkulująca i próżna, rzadziej niewinna, ale nigdy naiwna. Wielu z pisarzy wykorzystuje znane życiowe prawidła miłości i kolei życia, inni z perfidią wyśmiewają mieszczańskie przywary warszawiaka czy naiwność prowincjusza.

"Przy winie, wypitym między pierwszym a drugim aktem  na koszt Tadzia, nowi znajomi okazali mu bardzo wiele życzliwości, która wzrastała tak szybko, że już przy kolacji, zjedzonej tego samego wieczora również na koszt Tadzia, trzej młodzi ludzie otworzyli przed sobą najskrytsze tajniki serca i zaprzysięgli dozgonną przyjaźń."*

A wszystko w tonie delikatnej drwiny i ironii odzierającej miłostki z fałszywej poświaty.

"Zalecanie się kawalera nie jest kosztowne - panna Warszawianka jak dobry woźnica oszczędza swego stępaka, by dłużej mógł chodzić w zaprzęgu."**

Niejako na dokładkę mamy też okazję popatrzeć na XIX-wieczną Warszawę w nieco innej niż zwykle perspektywie. Miasto gdzie rodzą się ogromne namiętności, cóż jeśli krótkotrwałe, gdzie dusze łatwowierne i nieświadome znajdą "opiekunów". Obserwujemy rozgrywające się wydarzenia na balach karnawałowych i maskowych, wystawach malarskich, w lożach teatralnych i mieszczańskich kamienicach. Książka wydana została w serii "Biblioteka Syrenki" do której mam coraz większą słabość.

* Bal maskowy, B. Prus

** Panna Warszawianka, A. Niewiarowski

 

wtorek, 18 sierpnia 2009
Złoty Jasieńko, Józef Ignacy Kraszewski

Złoty Jasieńko, Józef Ignacy Kraszewski, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1986

Złoty Jasieńko

 Kraszewski, "ojciec powieści polskiej", poważnie traktował swoje pisarskie posłannictwo. Starał się ożywić historię Polski i zainteresować rodaków powieściami rodzimymi. Nieźle sobie poradził z wypchnięciem powieści francuskich z pierwszego obiegu czytelniczego, no cóż na pewno zapewnił swoim czytelnikom duży wybór lektur (586 dzieł).

Tytułowy Jaś to mecenas Szkalmierski, człowiek chciwy i bez skrupułów. Zna prawidła rządzące światem i chce je wykorzystać do własnych celów. Żyje w myśl zasady zastaw się a postaw się, by przyciągnąć uwagę, zdobyć zaufanie sfer szlacheckich. Jednak jego ambicja przerasta go, a pazerność pozbawia ludzkich uczuć. Wyrzekając się biednej rodziny myśli, że uwolni się od kompleksu "dziecka ulicy" i zdobędzie majątek.

W tej powieści główną rolę grają ludzkie uczucia, współczucie, przyjaźń, poświęcenie są przedstawiane kosztem fabuły. Można porównać tą próbę Kraszewskiego do niektórych książek Zoli, gdzie zwycięża ślepa żądza i prawa natury, które zatrzymują bohaterów w ich "naturalnym środowisku" lub doprowadzają do zagłady. Jednak nasz pisarz jest delikatniejszy w obejściu ze swoimi postaciami, owszem Złoty Jaś upada, jego przewinienia wychodzą na jaw, ale nie ponosi z tego tytułu żadnej kary tylko wraca do punktu wyjścia. Nie przechodzi moralnej resocjalizacji a wręcz przeciwnie kończy jako niewolnik pieniądza, który nie do końca zdaje sobie sprawę z popełnionych grzechów. Autor napisał historię krótką i jakby niepełną, mimo epilogu, poprzestał na pobieżnym przedstawieniu poszczególnych postaci, przeciwstawiając kilku łotrom parę dusz dobrych. Ocenę bohaterów pozostawił czytelnikom szkicując tylko ryzykowny świat finansjery.

Kategorie: Kolorowe czytanie

niedziela, 16 sierpnia 2009
Literatura na peryferiach

Przystąpiłam do kolejnego wyzwania Literatura na peryferiach. Wyzwanie trwa od 1 lipca do 21 grudnia czyli szmat czasu, więc moja wstępna lista pewnie się z czasem wydłuży, zawsze znajdzie się coś ciekawego.

Serbia i Czarnogóra - Emir Suljagić "Pocztówki z grobu"

Serbia - Vesna Goldsworthy "Czarnobylskie truskawki"

Turcja - Orhan Pamuk "Stambuł"

Turcja - Elif Safak "Pchli  Pałac"

sobota, 15 sierpnia 2009
Mein Kampf w cenie

Jeden z egzemplarzy "Mein Kampf" z autografem Hitlera został sprzedany za 21 000 funtów na aukcji w Shropshire. Hitler ofiarował książkę współwięźniowi w więzieniu Landsberg. BBC podało  nawet tekst owej inskrypcji, który zamieszczam poniżej.

"Herr Johann Georg Maurer. In memory of our time together in prison in Landsberg. Cordially dedicated by Adolf Hitler. Christmas 1925."

Mein Kampf

 Źródło:BBC

piątek, 14 sierpnia 2009
Wszystko czerwone, Joanna Chmielewska

Wszystko czerwone, Joanna Chmielewska, Vers, Warszawa 1998

Wszystko czerwone

"Wszystko czerwone" to jeden z pierwszych kryminałów Chmielewskiej, rocznik 74 czyli bardzo udany, do 1980 wydała swoje najlepsze książki. Mają jeszcze ten powiew oryginalności, który teraz już nieco zwietrzał ze względu na pewną powtarzalność pisarki. Powieść wielokrotnie wznawiana i nawet zekranizowana przez zachwyconych Rosjan, niestety nie oglądałam filmu więc nie potrafię powiedzieć czy udało im się przenieść dowcip  autorki na szklany ekran.

Joanna, można powiedzieć alter ego pisarki, przybywa z wizytą do Danii, do swej przyjaciółki. Tymczasem tam trwa już w najlepsze istny nalot gości, z którym Alicja próbuje dojść bezskutecznie do ładu. Przybyły tłum doskonale się bawi do późnej nocy na trasie, przypadkowo oświetlonym jedynie przez jedną lampę, która w dodatku oświetla jedynie nogi obecnych. W takich warunkach ktoś morduje jednego z gości. Zszokowana gospodyni wzywa policję, a do prowadzenia sprawy z towarzystwem polsko-duńskim władze przysyłają Pana Muldgaarda, który posiadał wśród przodków Polaków. Myślę, że postać tego detektywa jest jedną z najdowcipniejszych kreacji Chmielewskiej, jego biblijna znajomość języka polskiego każdego doprowadzi do łez. Niepowtarzalna składnia i oryginalne podejście do słownictwa.

"No i pan Muldgaard mówiący po polsku...

 - Azali były osoby mrowie a mrowie? - spytał z uprzejmym, wręcz nie urzędowym zainteresowaniem, przystępując do rzeczy."

" - Na litość boską! - krzyknęła, odwracając się ku mnie w ngłej panice. - Mów natychmiast! Nie życzę sobie tutaj jeszcze i twoich zwłok!

Pan Muldgaard stał już w otwartych drzwiach i usłyszał te słowa (...).

 - Kogo zewłoka pani życzy sobie tu? - spytał bardzo uprzejmie i równie stanowczo, na nowo otwierając swój notes. - Ucho moje słyszało. Jakiego zewłoka pragnę wiedzieć. Bez zwłoki. Zewłoka bez zwłoki - powtórzył z pewnym trudem i wyraźnym upodobaniem, najwidoczniej delektując się bogactwem subtelności polskiego języka."

 Wśród zszokowanych przyjaciół trup ściele się gęsto, a właściwie to niedoszłe trupy ponieważ zabójca nie może jakoś dokończyć dzieła. Ale to nie dziwne skoro sama Alicja i jej znajomi czynili w domu nieopanowany chaos za nic mając sobie kolejne mordercze próby. Przy tej mnogości postaci bardzo przydatny okazał się "Spis osób żywych, martwych i poszkodowanych", bez niego trudno się połapać zwłaszcza, że dom nawiedzają coraz to nowe hordy gości.

Sama kryminalna zagadka nie była na tyle trudna by trzymać w napięciu i powieść czyta się dalej dla samych ekscesów tego całego towarzystwa niż dla wilekiego finału.

Kategorie: czytadło / na poprawę humoru

 
1 , 2
Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka