środa, 28 lipca 2010
Marina, Carlos Ruis Zafon

Marina, Carlos Ruis Zafon, przełożyli Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodan Casas, Muza SA, Warszawa 2009

 Marina

Moim błędem było rozpoczęcie znajomości z Zafonem od tej książki, po prostu mi się nie podobała.

W mediach i na półkach empikowych (pozycję umieszczano na regałach niemłodzieżowych) jakoś się tego nie podkreśla za bardzo, a to jest powieść dla młodzieży. Taka jest prawda. Jej bohaterem jest nastolatek, który przeżywa w Barcelonie mrożące krew w żyłach przygody z zombie-ćmą oraz swoją pierwszą wielką miłość. Gdybym była trochę młodsza na pewno klimat wykreowany przez Zafona przemówiłby do mnie, ale jakoś nie mogłam się wczuć. Nie mogę odmówić autorowi delikatnej nutki nostalgii, którą uchwycił, ale zrobił to umieszczając akcję przeważnie w opuszczonych, zbyt dużych, tajemniczych budynkach. Co mnie zdziwiło to niezwykłe pokłady romantyzmu jakie kryją się w tej książce, wątek miłości Oscara, głównego bohatera, prowadzony jest w delikatny, nienamolny sposób i stanowi dobrą przeciwwagę dla pełnych fantazji (czytaj nieprawdopodobnych) przygód postaci. Zarysowany delikatnie staje się solidną ramą tej historii.

Podsumowywując wszystkie kobiety w tej historii są niezwykle piękne i utalentowane (to miłe), wszystkie budynki zaniedbane lub duszne i ponure, a miłości niespełnione. Powieść jest w odbiorze lekka, czas płynie szybko na czytaniu, tylko czułam się jakbym trafiła do niewłaściwego pokoju na spotkanie, które mnie już nie dotyczy.

piątek, 23 lipca 2010
Miasto - morderca kobiet, Marc Fernandez, Jean-Christophe Rampal

Miasto - morderca kobiet (La ville qui tue les femmes. Enquete a Ciudad Juarez), Marc Fernandez, Jean-Christophe Rampal, przełożyła Jolanta Kurska, WAB, Warszawa 2007

 Miasto - morderca kobiet

"Miasto - morderca kobiet" autorstwa dwóch dziennikarzy to suma dwóch lat jakie Fernandez i Rampal spędzili w Juarez na śledztwie. Straszna to książka, tym straszniejsza, że czytałam ją z perspektywy kobiety, a myślę, że w przypadku tej publikacji płeć ma spore znaczenie. Kobieta inaczej odbierze grozę tej książki.

Od 1993 roku ponad 400 kobiet zostaje bestialsko zamordowanych w przygranicznym meksykańskim mieście, Juarez. Ot, tak. Ofiarami były dziewczyny zwykle pracujące w miejscowych fabrykach na obrzeżach miasta, uczennice szkół, często kilkuletnie, wszystkie pochodziły z biednych rodzin. Trudne warunki zmusiły je do zarabiania na siebie, zdobycia niezależności samodzielnego łożenia na edukację. Każda z nich została zgwałcona i bestialsko zamordowana, często przed śmiercią były torturowane. Ich ciała znajduje się najczęściej przez przypadek porzucone  w górach, na bocznych drogach czy przy śmietnikach. Nie wszystkie były mieszkankami Juarez, wśród ofiar znalazły się dwie Europejskie turystki, zamordowane w hotelu.

Czytelnik zastanawia się jak to w  ogóle możliwe aby we współczesnym świecie takie wydarzenia miały miejsce. Autorzy próbują tłumaczyć, ująć w słowach panujący w Juarez ferment, zbiorową panikę, bezradność władz. Przeprowadzają liczne wywiady z rodzinami ofiar, policją, dziennikarzami. Odwołują się nawet do wielowiekowej mentalności Meksykanina, postulatu macho, który wpływa na postrzeganie świata przez tamtejszych mężczyzn. Czy można po prostu napisać, że śmierci kilkuset kobiet winna jest opieszałość policjantów i urzędników, mafia, tajemniczy seryjni zabójcy? Polityczne rozgrywki, poszukiwania kozłów ofiarnych, rozwścieczeni mieszkańcy i rodzice. Skorumpowane władze, podejrzani politycy.

 Jak mimo wszystko mało zmienił się świat. W jakiej pułapce tkwią tamte kobiety, nigdy nie wiedząc czy przekroczą granicę 25 lat. I przede wszystkim jak wytłumaczyć grożące niebezpieczeństwo kilkuletnim dziewczynkom, niebezpieczeństwo jak najbardziej realne i grożące codziennie. Co czują matki gdy patrzą na wychodzące z domu córki? Każdy dzień tam, to koszmar.

Ciudad Juarez nadal rodzi kontrowersje i zainteresowanie, pisane są kolejne książki The Daughters of Juárez, Teresy Rodriguez czy "The Harvest of Women" Diany Washington Valdez. Fikcyjne miasto Santa Teresa w powieści "2666" Roberto Bolano.

seria: Terra Incognita

czwartek, 22 lipca 2010
Kuzynka Nora, Anne Rivers Siddons

Anne Rivers Siddons, Kuzynka Nora (Nora, Nora), Libros, 2001

 Kuzynka Nora

 Pat Conroy określił Anne Rivers Siddons jako pisarkę Południa dla jego pokolenia ("the Southern novel for our generation"), a, że lubię tego autora to sięgnęłam po zarekomendowaną powieść. 

Zapyziałe miasteczko Lytton w stanie Georgia, rok 1961 w raz z rasizmem, fałszywą moralnością i zdławionymi marzeniami jego mieszkańców. Dwunastoletnia Peyton McKenzie wychowuje się bez matki, którą według własnego mniemania zabiła przy własnym porodzie. Dziewczynka stoi na granicy swego dzieciństwa i uparcie nie chce dorastać, faktem jest też, że nie ma nikogo, kto mógłby zrozumieć ją w czasie tego bolesnego procesu dojrzewania. Jak się można domyślić, jej ojciec to człowiek zamknięty w sobie, zgorzkniały, poświęcający się pracy a nie dziecku, pozwalający na to, by pomiędzy nim a córką rosła bariera obcości i nieporozumień. Do tego Peyton jest absolutną ofiarą i brzydkim chudzielcem z ogromnymi kompleksami, a przynajmniej tak się widzi. Jej życie ubarwiają zebrania w Klubie Przegranych, gdzie wraz z dwojgiem innych znajomych opowiadają sobie swe życiowe głupstwa i porażki, taki niezobowiązujący, prywatny seans terapeutyczny. Oczywiście wszystko to zmienia się wraz z przyjazdem tytułowej kuzynki Nory. Rudowłosa kobieta staje się obiektem plotek i ciekawości całego miasteczka ze względu na swoją skandaliczną niezależność i brak uprzedzeń. Pali papierosy, zadaje się z czarnoskórymi, nie nosi stanika i ma wszystkich w nosie. To wystarcza do wywołania zamętu w zastygłej mieścinie. Niefrasobliwa i oryginalna osobowość Nory przyciąga Peyton, która łaknie kobiecego wsparcia i zrozumienia. Kuzynka zaczyna od zamienienia brzydkiego kaczątka w łabędzia.

Ostatecznie książka nie przedstawia tylko przemiany kosmetycznej Peyton, zmieniają się też inni bohaterowie i to wewnętrznie. Norze, która zatrudnia się w miejscowym liceum i prowadzi kurs literatury, udało się naprawdę czegoś nauczyć nastolatki, które normalnie nie sięgały dobrowolnie do literatury. Sprawiła też, że ojciec Peyton otworzył się i ośmielił rozmawiać z córką, Frazier zaczął też wykazywać słabość do płci przeciwnej, jakby obudził się z uśpienia (moim zdaniem to brak staników u Nory). Obrotna kobieta porusza też sumienia niektórych gdy dołącza do strajku czarnoskórych mężczyzn. No i wreszcie, Peyton pogodziła się z tym, że musi dorosnąć, co ciekawsze, sama Nora okazuje się osobą niedorosłą emocjonalnie, bojącą się związków uczuciowych, poczucia odpowiedzialności. Ten ciekawy zabieg ze strony autorki ratuje tę powieść w moich oczach.

Jednak na czoło książki wysuwają się nietypowi bohaterowie, ekscentrycy i  dziwacy wzbudzający sympatię czytelnika, członkowie Klubu Przegranych. Ciotka Augusta (sprawująca pieczę nad Peyton przed pojawieniem się Nory) wypada dość nieprzekonująco jak na małomiasteczkową heterę przyzwoitości i strzeżonej moralności. Podsumowywując można powiedzieć, że wszystko to już było, koktajl dorastania w Ameryce z odrobiną rasizmu i paru sekretów w tle. Skostniałe w swych poglądach Południe jest tu bezlitośnie wykpione. Mimo to styl Siddons ma swoisty urok i nostalgię, przyjemna lektura na wakacje.

Seria: Historie ludzkie

środa, 21 lipca 2010
Gorzej niż martwy, Charlaine Harris

Gorzej niż martwy (From Dead to Worse), Charlaine Harris, Ace Books

From Dead to Worse

To już ósmy tom poczytnej serii Charlaine Harris, The Southern Vampire Mysteries, w którym autorka wreszcie zdecydowała się na zdradzenie jakichś konkretów czytelnikowi. Tym samym  powieść nie ma statusu tzw. wypełniacza służącego wydłużeniu serii w celach zarobkowych autorki.

Czytelnicy dowiedzą się dlaczego to właśnie Sookie Stackhouse została obdarzona chrzestną matką i jednocześnie dobrą wróżką, sprawującą pieczę nad tym blond ladacem. Rodzinne tajemnice okazują się dość pokrętne z tajemniczym księciem w tle. Ale dla dość samotnej bohaterki każdy nowy, nieważne  jak oryginalny, członek rodziny się liczy. Do tego wszystkiego Jason, uroczy aczkolwiek głupawy brat wychodzi za mąż, i tu niespodzianka, bo okazuje się, że braciszek nie jest taki głupi, za to okrutny intrygant. Tymczasem na wampirzej arenie władzy pojawia się Felipe de Castro, król Nevady, który powoli przejmuje władzę. Przewrót szykuje się też wśród wilkołaków w Louisianie.

Tak jak w ostatnich pięciu książkach, tak i w tej, pisarka skupia się na zapewnieniu czytelnikowi nieustającej akcji, wydarzeń krew mrożących w żyłach, seksualnego napięcia i iskrzącej magii, niestety ciągle zapomina nasycić powieść humorem, który tak mi się podobał w pierwszych trzech tomach. Autorce nie można odmówić wyobraźni, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że kolejne książki pisane były z niepotrzebnym pośpiechem, zatarł się gdzieś po drodze niewymuszony choć prosty urok, oryginalny dowcip. Nie wiem co mnie tak trzyma przy tej serii, chyba nadzieja, że komuś wreszcie uda się zabić Sookie.

wtorek, 20 lipca 2010
Wszyscy martwi razem, Charlaine Harris

Wszyscy martwi razem (All Together Dead), Charlaine Harris, Ace Books

All Together Dead

 W siódmym tomie wampirzych przypadków Charlaine Harris jak zwykle pakuje swoją główną bohaterkę w kłopoty. Ten tom to wypełniacz serii, napisany z całą premedytacją po to, by ją wydłużyć. Autorka po raz kolejny wywabia Sookie z Bon Temps i pakuje ją w sam środek międzystanowego zjazdu wampirów. Oczywiście takie spotkanie na szczycie stwarza niesamowitą okazję dla wszystkich wrogów wampirzej nacji. Jak nie trudno się domyślić skanująca ludzkie umysły kelnerka alias tajny agent królowej Sophie-Ann, znajdzie się w samym oku cyklonu. Przez pierwszą połowę książki Sookie lata po całym hotelu i ma okazję zobaczyć jak wyglądają tradycyjne ceremonie wampirów, poznać bliżej kolejnego telepatę, dowiedzieć się, że jej aktualny chłopak Quinn, ukrywa przed nią dramatyczne wydarzenia z przeszłości, czy zerknąć na ochroniarzy z innego wymiaru. Czego tu nie ma, zamachów bombowych, mordów, skrytobójców, królewskich intryg i samosądów. 

środa, 14 lipca 2010
Definitywnie martwy, Charlaine Harris

Definitely Dead (Definitywnie martwy), Charlaine Harris, Penguin Group

 Definitely Dead

"Definitely Dead" to kolejna część przygód Sookie Stackhouse, która nie wydaje się tak jak poprzednie części wyciąganiem na siłę przygód tej bohaterki (no może trochę). Odniosłam wrażenie, że w tym tomie autorka postanowiła pchnąć pewne sprawy wreszcie do przodu, oczywiście nie mówię tu bynajmniej o definitywnym wyborze nowego kandydata do serca bohaterki (o czym by wtedy pisała w kolejnych tomach), choć to, wreszcie staje się wolne. Przez wszystkie poprzednie części nagromadziło się sporo bohaterów i wątków, Harris próbuje to teraz jakoś złożyć do kupy, dla kogoś kto czytał wszystkie poprzednie książki denerwującym może być ciągłe przypominanie kto jest kim i skąd wyskoczył. Jak ktoś dobrnął do tej powieści, to chyba czytał poprzednie?

Sookie znowu podróżuje, a kolejni członkowie jej rodziny giną. Tym razem okazuje się, że w rodzince był i wampir, a właściwie wampirzyca, kuzynka Hadley w Nowym Orleanie, która zginęła, a której spadkobierczynią jest nasza kelnerka. Za nią przypałęta się jak zwykle kilku niezwykłych mężczyzn, a ona sama weźmie udział w kilku imprezach, które zakończą się standardową rozróbą. Sooki wyjdzie z tarapatów mniej lub bardziej pobita (ta dziewczyna ma końskie zdrowie), a czytelnik ani przez chwilę nie będzie miał wrażenia spowolnionej akcji. Temu tomowi można zarzucić wiele, ale nie to, że brakuje wydarzeń.

Dowiadujemy się też czegoś o samej Sookie, choć tak naprawdę pisarka zdradza niewiele, to możemy snuć już jakieś domysły. Do tego wreszcie wszelkie więzy jakie jeszcze łączyły nieśmiertelnego Billa i telepatkę zostają definitywnie przecięte.

Pisarka sporo miejsca poświęciła prawom jakie rządzą tym równoległym światem i nie są to zasady, które podobają się zwykłym ludziom. Przypominają trochę bezwzględność władców feudalnych. Afera z bransoletkami, w którą uwikłana jest królowa wampirów, pobrzmiewa dla mnie Dumasem (afera naszyjnikowa). Przekonujemy się też, że za odpowiednie sprawowanie wróżki mogą w przyszłości liczyć na nie byle jaki awans, dosłownie anielski. Powieść, tak jak poprzednie, łączy wątki paranormalnego romansu oraz zagadki detektywistycznej, w sam raz na upalny, wakacyjny wieczór.

wtorek, 13 lipca 2010
Venetia, Georgette Heyer

Venetia, Georgette Heyer, Arrow Books

 Venetia

Od jakiegoś czasu miałam ochotę na tak zwany "bonnet drama". Georgette Heyer, moja "wypróbowana" pisarka z tego zakresu, zapewniła mi dobrą rozrywkę w stylu Jane Austen.

Venetia Lanyon, pogrzebana żywcem przez ojca na wsi w Yorkshire, Harrogate, to młoda, pełna wdzięku niewiasta, powoli zbliżająca się do granicy, za którą kobieta oficjalnie staje się starą panną. Jednak jej sytuacja życiowa nie czyni jej bynajmniej osobą zdesperowaną, tylko po prostu niezadowoloną, choć umie odnaleźć radości ze swego położenia. Choć tkwi od zawsze w jednym miejscu, to po śmierci ojca, ona jest panią na włościach podczas nieobecności starszego brata, który walczył przeciwko wojskom Napoleona i nie kwapi się do powrotu. Opiekuje się młodszym bratem i zarządza majątkiem ze spokojem i wydajnością zarządcy, do tego przyjmuje w domu wizyty dwóch niezwykle upierdliwych zalotników. Pierwszy z nich to nadęty bufon Edward Yardley, który uważa, iż "nie" znaczy "tak", i młody Oswald, oddany fan Byrona. Ten młodzieniec spędza dni próbując wykreować odpowiednie wrażenie targanego namiętnościami i nieszczęśliwie zakochanego, aczkolwiek dobrze ubranego kochanka.  Oczywiście na scenie pojawia się wreszcie ten właściwy, lord Jasper Damerel, jednak ze względu na swoją grzeszną przeszłość i upodobania libertyna ma utrudnione zadanie. Społeczeństwo i rodzina Venetii nie jest wolne od uprzedzeń i krytycznych sądów.

Główna bohaterka naprawdę da się lubić, nie jest ani typem chłopczycy ani panny w opałach. To rezolutna dziewczyna, która bierze życie takim jakim jest z poczuciem humoru. Jej szczerość ujmuje nie tylko Damerela, ale i czytelnika. Zaradna kobietka wie czego chce i w odpowiednim momencie umie wziąć sprawy w swoje ręce.

Gdy powieść traci rozpęd i robi się nudna, dla naszej rozrywki i urozmaicenia fabuły pojawia się pani Scorrier (typ kobiety nieznośnej w swej głupocie i niezwykle upierdliwy, tak charakterystyczny dla powieści Austen). Autorka wie kiedy urozmaicić wydarzenia by nie zanudzić. Jednak czytelnik musi być przygotowany, iż w tej powieści nie ma wiele z akcji, wszystko opiera się na dialogach, ironicznych i dowcipnych, dialogowym sparringu dwojga głównych bohaterów. Do tego mocno zakreślone sylwetki wszystkich postaci, z ich wadami, zaletami i śmiesznostkami, wszystko wymieszane w odpowiednich proporcjach.

"I can't, of course. What is it?" she returned, glancing at the volume. "Ah, Greek! Some improving tale, I don't doubt."
"The Medea", he said repressively. "Porson's edition, which Mr. Appersett lent to me."
"I know! She was the delightful creature who cut up her brother and cast the pieces in her papa's way, wasn't she? I daresay, perfectly amiable when one came to know her."
He hunched an impatient shoulder, and replied unctuously: "You don't understand, and it's a waste of time to make you."
Her eyes twinkled at him. "But I promise you I do! Yes and sympathize with her, besides wishing I had her resolution! Though I think I should rather have buried your remains tidily in the garden dear."

tej samej autorki zrecenzowane na blogu:

"The Convenient Marriage"

"Dziecko piątku"

niedziela, 11 lipca 2010
Upadek człowieka publicznego, Richard Sennett

Upadek człowieka publicznego (The Fall of Public Man), Richard Sennett, przełożyła Hanna Jankowska, Muza,Warszawa 2009

Upadek człowieka publicznego

"Upadek człowieka publicznego" to druga książka Richarda Sennetta jaką przeczytałam. Ta pozycja różni się bardzo od "Korozji charakteru", styl tamtej był bardziej niezobowiązujący, jeśli mogę się tak wyrazić, tezy  socjologa poparte swobodnymi wywiadami z ludźmi, a wszystko napisane przystępnym językiem. W przypadku omawianej tu przez mnie publikacji do czynienia mamy już bardziej dosłownie z pozycją akademicką. To wszystko czyni ją nieco trudniejszą w odbiorze, ale nie mniej interesującą.

Tym tomiszczem autor zdaje się, że za wszelką cenę próbuje czytelnikowi udowodnić tytułowy upadek człowieka publicznego. Na poparcie swoich teorii zanurza się w historii (ta część nurkowania najbardziej przypadła mi do gustu), zbiera fakty polityczno-historyczne, doszukuje się dowodów i zbiera niejako "po drodze" niezwykle liczne sprawy poboczne. Cofa się w czasie aż do momentu kiedy nie istniał wyraźny podział pomiędzy obiema sferami życia człowieka, publiczną i prywatną, kiedy nikt ich jeszcze nie rozróżniał. Najwięcej miejsca poświęca XVIII i XIX wiekowi zestawiając je dla porównania ze średniowieczem. Robi to w ciekawy i niebanalny sposób, sięgając do przykładów z literatury, stylów architektonicznych, koncepcji człowieka jako aktora, ulicy jako teatru. Część poruszająca kwestie ancient regime'u była dla mnie najciekawsza. Złożoność obszarów rzeczywistości społecznej przedstawiona przez Sennetta nie kryje już tak wielu tajemnic. Socjolog nie zapomina też poświecić miejsca na takie elementy wizerunku jak stroje czy fryzury, te akapity nie wolne są też od ciekawostek i anegdotek.

"Jako ośrodki informacji, kawiarnie stanowiły oczywiście miejsca, gdzie wiele się mówiło. Gość wchodzący do lokalu kierował się najpierw do baru, płacił pensa, dowiadywał się - o ile zjawił się po raz pierwszy - jakie zasady tu obowiązują (na przykład nie wolno pluć na tę i tę ścianę, nie wolno bić się koło okna), po czym się rozsiadał, by zażyć rozrywki. Ta z kolei polegała na rozmowie z innymi ludźmi według ustalonej zasady: gwoli jak najpełniejszej informacji, zawieszano tymczasowo różnice wynikające z pozycji społecznych; każdy miał prawo rozmawiać z każdym, włączać się do każdej konwersacji, bez względu na to, czy znał innych, czy też nie, czy zaproszono go, by się wypowiedział, czy nie."

Po przebiciu się przez dość nudnawą pierwszą część książki "Problem publiczny", dotarłam do ciekawych dla mnie, kolejnych części, "Świat publiczny ancient regime'u", "Dezorganizacja życia publicznego w XIX wieku". Ostatnia poświęcona jest w głównej mierze współczesnym zmianom społeczeństwa, teoriom charyzmy, minusom elektroniki oraz narcyzmowi.

tego samego autora na blogu: "Korozja charakteru"

seria Spectrum

Tagi: socjologia
21:37, bsmietanka
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 lipca 2010
Maria Antonina, Stefan Zweig

Maria Antonina, Stefan Zweig, tłumaczyła Zofia Petersowa, Książnica, Katowice 2005

Maria Antonina

 To pierwsza biografia Zweiga jaką przeczytałam, ale na pewno nie ostatnia, już piszę dlaczego.

Postać Marii Antoniny przez lata zdążyła już obrosnąć legendami, ba, już w sobie ówczesnych czasach, tą królową postrzegano przez pryzmat uwielbienia jakim cieszyli się władcy, potem pogardy i nienawiści głodującego ludu. Zweig stara się przedstawić ją taką jaka była w istocie - młoda, swawolna dziewczyna, zaniedbana królowa, oddana matka, kochająca kobieta. Bez uprzedzeń odkrywa przed nami człowieka niewolnego od wad, ale bezsprzecznie posiadającego serce i umysł. Autor ożywia dla czytelnika historyczną postać i czyni to w mistrzowski, choć strasznie pompatyczny sposób.

Księżniczka habsburska nie była dobrze przygotowana do pełnienia roli królowej Francji, mimo iż jej matka planowała ten mariaż latami. Swawolna, młoda osóbka o przyjemnej dla oka powierzchowności mogła zawsze liczyć na pobłażanie ze strony starszych. Charakter żywy, łaknący ruchu i zabawy nie chciał nagiąć karku nad mądrymi księgami, nikt rozsądny nie miał też wystarczającego wpływu na beztroską władczynię. Do tego mąż, który nie kwapił się do roli jaką obdarzył go los oraz intrygujący Wersal. Ludwik August do tego stopnia nie mógł się zebrać i skonsumować małżeństwo, iż pozostawił swą żonę dziewicą przez siedem lat. Zweig stara się uświadomić czytelnikowi jak to postępowanie delfina wpłynęło na samą arcyksiężniczkę i dalsze losy tego małżeństwa, a co za tym idzie, dalsze dzieje Francji. Sam król zapisał się w historii tego kraju jako pierwszy władca niezależny od wpływu kurtyzan.

Pisarz odkrywa przed nami długoletnią miłość Antoniny do Hansa Axela Fersena, szwedzkiego arystokraty. Drwiącym tonem opowiada o uprzykrzonej, sztywnej etykiecie wersalskiej, która zatruwała wszystkim życie. Poświęca miejsce na wytłumaczenie antypatii francuskiego ludu, którego miłość przerodziła się w nienawiść, zdaje nam raport z politycznych konsekwencji ruchów wolnościowych w kraju.

Książkę czyta się szybko oraz przyjemnie. Autor naprawdę wyczuł klimat tamtej epoki i umiał go oddać. Nie ogranicza się do opisywania życia królowej, ale ogarnia także ludzi, na których wpłynęła, konsekwencje jej postępowania. Zweig zagląda do pamiętników króla, listów koronowanych głów i ministrów. Ukazuje zmiany społeczne, przyczyny upadku tronu, rodzenie się nacjonalizmu, początki patriotyzmu, które ostatecznie ukształtowała rewolucja, nie stroni też od sztuki. To wszystko powoduje, "Maria Antonina" nie jest tylko opowieścią o niej samej, ale i barwną panoramą epoki.

niedziela, 04 lipca 2010
Mikael Hakim, Mika Waltari

Mikael Hakim, Mika Waltari, tłumaczył Zygmunt Łanowski, Książnica

Mikael Hakim

Ponieważ Mika Waltari wyczerpał koncepcje wszystkich możliwych przygód Mikaela w Europie przenosi go nieco dalej, na niezwykle malowniczy Bliski Wschód.

Mimo lat jakie upłynęły i gorzkich życiowych doświadczeń, Mikael jest tak samo prostoduszny jak był w pierwszym tomie. Autor wykorzystuje tę postać i jej naiwność do przedstawienia świata bezwzględnego, gdzie każdy walczy o swoje, a głupców odziera się ze wszystkiego co mają. W tym tomie skupia się głównie na pragnieniu władzy, dworskich intrygach i knowaniach na dworze Sulejmana Wspaniałego. Motyw religijny tak ważny w poprzedniej powieści jest tu trochę w tle, Mikael "przerzuca się" z chrześcijaństwa na muzułmanizm, jednak robi to w myśl zasady "gdyś w Rzymie, czyń jak rzymianie".

Warto też zauważyć, iż w kontynuacji przygód Mikaela nie ma ani jednej pozytywnej postaci kobiecej, nic, same wiedźmy, intrygantki, bezlitosne piękności o perlistym śmiechu. Pisarz wykorzystuje nawet motywy sadomasochizmu w którym lubuje się żona głównego bohatera, była niewolnica, "prawie dziewica" (sama się tak określiła).

Drugą część autor także pisał z przymrużeniem oka, ale mniej tu niewymuszonego dowcipu. Pisarz skupił się bardziej na intrygach i samej historii, fabuła na tym zyskała gdyż stała się bardziej interesująca. Mimo dość oczywistych zamiarów swoich bohaterów intrygi seraju nawet mnie wciągnęły. Losy głównego bohatera można tu opisać przysłowiem - "raz na wozie, raz pod wozem". Zaczyna jako niewolnik, a kończy jako "zaufany" człowiek na dworze. Jednak znając już styl tego autora wiedziałam, że Mikael nie zagrzeje tam miejsca, w końcu XVI wieczny dwór Sulejmana to miejsce pełne śmiertelnych pułapek. Wydaje mi się, że Finowi udało się oddać naturę ludzi zamieszkujących Imperium Osmańskie jednak nie wiem tego na pewno gdyż moja wiedza z tego okresu nie jest zbyt rozległa.

Właściwie to książka kończy się w taki sposób, iż autor mógłby napisać jeszcze jeden tom (gdyby żył), jak szaleć to szaleć. Myślę, że przygody Mikaela w Egipcie mogły by być ciekawe, cóż zamiast tego sięgnę po "Egipcjanina Sinuhe".

Kraje nordyckie

 
1 , 2
Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka