piątek, 31 lipca 2009
Słowniki i przemyt

Do czego mogą posłużyć słowniki Webster'a? Do przemytu narkotyków. Amerykańska policja przeprowadza właśnie dochodzenie w tej sprawie.

W księgarni Barnes&Noble mężczyzna zamówił przesyłkę słowników do więzienia w Teksasie, gdy opuścił sklep osoba realizująca zamówienie znalazła w grzbiecie książki kokainę. Z Kindlem już tego nie zrobią.

Oxford DictionaryKoszt kompletu ok.236 $ w Barnes&Noble, "przemycają" nie tylko wiedzę. 

Źródło

wtorek, 28 lipca 2009
Skórzana okładka

W bibliotece Boston Athenaeum, w drewnianej skrzynce, znajduje się niezwykle ciekawa książka. "Hic Liber Waltonis Cute Compactus Est." w skórzanej okładce, w dotyku jak "miękki papier ścierny, o nierównej fakturze", jest spisem wspomnień rozbójnika, złodzieja banków z 1837 r., Jamesa Allena. Rabuś za życia szczycił się tym, że był panem swej własnej skóry ("master of his own skin"), żeby więc przyszłe pokolenia nie miały co do tego wątpliwości książka oprawiona jest w jego własną.

Praktykowanie takich okładek znane było w średniowieczu, kiedy to pojawiły się pergaminy z ludzkiej skóry. W trakcie rewolucji francuskiej kopie konstytucji były spisywane na takim właśnie materiale, ale były to skóry opozycjonistów nowego ustroju. Do dziewiętnastego wieku takie okładki były już  w powszechnym użyciu, zwłaszcza gdy ktoś miał dostęp do potrzebnego "surowca". Doktor John Stockton Hough oprawił sobie trzy tomy ksiąg medycznych w skórę pacjenta, cóż się dziwić końcowy produkt był "stosunkowo tani, trwały i wodoodporny". Jednak w przeciwieństwie do tego pacjenta, Allen sam wydał polecenia co do oprawy swoich wspomnień, więc zaraz po egzekucji spełniono ostatnią wolę rzezimieszka. Dodam jeszcze, że miał to być prezent dla Johnna Fenno, który oskarżył go o usiłowanie zabójstwa. Jamesowi Allenowi fantazji na pewno nie brakowało.

Hic Liber Waltonis Cute Compactus Est

Wspomnienia Jamesa Allena

Źródło

niedziela, 26 lipca 2009
Japońskie cięcie

Japońskie cięcie, Krzysztof Kotowski, Cat Book, Tarczyn 2009

Japońskie cięcie

Po wyjątkowo rzewnej książce przyszedł czas na coś bardziej męskiego, w bibliotece dorwałam Kotowskiego. I jeśli chodzi o częste zwroty akcji i teorie spiskowe to jestem usatysfakcjonowana.

Robert Czechowicz, chirurg i zdobywca kobiecych serc, nie mając o niczym pojęcia wplątuje się w niezłą aferę. Żył sobie spokojnie, nie wadząc nikomu, zszywając rozbite głowy i podrywając panienki, a jakimś cudem stał się niezwykle cenny dla pewnej międzynarodowej organizacji. Gdy jego przyjaciel znika, a kule sypią się na jego głowę, do akcji wkracza agentka Ultra (w życiu nie słyszałam głupszego pseudonimu). Kobieta odpowiedzialna, inteligentna, ale troskliwa, przez co daje z siebie zrobić przedszkolankę dla dwóch szukających wrażeń facetów (stanowczo w tej książce płeć mocna to płeć piękna). Dla równowagi, obok opiekuńczej blondynki, mamy jeszcze niegrzeczną blondynkę, Sil.

Ultra i pewien dziennikarz (pismaki zawsze wścibskie) pomagają Robertowi wyplątać się z kłopotów, albo dla odmiany sami tworzą następne. Galeria postaci zwiększa się z każdym rozdziałem, a prawdopodobieństwo wydarzeń maleje.

Na potrzeby swojej książki pisarz stworzył dość ciekawą teorię, opierając się na zasadach hipnozy, i rozszerzając "nieco" jej zasięg o własną inwencję. W trakcie rozwoju akcji daje czytelnikowi możliwość zerknięcia na zastosowanie jej w praktyce, i spojrzenia na swoje wymysły od krytycznej strony samych bohaterów. Inspiracją dla autora była archeologia i historia, do tego dodał hipnozę i wyszła wcale zgrabna historia. W tekście pełno przemyconych aluzji politycznych i społecznych. Sama kreacja bohaterów nie zawsze jest udana, choć pisarz stara się by byli wielowymiarowi i niejednoznaczni. Myślę, że profesor Wasyłyszyn to jedna z bardziej przemyślanych postaci, jego zachowanie wydaje mi się najbardziej prawdopodobne, jest człowiekiem oddanym swojej misji, ale bez fanatyzmu. Ogólnie powieść czyta się szybko i jest całkiem wciągająco, tylko jakoś mi się tu wszystko za gładko rozwiązało, za szybko. Niby skomplikowana intryga, tyle osób, organizacji, a wszystko jak ucięte nożem na końcu, ciach i problemów nie ma.

Nie zgadzam się jeszcze z autorem co do kwestii języków obcych, pisarz wypowiedział się w książce kilka razy, jakoby po trzecim języku nauka następnych szła z górki. Tak skomplikowanego procesu jakim jest przyswajanie języka nie można podsumować  w ten sposób, wiem co mówię. Zauważyłam, że Kotowski ma słabość do obdarzania swoich postaci umiejętnością posługiwania się wieloma językami, a im starsze tym lepiej, i ten pomysł jest całkiem ciekawy.

sobota, 25 lipca 2009
Ostatni Wallander - naprawdę ostatni

Od dziesięciu lat Henning Mankell pisze "ostatnią" książkę z detektywem Wallanderem w roli głównej i nie inaczej jest obecnie. Jednak pisarz zarzeka się, że to naprawdę ostatnia książka. Choć przez te ostatnie dziesięć lat myślał, że każda książka o Wallanderze była tą ostatnią. "Wiem, że znajdą się ludzie, którzy będą ironizować, ale ja wiem, że nie zostało już nic więcej."

W nowej książce detektyw, który został dziadkiem, poszukuje zaginionych teściów córki. Dużą rolę gra tu rozgrywająca się tragedia i pisarz stwierdził, że po tej powieści nie będzie już szansy na napisanie czegoś więcej o Kurcie Wallanderze.

Mankell napisał już ponad 40 książek. Mówi, że  jedną z rzeczy, których nauczył się w życiu to unikanie luk w kreatywności. " Kreatywność we mnie jest wszak sama w sobie powodem do życia."

Zapora (Ostatnio wydana w Polsce "ostatnia" książka z Wallanderem)

Źródło

piątek, 24 lipca 2009
Co do książki? Browar

Josh Christie, sprzedawca książek i autor bloga Brews and Books (Giddy about reading. Serious about drinking), w trakcie robienia wystawy w księgarni z dobrymi książkami na lato dla facetów, stwierdził, że czegoś mu brakuje. Wieczorem, rozmyślając nad tymi brakami przy piwie stwierdził, że wiele browarów korzystało ze światowej twórczości pisarskiej jako inspiracji dla swoich piw. I tak powstała lista piw, dla których weną była literatura.

To tylko przykłady z ciekawej listy Josha, niektóre z inspiracji są niezwykle subtelne.

Rogue Shakespeare Stout Rogue Shakespeare Stout - z samym poetą na nalepce

Bad Habits Bad Habits - The Hops of Wrath - "Grona gniewu" Steinbecka

 

czwartek, 23 lipca 2009
Srebrna zatoka

Srebrna zatoka (Silver Bay), Jojo Moyes, przełożyła Anna Czarnecka, Red Horse

 Srebrna zatoka

To moja pierwsza wyzwaniowa lektura i nie jestem nią szczególnie zachwycona. Nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam coś tak cukierkowo bajkowego. Albo ja się zrobiłam nieznośnym sceptykiem albo ta książka jest rażąco naiwna, ale po kolei.

Liza McCullen, tajemnicza sterniczka, żyje wraz ze swoją jedenastoletnią córką w hotelu swojej ciotki Kathleen. Na co dzień zabiera swoją łodzią turystów spragnionych widoku wielorybów i delfinów, oraz trzymaniem swojej córki na wyjątkowo krótkiej smyczy nadopiekuńczości (aż dziw bierze, że to dziecko ma tyle cierpliwości do swojej matki). Oczywiście wszystkie powody tego zachowania kryją się w zamierzchłej przeszłości Lizy. Do Srebrnej Zatoki przybywa Mike Dormer i niszczy sielską senność kurortu swoimi planami rozbudowy. Nie będzie chyba wielkim spojlerem informacja, że Mike zakochuje się w smutnej i milczącej Lizie, a wtedy jego poglądy zmieniają się o sto sześćdziesiąt stopni. Piękno przyrody, bezbronność wielorybów wobec działań człowieka oraz mieszkańcy zatoki pozwalają mu przejść przyspieszoną przemianę duchową.

Jednym słowem powieść jest gotowym scenariuszem dla Walta Disney'a, jest tajemnica, są bezwzględni biznesmeni, nieskalana przyroda, piękne kobiety, inteligentne dzieci i pies. Wiem, że jestem zgryźliwa, ale to silniejsze ode mnie. Trudno mi uwierzyć w troskę o środowisko zwykłych, szarych ludzi i tych bogatych (choć wierzę w istnienie chlubnych jednostek), jeżeli ktoś ma złudzenia wystarczy pojechać do pierwszej lepszej nadmorskiej miejscowości wypoczynkowej nad Bałtykiem.

Będzie to dobre wakacyjne czytadło dla osoby pragnącej relaksu i odrobiny miłości w świecie gdzie zawsze zwycięża dobro. Historia prowadzona jest dosyć ciekawie, w oparciu o narrację poszczególnych bohaterów, co urozmaica książkę. Minus dla wydawnictwa za kiepską korektę.

Kategorie: Kolorowe Czytanie / kiepskie czytadło / przynudzacz

środa, 22 lipca 2009
Kolorowe czytanie

Dołączyłam do Kolorowego Wyzwania i wygrzebałam na półkach rodzinnych takie książki:

"Srebrna zatoka" Jojo Moyes

"Miasto w zieleni i błękicie" Anna Kańtoch

"Wszystko czerwone" Joanna Chmielewska"

"Złoty Jasieńko" J. I. Kraszewski

"Błękitny zamek" L. M. Montgomery

"Portret w sepii" Isabel Allende

Będzie więc wyjątkowo kobieco (poza Kraszewskim).

Kolorowe Czytanie

18:02, bsmietanka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 21 lipca 2009
Morderstwo na polu golfowym

The Murder on the Links (Morderstwo na polu golfowym), Agatha Christie, Berkley Books, New York

 

Murder on the Links

Literackie rozczarowania zawsze sprowadzają mnie na wypróbowane ścieżki pisarstwa, tam gdzie wiem czego oczekiwać. Taką pisarką jest dla mnie Agatha Christie, tu raczej nie ma niespodzianek (no może czasami, tak jak w "Zabójstwie Rogera Ackroyda") a jej powieści czyta się bardzo przyjemnie i mają w sobie jakiś urok. Ten sentyment jest też na pewno spowodowany moją słabością do zagadek kryminalnych rozwiązywanych "w starym stylu". Odstręczają mnie raczej postaci, które badają sprawy morderstw niczym psy myśliwskie, zawsze w ruchu, pośpiechu za nowymi poszlakami, włosami, włóknami z których można odczytać kod DNA mordercy. Przeczesują miejsce przestępstwa niczym rasowe sprzątaczki, bez chwili refleksji. Myślę, że rada Hercule'a Poirot'a by używać małych szarych komórek nic nie straciła ze swojej aktualności.

"Morderstwo na polu golfowym" to druga książka, której głównym bohaterem jest belgijski detektyw, Hercul Poirot. Zażywny starszy pan z idealnie przystrzyżonymi wąsikami potrafi rozwikłać każdą zagadkę kryminalną używając swojego rozumu, li i tylko. Wezwany na pomoc przez milionera, Paula Renaulda, przybywa jednak za późno, nadawca listu już nie żyje. Sprawa okazuje się oczywiście niezwykle zawiła, tak jak uczucia ludzi w nią zamieszanych. Jest trochę melodramatycznie, choć zwykle Christie unika takich wątków, ale dosyć ciekawie. To chyba najromantyczniejszy z jej kryminałów jakie dotychczas czytałam, jednak niepozbawiony delikatnego dowcipu. Lekka lektura na lato.

Kategorie: kryminał

czwartek, 16 lipca 2009
Pamiętniki Jane Austen

Pamiętniki Jane Austen, Syrie James, przełożyła Maria Smulewska, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2009

Pamiętniki Jane Austen

Autorka swoją książką przedstawia czytelnikom ciekawą koncepcję, która świadczy o sporej wyobraźni.

"Wyobraź sobie, że na strychu starego domostwa odnaleziono nieznane pamiętniki Jane Austen. Wyobraź sobie, że ich pożółkłe stronice skrywają historię związku, który zmienił życie pisarki i dał początek jej twórczości."

I jeśli chodzi o kreatywność Syrie James to by było na tyle. Reszta to odgrzewane schematy i pomysły żywcem wyjęte z powieści Jane Austen.

Sama idea pamiętników dobrze się wpisuje w nurt wyeksploatowanych pomysłów wydawców i scenarzystów, którzy ciągle wykorzystują popularną pisarkę do nabijania kiesy. Jednak miłośnicy Austen nie będą połykali wszystkiego, w końcu nie gęsi i swój rozum mają. Zamysł "Pamiętników" był dobry, cóż jeśli wykonanie fatalne. Książka przeszła w Polsce bez większego echa bo na większy szum wcale nie zasługiwała.

Chętnie czytam kontynuacje powieści by patrzeć jak ich autorzy mierzą się z legendą i starają się jej dorównać, z lepszym bądź z gorszym skutkiem. Jednak koncept udawania samej Austen od początku był ryzykowny ze względu na jeszcze wyższe oczekiwania czytelników. Jeśli ktoś chce wniknąć w samą duszę wielkiego pisarza i naśladować jego styl powinien być naprawdę zręczny w swoim fachu. Otwierając taką powieść oczekujemy dowcipu, ciętości, ironii, inteligencji, spostrzegawczości równego oryginałowi. Zamiast tego dostajemy ckliwą, panikującą i mdlejącą Jane Austen z drętwymi dialogami. Wszystkim żarcikom brak polotu a fabuła jest najzwyczajniej w świecie nudna. Syrie James nie zaskakuje nas niczym nowym, można wręcz powiedzieć, że idzie na łatwiznę korzystając tylko z samych pomysłów swojej poprzedniczki.

Żeby tchnąc życie w powieść o XIX wieku trzeba czegoś więcej niż znajomości historii, talent na pewno byłby przydatny, ale ważne są podstawowe umiejętności jakimi powinien posługiwać się pisarz. Jestem całkowicie rozczarowana tą mierną lekturą.

środa, 15 lipca 2009
Antybaśnie z 1001 dnia

Antybaśnie z 1001 dnia, Marcin Wolski, superNOWA, Warszawa 2004

Antybaśnie z 1001 dnia

Marcin Wolski zaserwował czytelnikom własną wersję tradycyjnych bajek. Wszystkie toczą się w  paralelnym do naszego świecie, w królestwie Amirandy. Marek Kazimierzak, niedoszły magister wydziału historii wplątuje się w tajemniczą aferę i przy okazji dowiaduje się kim był jego biologiczny ojciec. Uzbrojony w pudło rękopisów nieżyjącego taty powoli zagłębia się w świat Amirandy, nie zauważając, że rzeczywistość wokół niego traci pozory normalności.

Historia królestwa jest swobodną mieszanką baśni, wyobraźni autora, aluzji do Trzeciej Najjaśniejszej Rzeczywistości i sporej dawki humoru. Wszechobecna aluzyjność nie męczy, tylko coraz bardziej rozśmiesza, a pisarz nie rozprawia się tylko z historią Polski, ale bierze też na warsztat chociażby modne językowe ułomności czy inne cudaki naszej rzeczywistości. Absurd pleni się tu we wszystkich opowiadaniach i zapewnia inteligentną rozrywkę. Fabuła wszystkich bajek jest karkołomnie powykręcana i dostosowana do odbioru dorosłych, pełna typów szalonych i magicznych, ale po zastanowieniu, jakże swojskich postaci, obdarzonych przywarami tradycyjnie powszechnymi wśród ludzi. 

"Choć wydaje się to nieprawdopodobne, smok zasmakowała w materiałach piśmiennych. Na początek poszły przemówienia nieaktualnych przywódców, egzemplarze zdekompletowane, papirusy nieczytelne i pergaminy źle wyprawione, potem przyszła kolej na zwoje bezdebitowe i niecenzuralne, poezję, której nikt nie czytał, podręczniki i kryminały (...)

Gorzej, że spożywana literatura poczęła wywierać znaczny wpływ na potwora. (...) Po przeżuciu większej dawki pieśni patriotycznych wyraził ochotę na wyprawę wojenną przeciw Lessji, ale w połowie drogi odbiło mu się pacyfistycznym manuskryptem i zawrócił."

Ze wszystkich opowiadań zawartych w tym tomie najbardziej spodobało mi się "Zadanie ponad siły" mimo, że szkaluje trochę naturę kobiecą. Mimo to nie mogę odmówić autorowi pomysłowości i znajomości charakterku płci pięknej (który jest tu oczywiście sparodiowany), przynajmniej w tej baśni. (SPOJLERY) Piotr Erdon, młodzieniec bez majątku, dziennikarz "Kuriera Amirandy", poznaje tajemniczą piękność, Ewę. Nie trzeba chyba dopowiadać, że traci dla niej całkowicie głowę. Bogini wyznacza mu półgodzinne spotkania w hotelu, gdzie sprawy szybko poruszają się na przód. Sielankę przerywa major Williamson, który informuje Piotra, iż jego ukochana liczy już sobie pięć tysięcy lat i ma na imię Hawa. Po pierwszych wątpliwościach dziennikarz przekonuje się naocznie i traci cały zapał do igraszek ze staruszką, do tego godzi się na współpracę z majorem, który chce wykorzystać nieśmiertelność Hawy do zlikwidowania niebezpiecznego człowieka w alternatywnym świecie. Williamson wierzy, że to zabójstwo odmieni przyszłe stulecie na naszej Ziemi. A wszystko to wraz z ciętym finałem, na zaledwie 19 stronach (przecież puenty nie zdradzę). Jedno jest pewne - kobieta zawsze wie lepiej.

Recenzja Eruany

Kategorie: fantastyka / na poprawę humoru

 
1 , 2
Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka