środa, 31 grudnia 2008
Nowości wydawnicze - grudzień

Kilka, ciekawie brzmiących, grudniowych nowości.

Historia pijaństwa

Historia pijaństwa w czasach PRL, Krzysztof Kosiński, Instytut Historii PAN

Informacja od profesora R. ekonomisty. Przed kilkoma dniami w KC odbyła się narada gospodarcza w sprawie planu pięcioletniego. Mówiono między innymi o planowanej produkcji alkoholu. Obecnie daje to państwu około stu miliardów złotych dochodu. W ciągu następnych pięciu lat dochód ten ma wzrosnąć do dwustu miliardów. W toku dyskusji profesor R. ośmielił się zauważyć, że nie wie, czy mamy się cieszyć z tego rodzaju wzrostu dochodu narodowego. W tym czasie na salę obrad wniesiono kawę, przekąski i koniaki. Premier Jaroszewicz, wzniósłszy kieliszek z koniakiem odpowiedzi żartobliwie: "Nie możemy im wszystkiego odbierać, niech mają przynajmniej wódkę i papierosy!" Po czym, w atmosferze pochlebczych śmieszków, wzniesiono toast za pomyślność Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. (Marian Brandys)

Cena rynkowa trochę zniechęca - 77zł.

Polski słownik ...

Polski słownik pijacki, Julian Tuwim, Prószyński i S-ka

„Sądzę, że wolny trzydziestomilionowy naród, posiadający, skromnie licząc, z pięć milionów zawołanych pijaków – pisał we wstępie do swego Słownika pijackiego Julian Tuwim – powinien mieć jakiś leksykon, jakąś encyklopedię, w której zabłysłyby świetności mowy ojczystej w kieliszku odbite. A odbiły się taką wspaniałą rozmaitością barw, zadzwoniły w szklanki i butelki taką symfonią, rozbulgotały się w przepastnych gardzielach taką pieśnią i takie w nich mnóstwo odgłosów dawnego obyczaju i historii, że nie wątpię, iż mój Linde pijacki znajdzie skromne uznanie nawet w oczach abstynentów”.
 

Coś w temacie, w dodatku klasyk.

Japonia

Japonia. Historia i współczesność, Wydawnictwo Adam Marszałek

Co tu dużo pisać - dla wszystkich miłośników Kraju Kwitnącej Wiśni.

Uczeń heretyka

Uczeń heretyka, Ellis Peters, Zysk i S-ka

Latem 1143 roku William z Lythwood wraca do Shrewsbury... w trumnie. Jego pielgrzymka dobiegła wreszcie końca. Młody towarzysz Williama, Elave, odprowadza ciało do rodziny i zabiega o pochowanie swego mistrza na cmentarzu opactwa św. Piotra i Pawła, mimo że Williamowi wytykano kiedyś "heretyckie poglądy". Sam Elave też najwyraźniej nauczył się sceptycyzmu - po tym jak po pijanemu wygłasza nieprawomyślne opinie, wpływowy prałat Gerbert oskarża go o herezję. Piękna Fortunata, którą Elave adoruje, staje się wbrew swej woli świadkiem oskarżenia. Gdy w jej domu zostaje popełniona brutalna zbrodnia, brat Cadfael zostaje raz jeszcze wezwany ze swego herbarium do pomocy staremu przyjacielowi, szeryfowi Hugonowi Beringarowi. Nowe zadanie Cadfaela jest podwójnie trudne - musi odeprzeć oskarżenia o herezję oraz rozwiązać sprawę morderstwa.

Kolejne zadanie dla braciszka Cadfael`a we wznowionej serii.

Szybko, dużo ...

Szybko, dużo, mocno, Jay McInerney, Wydawnictwo G+J RBA

Nowy Jork, rok 1987. Mieszkańcy stolicy światowego kapitału zachłystują się zwyżkującymi indeksami giełdowymi i swoją zdolnością kredytową, rosnącą szybciej niż koszt utrzymania luksusowych apartamentów. Russell chciał być poetą, a został redaktorem. Corrine chciała pomagać ludziom, a została maklerem. Jeff chciał ożenić się z Corrine, a został pisarzem. Wszyscy mają coraz większe oczekiwania, coraz mniej skrupułów, coraz więcej pieniędzy. Choć dobrze im się żyje w chmurach, przeczuwają nadejście dnia, kiedy stanie się coś, co sprowadzi ich na ziemię. Ten dzień to 19 października 1987 roku - czarny poniedziałek. Szybko, dużo, mocno Jaya McInerneya to wyjątkowo aktualna w czasach niepewnej gospodarki, podszyta gorzkim humorem opowieść o romantycznym trójkącie zagubionych ludzi, którzy na przekór duchowi epoki usiłują prowadzić dobre życie, o ich obsesji na punkcie pieniędzy i statusu, o potędze niespełnialnych marzeń i o tym, jak nieunikniona porażka może się okazać swoistym zwycięstwem.

Książka w sam raz na kryzys.

Mój Paryż

Mój Paryż, Franciszek Ziejka, Universitas

Paryż należy niewątpliwie do najpiękniejszych miast świata. Dumni są ze swojej stolicy Francuzi, podążają od wieków do niego cudzoziemcy. Doczekał się wspaniałej legendy jako miasto artystów i poetów, nadsekwańskich bukinistów i włóczących się po ulicach clochardów, jako miasto pełne skarbów sztuki, Notre Dame i Louvre'u, Montmartre i Montparnasse... Autor niniejszej książki miał szczęście mieszkać w tym mieście przez cztery lata. Pracował w latach 1984-1988 w Institut National des Langues et Civilisations Orientales jako lektor i wykładowca języka oraz literatury polskiej. Skorzystał z nadarzającej się okazji, aby przygotować w oparciu o materiały znajdujące się w tamtejszych bogatych archiwach i bibliotekach prace, które zebrał w niniejszym tomie. Oprócz "Dziennika paryskiego", znajdzie Czytelnik w tej książce szereg studiów o życiu polskiej kolonii w Paryżu na przełomie XIX-XX w., ale także o dziejach Biblioteki Polskiej w Paryżu, o paryskiej przygodzie "Halki" Moniuszki czy o kłopotach paryskich Tadeusza Boya Żeleńskiego. Książka jest drugim - po "Mojej Portugalii" - ogniwem przygotowanego przez Autora "tryptyku europejskiego". Część trzecia pt. "Moja Prowansja" ukaże się niebawem.

Czyżby przewodnik dla inteligenta?

Pojedynek z Syberią

Pojedynek z Syberią, Romuald Koperski, Stratus

Książka "Pojedynek z Syberią" jest relacją z ekspedycji samochodowej wiodącej z Zurychu do Nowego Jorku przez Syberię, Alaskę, Kanadę i prawie całe terytorium USA. Nikt wcześniej nie przebył tej trasy samochodem, autor podróżował więc bez szczegółowych map i informacji. "Pojedynek z Syberią" jest przede wszystkim relacją z najtrudniejszego etapu, niegnącego przez tereny byłego ZSRR. Relacją opowiedzianą bardziej niż opisaną.

Dla miłośników dzikich eskapad i offroad'u.

Zaraz wracam. Antologia

Zaraz wracam. Antologia, Centrum Kultury "Zamek"

 W sensie cywilizacyjnym ostatnie dwadzieścia lat to dla Polaków czas zmian, które trudno ogarnąć trudno też je porównać do jakichkolwiek doświadczeń z przeszłości. Postanowiliśmy sprawdzić, jak się w tej bezgranicznie nowej sytuacji zachowuje polski bohater literacki. Czy jego peregrynacje egzystencjalne mogą nam coś ważnego o nas samych powiedzieć? Dla pomysłodawców tej książki najbardziej interesujące są różnice zbiorowej tożsamości, które ujawniają się w kontaktach między ludźmi, kulturami i obyczajami. Zaraz wracam" jest więc przede wszystkim antologią różnic.

Po przeczytaniu notki wydawcy trudno dojść do jakichś konkretnych wniosków.

Cały ten seks

Cały ten seks. Kroniki podkasane, Grzegorz Sieczkowski, Baobab

U pań zakryte pozostawało nawet to, co na pozór widoczne. Przed 120 laty moda nakazywała bowiem barwić karminem uszy, by z lekka prześwitywały spod pukli, malować na skroniach, grzbietach dłoni i tak zwanym gorsie błękitne żyłki, tudzież różowić z lekka końce palców. Damy, nawet gdy minęła już wprowadzona przez hiszpańską małżonkę Napoleona III moda krynolin o architektonice paryskiej Opery, w których stelaże wkraczało się przez drzwiczki, nadal więziły zwoje tkanin marszczonych, upiętych, spienionych i wzniesionych w sąsiedztwie kości ogonowej na tiurniurach - włosianych wałkach, upodobniających sylwetki do drobiu. Spięte od góry stalowymi bryklami gorsetów, poniżej pasa panie cieszyły się jednak pobudzającą wyobraźnię swobodą. Cesarzowa Eugenia miała 486 koszul, lecz ledwie trzy pary majtek, używała ich bowiem tylko do jazdy konnej. (fragment)
Poza opowieścią o historii odkrywania ciała m. in, spróbujemy odpowiedzieć na pytania: Dlaczego Yves Montand kupił radzieckie gacie?
Czym naprawdę było w XX wieku polowanie na króliki? Kto wierzy w striptiz powszechny?

Autor ma w swoim dorobku książki o grzybach, piwach klasztornych i domowych - chyba zdecydował się teraz na coś poważniejszego albo jego wydawnictwo zmieniło profil. W każdym bądź razie informacjom zawartym w notce nie brak pikanterii.

 Serce teściowej

Serce teściowej, Rafał Dębski, Fabryka Słów

Serce teściowej skrywa tajemnice tak piekielną, że utajnioną na 666 lat... Wyobrażasz sobie jak byłoby pięknie, gdyby smoki nie istniały, wiedźmy nie były mściwe, demony nie stosowały kruczków prawnych a serca teściowych były szczere i czyste jak kryształ? Niestety! Gościńce pełne są seksualnych frustratów uganiających się konno i w rynsztunku w poszukiwaniu wież oraz ich dziewiczych lokatorek. Smoki są wielce uczone w piśmie, certyfikaty ukończenia akademii posiadają a jak wieść gminna głosi, jeden spod Krakowa - wyjątkowo przewrotny -  zamiast owce pożerać z zyskiem je sprzedaje... Strzeż się więc i pod żadnym pozorem nie budź śpiącej królewny! Uważnie czytaj intercyzy. Przenigdy nie otwieraj tajemniczo zakorkowanych butelek i nigdy, ale to nigdy, nie oświadczaj się po pijaku nieznajomym ślicznotkom.

Co prawda jest to książka z listopada, ale ja dopiero teraz ją zauważyłam. Czy ktoś już ją czytał i mógłby  udzielić mi jakichś bliższych informacji na jej temat? Obawiam się, że przewrotny opis może być nieadekwatny do samej treści ;)

17:28, bsmietanka
Link Komentarze (6) »
wtorek, 30 grudnia 2008
Yoshiwara.Miasto zmysłów

 

Yoshiwara. Miasto zmysłów, Ethel i Stephen Longstreet, przełożyła Adrianna Wosińska, Diamond Books, Bydgoszcz 2008

Yoshiwara

Książka została u nas wydana z pewnym opóźnieniem, ponieważ napisana została w 1970. No, ale lepiej późno niż wcale. Autorzy, Ethel i Stephen Longstreet, byli kolekcjonerami japońskich grafik, żywo interesującymi się kulturą Kraju Kwitnącej Wiśni. Z pasji powstała książka dowcipna, bezpruderyjna i łatwa w odbiorze. W polskim wydaniu znajdziemy też wiele adekwatnych do tematu rysunków, także lektura jest urozmaicona.

Podobała mi się postawa autorów wobec całkowicie obcej kultury - nieuprzedzona, pełna tolerancji i z przymrużeniem oka. Starali się podjąć wiele tematów dotyczących dzielnicy Yoshiwary, historii powstania, rozwoju, zasad tam panujących. Choć momentami odbiegają od tematu to i tak całość czyta się szybko i przyjemnie. Z poważniejszych zarzutów : brak bibliografii (który bardzo dziwi przy tak wielu cytatach) i solidnych przypisów, lekka dezaktualizacja. Już same tytuły poszczególnych rozdziałów mówią nam wiele:

"Domy publiczne i inne herbaciarnie" IV

"Talenty erotyczne" VI

"Zbrukane gołębice" w oczach obcokrajowców" XII

Brawa dla wydawnictwa Diamond Books za to przedsięwzięcie, i tylko żal że z takim opóźnieniem.

"W 1612 roku pewien właściciel domu schadzek, niejaki Shogu Jingemori, postanowił raz jeszcze zaapelować o utworzenie specjalnej dzielnicy, motywując swą prośbę takimi oto prawymi argumentami:

Cieszące się złą sławą domy, przybytki nierządu, rozrzucone są po całym twym mieście, Panie, jak okiem sięgnąć w każdą stronę. Fakt ten, co nie ulega wątpliwości, szkodzi wielce zarówno moralności społecznej, jak i powszechnemu dobrobytowi... "

 

"Wiele lubieżnych nocy spędzono na grupowych zabawach, w czasie których gospodarz przyjęcia zapraszał "kilku swoich czcigodnych przyjaciół, by wraz z nim zabawili się z najlepszymi kurtyzanami". Takie  okazje (nazywane w zachodnich kręgach erotycznych "stokrotkowymi wiankami"), jeśli wierzyć erotycznym drzeworytom, przypominały zorganizowane mecze futbolowe (...) Jednak najbardziej uderzającym elementem takich obrazów są owe nierealnie spokojne, pokerowe twarze uczestników - pozbawione wyrazu, całkowicie poważne, jak gdyby brali właśnie udział w jakimś pradawnym, rytualnym balecie."

 

 

 

 

 

Kategorie: literatura popularno-naukowa / socjologia / historia Japonii

poniedziałek, 22 grudnia 2008
Kto się boi dzikiej bestii, Karin Fossum

Karin Fossum, Den som frykter ulven/ He Who Fears the Wolf, Vintage

He who fears

 Moje pierwsze spotkanie z "norweską królową zbrodni" odbyło się przy małej pomocy wydawnictwa Vintage - nie chciałam czytać tłumaczenia z drugiej ręki więc zakupiłam książkę po angielsku (norweskiego niestety nie umiem). Okładka w wersji brytyjskiej też mi bardziej przypadła do gustu.

Seria książek z Konradem Sejerem cieszy się już całkiem sporym powodzeniem,tłumaczone w ponad szesnastu językach. Karin Fossum zaczynała jako poetka, skończyła jako królowa zbrodni - całkiem drastycznie. Pracowała też w ośrodku dla umysłowo chorych, epizod nie bez znaczenia dla jej powieści.

Styl pisarki jest  prosty, żadnego zbaczania z głównych wątków i obranych celów. Nietuzinkową rolę gra tu psychologia. Detektyw Sejer stara się nie uprzedzać do podejrzanego (mimo że ten uciekł ze szpitala dla umysłowo chorych) i nie dochodzić do zbyt prostych konkluzji. Stara się poznać jego charakter, stworzyć sobie obraz podejrzanych i ofiary. Aspekty psychologiczne są ważniejsze niż odciski palców czy DNA. Dawno nie czytałam kryminału gdzie w śledztwie ważniejsi są ludzie niż pozostawione ślady. Samemu detektywowi zależy bardziej na poznaniu Errkiego niż na bezpodstawnemu oskarżaniu.

Jeśli chodzi o zainteresowanie detektywa niepokorną panią psycholog, to albo mi się wydaje albo to już bardzo wyświechtany trop. Samotnik, który po śmierci bliskiej osoby nie był w stanie związać się przez długi czas z kobietą, po czym poznaje bezczelną i inteligentną panią doktor z pasją, która go intryguje - bardzo oryginalne.

Co do kolejnych książek z Konradem Sejerem to na pewno nie zakupię ich po polsku, ze względu na opisywany już przeze mnie proceder wydawnictwa Znak. Z angielskimi tłumaczeniami też jeszcze poczekam, gdyż pisarka nie wciągnęła mnie znowu tak bardzo, ale na pewno chętnie obejrzę fim nakręcony na podstawie książki.

http://www.youtube.com/watch?v=tqXFVHQSnN8

Kategorie: kryminał

czwartek, 18 grudnia 2008
Intymne życie niegdysiejszej Warszawy, Stanisław Milewski

Intymne życie niegdysiejszej Warszawy, Stanisław Milewski, Iskry, Warszawa 2008

Intymne życie niegdysiejszej Warszawy

"Intymne życie niegdysiejszej Warszawy" to książka niezwykle przyjemna w czytaniu choć jej cena nie jest już tak przyjemna. Starannie wydanie, w twarda oprawa, dobrej jakości papier i mnogość rysunków, trochę usprawiedliwiają wygórowaną sumę. Niebanalny tytuł i ciekawy dobór rozdziałów też się chwali. Język Milewskiego jest przystępny i bezpośredni, bez zbędnego przynudzania czy fałszywych aspiracji. Dużo jest w tekście materiałów źródłowych, mają one swój smaczek, ale w pewnych momentach są po prostu zbędne i dezorientują czytelnika. Wystarczy się zagapić i już nie wiadomo czy to jeszcze Milewski czy już Prus albo Świętochowski. Niektóre cytaty można było zamieścić w przypisach, to zmniejszyłoby ten chaos, bo trzeba też wspomnieć o masie rysunków, szkiców, drzeworytów i dowcipnych obrazków, które bez wątpienia ożywiają książkę.

Autor naprawdę się starał, aby uczynić dzieło przystępnym i ciekawym. Przedstawił Warszawę tętniącą życiem ze wszystkimi ówczesnymi przywarami i śmiesznostkami - choćby rozdziały "Pod woalką pruderii" czy "Tutejszy półświatek". Niestety obraz ten jest niepełny, niektóre tematy zostały zaledwie wspomniane, inne ledwie zaczęte. O ile skala wiekowa rozrosła się (gawędziarski styl daleki jest od przynudzania, więc książkę można polecić i gimnazjaliście) dzięki uszczupleniu materiału to bardziej wymagający czytelnicy mogą być zawiedzeni. Wspominki autora sięgają momentami XV wieku a kończą się przed drugą wojną światową - także 250 stron tekstu przetykanego obrazkami to trochę za mało żeby oddać całą intymność miasta. "Intymne życie Warszawy" może być jedynie wstępem do dalszego zgłębiania varsavianów.

Cytat dla miłośników piwa:

"Pospolitą lurę zwaną piwem" wyklinali przez cały XIX wiek wszyscy bibosze. Piwo warszawskie jest obrzydliwe, a dobre sprowadza się z zagranicy po cenie wina; łatwiej u nas o piękną kobietę niż kufelek dobrego oryginalnego piwa (...)"

Ranking pań gorszego prowadzenia się:

"Samo dno ćwierćświatka zajmowały "wilczyce", szukające klienteli przy koszarach czy też w podmiejskich zaroślach "rosówki" włóczące się o Polu Mokotowskim i w "Karpatach", na ujazdowskiej skarpie, "sztychówki" - kryjące się w cieniu sągów drewna na Powiślu, wszystkie razem nazywane "pakietami" lub "blachami"."

Kategorie: literatura popularno-naukowa / historia Warszawy

wtorek, 16 grudnia 2008
Jak dla mnie - bubel

Kilka dni temu o mało nie kupiłam książki norweskiej pisarki, Karin Fossum "Kto się boi dzikiej bestii". Nie wiem czy to brak zaufania czy czysta ciekawość, ale zawsze dokładnie czytam notki wydawców, sprawdzając oryginalny tytuł, tłumacza itd. Ku mojemu zdziwieniu okazało się iż książki Fossum tłumaczone były nie z norweskiego lecz z angielskiego. Znaczy się, że ktoś przetłumaczył tą powieść na angielski a my z angielskiej wersji na polski -"włoska robota" normalnie. Powiem krótko co o tym sądzę : obciach. Przecież to książka a nie instrukcja obsługi miksera.

Nie chce mi się też wierzyć, że zabrakło tłumaczy norweskiego (filologię norweską można studiować choćby na UAM w Poznaniu) albo, że są tak zawaleni robotą (na tyle książek norweskich pisarzy co wychodzi w Polsce to chyba głodują).

Wydawnictwo wykazało się całkowitym brakiem profesjonalizmu, jakby tego było mało to uczynili już z tego proceder, wydając w ten sposób dwie książki autorki. Niech to będzie ostrzeżenie dla wszystkich nieświadomych moli. Czytelnicy kupując książkę - towar luksusowy w Polsce- mają prawo stawiać wymagania.

Kto się boi ...

19:20, bsmietanka
Link Komentarze (13) »
niedziela, 07 grudnia 2008
Szósta żona, Suzannah Dunn

 The Sixth Wife, Suzannah Dunn, Harper Perennial

The Sixth Wife

Henryk VIII i jego pociotki to chyba ostatnio najpopularniejszy temat angielskich książek i scenariuszy, zaczynam mieć lekkie wrażenie, że już trochę wyeksploatowany. Katarzyna Parr była ostatnią żoną Henryka i dotrzymała mu towarzystwa aż do momentu jego śmierci, gdy dopełniła obowiązku wyszła za mąż za Thomasa Seymour'a aby zaznać trochę szczęścia. Razem opuścili dwór aby oddać się szczęśliwemu pożyciu małżeńskiemu na wsi. Wszystkie wydarzenia śledzimy oczyma Catheriny Willoughby, przyjaciółki Katarzyny. Bohaterka ta bez przerwy wspomina swojego nieżyjącego męża, nieżyjącego króla, nieżyjąca matkę i nieżyjącego nauczyciela. Analizuje też bez przerwy zachowanie i charakter swojej, jeszcze żyjącej przyjaciółki (Katarzyna Parr zmarła zaraz po urodzeniu swojego pierwszego i jedynego dziecka). Niestety wspominki te nie są zbyt ciekawe i zainteresować mogłyby tylko prawdziwych miłośników historii Tudorów.

Aby trzymać się historycznych faktów autorka wyposażyła bohaterkę w obiegowe poglądy na temat katolicyzmu (czytaj zacofanie, bojaźń ducha i ciemnota) po to aby przedstawić rodzącego się ducha protestantyzmu. Oprócz tego mamy szerokie tło obyczajowo-historyczne - jesteśmy raczeni takimi smaczkami jak informacja o zużytych metrach aksamitu na sukienkę albo o spożywaniu truskawek z kapustą. Te przerywniki miały urozmaicić ślamazarną akcję.

Jednostajność fabuły próbuje podkoloryzować Suzannah Dunn poprzez włączenie dodatkowego wątku romansowego, ale wydał mi się trochę dodany na siłę. Muszę napisać, że pierwszy raz strona internetowa bardziej mnie zaciekawiła niż książka, zawiera też więcej informacji o Katarzynie i Henryku VIII niż ta powieść.

http://englishhistory.net/tudor/monarchs/parr.html

Kategorie: powieść historyczna / czytadło

wtorek, 02 grudnia 2008
Leniwe maskotki, rekiny na smyczy - cz.2

Leniwe maskotki, rekiny na smyczy, Tomasz Szlendak, Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, Warszawa 2005

Żądany cytat:

"Zastanawiające jest, jak Polacy, częstokroć nie potrafiący wydobyć z siebie żadnego zwartego komunikatu w dowolnym języku obcym, bez specjalnego stresu pakują siebie, rodziny i dobytek w samolot i lecą hen, dwa tysiące kilometrów z okładem od domu i ojczyzny łona. Pani Mariolka poleciała na Kretę z dziećmi. (...) Pani Mariolka kupiła córce chipsy, które latorośl skubała w przerwach między taplaniem się w dziecięcym basenie a uciekaniem z radosnym wrzaskiem przed falami Morza Śródziemnego. Pewnie z nadmiaru kreteńskich wrażeń córka pani Mariolki zapomniała o chipsach i zostawiła je obok leżaka na dłuższy czas. W tym to dłuższym czasie nie w ciemię bite maleńkie mrówki podstępnie zaatakowały pozostawione chipsy i otoczyły je zwartym, czarnym, ruchomym kordonem. I tak oto miast chipsów żółtych, obok leżaka mrowiła się czarna masa. Przerażona pani Mariolka, ujrzawszy całą tę czarną kłębiącą się masę, w przyspieszeniu udała się do hotelowej recepcji, krzycząc wniebogłosy: "Spiderman! Spiderman!"

"Kobiety odreagują stres paplaniem jak najęte, mężczyźni do tego samego celu potrzebują ringu, baru, ringu i baru albo baru i ringu."

poniedziałek, 01 grudnia 2008
Leniwe maskotki, rekiny na smyczy, Tomasz Szlendak

 Leniwe maskotki, rekiny na smyczy, Tomasz Szlendak, Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, Warszawa 2005

 Leniwe maskotki ...

Socjologia dla początkujących albo dla nieświadomych rodziców, którzy nie mają pojęcia o konsumpcjonizmie czającym się za każdym zakrętem i czyhającym na ich pociechy. Czasem warto się rozejrzeć i uświadomić sobie w jakim świecie żyjemy - "W co kultura konsumpcyjna przemieniła mężczyzn i kobiety". Autor nie do końca przybliża nam mechanizmy rządzące dzisiejszym światem klienteli, ale na pewno jego książka jest dobrym wstępem do dalszego zdobywania informacji - taka rozbiegówka.

Szlendak tłumaczy wszystko dosłownie, wręcz łopatologiczne; proste odniesienia, bogactwo przykładów i porównań . Dowcipny język rozładowywuje ładunek naukowych informacji, czyniąc go  śmiesznym obcowaniem z socjologią. No bo talentu do niekonwencjonalnych porównań autorowi nie zbywa: facecik-pasztecik, upluszowienie ryzyka, babcine seksraje - i to tylko kilka nielicznych przykładów. Trafność niektórych spostrzeżeń jest naprawdę cenna, np. określenie strywializowanego seksu mianem szarlotki - zdrowej, swojskiej i spowszedniałej w publicznym świecie, reklamowanej nachalnie na każdym kroku (mamy nawet do czynienia z seksualizacją dzieciństwa!).

Konsumentom ich potrzeby są "objawiane" przez producentów, czego często nie zauważamy kupując jakąś nowość, która na pewno nam się przyda/pomoże/uratuje. Dajemy sobie narzucić nowe potrzeby realizując przy tym zapędy koncernów na nasze pieniądze - z takich "potrzebnych " cud specyfików Actimel, działające zdrowotnie jogurty (to które nie działają?) - i tak dalej bez końca.

Socjolog ciekawie też wytłumaczył zmiany jakie zaszły w postrzeganiu starzejącego się ciała. Naturalne ludzkie procesy związane ze starzeniem się, są przez marketing przedstawiane jako "problematyczne" dla  normalnego funkcjonowania ich właścicieli, teraz to już nie są niedołężni staruszkowie ale ułomni seksualnie klienci klinik chirurgicznych. 

Mimo zgrabnie przedstawionych tematów czytając miałam wrażenie, że autor momentami zapędził się w swoich łopatologicznych próbach wytłumaczenia wszystkiego - powinien mieć więcej zaufania do inteligencji czytelnika. Kilka rozdziałów jest w tej książce zbędnych, formą pasują bardziej do gazetowych felietonów niż do dowcipnej pracy naukowej, przemyślenia z Krety mimo iż niebanalne mijają się z założeniami rozdziału II.

To tyle jeśli chodzi o nas : konsumentów-baranów "wiedzionych na supermarketową rzeź".

Kategorie: literatura popularno-naukowa / socjologia / antropologia

Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka