czwartek, 31 marca 2011
Gra o tron, Goerge R. R. Martin

A Game of Thrones (Gra o tron), Goerge R. R. Martin, Bantam

 A Game of Thrones, George R. R. Martin

"Gra o tron" zdobyła już spore rzesze oddanych fanów i mnóstwo pozytywnych recenzji i tak niejako owczym pędem i ja po nią sięgnęłam. Teraz mogę tylko napisać, że i ja polecam tą powieść, no może nie tylko.

George Martin od razu wprowadza nas w swój świat i naprawdę można nieźle wsiąknąć. Z początku trochę się miesza niesamowita liczba bohaterów, krain, wzajemnych pretensji koronowanych głów, ilość intryg, bo autor wcale nie krępuje się z wprowadzaniem bez przerwy czegoś nowego. W powieści mamy wszystko o czym moglibyśmy zamarzyć aby akcja nie zwolniła ani na chwilę - skrytobójcze akcje morderców, pojedynki szermiercze, tajemnice z przeszłości, przewroty na tronie, pieczołowicie planowane zemsty, małą wojenkę, czy wreszcie tajemniczą nację zasadzającą się na granicach państwa.

Po przeczytaniu "Fevre Dream" tegoż autora stwierdzam, że nie miał on tam możliwości (pewnie za mało miejsca, powieść nie przekracza 300 stron) na rozwinięcie swego talentu. Ten rozmach i postacie obecne w "Grze o tron" czynią ją książką ze wszech miar godną uwagi. Jest w czym wybierać, każdy znajdzie coś dla siebie, bohaterów z którymi czytelnik może się identyfikować, głośno im skandować w trakcie rozwoju akcji, czy może raczej zgrzytać zębami z powodu ich głupoty. Wszystko przedstawione jest z niezwykłą dbałością o detale, wiemy kto jak jest ubrany, uzbrojony, co je i gdzie śpi. To wszystko oczywiście sprawia, że objętość powieści rozrasta się niesamowicie, ale nie przeszkadza w szybkim czytaniu i śledzeniu losów kolejnych chojraków. Przy czym przestrzegam, że Martin należy do pisarzy dla których życie nie jest bajką i w każdej chwili "nasz ulubieniec" może stracić życie.

Mimo, iż jest to powieść fantasy w tym pierwszym tomie mamy śladowe ilości magii czy zjawisk nadprzyrodzonych. Tu główną rolę grają czyny samych ludzi, to ich żądze, namiętności, miłości, pasje są motorem działań - a to czyni te postaci jeszcze bardziej ludzkimi. Podobało mi się umieszczenie kolejnych bohaterów w odpowiednim kontekście społecznym. Martin dba o takie szczegóły jak podział klasowy i wszystkie jego konsekwencje, wymiar sprawiedliwości w dość realnych ramach czy wreszcie światopogląd samych bohaterów.

 Chcę jeszcze zwrócić uwagę na silne związki rodzinne w tej powieści. Relacje krewniaków są dla kolejnych bohaterów niezwykle ważne, prym wiedzie rodzina Starków. Naprawdę nie wiem dlaczego autorzy upierają się przy wątku sióstr, które zazdroszczą sobie niebotycznie i nienawidzą się bezgranicznie, co jest tylko przyczyną kolejnych nieszczęść w rodzinie. I oczywiście jedna jest standardowo piękna i naiwna (delikatnie powiedziane), druga choć brzydsza ma tupet i inteligencję. Szczerze mówiąc mam już serdecznie dosyć tak poprowadzonego motywu siostrzanego, mam młodszą siostrę i oprócz tego, że w wieku lat dziecinnych kilka razy dałyśmy sobie po głowie  to kontakty obecne w niczym nie przypominają tych kreowanych przez pisarzy z wybujałą wyobraźnią. A wierzcie mi ten rodzinno-siostrzano-nienawistny wątek powtarza się nagminnie nawet w najlepszych powieściach. Przejdźmy teraz do reszty rodziny Starków, a ta jest całkiem liczna i obfituje w mnogość charakterów. Eddard Stark, głowa rodu, ojciec licznych dziatek w różnym wieku, kochający mąż, honorowy wojownik, prawa ręka króla. Jednak jego przeszłość nie jest znowu tak kryształowo przejrzysta i on miał chwile zapomnienia,  z których dorobił się dodatkowego syna. Jego żona, kochająca matka i dzielna kobieta, też nie jest ideałem. O tyle o ile dla swoich dzieci zrobi wszystko, to syna męża z tajemniczego związku po prostu nienawidzi i skutecznie obrzydza mu życie, mimo iż sama przed sobą udaje, że dawno już wybaczyła małżonkowi ten skok w bok. I to mi się właśnie w tej książce podoba, ludzie są tylko ludźmi wraz z ich słabościami i zawiłościami duszy.

 seria: Pieśń Lodu i Ognia

tego samego autora zrecenzowane na blogu: "Ostatni rejs Fevre Dream" 

środa, 30 marca 2011
Poglądy na małżeństwo

"I suppose it is well enough for some women; what else can the poor things do? But why should any independent, intelligent female choose to subject herself to the whims and tyrannies of a husband?"*

"I could not endure a man who let himself be ruled by me, and I would not endure a man who tried to rule me."**

*, ** Crocodile on the Sandbank, Elizabeth Peters, Mysterious Press

 Crocodile on the Sandbank, Elizabeth Peters

13:39, bsmietanka , cytaty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 marca 2011
Krokodyl na piaszczystym brzegu, Elizabeth Peters

Crocodile on the Sandbank, Elizabeth Peters, Mysterious Press

 Crocodile on the Sandbank, Elizabeth Peters

 Już od dawna szukałam jakiejś serii z niebanalnym głównym bohaterem, najlepiej bohaterką, ze sporą dawką dobrego humoru, ciekawymi zawirowaniami fabularnymi, z akcją osadzoną w dziewiętnastym wieku, z gatunku tych odprężających, ale nie pozbawionych inteligenckiego posmaku. Cóż, pierwszy tomik przygód Amelii Peabody poradził sobie całkiem nieźle z moimi zachciankami. Główna bohaterka stanowczo od razu przypadła mi do gustu, ale po kolei. Mamy więc ten mój upragniony XIX wiek, a dokładniej 1884 r. a w nim starą pannę wychowaną, choć właściwie panna sama się wychowała gdy jej niefrasobliwy tato zgłębiał tajniki martwych języków i tajemnice historii. Nieodpowiedzialny ojciec podsycał w córce głód wiedzy i całkowicie oddał sprawowanie władzy w gospodarstwie w jej zaradne rączki, można się tylko domyślać jak bardzo wychowanie Amelii odstawało od tradycyjnego kształtowania charakterów XIX-wiecznych panienek. Po śmierci papy nasza bohaterka zaopatrzona w spory mająteczek wyrusza w świat by odwiedzić miejsca, o których dotąd jedynie czytała. Na pierwszy rzut poszedł Rzym, w kolejce czeka Egipt. W Wiecznym Mieście poznaje Evelyn, którą postanawia zabrać ze sobą jako towarzyszkę podróży. Nieszczęśliwe to dziewczę wplątała się w kompromitującą aferę i zostało wydziedziczone przez dziadka a że Amelii nudzi się samej, to lubi mieć kogoś pod swymi skrzydłami.

Pierwsza część powieści wypada świeżo i dowcipnie, to taki luźny pastisz na XIX-wieczne skostniałe zasady wpajane kobietom oraz obowiązujące normy obyczajowe. Nie muszę chyba dopisywać, że panna Peabody jest zaprzeczeniem owych, ale w granicach rozsądku. Druga część książki jest bardziej przygodowo-kryminalno-ramansowa, tajemnicza wyjąca mumia, świeżo odkryty grobowiec i kilku zalotników.

Tak już poza konkursem to stwierdzam, że z książki Elizabeth Peters można się bezboleśnie czegoś dowiedzieć o dziewiętnastowiecznej archeologii w Egipcie. Datowaniu znalezisk na podstawie odnalezionych skorup naczyń, karygodnych zaniedbaniach ze strony rządów, pożałowania godnych pseudo-kolekcjonerów egipskiej starzyzny itd. Oczywiście powodem takiego doskonale przygotowanego tła historycznego jest wykształcenie pisarki, która jest egiptologiem. Drugi tom przygód Amelii Peabody już na mnie czeka.

I had left my hotel that morning in considerable irritation of spirits. My plans had gone awry. I am not accustomed to having my plans go awry. Sensing my mood, my small Italian guide Piero was not silent when I first encountered him, in the lobby of the hotel, where, in common with others of his kind, he awaited the arrival of helpless foreign visitors in need of a translator and guide. I selected him from amid the throng because his appearance was a trifle less villainous than that of the others.

I was well aware of the propensity of these fellows to bully, cheat, and otherwise take advantage of the victims who employ them, but I had no intention of being victimized. It did not take me long to make this clear to Piero. My first act was to bargain ruthlessly with the shopkeeper to whom Piero took me to buy silk. The final price was so low that Piero’s commission was reduced to a negligible sum. He expressed his chagrin to his compatriot in his native tongue, and included in his tirade several personal comments on my appearance and manner. I let him go on for some time and then interrupted with a comment on his manners. I speak Italian, and understand it, quite well. After that Piero and I got on admirably. I had not employed him because I required an interpreter, but because I wanted someone to carry parcels and run errands.

niedziela, 27 marca 2011
Książki o Japonii

W doborze mych lektur przejawia się wyraźnie jakaś taka delikatna słabość do Kraju Kwitnącej Wiśni, oczywiście nie jestem w swojej ciekawości odosobniona więc postanowiłam stworzyć kolejną listę przeczytanych przeze mnie książek, tym razem o Japonii. Czytających zachęcam do pozostawiania linków w komentarzach do innych ciekawych recenzji w sieci. A zatem łyk zielonej herbatki i zaczynamy:

"Japoński wachlarz" Joanna Bator - kobiece spojrzenie socjologa na kulturalną różnorodność Domu Słońca. Antropolożka spędziła dwa lata w Japonii pracując na tokijskiej uczelni, swoje wrażenia zdołała zapisać na niecałych 300 stronach w takich rozdziałach jak "Tokio jest jak Mars", "Imperium smaku" czy "Wodny świat kobiet".

"Bezsenność w Tokio" Marcin Bruczkowski - pierwsza książka tego autora i moim zdaniem najlepsza. Pisana na zasadzie "jak to się Polakowi w krainie skośnookich żyje", ale czyta się przyjemnie. Marcin Bruczkowski nie aspiruje do tytułu znawcy japońskich nawyków tylko po prostu opisuje kilka ładnych lat, które spędził na obczyźnie dodając do tego swój dobry humor.

"Zagubieni w Tokio" Marcin Bruczkowski - byłam tą pozycją zawiedziona, ale to pewnie dlatego, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Swoista próba powieściowa pisarza.

"Życie codzienne w Tokio" Dorota Hałasa - tokijski szary dzień powszedni.

"Psy i demony. Ciemne strony Japonii" Alex Kerr, cytaty - o Japonii bez zbędnych sentymentów, tak zwana "kawa na ławę". Książka ciekawa, inteligentna i szokująca. Tu nie mamy do czynienia ze zbiorkiem ciekawostek o dalekim kraju, ale z relacją długoletniego mieszkańca, który pod lupę wziął sprawy ekonomiczno-kulturalne.

Yoshiwara. Miasto zmysłów" Ethel i Stephen Longstreet - trochę historii o legendarnej dzielnicy zmysłów, gdzie prostytutki, gejsze i kobiety podobnego autoramentu żyły i oczekiwały swych klientów.

"Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii" Rafał Tomański i parę cytatów - pozycja jeszcze świeża, ciesząca się sporym zainteresowaniem. To takie mini kompendium podstawowej wiedzy o tym azjatyckim kraju i jego mieszkańcach, ton książki lekki i dowcipny.

"Hokkaido. Japonia bez gejsz i samurajów" - Zbiór reportaży, tym razem o Hokkaido.

"Świat z papieru i stalii - okruchy Japonii" pod red Aleksandry Watanuki - zbiór felietonów o bardzo różnorodnej tematyce, zagadnienia związane z historią kraju, kulturą, dużo o mandze, a nawet parę przepisów dostosowanych do możliwości kuchni polskiej. A oto czego można się przykładowo dowiedzieć z książki: Gdzie można zobaczyć uśmiech niebiańskiego smoka? Co myślą o życiu młode Japonki? Gdzie można zjeść najlepszy ramen? Gdzie w Japonii znajdziemy wiatraki? Jaka była rola Pszczółki Mai w świecie nazistowskiej propagandy?

książki autorstwa samych Japończyków:

"Poradnik ksenofoba - Japończycy" Kaji Sahoko, Noriko Hama, Jonathan Rice - króciutko i z przymrużeniem oka. Cechy narodowe, słabostki w życiu codziennym.

"Księżyc yakuzy" Shoko Tendo - o małej Japoneczce zagubionej w świecie brutalnych mężczyzn.

Wszystkich zainteresowanych literaturą i kulturą kraju odsyłam do wyzwania Literatura japońska oraz Haruki Murakami.

Tatami kontra krzesła, Rafał Tomański Świat z papieru i stali - okruchy Japonii

Tagi: Japonia
15:45, bsmietanka , Lista lektur
Link Komentarze (10) »
czwartek, 24 marca 2011
Warszawa Prusa i Gierymskiego, Artur Międzyrzecki

Warszawa Prusa i Gierymskiego, Artur Międzyrzecki, Wydawnictwo Arkady, Reprint wydania z 1957 r.

 Warszawa Prusa i Gierymskiego, Artur Międzyrzecki

"Warszaw Prusa i Gierymskiego" to książka niezwykle starannie wydana, przygotowana z okazji jubileuszu 50-lecia Arkad. W pierwszej części publikacji mamy relacje Artura Międzyrzeckiego, w drugiej zbiór ponad 180 ilustracji takich artystów jak Pillati, Stanisław Masłowski, Józef Pankiewicz, Aleksander Gierymski, Władysław Podkowiński czy Jan Konopacki. Książka Międzyrzeckiego dotyczy lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX wieku.

"Lata siedemdziesiąte, lata osiemdziesiąte,

Miedziorytowe lata!

Prowincjo naszego wieku, wiosno ojców daleka,

Przedmieście naszego świata."*

Obraz Warszawy jaki wyłania się z tekstu autora nie jest pochlebny, to miasto zacofane, zaniedbane, z walącymi się kamienicami, głodującymi artystami.  To było jedno z najgorzej oświetlonych miast Europy i w dodatku bez kanalizacji (jej projekt zaistniał po 1881 r.). Aż przykro było czytać ile pamiątek, zabytków, pięknych kamienic uległo zatraceniu. To co w stolicy niezwykłe to sami ludzie, którzy ukochali sobie to miasto.

"Warszawa ta, pełna "wieczornych chwil złotych i nocy wylewających czary zapomnienia", zaludniona jest ludźmi z krwi i kości: "majstrem tłustym, terminatorem rozczochranym - dzieckiem bruku; hogartowskimi parami, co drzemią pod szynkownią; głodną wyrobnicą, co łzy wstrzymując idzie do roboty"; przekupkami z Rynku, który o świcie "ożywia się pomału"."

Myślę, że pisarz nie wniknął wystarczająco w warszawskie sprawy zbyt polegając na cytatach z kronik i poezji. W tak krótkim tekście zdołał jedynie napocząć pewne tematy pozostawiając wiele ze spraw otwartymi, o innych wogóle nie wspominając. Publikacja jest taką krótką przebieżką przez stolicę tamtych lat, wręcz sprintem. Pisarz poświęcił na przykład sporo miejsca na historię o książce, która nigdy nie została napisana, owszem szkoda, że plany Gierymskiego nie powiodły się, ale żeby aż tak się o tym rozpisywać. Wiele miejsca poświęca autor sytuacji artystów, którzy musieli wręcz walczyć o przetrwanie, wielu z malarzy docenionych za granicą, w Polsce przymierało głodem. Te niezbyt wesołe rozważania poeta urozmaica ciekawymi i zabawnymi anegdotkami.

"Gomulicki wspomina na przykład, że wydawcy tygodników - celować miał w tym wydawca Ilustrowanego, Unger - mierzyli calówką dostarczane im rysunki i w ten sposób wyznaczali artystom honoraria. Najwięcej kłopotu przyczyniało Ungerowi ... niebo. Unger utrzymywał zawsze, że "tego nieba jest za wiele i nie chciał za pustą przestrzeń płacić, tyle co za część zapełnioną rysunkiem". Zapadał wreszcie salomonowy wyrok i autor szkicu zobowiązywał się bez oddzielnej dopłaty dorysować na niebie chmurki"."

*Julian Tuwim

wtorek, 22 marca 2011
W dawnych cukierniach i kawiarniach warszawskich, Wojciech Herbaczyński

W dawnych cukierniach i kawiarniach warszawskich, Wojciech Herbaczyński, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983

 W dawnych cukierniach i kawiarniach warszawskich, Wojciech Herbaczyński

Książka Herbaczyńskiego została wydana w serii "Biblioteka syrenki", którą sobie cenię i lubię co jakiś czas umieścić na mojej półce kolejną część z sygnaturą walecznej rybki w rogu. Wszystkich tych, którzy mają apetyt na "W dawnych cukierniach i kawiarniach warszawskich" informuję, że wydawnictwo Veda wznowiło publikację w 2005 r. w ładnej szacie graficznej.

W dawnych cukierniach i kawiarniach warszawskich, Wojciech Herbaczyński

Wojciech Herbaczyński pisze nie tylko o historii cukiernictwa w Warszawie na przestrzeni wieków, ale i o własnych doświadczeniach w tej dziedzinie (sam też prowadził taki słodki biznes i kształcił się w tym kierunku), wspomina ludzi, miejsca, wydarzenia ważne dla niego i jego rodziny. Styl ma prosty, gawędziarski, opowieść zaczyna, że tak powiem od samego początku, czyli od 1611 r. kiedy to w Krakowie powstał pierwszy cech piernikarzy w Polsce. Dalej mamy wielu prekursorów z cudzoziemskim rodowodem, bo Polacy jakoś tak się nie mogli zebrać do wypiekania łakoci, prawie do 1831 r. cukiernie znajdowały się w rękach obcokrajowców. Wreszcie autor opisuje znanych często do dziś cukierników: Blikle, Lourse czy Semadeni. Ze znanymi nazwiskami łączą się legendarne do dziś kawiarnie, w których zbierała się często nie tylko śmietanka towarzyska Warszawy ale biedni literaci, spiskowcy, aktorzy czy inne niezwykłe typy. Oczywiście w książce o takim tytule pełnoprawnymi jej bohaterami są też same łakocie - napoleonki, czekoladki, pomadki, lody, pączki, babki, eklerki z białą kawą. Dowiadujemy się trochę o historii tych ciastek, były w końcu specjalnością przybytków kawą i czekoladą płynących. Takie słodkie lokalizacje nie były tylko miejscem drobnych grzeszków przeciwko postowi ale i miejscem spotkań zakochanych wybierających co intymniejsze stoliki, spragnionych towarzystwa starszych ludzi, powstańczego fermentu, wymiany informacji czy wreszcie swoistym klubem gry w bilard, szachy, domino czy karty. Rozbudzone życie literackie kwitło "Pod Kopciuszkiem" na Długiej, w "Suchym Lesie", "Dziurce"  na Miodowej, "Honoratce".

Herbaczyński zdradza różne cukiernicze tajniki, opisuje pomysłowość mistrzów tego zawodu, jego rozwój. W jego tekście czytelnik odnajdzie ogromny szacunek do pracy i tradycji, rzetelność i szczerość. Pisarz był prawdziwym entuzjastą w swym zawodzie.

Myślę, że nie jest to pozycja obowiązkowa, ale na pewno dość przyjemnie się ją czyta. Dzięki niej, czytając już kolejne książki o XIX wieku złapałam się na tym, że kojarzę większość wymienianych przez innych autorów  kawiarni i cukierni przez co XIX-wieczna Warszawa wydaje mi się coraz bardziej "swojska". Jeszcze tylko muszę ostrzec wszystkich nieświadomych, którzy mają apetyt na publikację Wojciecha Herbaczyńskiego, żeby sobie zawczasu przygotowali jakieś dobre ciastko z cukierni, bo bez takiego zapasu może być ciężko.

 

seria: Biblioteka Syrenki

poniedziałek, 21 marca 2011
Tristan 1946, Maria Kuncewiczowa

Tristan 1946, Maria Kuncewiczowa, Mozaika

 Tristan 1946, Maria Kuncewiczowa

Moją ulubioną książką Marii Kuncewiczowej jest "Cudzoziemka" i raczej tak pozostanie, może po prostu "Tristan 1946" nie do końca wpisał się w moje oczekiwania. Pisarka sięgnęła po znaną legendę o Tristanie i Izoldzie by przenieść ich losy w powojenną rzeczywistość prozy psychologicznej.

Michał Gaszyński, który przybywa ze zniszczonej okupacją Warszawy do Anglii, jest jak książe z innej bajki. Nie umie odnaleźć wspólnego języka z matką, która uciekła z Polski na początku wojny i próbuje teraz nawiązać jakąś nić porozumienia z synem. Ten młody człowiek doświadczony wojenną traumą jest pełen sprzeczności, ba, ociera się o chorobę psychiczną. Były powstaniec, mężczyzna swoich czasów, rycerz z gitarą. Mieszanka okaleczonej osobowości, młodości, głupoty i dobrych chęci. Poznaje Irlandkę Kathreen, Kasię, i "by ratować człowieka" (dziewczyna była bardzo niezadowolona ze swojej życiowej sytuacji) zawozi ją królowi profesorów w Kornwalii nie rozumiejąc, że Kasia jest zadurzoną w nim kobietą, a nie człowiekiem, który potrzebuje pomocy. W ten sposób młoda Izolda wychodzi bogatego profesora - króla Marka, cóż jednak z tego, gdy na wspólnym wieczorze u mamy bohatera budzi się miłość naszej pary i zdrada małżeńska zostaje popełniona. Taka z nich nowoczesna para kochanków, która zamiast do lasu moreńskiego ucieka do Londynu. Jednak po początkowym okresie błogiego szczęścia para zaczyna borykać się z szarą codziennością, odpowiedzialnością, rachunkami do zapłacenia. Wzajemne niezrozumienie narasta, plączą się ich wzajemne pretensje, oczekiwania, o których nawet sobie nie mówią i w końcu Izolda wraca do męża, a Tristan udaje się za wielką wodę do Ameryki. Każde z nich tęskni niemożebnie i wygląda listu od tego drugiego i tak dalej.

Dla mnie najlepiej poprowadzonym wątkiem był związek, a właściwie jego brak, syna z matką. Wydarzenia, które odbiły się na jego psychice nie ułatwiały tym dwojgu niczego. Wydaje mi się, że autorka dobrze opisała te niuanse matczyno-synowskie bez niepotrzebnego sentymentalizmu a z dużą dozą wyczucia. Kobieta, która po latach ma okazję wreszcie spotkać swego syna, nieśmiała, delikatna i trochę tchórzliwa, próbuje odbudować związek z dzieckiem już dorosłym, narwanym i zakochanym. Perypetie Tristana i Izoldy nie wydały mi się już takie interesujące, sam pomysł jest ciekawy, historia pozostaje  prawie niezmieniona mimo upływu wieków. On i ona już na zawsze będą związani, nigdy się od siebie nie uwolnią, mimo iż każde z nich odnajdzie swoją drogę ku przyszłości.

"Bajki są oczywiście wymysłem dekadentów, którzy przez strach i lenistwo uciekają od dojrzałości w sztuczne dzieciństwo, podczas kiedy prawdziwe dzieci uwielbiają bawić się serio, nudno w dorosłych."

"Cudze nieszczęście wzrusza, kiedy samemu się jest nieszczęśliwym."

czwartek, 17 marca 2011
Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii, Rafał Tomański

Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii, Rafał Tomański, MUZA, Warszawa 2011

Tatami kontra krzesła, Rafał Tomański 

 

 Przeczytałam całkiem sporo książek o Japonii wydanych na polskim rynku i wydaje mi się, że Rafał Tomański powielił w swojej, wiele obiegowych opinii oraz spraw szeroko już omawianych w innych publikacjach, ale myślę, że tłumaczy go swoista encyklopedyczna forma publikacji. Autor starał się na pewno poruszyć większość tematów mogących zainteresować potencjalnego czytelnika. Nie boi się też żadnych tematów i śmiało opowiada o nawykach Japończyków, które standardowego Europejczyka mogą bulwersować lub mocno dziwić. Stara się wytłumaczyć stosunek tego narodu do seksualności, odpowiedzieć na pytanie dlaczego młode Japonki tak rzadko zmieniają majtki i potwierdza istnienie automatów z używaną bielizną.

Co mnie ujęło to szczerość autora i jego autentyczne próby zrozumienia japońskiej duszy. To nie jest książka pisana na zasadzie veni, vidi, vici - przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem. To lata fascynacji językiem, kulturą i ludźmi, które przełożyły się na niezwykłe doświadczenie. Tomański posłużył się japońskimi zwyczajami, językiem, kulturalnymi ciekawostkami, różnymi narodowymi śmiesznostkami by przybliżyć czytelnikowi skomplikowany i pokrętny charakter narodowy Japończyka. 

"Próbując dotrzeć do istoty japońskości, korzystałem przede wszystkim z metodologii Alfa, czyli przyjeżdżam, patrzę, słucham i segreguję w głowie informacje, żeby jak najlepiej zrozumieć nowe miejsce. Następnie konfrontuje je z tym, co kiedyś przeczytałem, obejrzałem, albo dowiedziałem się od moich japońskich profesorów.

Ta książka to coś w rodzaju mini rozmówek przydatnych w podróży. Nie aspiruje do kategorii aspirująca monografia, nie ma na celu naukowego dowodzenia poruszanych teorii. jest to książka dla tych, których Japonia fascynuje." 

Gdy dodam do tego jeszcze, że "Tatami kontra krzesła" czyta się przyjemnie, pisarz nie szczędzi żartów i ciekawostek, nie wdaje się w zawiłe wyjaśnienia, to mogę ją z czystym sumieniem polecić dosłownie każdemu zainteresowanemu Krajem Kwitnącej Wiśni.

środa, 16 marca 2011
"Bardzo dokładnie widać ci majtki"

O japońskich gestach:

*"Kiedy Japończyk chce pokazać, że coś lub ktoś bardzo mu się podoba, przykłada palce do nosa i po chwili szybko je odsuwa, pokazując, że z nosa leci mu krew. Chodzi o tak wielką ekscytację, że nie można pohamować swoich emocji. (...)

Niektóre gesty są dla obcokrajowców dość mylące. Kciuk uniesiony w górę oznacza w Japonii "to mój chłopak!" ("to moja dziewczyna" to mały palec skierowany do góry.). Palec wskazujący zagięty w haczyk, którym normalnie kogoś się przywołuje do siebie, w Japonii oznacza drobnego złodziejaszka ze sklepu. Doskonale znane w Polsce uderzenie kantem dłoni w szyję oznacza w Japonii "zwolinili mnie", ponieważ po japońsku "zostać zwolnionym" brzmi dosłownie jak "stracić szyję (kubi ni naru).

bardzo zabawny zestaw gestów składa się z czterech ruchów: klaśnięcia, znaku V, kółka z palców (jak nasze OK) i przyłożenia dłoni nad oczami, co wymawia się odpowiednio: pan (klap-klap), tsu (czyli zniekształcone po japońsku two), maru (całkowicie, bardzo), mie (widać) znaczy zaś: "Bardzo dokładnie widać ci majtki".

 **O ruchu lewostronnym:

"A czemu lewą? Odpowiedź jest bardzo prosta: samurajowie nosili miecze przy lewym boku i poruszając się po zwyczajnej dla nas prawej stronie drogi, ryzykowaliby przypadkowe zaczepianie się mieczami. A to oznaczałoby kłopoty i konieczność walki. Żeby sobie tego oszczędzić, wprowadzono ruch lewostronny i tak zostało do dziś."

*,** "Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii" Rafał Tomański, MUZA, Warszawa 2011 

Tatami kontra krzesła, Rafał Tomański

Tagi: Japonia
18:39, bsmietanka , cytaty
Link Komentarze (8) »
wtorek, 15 marca 2011
Warszawa kryminalna, Helena Kowalik

Warszawa kryminalna, Helena Kowalik, Muza, Warszawa 2010

 Warszawa kryminalna, Helena Kowalik

"Warszawa kryminalna" to zbiór reportaży sądowych z najbardziej znanych procesów ostatniego dziesięciolecia. Wszystko to ma tworzyć swoistą panoramę charakterystycznych stołecznych przestępstw, piszę to na wypadek gdyby ktoś nie zauważył morderczych zamiarów Syrenki na okładce i ociekających krwią aktów sądowych.

Właściwie, to z zaskoczeniem odkryłam, że książkę czytało mi się całkiem szybko i niektóre z opisanych spraw mnie wciągnęły. Publikacja podzielona jest według typów popełnionych przestępstw, mamy więc oskarżonych w białych kołnierzykach, zabójstwa i zbrodnie popełnione dla pieniędzy czy z polityką w tle. Do tego kilka spraw dotyczących polskiej mafii ze skruszonymi gangsterami, zdrajcami i mafijnymi bossami. Sfałszowane testamenty, lekarze oskarżeni w wyniku intrygi politycznej, kochające prostytutki - tylko przebierać. Jak pisze sama Helena Kowalik jej perspektywą w trakcie kilkuletniego gromadzenia materiałów do publikacji był widok z ławy dla publiczności w sali rozpraw, na korytarzu sądowym, przy stoliku z aktami w sekretariacie wydziału karnego oraz w pokoju widzeń aresztu. Wybrany przez autorkę materiał jest rzeczywiście różnorodny, pisarka podaje nie tylko przykłady tych najgłośniejszych spraw dotyczących najwyższych stołków i ogromnych pieniędzy ale i przedstawia nam nieszczęścia prostych ludzi. Osobiście dla mnie najciekawsze okazały się nie opisane przez Kowalik sprawy, ale realia polskiego sądownictwa. Każda ze zbrodni przedstawiona jest na tyle dokładnie, że czytelnik ma szanse poznać jej okoliczności, motywy przestępców i wreszcie wymierzoną karę oraz dalsze losy pokrzywdzonych. Takie poprowadzenie historii sprawiło, że miałam możliwość zastanowienia się nad polskim wymiarem sprawiedliwości, zainteresowało mnie w jaki sposób sędziowie usprawiedliwiają swoje wyroki. Rozumiem, że trudno jest mówić o karze adekwatnej do popełnionego przewinienia, a temat sprawiedliwości jest niezwykle ważki, ale właśnie ta możliwość oglądu niektórych ze spraw pozwoliła mi na wysnucie jakichkolwiek wniosków.

Z wymienionych procesów sądowych, jako mola książkowego zainteresował mnie ten, który wyjaśnił mi dlaczego wznowień książek Jasienicy nie było przez tak długi czas, mimo ogromnego popytu. Córka pisarza procesowała się z Markiem Obretennym, synem Zofii Obretenny-Beynar, która według powódki była niegodną dziedziczenia po mężu. Odkąd poznała Pawła Jasienicę, aż do jego śmierci, szpiegowała go jako TW (tajny współpracownik) Ewa-Max, pisała na niego raporty do UB. "Konsekwencją takiego stanowiska córki pisarza jest  odmowa podpisywania z Markiem Oberetennym umów wydawniczych na wznowienie książek Pawła Jasienicy. Oto powód tego, że twórczości historyka od lat nie można było spotkać w księgarniach."

Książkę Heleny Kowalik kończy zapis rozmowy profesora Gierowskiego, naukowca i biegłego sądowego, z sędzią Barbarą Piwnik, których autorka poprosiła o wizerunek Warszawy kryminalnej na szerszym tle.

 Publikacja na pewno zainteresuje miłośników W11 czy może fanów kryminałów, w końcu życie pisze często o wiele bardziej niewiarygodne scenariusze niż sami pisarze.

 
1 , 2
Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka