wtorek, 30 marca 2010
Sekretne życie pszczół, Sue Monk Kidd

Sekretne życie pszczół (The secret life of bees), Sue Monk Kidd, tłumaczenie Andrzej Szulc, Wydawnictwo Albatros, 2004

Sekretne życie pszczół

 Powieść przeczytana przy okazji Amerykańskiego wyzwania wywołała we mnie dość mieszane uczucia. Z jednej strony mi się podobała, z drugiej momentami drażniła mnie jej naiwność. Pisarka umieściła akcję swej książki w roku podpisania przez prezydenta USA ustawy o prawach obywatelskich dla kolorowych (1964), która odbiła się szerokim echem w nastrojach społeczeństwa amerykańskiego. To iż przyznano im nowe prawa wcale nie oznaczało, że mogli z nich skorzystać. Wzburzenie białych, ich pogarda, wrogość, to jeden z wątków tej książki, która porusza niebłahe tematy choć to wszystko oplecione jest mało wiarygodnymi zwrotami akcji. Pisarka czyniąc bohaterką swej książki dziecko ukazuje zmiany jakie zajdą w świadomości kolejnego pokolenia, które stanowić będzie podwaliny dla lepszej przyszłości. Dla Lily kolor skóry nie ma znaczenia, wyzbyta jest uprzedzeń starszych, jak sama stwierdza - to tylko "pigment".

Czternastoletnia Lily Owens, to inteligentna i żywiołowa dziewczynka dorastająca bez matki na farmie ojca. TRay całkowicie nie sprawdza się w roli taty, a to pogłębia samotność i zagubienie jego córki. Na tym etapie powieść skrzy humorem. Czytelnik wie, że bohaterce nie jest łatwo, ale jej historia opowiedziana jest z werwą, autorka nie próbuje wzbudzić naszego współczucia dla Lily. Przypomina mi to trochę styl Fannie Flagg, która w podobny sposób podejmuje "poważne tematy", bez zbytniego zadęcia, swobodnym tonem prowadząc fabułę. Jednak nieszczęśliwy splot wydarzeń powoduje ucieczkę Lily i  Rosaleen, czarnej pomocy domowej. Uciekają z brzoskwinioej farmy i ruszają tropem przeszłości matki dziewczynki, za wskazówki mając jedynie jej zdjęcie i obrazek czarnej Maryi. Następuje nagromadzenie nieoczekiwanych szczęśliwych zrządzeń losu, które doprowadzają je na pasiekę czarnoskórych sióstr Boatwright. Dobroduszne panie przygarniają oczywiście uciekinierki, zapewniają wikt i opierunek, sprowadzają na drogę wiary Naszej Pani w łańcuchach i przyuczają do pszczelarstwa. Lily odnajduje swe miejsce w świecie, zyskuje prawdziwych przyjaciół, miłość życia oraz widoki na karierę pisarską.

Kobiety to główne bohaterki tej powieści, ich siła i pogoda ducha napełnia nadzieją. To wręcz taki manifest kobiecej mocy i  ciepła. Do tego motyw trudów rodzicielskich, dla mnie TRay wypadł o wiele bardziej przekonująco niż postać Deborah, matki Lily. Oczywiście nie zabrakło wątków miłosnych, miłości upartej, która każe się pewnemu mężczyźnie oświadczać przynajmniej raz w miesiącu wybrance swego serca (ciągle tej samej, po prostu uparta z niej bestia) i miłości  "wbrew przeciwnościom losu", obciążonej społecznymi uprzedzeniami.

Styl Kidd to spora dawka optymizmu zawartego w prostych aczkolwiek pełnych uroku zdaniach. Naszą narratorką jest nastolatka więc język powieści jest prosty, ale poetyczny. Jej zdrowy rozsądek i poczucie humoru gwarantują całkiem przyjemną lekturę. "Sekretne życie pszczół" to książka z kategorii tych optymistycznych i ciepłych.

 seria Pi

http://amerykanskiepoludnie.blox.pl/html

środa, 24 marca 2010
Rozbitek, Chuck Palahniuk

Rozbitek (Survivor), Chuck Palahniuk, przełożył Lech Jęczmyk, Niebieska Studnia, Warszawa 2006

Rozbitek

"Rozbitek" to moja pierwsza powieść Palahniuka i początkowo jego styl wręcz mnie odstręczał oraz działał mi na nerwy. Językowe zabawy autora nabrały dla mnie sensu gdy dotrwałam do fragmentu opisującego pracę kuratorki z ludźmi objętymi programem rządowym, choć to nie znaczy, że polubiłam tak do końca jego styl. Specyficzne metody pisarskie autora "Rozbitka" mają swój urok, niosą ze sobą niezwykle duży ładunek emocji, raczej niepozytywnych, szokujących i bulwersujących. Palahniuk "potrząsa" czytelnikiem, jego sumieniem. Strąca mu z nóg wygodne, rozdeptane kapcie codzienności, by ukazać odrażającą współczesną rzeczywistość i zakłamanie jakie rządzi światem.

"Nie dostaję nic luksusowego, nie przysługuje mi człowiekowi parking dla niepełnosprawnych, ale raz w tygodniu przez godzinę ma się kuratorkę. Moja przyjeżdża w każdy wtorek do domu, gdzie pracuję, jakimś szaroburym samochodem z puli rządowej ze swoim profesjonalnym współczuciem, teczkami poszczególnych przypadków i rozpiską przejechanych mil od klienta do klienta. (...)

Przychodzi co wtorek żeby mnie posłuchać.(...)

Zrzuciła pantofle, a jej brezentowa torba sportowa pełna teczek podopiecznych stoi między nami na stole kuchennym. Wyjmuje z niej tabliczkę z zaciskiem i przerzuca tygodniowe ankiety podopiecznych, żeby przełożyć moją na wierzch. (...)

Wpisuje datę i spogląda na zegarek, żeby odnotować godzinę w mojej tygodniowej ankiecie. Odwraca tabliczkę, żebym mógł przeczytać i podpisać się na dole. To jest dla potwierdzenia, że była u mnie, Że rozmawialiśmy. Że otworzyliśmy przed sobą serca. Podaje mi długopis. Wysłuchajmnie, ulecz mnie, urtuj mnie, uwierz mi. To nie będzie jej wina, jeżeli po jej wyjściu poderżnę sobię gardło."

Cała książka przepojona jest tego typu zgryźliwością i złośliwością, żadnej litości dla złudzeń i pozorów. Prowokacja goni prowokację, nawet numeracja stron jest odwrotna, a opowieść zaczyna się tam gdzie powinna się kończyć.

Tender Branson to wychowanek sekty religijnej Kościoła Wyznawców, żyjący zgodnie z jej nakazami. To osobowość za którą kryją się kłopoty z własną tożsamością, kleptomanią i obsesją śmierci, do tego brat morderca i Fertility Hollis, dziewczyna marzeń. Jednak pewnego dnia okazuje się, że Tender jest jedynym pozostałym przy życiu członkiem owego ruchu religijnego, a to go predestynowało do roli nowego guru religijnego i medialnego przywódcy duchowego. Religijny show wznieca sprytny agent Bransona. Komizm całej tej książki niebezpiecznie zbliża się do rzeczywistości, której fragmenty wykorzystał pisarz. Nasz świat w krzywym zwierciadle, na granicy absurdu. Myślę, że tego rodzaju pisarswto jest potrzebne by krytycznym okiem spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość.

niedziela, 21 marca 2010
"Pokuta" operą

Znana i ceniona powieść Iana McEwana, "Pokuta", zostanie zaadaptowana na potrzeby opery, jak donosi TimesOnline. Autor ma nadzieję, iż nowa, operowa adaptacja powtórzy sukces filmu nakręconego na podstawie tej samej książki. Muzykę napisze Michael Berkeley. Produkcja ma się odbyć przy współpracy brytyjskiej i niemieckiej, z premierą w planach na 2013. Kolejnym etapem współpracy Iana i Berkeleya będzie musical.

sobota, 20 marca 2010
Na początku był głód, Marek Konarzewski

Na początku był głód, Marek Konarzewski, Państwowy Instytut Wydawniczy,Warszawa 2005

Na początku był głód

Zwykle w kręgu moich zainteresowań nie znajdują się raczej książki autorstwa biologów związanych z ekologią ewolucyjną, ale dla tej pozycji zrobiłam wyjątek. Już w trakcie czytania czułam jak wzrasta moja biologiczna wiedza i świadomość homo sapiens. Autor podjął się sprawdzenia jak to z naszym gatunkiem było - mięsożercy czy wegetarianie?

Historia ewolucji naszego wszędobylskiego gatunku liczy sobie ponad siedem milionów lat, jest więc co badać. "Jeśli porównamy ten niewyobrażalnie długi okres z upływem dwunastu godzin, to moment, w którym przed mniej więcej stu osiemdziesięcioma tysiącami lat pojawił się na Ziemi człowiek współczesny, przypadnie na ostatnie dwadzieścia minut. Natomiast cała historia rolnictwa, licząca około dziesięciu tysięcy lat, zacznie się ledwie minutę przed godziną dwunastą!" Także dopiero w tych ostatnich sekundach człowiek drastycznie zmienił swą dietę, Konarzewski pyta czy nasze organizmy miały wystarczająco dużo czasu by przystosować się do nowych warunków żywieniowych i jak wpłynęła na nas na dietetyczna rewolucja. Łykowate bulwy, uciekającą dziczyznę i skromne korzonki zastąpiliśmy szyneczką z białym chlebem i masłem.

Pisarz poddaje skrupulatnym oględzinom różne teorie i hipotezy naukowe, a robi to w sposób jasny i dowcipny. Jego badania zakrojone były na szeroką skalę i wykorzystały odkrycia z różnych dziedzin nauki. Uświadamia czytelnikowi też jak wiele czynników może wpływać na wyniki badań, jak wiele trzeba wziąć pod uwagę. Biolog poddaje w wątpliwość popularne slogany, utarte drogowskazy naszej diety (hasło "mniej tłuszczu - więcej zdrowia" nie jest takie oczywiste), podważa wiarygodność dietetyków. To wszystko gwarantuje (przynajmniej w moim przypadku) niezwykłe rozszerzenie horyzontów i zgłębienie tajemnic kolagenu czy przyczyny, dla której produkty mączne są tuczące. Tak zwana lektura uświadamiająca. Oczywiście jak na naukowca przystało, autor czasem przynudza i przez kilka kartek tłumaczy charakterystykę związków chemicznych zamiast streścić się w kilku zdaniach, ale przynudza przystępnie. Do tego nie zawsze zajmuje stanowisko naukowca badającego wszystko z zimną krwią, tylko drwi sobie i ironizuje z teorii lub diet ( dieta Atkinsa-Kwaśniewskiego dostaje niezłe cięgi).

 Pozycja obowiązkowa dla odchudzających się, zamiast uczyć się na pamięć tabel kalorycznych czy wątpliwych  cudownych przepisów, zdobyć trochę gruntownej wiedzy, która o wiele lepiej się sprawdzi w walce z kilogramami. Choć powinno wystarczyć zapewnienie, że książka jest po prostu ciekawa i jak by nie patrzył dotyczy nas wszystkich.

Biblioteka Myśli Współczesnej

piątek, 12 marca 2010
Klub martwych, Charlaine Harris

Club Dead (Klub martwych), Charlaine Harris, ACE Books

Club Dead

"Club Dead" to trzecia część cyklu z niezniszczalną telepatką - Sookie Stackhouse. Rozpoczyna się utartym przez Harris schematem,  kolejny stwór człekopodobny nastaje na życie tej całkiem inteligentnej blondynki. Myślałam, że skoro Bill znika w tajemniczych okolicznościach to będzie ciekawie, ale trochę się zawiodłam. To na razie najgorsza powieść tej autorki, można powiedzieć należąca do bardzo ostatnio popularnego gatunku paranormal-romance. Nie ma tu obecnej w poprzednich częściach zabawy z konwencją, utartymi schematami, oryginalnych pomysłów, nawet dowcip zawodzi bo pisarka o humorystycznych wstawkach przypomniała sobie niejako pod koniec książki. "Klub martwych" to przede wszystkim romans, w którego treści liczy się najbardziej seksualne napięcie jakiemu poddają się absolutnie wszyscy bohaterowie. Tu aż skwierczy i paruje od powstrzymywanych żądz. Do fanklubu niezwykłej kelnerki dołączył wilkołak Alcide i mamy teraz: Alcidea, Billa i Eryka - brakuje faceta na literę C, bo mam wrażenie, że pisarka pozwoli zauroczyć Sookie cały alfabet. Lista zalotników przyciąganych magnetyzmem tej dziewczyny wydaje się nie mieć końca.

Trudno mi też uwierzyć w zdradę Billa, tego chłopaka-idealnego, gentlemana i rycerza przymierza, który był dosłownie na każde zawołanie swej dziewczyny. Nagle przypomniał sobie jak udany miał związek z wampirzycą Loreną i zniknął jak kamfora. Ta postać nigdy nie była wiarygodna, ale teraz to autorka zaczyna partaczyć.

Bill wpada w tarapaty a jego praworządna, "prawdopodobnie była" dziewczyna, wyrusza z odsieczą. Dziewczyna dosłownie inwigiluje dom wampirzego króla Missisipi, ale to wszystko co zdradzę.

Cóż, ta powieść wypada słabiutko, brak mi było społeczności Bon Temps z jej niezwykłymi postaciami i świetnymi tekstami. Za dużo tu tego romansu i przydługich momentów, jednak pewnie sięgnę po kolejną część cyklu bo będe w niej szukała niezwykłego poczucia humoru Harris, które jest dla mnie jej znakiem firmowym.

środa, 10 marca 2010
Córka proboszcza, George Orwell

Córka proboszcza (The Clergyman's Daughter), George Orwell, przełożył Bohdan Drozdowski, Polska Oficyna Wydawnicza BGW

Córka proboszcza

"Córka proboszcza" to jedna z pierwszych książek Orwella. Tytułowa bohaterka, Dorota Hare, wiedzie smutny żywot u boku swego ojca, proboszcza. Jej dni wypełnione są obowiązkami i dobrymi uczynkami, zajmuje się swoim wymagającym i egocentrycznym papą oraz dba o zbawienie pozostałych mieszkańców miasteczka Knype Hill. Jest osobą niezwykle zaradną, mogłaby napisać poradnik jak przeżyć za kilka funtów i książkę kucharską "100 potraw z 3 plastrów boczku", gdyż proboszcz skąpi grosza na utrzymanie gospodarstwa trwoniąc wszystko na giełdzie. Dorota przy całej swojej operatywności jest osobą bezwolną i pozwalającą przejąć nad sobą kontrolę innym. Jej niezwykła religijność i uczciwość jest sensem jej życia i daje jej siłę, choć autor kpi z niej w żywe oczy.

"(...) Dorota nie jadła tego ranka żadnego bekonu - w pokucie narzuconej sobie wczoraj za wypowiedzenie słowa "cholera" i za półgodzinne leniuchowanie po lunchu (...)"

Monotonną rutynę urozmaicają rzadkie spotkania z panem Warburtonem, z którym ma dosyć specyficzny związek, a który stanowi jedną z niemoralnych sensacji miasteczka. On ją podrywa i próbuje namówić do grzechu, ona się wyrywa, on się uspokaja, spędzają kilka chwil na rozmowie, ona się żegna, on znów próbuje szczęścia. I tak biegłyby dalej dni bohaterki gdyby nie to, że pewnej nocy wykonując kostiumy do kościelnego przedstawienia zasnęła nad garnkiem z klejem. Trochę się dziewczyna nawdychała i obudziła się z amnezją. Następny splot wydarzeń powoduje, że Dorota ląduje wraz z grupą robotników na farmie chmielu. Nim jednak odzyskała pamięć, jej dobre imię zostało skalane pomówieniami, które zrujnowały jej reputację w Knype Hill i spowodowały "opieszałość" ojca w chęci odzyskania swej córki. Gdy proboszcz złości się na niepunktualnie podawane posiłki, Dorota włóczy się po ulicach Londynu i żebrze.

"-Proszę pana, panny Doroty ni ma w domu, sir. Nigdzie nie moge ji znaleźć!

-Co? - spytał Proboszcz. (...) - Odeszła! - krzyknął Proboszcz, na poły siadając w łóżku. - Co masz na myśli mówiąc "odeszła"?

-No, sir, myślę, że ona uciekła z domu, sir!

-Uciekła z domu! O tej porze, rano? A co z moim śniadaniem?

Kiedy nieogolony Proboszcz zszedła na dół - nie pojawiła się żadna gorąca woda - Ellen pobiegła do miasta, by przeprowadzić bezowocny wywiad na temat Doroty. (...) Właśnie wtedy stało się coś przerażającego, bez precedensu, coś nie do zapomnienia po tej stronie grobu - Proboszcz był zmuszony sam sobie przyrządzić śniadanie, dokładnie tak: zbrukać ordynarnym czarnym czajnikiem i plastrami duńskiego bekonu swoje własne świątobliwe dłonie!

Oczywiście, po czymś takim jego serce stwardniało dla Doroty na zawsze."

Jak widzimy powieść nie pozbawiona jest zgryźliwego humoru, który trochę rozwesela jej ponury nastrój. Główną bohaterkę otacza nuda życia i beznadzieja. Wszechobecna bieda, wyzysk, antypatyczne postacie, podupadające budynki mieszkalne, walący się kościół - to wszystko potęguje nastrój przygnębienia oraz melancholii. Kolejne przygody jakie w czasie swej tułaczki przeżywa Dorota powodują, że traci ona swoją wiarę w Boga. Jednak po powrocie do domu powraca do dawnych obowiązków a odrzuca propozycję małżeństwa pana Warburtona. Można powiedzieć, że tym samym odrzuca wygodne życie bez trosk, opiekę finansową, możliwość stworzenia rodziny. W zamian pozostaje jej wolność, choć jest to wolność ograniczona, pełna utrapień.

Po takiej powieści czytelnik pozostaje ze świadomością brzydoty i okrucieństwa życia pozbawionego romantyzmu. Bohaterka powraca do swych rutynowych zajęć i nie próbuje szukać szczęścia czy spełnienia gdzie indziej. "Córka proboszcza" nie dorównuje "Folwarkowi zwierzęcemu" czy "1984" ale na pewno jest warta uwagi, można się też z niej dowiedzieć czegoś o samym pisarzu.

niedziela, 07 marca 2010
Los utracony, Imre Kertesz

Los utracony (Sorstalansag), Imre Kertesz, przełożyła Krystyna Pisarska, Dzieła Najwybitniejszych Noblistów

 Los utracony

"Los utracony" to powieść niepokojąca, przerażająca a jednocześnie drażniąca. Główny bohater, młody Węgier żyjący w Budapeszcie, to właściwie jeszcze chłopiec, który dopiero zaczyna swoją drogę ku dorosłości. Nieobecny duchem, prostoduszny i łatwowierny,  nie bierze sobie do serca grożących mu niebezpieczeństw z tytułu bycia Żydem. Pochłania go jego własne życie, praca, dziewczyna, ot przeciętny reprezentant młodego pokolenia.

Nie ma w tej książce grozy, która przepajała by treść, strachu paraliżującego postacie, napięcia, oczekiwania na wyrok. Mamy za to piękny letni dzień, w czasie którego grzeczni policjanci uprzejmie proszą Żydów o opuszczenie autobusu i udanie się wraz z nimi na posterunek. Młodzież, która umila sobie nudne oczekiwanie grami towarzyskimi i rozmową, cieszy się, że nie musi pracować w tym upale. Trudno uwierzyć, że to łapanka, a chłopca prowadzą na stację gdzie ostatni postój będzie w Auschwitz.

"Sam też się rozejrzałem, choć właściwie tylko tak, dla zabawy, bo przecież nie widziałem żadnej przyczyny, żeby wiać - myślę, że miałbym dość czasu - potem jednak zwyciężyło moje poczucie honoru."

Tak więc nasze owieczki podążają na rzeź i cieszą się z nowych możliwości jakie stworzą im Niemcy - "egzystencji sensowniejszej i przyjemniejszej". Skończy się nuda, będą  nowe wrażenia i zobaczy się kawałek świata. Jednak najbliższe wypadki nie bardzo będą odpowiadały wyobrażeniom młodzieży. Z bydlęcych wagonów trudno podziwiać ładne widoki, standard podróży też nie najlepszy, wrażenia w obozie koncentracyjnym nieco odbiegające od niemieckiej sielanki, wikt i opierunek raczej kiepskie. Chłopcy muszą się natychmiast dostosować do nowych warunków i nauczyć żyć od nowa.

"Non scholae, sed vitae discimus - "uczymy się nie dla szkoły, lecz dla życia" (...). No więc pomyślałem, że stosując się do tych słów, powinienem był się uczyć ( w gimnazjum) wyłącznie o Auschwitz-Birkenau. Należało mi wszystko wyjaśnić, szczerze, uczciwie, dorzecznie. A ja przez cztery lata nie słyszałem w szkole na ten temat ani słowa. Ale, rzecz jasna, byłoby to krępujące i nie miałoby nic wspólnego z wykształceniem. Tak więc poniosłem stratę, bo dopiero tu musiałem zmądrzeć, dowiedzieć się, że jesteśmy w Konzentrationslager, w obozie koncentracyjnym. Ale nawet i te nie są jednakowe, jak mi wyjaśniono. Tu jest na przykład, uświadomiono mnie, Vernichtungslager, to znaczy obóz zagłady. Całkiem inaczej (...) jest w Arbeitslager, czyli obozie pracy: tam żyje się lekko, stosunki i wyżywienie są, jak wieść niosła, nieporównywalne i to jest oczywiste, w końcu o co innego tam chodzi."

Bohater kontynuuje swoją podróż przez niemieckie obozy (Buchenwald, Zeitz) niczym swoistą, kształcącą wędrówkę. jego stosunek do zaistniałej sytuacji opiera się na zaufaniu  do życia i losu, który zgotował mu takie przeznaczenie. Można powiedzieć, że pogodził się z tym, że przyszło mu żyć w takich czasach i nie pozostało nic innego jak przyjąć wszystko jako rzeczywistość oczywistą. Po prostu jego rodzina nie jest "bez zarzutu pod względem rasowym". Jego tułaczka po obozach jest niczym surrealistyczna podróż Józefa K., bohatera "Procesu" Kafki, po urzędach. Ot, taki wyrok. Naiwność bohatera jest rozciągnięta do granic absurdu, który przepełnia czytelnika grozą. To nietypowa książka o Zagładzie, na myśl przychodzi mi tu tylko Primo Levi  ("Czy to jest człowiek") i Józef Bau ("Czas zbeszczeszczenia") z ich charakterystycznym postrzeganiem świata poprzez szyderstwo. Jednak czytając książkę Kertesza potrząsa się głową z niedowierzaniem odczuwając jednocześnie wiele sprzecznych emocji, co na pewno nie kłóci się z zamiarem pisarza. "Los utracony" przyprawia o zawrót głowy i rozbieżne uczucia, ale nie ulega wątpliwości, że jest to publikacja warta przeczytania.

Nobel 2002

piątek, 05 marca 2010
Przygody Hucka Finna, Mark Twain

The Adventures of Huckelberry Finn (Przygody Hucka Finna), Mark Twain, Wordsworth Classics

The Adventures of Huckelberry Finn

Huckelberry Finn to dziecko z tak zwanych nizin społecznych, osierocone przez matkę i opuszczone przez ojca pijaka. Wydawałoby się, że pozostawiony sobie samemu chłopiec nie da sobie rady, ale jest inaczej. Huck ceni sobie swoją wolność i dlatego nie może się odnaleźć gdy pewna wdowa postanowiła go przygarnąć i "ucywilizować". Biedne dziecko starało się jak mogło i znosiło "fanaberie" starszej pani.

"The widow's servants kept him clean and neat, combed and brushed, and they bedded him nightly in unsympathetic sheets that had not one little spot or stain which he could press to his heart and know for a friend. He had to eat with knife and fork; ha had to use napkin, cup, and plate; he had to learn his book (...).the bars and shackles of civilization shut him in and bound him hand and foot."

Jednak sprawy komplikują się gdy pojawia się ojciec Hucka i żąda dla siebie pieniędzy syna. Wydarzenia mają swój finał w tym, że Huck pozoruje własną śmierć i ucieka ze zbiegłym niewolnikiem. Można powiedzieć, że zarówno chłopiec jak i zbiegły Jim zrzucili kajdany niewoli, Huck odrzucił społeczeństwo i konwenanse, które go krępowały, Jim postanowił sam zdecydować o własnym losie. To, że urwis nie jest wykształcony, ani w żaden sposób uformowany przez normy obyczajowe pozwala mu patrzeć na świat w niczym nie skrępowany sposób. Jego zdrowy rozsądek i otwartość powodują, że postrzega rzeczywistość z o wiele większą prostotą, oczywiście ta nietypowa perspektywa powoduje, że nie raz bulwersuje przedstawicieli społeczeństwa. W życiu kieruje się swoją własną logiką i intuicją, przygody jakie przeżywa w czasie swoich podróży są dla niego okazją do poznania świata i zgłębienia ludzkiej natury. Twain wykorzystuje ucieczkę swoich bohaterów do przedstawienia przekroju amerykańskiego społeczeństwa, jego zacofania, naiwności, głupoty, rasizmu, stosunku do niewolnictwa i całej hipokryzji jaka je charakteryzuje. Przy czym rzeka Mississippi jest tu symbolem wolności i bezpieczeństwa, choć z czasem staje się też drogą ku jeszcze większemu niebezpieczeństwu.

"Przygody Tomka Sawyera" i "Przygody Hucka Finna" to książki, w których tak na prawdę rządzą dzieci. To one zmieniają rzeczywistość i kreują ją. Huck nie musi chodzić do szkoły, kiedy ma dosyć edukacji po prostu ucieka, wraca do niej tylko za namową Toma, który użył sprytnego fortelu, a później by zrobić na złość własnemu ojcu. W obu powieściach często  to dorośli naważą bigosu wykazując się nieuczciwością i głupotą, dzieci  uczciwością, sumieniem, dobrym sercem oraz zdrowym rozsądkiem. Pełnoletni manifestują swój brak rozsądku (ciotka), indolencję (nauczyciel) czy po prostu nie umieją sprostać oczekiwaniom dzieci (wdowa).

Nic nie staje na przeszkodzie przygodom, młodzieńcy włóczą się po nocach, bez problemów wymykają się z domów, są nieuchwytni i nieustraszeni, no prawie. Dorośli są tu tylko tłem, które w dodatku nie wypada najlepiej od strony moralnego kręgosłupa.

http://amerykanskiepoludnie.blox.pl/html

wtorek, 02 marca 2010
Tajemnica popularności Coelho

Jeszcze cytat z książki Leszka Bugajskiego, "Seks, druk i rock and roll", tłumaczący hiperpopularność Coelho. Na warsztacie "Weronika postanawia umrzeć".

"Coelho tworzy świat Weroniki z elementów wysłużonych do zdarcia w drugo- i trzeciorzędnych powieściowych romansach i z wielką powagą pakuje do niej cały szereg banalnych, choć poczciwych rad życiowych takich, jak na przykład: uważaj "każdy dzień życia za cud, bo tak jest w istocie", nie ograniczaj swojej osobowości, ujawnij swoje prawdziwe ja, idź za marzeniem i tak dalej, i tak dalej. Przyprawia to wszystko szczyptą komercyjnego New Age'u, osadza w scenerii szpitala psychiatrycznego na terenie Słowenii (dlaczego akurat tam?) i opisuje w najprostszy z możliwych sposobów, w każdym momencie wykładając przysłowiową kawę na ławę tak, by czytelnik nie musiał się trudzić myśleniem. I tyle.

Wniosek z tego płynie jeden: jest duż grupa ludzi, którzy nie chcą słuchać zawiłych i być może zbyt trudnych dla nich pouczeń psychoterapeutów, ale czują, że nie radzą sobie sami z sobą. Oczekują więc prostych rad, jak żyć, i stają się czytelnikami Coelho."

seria Spectrum

poniedziałek, 01 marca 2010
Seks, druk i rock and roll, Leszek Bugajski

Seks, druk i rock and roll, Leszek Bugajski, Muza, Warszawa 2006

Seks, druk i rock and roll

"Zapiski z epoki recyklingu" Leszka Bugajskiego to zbiór artykułów o dość różnej tematyce, którego motywem przewodnim jest upadek kultury. Ceniony krytyk współczesnej literatury, autor wielu książek i osoba dość kontrowersyjna, bo uczestnicząca w kulturze masowej, którą bądź co bądź krytykuje. Z tego wszystkiego wyszła książka, która jest jakby ręką na pulsie współczesnych wydarzeń kultury masowej.

Bugajskiego można tu nazwać prowokatorem, pesymistą, który bada zachodzące zmiany i bez litości je krytykuje - "nasz czas to czas końca kultury". Żyjemy w "epoce recyklingu" a świat wartości stał się horrorem. Dużo miejsca w swej książce autor poświęca feministkom i  w ogólekobietom, odchodząc nieco od wybranych przez siebie tematów. Według publicysty kobiety coraz śmielej sięgają po władzę nie zadowalając się już cichym kierowaniem mężczyzn, chcą to robić całkiem jawnie, walka płci trwa. Dużo tu kontrargumentów dla działań współczesnych feministek, Bugajski okazuje się też przeciwnikiem chirurgów-kobiet. Pisarz ciekawie pisze o osłabianiu się wizerunku mężczyzn sięgając przy tym po dowody tkwiące na podorędziu kultury masowej, filmy, powieści, poradniki itd.

"Taka właśnie możliwość panie najbardziej boli. Są bowiem tak skonstruowane, że zawsze dążą do rozszyfrowania naszych zachowań. Mają w sobie coś z krzyżowców, którzy z mieczami w dłoniach szerzyli wiarę. One też chcą nas zmienić. Nie mogą ścierpieć, że staramy się obronić przed ich ekspansją, że my to nie one, że mamy swoje, inne życie wewnętrzne i czujemy inaczej, a także inaczej mówimy o swoich przeżyciach."

Nie można odmówić pisarzowi pomysłowości w tworzeniu chwytliwych tytułów - "Las Vegas orgazmu", "Trudni faceci i niełatwe kobiety", "Blondynka z kastetem" czy "Hop, hip-hop po śmietniku".

Druga część tej publikacji poświęcona jest literaturze polskiej, śmierci krytyki literackiej. Książka stała się towarem. Bugajski bez litości obchodzi się z literackimi gwiazdami pokroju Coelho. Dużo miejsca poświęcone jest też rewolucji seksualnej, która znalazła swoje odbicie w powieściach amerykańskich pisarek i scenach erotycznych.

Podsumowywując - "Seks, druk i rock and roll" to zbiór wszelakiej treści krótkich felietonów mniej więcej nawiązujących do tytułu. Czyta się szybko i w gruncie rzeczy dość przyjemnie, czasem tylko urągając autorowi, że taki z niego szowinista. Nie ulega wątpliwości, że panowie będą się lepiej bawić czytając tą książkę. Autor ze szczerością zwraca się do mężczyzn uświadamiając im, iż "one" szykują inwazję.

seria Spectrum

Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka