czwartek, 29 kwietnia 2010
Tworki, Marek Bieńczyk

Tworki, Marek Bieńczyk, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2007

Tworki

Ostatnio mam szczęście do polskich autorów, którzy lubią zabawy językowe. Mimo mojej początkowej niechęci, powieść i językowe wygibasy Marka Bieńczyka spodobały mi się. Miejsce akcji urocze - dom wariatów w Pruszkowie, w czasie drugiej wojny światowej. Do zarządzanego przez Niemców szpitala trafia Jurek-ogórek, młody rymujący buchalter. Oprócz niego pracuje tam cud Sonia, Janka w kawowej sukience i Marceli - i tak dom wariatów staje się dla tych młodych azylem, "tworkowskim rajem".

''Tak dobrze wrósł w pamięć tamten majowy poranek. Wyszli z pokoju, gdy słońce jeszcze tkwiło za helenowskim lasem, a w cienistych koronach drzew plątały się resztki nocy. Jurek z Janką szli na przedzie, za ich plecami Ania, Asia i Bronka rozmawiały z chłopakami i słychać było wybuchy śmiechu, na końcu pochodu Marcel opowiadał mamie o dansingu w Adrii. Kiedy przechodzili przez bramę obok uśmiechniętego Johanna, dobiegli do nich Sonia z Olkiem, nieco zziajani. Sonia miała wciąż tę samą sukienkę, teraz lekko pogniecioną, błyszczącą inaczej w barwach świtania niż wczorajszym popołudniem, Olek nie puszczał ręki Soni i tak głęboko, choć pogodnie patrzył wszystkim w oczy.''

Młodzież swawoli sobie beztrosko na łonie natury, zawiązują się romanse, wojna schodzi na dalszy plan. Tworkowscy Niemcy są spokojni i dobrotliwi, rozdają prezenty pracownikom na gwiazdkę i premie z okazji urodzin. Zło jest na zewnątrz i stamtąd dociera gdyż przyjaciele Jerzego znikają. Marcel, Janka i Sonia to Żydzi z Berdyczowa. Jednak najbardziej dziwi postępowanie Soni, która odchodzi z własnej woli i z pełną świadomością czekającego ją końca. Jest kobietą piękną i miłą, zaskarbiła sobie przychylność i przyjaźń wszystkich mieszkańców szpitala z dyrektorem Honnette włącznie, nikt na nią nie doniósł i teoretycznie nie było powodów, dla których postąpiła w ten sposób. Jednak to jej list otwiera tę powieść i to jej odejście powoduje rozpacz znajomych i przyjaciół. I nagle język pisarza przestaje być tylko grą, to sposób opowiedzenia tego, co jest przecież niewyrażalne - tragedii Zagłady. Bohaterka dobrowolnie rezygnuje z kryjówki, życie i borykanie się z nim jest dla niej zbyt trudne.

Wracając do językowych igraszek pisarza to czerpie on z tradycji literatury i jednocześnie ją demaskuje. W końcu, po tworkowskich trawnikach przechadzają się Antyplaton i Goethe. Dla niektórych te wszystkie powiedzonka, odnośniki, kalambury, rymowanki, dygresje, nagłe zwroty myślowe mogą okazać się zbyt ciężkostrawne. Jednak jego zabiegi, które każą mu ze szczególnym pietyzmem opisywać zawartość damskiej torebki, kolor sukienki i szminki łapią tą ulotną chwilę czyniąc ją krótkotrwałą, a przez to cenną.

Ponieważ akcja toczy się głównie w murach zakładu mało tu mamy informacji o samej wojnie, jedynie językowe dygresje i ironiczne komentarze. Jurek gdy wyjeżdża z Pruszkowa przechadza się "aryjskimi brukami".

W trakcie czytania powieści Marka Bieńczyka poczułam nieodpartą chęć na zaparzenie sobie kawy zbożowej, którą bez przerwy raczyli się wszyscy bohaterowie książki.

Paszport "Polityki" 1999

nominacja do Literackiej Nagrody Nike 1999

Nagrody Literackie

wtorek, 27 kwietnia 2010
Zatoka Francuza, Daphne Du Maurier

Zatoka Francuza (Frenchman's Creek), Daphne  Du Maurier, Wydawnictwo KAW

Zatoka Francuza

 W bibliotece chciałam wypożyczyć dawno temu czytaną "Rebekę", ale ktoś mnie uprzedził. W ramach chęci odnowienia znajomości z panią Du Maurier zabrałam do domu "Zatokę Francuza". To podobno oprócz "Rebeki" i "Oberży na pustkowiu", najbardziej popularna z jej powieści. Cóż, nie było źle, zwłaszcza jeśli ktoś ma ochotę na oryginalny romans z Kornwalią w tle, osadzony w XVII wieku.

Dona St. Columb to kobieta znudzona londyńskim blichtrem i samą sobą. Po sześciu beztroskich latach u boku swego męża, pełnych jej skandalizujących wyczynów zdaje sobie sprawę, że chciałaby odpocząć i mieć czas na przemyślenie wszystkiego. Zmęczona jest pustym flirtem, pozornymi przyjaźniami i głupotą męża. Oznajmia mu iż czuje się jak ptak w klatce (metafora, nad którą będzie myślał do końca tej książki), zabiera dzieci i udaje się do dworu w Kornwalii. Dzika przyroda, cisza i spokój działają kojąco na duszę milady St. Columb, chciałoby się krzyknąć za Kochanowskim "wsi spokojna, wsi wesoła". Bo i wrażeń nie brakuje - tajemniczy służący William i piraci grasujący w okolicach. Naturalnie nasza bohaterka natyka się na owych korsarzy we własnej zatoce, lecz ku jej rozczarowaniu statek nie okazuje się być cuchnącą norą, a oni sami krwiożerczymi bestiami. Ich przywódca, Jean Benoit Aubery, ornitolog z zamiłowania, lubujący się we francuskiej poezji ryzykant, to gentelman, jednym słowem - "Viva la France!".

Dona jest kobietą pewną siebie, bezczelną i wygadaną, do tego oczywiście piękną. To postać wielowymiarowa i ciekawa, jest matką kochającą swoje dzieci (choć nie poświęca im zbyt wiele czasu szlajając się po lasach) i jako taką, zdającą sobie sprawę z ciążącej na niej odpowiedzialności, a to ma niebagatelny wpływ na dalsze jej losy. Jej mąż to kochający ją pacan, który nie rozumie jej potrzeb i sam uroczo się oskarża - "Jestem głupcem i tępakiem." Du Maurier w ciekawy sposób opowiada o zobowiązaniach kobiet, które "mają w zwyczaju" zachodzić w ciąże i rodzić dzieci, nigdy więc nie mogą być naprawdę wolne. Więzy małżeństwa czy macierzyństwa, zwłaszcza we wcześniejszych wiekach, nie pozwalały na niezależność płci pięknej. Zestawienie tego motywu z odważną i niezależną bohaterką daje całkiem ciekawy efekt, ona jest w małżeństwie siłą sprawczą, ale też właśnie ona zdaje sobie sprawę ze swoich obowiązków.

Książka napisana jest sprawnie, postacie interesujące, fabuła ma kilka oczekiwanych zwrotów akcji. Zakończenie dość nietypowe jak na romans, nie jest to zresztą ckliwa historia lecz po trosze powieść przygodowa i psychologiczna. Przyjemna lektura na zbliżające się powoli wakacje.

niedziela, 25 kwietnia 2010
Azazel, Boris Akunin

Azazel (Азазель), Boris Akunin, tłumaczenie Czech Jerzy, Świat Książki

 Azazel

Książki Borisa Akunina sprzedają się w milionach egzemplarzy, doczekały się już ekranizacji ( rosyjskiej, "Azazel", i amerykańskiej, "The Winter Queen") a mnie mania Erasta Fandorina ciągle omijała, ale jako, że akcja powieści rozgrywa się w drugiej połowie XIX wieku (do którego to okresu mam niezwykłą słabość), to i mnie dopadło.

Od razu zaznaczam że jest to lektura li i tylko rozrywkowa, ale za to dostarczająca sporej radochy. Erast Fandorin, dwudziestoletni, przystojny rejestrator kolegialny w Urzędzie Śledczym to człowiek czynu.  To dziecko szczęścia zna kilka języków, nie zaniedbuje porannej gimnastyki i szybko się wspina po szczeblach kariery. Intryga w jaką się wplątuje jest niebagatelna i dostarcza młodzieńcowi o wiele więcej wrażeń niż by pragnął. Mamy tu wszystko co niezbędne do stworzenia dobrej powieści łotrzykowskiej, nagłe zwroty akcji, pościgi, mrożące krew w żyłach chwile grozy, piękne i niebezpieczne kobiety, piękne i bezbronne kobiety, jaskinie rozpusty oraz pojedynki. Jeśli chodzi o samą akcję to wydaje mi się, że ta, momentami mogłaby się toczyć bez udziału głównego bohatera, zagadka jest bardzo prosta do odgadnięcia, przez co ma się wrażenie, że Fandorin całkiem niepotrzebnie tłucze się po Europie. Jednak zadowoleni będą miłośnicy tradycyjnych kryminałów bo gdzież jak nie w mglistym Londynie Erast tropi wymykającą się mu uciekinierkę.

To co mi przypadło do gustu najbardziej to klimat książki oraz poczucie humoru autora. Carska Rosja z jej charakternymi obywatelami to był strzał w dziesiątkę dla Akunina. Do tego, już od pierwszego akapitu autor puszcza oko do czytelnika, bezczelnie i świadomie wykorzystując znane motywy. Pozwala uchodzić z życiem swojemu bohaterowi z najgorszych tarapatów, James Bond to przy nim pechowiec. Stale obecny dialog z czytelnikiem dystansuje autora do własnej książki, tak jakby mówił - moi drodzy ja doskonale zdaje sobie sprawę z konwencji i ze wszystkich klisz, ale tylko popatrzcie ile zabawy można mieć gdy się to wszystko ładnie napisze. I rzeczywiście, czytelnik bawi się całkiem dobrze.

"Erast Pietrowicz, który pierwszy raz trafił do prawdziwej jaskini rozpusty, rozglądał się na wszystkie strony. Goście tu byli najróżniejsi, tylko trzeźwych, zda się, nie było w ogóle."

"Portier, bestia, ani w ząb po francusku, a ja po angielsku umiem tylko „botl of łyski” i „muw jor es”, jeden miczman mnie nauczył. Po naszemu znaczy: „Butelkę gorzałki, i to żywo”. Wypytuję tego angielskiego kurdupla, portiera, o miss Olsen, a on plecie po swojemu, głową kręci i pokazuje palcem gdzieś za siebie. Że niby wyjechała, a dokąd – nie wiadomo. No to ja o tobie: „Fandorin”, mówię, „Fandorin, muw jor es”. A on, tylko się nie obrażaj, całkiem już oczy wybałuszył. Widać twoje nazwisko po angielsku nie brzmi przyzwoicie. Krótko mówiąc, nie mogłem się z tym fagasem dogadać. Cóż było robić, zamieszkałem w tej norze. Porządek dnia miałem taki: rano do portiera, pytam: „Fandorin?”, ten się kłania, odpowiada: „Moning, ser”, niby że jeszcze nie przyjechał. Idę ulicą, do szynku, tam mam punkt obserwacyjny. Nuda, dokoła beznadziejne gęby, dobrze chociaż, że „botl of łyski” i „muw jor es” mi pomagają. Knajpiarz najpierw się gapił, a potem przywykł, witał mnie jak rodzonego brata. Odkąd się pojawiłem, lepiej mu szedł handel: ludzie przychodzili popatrzeć, jak szklankami wódkę golę. Ale podejść się boją, patrzą z daleka. Nauczyłem się nowych słów: „dżin” to jałowcówka, „ram” to rum, „brendy” – taki lichy koniaczek."

Cykl Erast Fandorin, tom 1

piątek, 23 kwietnia 2010
Dziewczęta z Szanghaju, Lisa See

Dziewczęta z Szanghaju (Shanghai Girls), Lisa See, przełożyła Magdalena Słysz, Świat Książki, Warszawa 2010

Dziewczęta z Szanghaju

To pierwsza powieść Lisy See jaką czytałam, popularnej autorki bestsellerów. Książka całkiem przyjemna, aczkolwiek bez szaleńczych zachwytów. Akcja rozpoczyna się w 1937 roku, w Szanghaju, "Paryżu Azji". Pearl i May, dwie oddane sobie siostry, wychowują się w dobrobycie. Dziewczęta wiodą wygodne, pełne dostatku życie. Są rozpieszczone i zepsute, ich zmartwieniami jest nadążanie za europejskimi trendami w modzie i omijanie na chodniku biedaków oraz martwych noworodków na drodze do French Concession. Obie są "pięknymi dziewczętami", modelkami pozującymi do kalendarzy, to była wtedy bardzo "glamour" praca. Ich charaktery oddają ich znaki zodiaku, May - owca, potulna, wiecznie wymagająca uwagi i podziwu kokietka, Pearl - smok, silna, przewodząca i skłonna do poświeceń kobieta. Sielankę przerywają ojciec dziewczyn i Japończycy, tata bankrutuje i przymusowo wydaje córki za mąż, a Japończycy zrzucają bomby na miasto. Wśród wojennej zawieruchy dziewczyny starają się przedostać do Hong Kongu, a stamtąd do ich niedawno poślubionych małżonków. Oczywiście ta droga usiana jest niebezpieczeństwami i stanowi dla bohaterek swoisty bieg z przeszkodami ku dojrzewaniu. Traumatyczne wydarzenia naznaczają je do końca życia i stanowić będą granice, za którą pozostawiły beztroską młodość. Obie, przez całe życie powracać będą do tego szczęśliwego czasu i rozpaczać nad jego utratą.

Los Angeles przynosi bohaterkom wiele niespodzianek, tu nie wszyscy są tymi, za których się podają. Do tego sytuacja Chińczyka w Ameryce lat wojennych jest nie do pozazdroszczenia. Momentami przypominało to przydługą wyliczankę nieszczęść jakie dotknęły rodzinę naszych bohaterek. Autorka utyka w tekście ogromną ilość faktów czyniąc z powieści mini wykład historyczny - zaciąganie się do amerykańskiego wojska Chińczyków, Anna May Wong, pani Chiang Kai-shek, tępienie komunistów w Ameryce, "papierowi synowie". Niektóre z motywów są wykorzystywane aż do przesady nudząc czytelnika, wieczne pretensje obu sióstr czy przekleństwo "wieśniaczej" cery Pearl (dziewczyna ma kompleksy z powodu rumieńców i rozpacza z tego powodu w co trzecim rozdziale).

To powieść przede wszystkim o kobietach, ich sile, sprycie, nieustępliwości. To one są podporą rodziny gdyż mężczyźni wcześniej czy później załamują się , poddają lub tracą siły do walki w życiu, co jest w gruncie rzeczy krzepiące dla czytelniczek (nie wiem jak dla czytelników).

W książce niezwykle mocno zaakcentowane są przez autorkę dwa miasta, Szanghaj i Los Angeles, to pierwsze zainteresowało mnie o wiele bardziej, ale nie wiem czy ze względu na jego orientalizm czy ciekawe ujęcie. "Paryż Azji" to miasto "przemysłu, handlu i grzechu", tętni życiem - pisarka odmalowała jego mieszkańców, budynki, dźwięki i zapachy. Tygiel kultur i nacji.

Motywy literackie: siostrzane potyczki; brutalna podróż w dorosłość; smutny los emigranta

pochlebna recenzja chiary

środa, 21 kwietnia 2010
W wolnym kraju, V. S. Naipaul

In a Free State (W wolnym kraju), V. S. Naipaul

In a Free State

V. S. Naipaul urodził się w Trynidadzie, w rodzinie hinduskich emigrantów, jednak mieszka i tworzy w Anglii. Piszę o tym gdyż uważam, że pochodzenie noblisty miało ogromny wpływ na jego twórczość i umożliwiło mu opisywanie Europy i jej mieszkańców z podwójnej perspektywy, współczesnego mieszkańca Zachodu i Trzeciego Świata. Ta książka to w zasadzie trzy opowiadania spięte klamrą narratora, który płynie na promie do Egiptu.

Pierwsza opowieść, "Jeden z wielu", która zresztą spodobała mi się najbardziej, to historia Santosha, indyjskiego służącego, który wraz ze swym panem przylatuje do Ameryki. To człowiek wyalienowany, wrażliwy, wręcz skołowany w obcym miejscu, do tego naiwny. Amerykańską kulturę i język  poznaje oglądając spoty reklamowe. Pisarz świetnie oddaje jego zagubienie i przerażenie, bohater wpada w rozpacz gdy orientuje się, że wydał połowę swej pensji na wypad do kina i przekąskę. To jest równocześnie śmieszne i tragiczne. Dla Santosha amerykański sen o wolności okazuje się oszustwem, jako nielegalny imigrant musi poślubić Amerykankę by otrzymać Zieloną Kartę.

Drugie opowiadanie przedstawia dwóch braci z karaibskiej rodziny emigrantów, którzy wyjeżdżają do Anglii. Starszy robi wszystko aby wspierać finansowo młodszego, który ma studiować. Jednak okazuje się, że gówniarz zbija bąki. Starszy brat w szale furii i frustracji zabija chuligana. Ta historia ma tragiczny wydźwięk, ostatnia scena ma miejsce na ślubie młokosa, na którym morderca mógł uczestniczyć tylko w towarzystwie strażnika. Wszystkie więzy z rodziną zostają zerwane wraz z jego pójściem do więzienia.

Ostatnia, tytułowa historia, ma miejsce w małym afrykańskim państewku, które właśnie zdobyło niepodległość. Bobby, biały urzędnik o homoseksualnych skłonnościach, odwozi Lindę do jej męża w sąsiednim kraju. Ich podróż jest pretekstem do ukazania sytuacji w państewku i konsekwencji niepodległości. O władzę walczą dwa plemiona, prezydent i król, demokracja kontra monarchia. Każde z plemion z chęcią dokonałoby eksterminacji tego drugiego.

Bohaterowie książki po opuszczeniu swoich ojczyzn próbują się odnaleźć w obcym świecie, którego nie rozumieją. Autora zajmuje problem tożsamości, złamanej symetrii kolonialnych związków. Posłużenie się różnymi historiami pomaga w ukazaniu całościowego obrazu. Brat wykorzystuje brata, pracownicy innych pracowników, szef podwładnego. Ani pochodzenie, ani kolor skóry czy kultura nie powstrzymają człowieka przed ujawnieniem się jego okrutnej natury. Żyjemy w świecie zglobalizowanym, gdzie przez kraje przelewają się fale emigrantów i uchodźców poszukujących swego miejsca na tej planecie. Wolność jest tu pozorna, teoretyczna i ironiczna, skoro kraje opisane przez autora ciągle podlegają wpływom innych państw. Tytułowy "state" może też dotyczyć stanu umysłowego postaci, które zrywają rodzinne więzi, ale i tak cierpią. Jednak podsumowywując nie mogę napisać, że dobrze mi się czytało tą książkę, jest świetnie napisana jednak może doprowadzić czytelnika do stanu zagubienia i delikatnej depresji.

Nobel 2001 r.

Man Booker Prize 1971 r.

Nagrody literackie

niedziela, 18 kwietnia 2010
Imperium Czerni i Złota, Adrian Tchaikovsky

Imperium Czerni i Złota (Empire in Black and Gold),Adrian Tchaikovsky, Rebis, Poznań 2009

 Imperium Czerni i Złota

Autor "Imperium Czerni i Złota" od razu wpuszcza czytelnika na głęboką wodę akcji, prosto w centrum oblężonego właśnie miasta Myna, gdzie bronią się jego mieszkańcy. Jakież jest zaskoczenie czytającego gdy dowiaduje się, że agresorami są osowcy (że, kto?). Za chwilę dochodzą żukowcy, pajęczarze, ćmowcy, modliszki, skorpiony, motylice, mrówki, muchy, itd. Pożegnajcie się z elfami, goblinami czy innym tradycyjnym fantastycznym ludkiem, tu mamy niekonwencjonalne rasy ludzi-robaczków ( w trakcie czytania zastanawiałam się co u nich w trawie piszczy).

"Imperium Czerni i Złota" to pierwsza część cyklu, przedstawiająca losy krainy Nizin, której istnienie zostaje zagrożone przez tytułowe królestwo os. Jednak mieszkańcy nie zdają sobie sprawy z grożącego im niebezpieczeństwa i beztrosko sobie żyją. Jedynie dalekowzroczny żukowiec, Stenwold Marker wyczuwa zagrożenie. Wir następujących po sobie wydarzeń wplątuje w sieć intryg dwie przybrane córki Stenwolda, tajemniczego Salmę, ćmowca Achaeosa, wynalazcę Totho. Historia tej drużyny insektów jest główną osią akcji przeplatającej się z narracją Thalryka, wysłannika mocarstwa os, także mamy możliwość wniknięcia za "żelazną kurtynę".

Polityka królestw, cierpienia maluczkich, intryga, miłość i zdrada - to nie wszystko co serwuje pisarz, bo mamy jeszcze wiele ciekawych i niebagatelnych motywów i wątków. Najbardziej spodobał mi się sposób w jaki Tchaikovsky potraktował motyw rasizmu. Tam, gdzie mamy tyle ras dyskryminacja i ksenofobia są na porządku dziennym. Można powiedzieć, że każda ze stworzonych przez pisarza nacji ma swój charakter narodowy, charakterystyczny zbiór cech, wad i umiejętności, w których przoduje. To oczywiście rodzi zawiść i niechęć pozostałych, których źródła giną w mrokach historii. Momentami mamy wręcz do czynienia z owadzim fanatyzmem rasowym, który w niezwykły sposób urozmaica nam lekturę (to pobrzmiewa znajomo, ten fanatyzm, nieopanowany apetyt imperium na zagarnianie coraz to nowych terenów - totalitaryzm os, oddanych królestwu służbistom). Trzeba przyznać , że synowi polskich emigrantów udało mu się stworzyć świat wielowymiarowy i dopieszczony w szczegółach. Obok "rewolucji przemysłowej", jaka ma miejsce w niektórych landach, pozostałe rasy są wierne dawnym tradycjom i wierzeniom, dzięki temu mogą posługiwać się magią. Można więc powiedzieć, że mamy dwa światy, ten tajemniczy, pełen czarów i tajemnic, oraz ten uprzemysłowiony z latającymi maszynami, nowinkami technicznymi, różnorodnymi urządzeniami (produkują je na akord).

To nad czym pisarz musi jeszcze popracować to styl, który momentami jest niebezpiecznie górnolotny.

" (...) groźny niczym obnażony sztylet."

Dowcip jest dyskretny, nienachalny.

"- Nie, tego ci nie powiem - stwierdził, obracając ku niej piękną twarz.

Zaswędziały ją palce, by strzelić go w gębę."

Powieść jest dość długa (ponad 630 stron), ale nie należy się obawiać tylko pozwolić nieść fabule. Warto jeszcze dodać, iż jest to debiut pisarza, a sama powieść  została zaliczona do grona dziesięciu najlepszych tytułów science fiction i fantasy w roku 2008 przez Amazon.co.uk.

Pierwsza część cyklu Cienie Pojętnych

wyczerpująca recenzja Eruany

czwartek, 15 kwietnia 2010
Żyć w rodzinie i przetrwać, John Cleese, Robin Skynner

John Cleese, Robin Skynner, Żyć w rodzinie i przetrwać (Families and how to survive them), Santorski&CO

Żyć w rodzinie i przetrwać

Dla mnie najlepszą rekom endacją tej książki był John Cleese i jego niepośledni humor. Jednak otrzymałam coś zgoła innego, choć nie powiem, to co dostałam także mi się całkiem spodobało. Aktor komediowy i psychoterapeuta to dość oryginalny duet, który stworzył niestandardowy poradnik.

John Cleese uczęszczał na zajęcia terapii grupowej do psychologa rodzinnego (kto by pomyślał), Robina Skynnera, i zafascynowany tą dziedziną nauki oraz efektami jakie dzięki nimi osiągnął, postanowił namówić swojego guru do wspólnego napisania książki. Publikacja miała być przeznaczona dla osób, które nie mają pojęcia o psychologii, a chciałyby się w przystępny sposób czegoś dowiedzieć. Tak powstało "Żyć w rodzinie i przetrwać". Rola Cleesa sprowadza się do zadawania pytań i inteligentnego ich komentowania oraz podejścia do wszystkiego ze szczyptą brytyjskiego sceptycyzmu. Aktor szczerze przyznaje się do swoich problemów, grupowe zajęcia okazały się dla niego niezwykle budujące i fascynujące (do tego entuzjazmu odniosłam się sceptycznie). Zdziwił mnie jego entuzjazm i od pierwszego rozdziału podeszłam z powątpiewaniem, cóż, nie wierzyłam w moc psychologii. Przeszło mi trochę po drugim rozdziale, choć nadal podchodzę z nieufnością do niektórych koncepcji Skynnera.

Autorzy zaczynają od zarania dziejów, tzn. od powstania rodzinnej komórki, tzn. od momentu zakochania. Co więc sprawia, że ludzie zakochują się w sobie, na jakiej podstawie się dobierają. Ich wyjaśnienia niekoniecznie do mnie przemówiły, ale uległam urokowi analizy małżeństw Marty i Edwarda ("Kto się boi Virginii Woolf") oraz Nory i Torvalda ("Dom lalki"), toksyczni i studium pantoflarstwa. Nasi amatorzy psychologii bezboleśnie przeprowadzają nas przez kolejne etapy małżeństwa, wczuwając się nawet w uczucia noworodka. Zmagania rodziców z latoroślami, kolejne stadia rozwoju pociech - niby nic nowego, a jednak można się czegoś dowiedzieć. Obaj panowie naprawdę dbają o to by czytelnik zrozumiał o co im chodzi, liczne podsumowania, proste przykłady, małe żarciki - dosłownie "łopatologia" dla laików. Ani się obejrzycie, jak poddacie własne rodziny skrupulatnej analizie psychologicznej i ze znawstwem wygłosicie kilka domowych wykładów dla wolnych słuchaczy.

 Cała książka jest całkiem zabawna w polskim tłumaczeniu, jednak nic nie przebije oryginału. W internecie na Google Książki znalazłam oryginalny tekst, który podoba mi się o wiele bardziej.

seria: Psychologia na co dzień

wtorek, 13 kwietnia 2010
Pulitzer 2010

Ogłoszono tegorocznych zwycięzców nagrody Pulitzera:

fikcja - Tinkers  Paul Harding (Bellevue Literary Press)

historia - Lords of Finance: The Bankers Who Broke the World  Liaquat Ahamed (The Penguin Press)

biografia - The First Tycoon: The Epic Life of Cornelius Vanderbilt T.J. Stiles (Alfred A. Knopf)

poezja - Versed  Rae Armantrout (Wesleyan University Press)

literatura faktu - The Dead Hand: The Untold Story of the Cold War Arms Race and Its Dangerous Legacy David E. Hoffman (Doubleday)

2010 Pulitzer Prize Winners

10:19, bsmietanka , Nagrody
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 kwietnia 2010
Wieże z kamienia, Wojciech Jagielski

Wieże z kamienia, Wojciech Jagielski, WAB, 2008

Wieże z kamienia

Wieże z kamienia, dawne budowle obronne, to dla Wojciecha Jagielskiego symbol narodu czeczeńskiego, jego nieustępliwego oporu i siły przeżycia, mimo groźnego najeźdźcy. To nacja rozdarta, można nawet powiedzieć skatowana historią, wojnami z Rosją, rajdami dżygita Samil Masajewa, trudnościami i niedolami dnia codziennego. Reporterskie zabiegi autora skupiają się przede wszystkim na życiu samych Czeczenów, przybliżając czytelnikowi ogrom ich nieszczęścia.

 Opowieść dziennikarza rozpoczyna się jeszcze przed drugą wojną, dając czytelnikowi dokładny obraz sytuacji polityczno-gospodarczej, oraz przyczyn z jakich doszło do konfliktów. Jagielski dokładnie tłumaczy zawiłe stosunki rosyjsko-czeczeńskie, religijne napięcia i przyczyny wybuchu samej wojny. Wiedza i orientacja pisarza robi wrażenie. Przy okazji mamy okazję zobaczyć jak wygląda życie i praca dziennikarza, który  by być u "źródła" wydarzeń, pcha się w samą paszczę lwa. Podejmuje się roli widza i krytyka jednocześnie, ale nie bohatera samej akcji. Stara się być blisko "sceny" i mieć możliwość poznania obu stron barykady. Poznajemy więc rosyjskich żołnierzy, stacjonujących w czeczeńskich wioskach i samych mieszkańców. Widzimy rozpacz i strach czeczeńskich kobiet, których mężczyźni udali się na wojnę. Poznajemy zmartwienia sołtysa, który przygląda się śmierci swojej wsi, trudy życia partyzantów, dylematy moralne Czeczenów.

"Nigdy nas nie rozumieli, a raczej nigdy nie było między nami zrozumienia. Traktowali nas jak uczestników dzikiego, barbarzyńskiego safari. Byli przekonani, że odczuwamy niepojętą, dziwaczną przyjemność z przyglądania się cierpieniu i strachowi innych. Wciąż nam chcieli pokazywać trupy. Ilekroć dowiedzieli się o kimś zabitym podczas bombardowania, czy choćby zmarłym z powodu choroby, bądź ze starości, ciągnęli i zachęcali.

-Chodź, zobaczysz trupa.

Wpatrywali się w nasze twarze, sprawdzając czy widok umarłych, a także widok straszliwie okaleczonych, płaczących ludzi i dymiących zgliszczy, dostarczył nam należytej satysfakcji. Naprawdę się starali. Uważali też najwyraźniej, że skoro możliwość oglądania z bliska ich nieszczęścia ma dla nas tajemniczą wartość, powinna również mieć słoną cenę. Poniekąd mieli rację."

Autor "Wieży z kamienia" ukazuje takich ludzi jak Asłan Maschadow, nieuznawany przez Rosję prezydent Czeczenii, i Szamil Basajew, oraz o ofiary, dla których wojna stała się  najgorszym przekleństwem. Co prawda reportażyście nie udaje się spotkać z Mashadowem, ale poznaje bliżej rodzinę, u której przebywa, a to pomogło mu nadać ostateczny charakter swojej opowieści, która w ostatecznym rozrachunku przedstawia losy zwykłych ludzi. Pozbawieni własnej tożsamości i kultury tkwią zawieszeni, wojna narzuciła poważne zmiany w rodzinnej i kastowej hierarchii. Obraz z buntowanego narodu, walczącego o wolność, ale z wszystkimi, strasznymi konsekwencjami tej walki.

Książkę dodatkowo uatrakcyjniają odwołania autora do historii i literatury, cytuje ciekawe legendy, podaje czeczeńskie zwyczaje i wierzenia - nie jest to sucha, wojenna relacja. Podobało mi się zgłębianie narodowego charakteru społeczeństwa. W okresie pokoju czeczeńskie rody rywalizowały o miano najmężniejszego, zaprawieni w walce od pokoleń. Lata najazdów nauczyły ich, iż godny cel może usprawiedliwić nikczemność. Do tego opór przed jakimkolwiek podporządkowaniem, hardość i swoisty wojenny egalitaryzm.

Seria: Terra Incognita

piątek, 09 kwietnia 2010
Wampir z przypadku, Ksenia Basztowa

Wampir z przypadku (Вампир поневоле), Ksenia Basztowa, tłumaczenie I. Wiśniewska-Repeczko, Fabryka Słów, Lublin 2009

 

Wampir z przypadku 

Po mocno zakrapianej hulance, Andriej budzi się z niezwykle długimi i ostrymi kłami, które są wyraźnym znakiem, że impreza nie całkiem się udała.

 "Kiedy osuszyliśmy wszystkie butelki piwa, kochany Wowka wyciągnął skądś pół litra samogonu, potem wódkę, potem koniak, potem znów piwo, potem sake (zawsze myślałem, że to jakieś paskudztwo, a tu proszę całkiem, całkiem), potem jeszcze jedną butelkę wódki, potem... potem Wowka rzygał. Kiedy doszedł do siebie, oznajmił, że zatruł się ciastem owsianym, które służyło na zakąskę. Na szczęście mój żołądek nie jest aż tak wrażliwy."

Gdy już obaj główni bohaterowie nieźle się wstawili, udali się na miasto. Chłopaki wdają się w bójkę, pomagając tym samym tajemniczemu, zakapturzonemu mężczyźnie. Po całym spięciu wyżej wymieniony osobnik pyta naszych wojaków tonem towarzyskiej pogawędki czy mają ochotę zostać nieśmiertelnymi. Młodzieńcy ochoczo przystają na propozycję. Jak się można domyślić, w tej obietnicy tkwił haczyk i  Andriej i Wowka stają się "chodzącymi za dnia". Ponieważ obaj panowie nie wykazują standardowego ilorazu inteligencji, pewne fakty nie od razu są dla nich jasne. Do tego charakteryzuje ich niezwykła tępota, luz i poczucie humoru. Jest więc dosyć oryginalnie i zabawnie, choć niestety później nie jest już tak dowcipnie. Akcja jest wartka, zwroty częste, także czytelnik w zasadzie się nie nudzi.

 Sama postać Andrieja, przyszłego lingwisty nie jest tak ciekawa jak jego przyjaciela Wowki, z ust którego padają najzabawniejsze teksty.

"Zaprowadziłem go do łazienki i kazałem mu obejrzeć zęby, potem pokazałem swoje. Reakcja przyjaciela była, delikatnie mówiąc, niezbyt normalna: - Klawo! Teraz będę mógł otwierać wino bez użycia korkociągu! Podczas gdy ja skołowany, próbowałem nadążyć za jego tokiem rozumowania, on zaczął ostukiwać ząbki, trochę nimi potarmosił, by sprawdzić, czy mocno siedzą, a potem dosłownie wyparował z łazienki."

 Dziwi mnie jednak stopień niedopracowania tej książki, autorka powinna jeszcze solidnie nad nią posiedzieć. Jest naprawdę wiele zbędnych epizodów, wciśniętych tam na siłę. Większość akapitów dotyczących życia rodzinnego obojga bohaterów nie wnosi nic nowego do fabuły i nudzi czytelnika. Rozumiem, że pisarka chciała skonfrontować wampiryzm i magię z naprawdę przyziemnym życiem szarych rosyjskich studentów, ale trochę przesadziła, wydłużając fabułę na siłę. Widać też, że sama fabuła nie do końca jest przemyślana. Do tego Basztowa powinna popracować jeszcze nad swoim pisarskim warsztatem, i to naprawdę solidnie.

To powieść przede wszystkim dla młodzieży, lekki pastisz "Drakuli" Stokera i modnego obecnie wampiryzmu. Czego tu nie ma, odrobina komedii, młodzieńczego romansu, powieści grozy, groteski i powieści młodzieżowej. Lekturę książki trzeba traktować z przymrużeniem oka.

 seria "Obca krew"

 
1 , 2
Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka