piątek, 22 lipca 2011
Królowe. Sześć żon Henryka VIII, David Starkey

Królowe. Sześć żon Henryka VIII, David Starkey, przekład Janusz Szczepański, Rebis

 Królowe. Sześć żon Henryka VIII, David Starkey

O żonach Henryka VIII napisano już wiele, a od kiedy możemy jeszcze oglądać Tudorów w telewizyjnym serialu, fascynacja tym rodem królewskim zatoczyła jeszcze szersze kręgi. To inspirujące, że tylu ludzi próbuje na nowo ożywić historię, niekoniecznie trzymając się faktów, ubarwić historię, której jak twierdzi Starkey wcale ubarwiać nie trzeba. Bo i jej bohaterowie są niezwykli, już poza samym królem, który szukał w małżeństwie miłości a nie prowadził polityki dynastycznej co jest dosyć niezwykłe. Powtarzając za historykiem mamy tam - Świętą, Intrygantkę, Popychadło, Tępą Grubaskę, Seksownego podlotka i Sawantkę - do wyboru, do koloru.

Książka podzielona jest na trzy części, pierwsze najobszerniejsze dotyczą dwóch pierwszych żon Henryka VIII, Katarzyny Aragońskiej i Anny Boleyn, a wieńczy je małżeństwo z Anną Seymour. Ostatnia, najkrótsza, przy poprzednich wręcz skromna traktuje o ostatnich szczęśliwych białogłowach króla wiecznie poszukującego szczęścia w małżeństwie, czyli Anna Kliwijska, Katarzyna Howard i Katarzyna Parr.

Książka Davida Starkeya była dla mnie doskonałą lekturą, przesyconą ironicznym i dość luźnym jak na publikację historyczną stylem. Jednym słowem same plusy. Wydaje się, że tyle powiedziano już o licznych małżeństwach tego króla, a tu proszę, można dopisać coś jeszcze, w ciekawy sposób dodając powiewu świeżości mocno już wyeksploatowanej historii.

wtorek, 12 lipca 2011
Amulet, Roberto Bolano

Amulet (Amuleto), Roberto Bolano, przełożył Tomasz Pindel, MUZA, Warszawa 2011

 Amulet, Roberto Bolano

Nie przygotowałam się w ogóle na spotkanie z Roberto Bolano dlatego byłam dość zaskoczona jego stylem. Jakoś z początku rozśmieszył mnie ten sposób narracji, prosty, żywy, plastyczny, ale z drugiej strony przypominający opowiadanie babci klozetowej.

Auxilio Lacouture, Urugwajka, przybywa do Meksyku w latach sześćdziesiątych. Jest kobietą niezamężną, bez stałego zatrudnienia, papierów czy domu. Można powiedzieć bohaterka oderwana od stałej, pewnej i określonej przez standardy rzeczywistości.

"Ale ważne jest to, że pewnego dnia przyjechałam do Meksyku, nie bardzo wiedząc po co ani na co, ani jak, ani kiedy."

Pomieszkuje u licznych przyjaciół, romansuje z poetami i wykonuje dorywcze prace na uniwersytecie, gdzie bez przerwy udaje się jej jakoś zaczepić dzięki protekcji znajomych. Nazywa siebie "matką poezji meksykańskiej" trudno mi powiedzieć czy dlatego, że otacza iście matczyną troską wszelkiej maści poetów, czy dlatego, że sama też coś tam pisze. Gdy w 1968 r. na uczelnie wtargnęły siły policyjne, kobieta akurat była w toalecie gdzie pozostała do końca akcji i jeszcze kilka tygodni dłużej. Żeby mieć co robić zaczyna wspominać najważniejsze wydarzenia ze swego życia, przeplatać je anegdotami, skacząc z tematu na temat.

"Pomyślałam: jestem w damskiej łazience na Wydziale Filologicznym i jestem ostatnią, która została. Zmierzałam na salę operacyjną. Zmierzałam ku porodowi Historii. I pomyślałam też (bo głupia nie jestem): wszystko się skończyło, grenadierzy poszli sobie z uniwersytetu, studenci zniknęli na Tlateloco, uniwersytet znów się otworzył, ale ja nadal siedzę zamknięta w ubikacji na czwartym piętrze, jakby od tego ciągłego prześlizgiwania się księżyca po płytkach otworzyła się jakaś brama, niebędąca portalem smutku, tylko kotinuum czasowym."

Wśród wspominek naszej party-girl znalazło się wielu ludzi kultury prawdziwych i wymyślonych, deportowanych pisarzy, młodych poetów, między innymi też swoisty sobowtór autora książki - nastoletni Arturo Bolano. Trudno mi się ustosunkować do tej mini powieści przypominającej po trosze brytyjskich postmodernistów piszących pod wpływem Latynoamerykańskiego magicznego realizmu. Do tego wypełnionej iście lingwistycznymi fajerwerkami. Skomplikowana sprawa.

poniedziałek, 04 lipca 2011
Podmorska wyspa, Isabel Allende

Podmorska wyspa (La Isla Bajo el Mar), Isabel Allende, przełożyli Joanna Ostrowska, Grzegorz Ostrowski, MUZA, Warszawa 2011

 Podmorska wyspa, Isabel Allende

Na najnowszą książkę Isabel Allende czekałam z niecierpliwością, ciekawa czy pisarka i tym razem podoła czytelniczym wymogom. Czytając poprzednie powieści tej autorki mogłam zapomnieć o bożym świecie i zanurzyć się spokojnie w światach przez nią wykreowanych, rozpieściła czytelnika ciekawą fabułą z odrobiną historii i faktów umiejętnie w nią wmiksowanych, soczystym stylem.

Akcja "Podmorskiej wyspy" toczy się na Karaibach i w Nowym Orleanie, pod koniec XVIII wieku obfitującego w wydarzenia historyczne - rewolty niewolników, rewolucje francuska, amerykańska wojna o niepodległość, nic tylko przebierać. Tło wydarzeń jest więc niezwykle barwne i krwawe. Kilka rodzajów narracji pozwala nam zerknąć do dusz wielu postaci i poznać zdarzenia z szerszej perspektywy. Główna bohaterka, Zarite zwana pieszczotliwie Tete, jest niewolnicą, która trafia na plantację trzciny cukrowej, by opiekować się żoną Toulousa Valmoraina, która jest osobą o słabym zdrowiu i jeszcze słabszym umyśle. Wkrótce pani całkiem rozum odejmuje, a Tete staje się niezbędną służącą w posiadłości, potrzebną zarówno mężowi jak i jego małżonce. Dziewczyna ma pełne ręce roboty z panią, która jest niespełna rozumu i panem, który musi znaleźć gdzieś ujście dla swych seksualnych frustracji, a że czarna służąca jest pod ręką, to dalszego ciągu można się domyślić. Wkrótce jednak bunty niewolników zagrażają białym plantatorom, którzy są zabijani w brutalny i bezlitosny sposób, a ich posiadłości niszczone. Pełna dobroci Zarite ratuje z takiego nocnego rajdu swego pana i jego syna. Ich losy będą teraz już splątane na zawsze misterną siatką wzajemnych powiązań.

Niektóre z postaci to dość skomplikowane charaktery, zwłaszcza Valmorain, właściciel plantacji, który w młodości miał dość wywrotowe poglądy wolnościowe, później przechodzi kilka przemian. Od naiwnego młodzieńca do bussinesmana zbijającego fortunę i decydującego o ludzkim życiu, aż po przepełnionego wyrzutami sumienia starca. Ma typowe dla swej klasy poglądy, usprawiedliwia się w ten sam sposób ze swego okrucieństwa, co tysiące mu podobnych. W ogóle odniosłam wrażenie, że pisarka próbowała uczynić swą powieść jak najbardziej uniwersalną, z typowymi przedstawicielami ówczesnych czasów i ich problemami. Znajdziemy tu więc niezwykle okrutnego nadzorcę niewolników o nieskończonej władzy, potulnych helotów i tych, którzy po trupach będą chcieli zdobyć wolność, typy wiecznie optymistyczne, piękne oraz namiętne kobiety. Pieniądze, władza, uroda - czyli to co zawsze, z dodatkiem bezwzględności, okrucieństwa, dusznej atmosfery i miłości.

Fabuła jakoś tak nie do końca się klei jak dla mnie, wydaje mi się, że Allende za wiele tu chciała przemycić. Porozsypywani bohaterowie, których połowa jest pretekstem do przedstawienia zdobytych przez autorkę informacji.  Sama opowieść jest snuta całkiem zgrabnie i ze znawstwem doświadczonego powieściopisarza, ale mam wrażenie, że pewne rzeczy umknęły, a innych jest za dużo. Pisarka na pewno mnóstwo czasu spędziła nad materiałami źródłowymi i momentami trochę na wcisk dodaje kolejne informacje oraz fakty, które mogłaby po prostu umieścić w przypisach. Myślę, że tą książkę trzeba czytać w upalne dni, gdy żar leje się z nieba, a my obładowani niekoniecznie zmierzamy na plantacje trzciny cukrowej ale np. na plażę, ewentualnie przekopujemy w pocie czoła grządki z truskawkami. Takie czytadło z ambicjami.

Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka