niedziela, 27 listopada 2011
The Foundling

The Foundling, Georgette Heyer, Arrow Books 2004

 The Foundling, Georgette Heyer

Jego Miłość Adolphus Gillespie Vernon Ware, w skróce Gilly, to tak naprawdę bardzo przeciętny młodzian, który nie marzy o niczym więcej jak o świętym spokoju. Na swoje nieszczęście książę był bardzo chorowity w dzieciństwie, a że jest jedynym spadkobiercą, to całe otoczenie - wujostwo, pod skrzydłami którego się wychowywał, przyjaciele, wszyscy służący, włączając w to nawet jego prywatnego lokaja, przyzwyczaili się do traktowania go w "szczególny" sposób. Znaczy starają się go nie spuszczać z oczu, wysyłać wszędzie z armią służących, dają bez przerwy dobre rady, usługują ponad miarę - jednym słowem doskonałe warunki cieplarniane do wychowania maminsynka. Na szczęście Gilliemu nie odbiło i jakoś się chłopak ostał, tylko jego spokojna, pojednawcza natura nie pozwala mu zrzucić z siebie tych wszystkich starań o jego dobro, no bo przecież ci wszyscy ludzie tak się starają, że zaduszą go swoją miłością. To dopiero ciężkie warunki dorastania dla młodzieńca, który jest na progu pełnoletności (25 lat) i nie może sobie poużywać. Nic dziwnego, że kiedy jego kuzyn opowiada mu o swym problemie o imieniu Belinda, książę z nudów postanawia mu pomóc. Będzie to okazja dla młodego bohatera do wyzwolenia się z pod wpływu rodzinki, choć na krótki czas, sprawdzenia własnych możliwości i przeżycia wreszcie jakiejś przygody. Co jak co, ale wrażeń naszemu młodzieńcowi nie zbraknie. Przepiękna i wyjątkowo głupia Belinda, młody uciekinier Tom,  oryginalny czarny charakter pan Liversedge - nietypowych i jednocześnie komicznych typów nam tu bynajmniej nie zbraknie.

Główny bohater od razu zdobył sobie moją sympatię, niby niepozorny, spokojny, ale posiadający poczucie humoru i pełen dobrej woli młody człowiek. Można powiedzieć, że typ wysoce nieromansowy, nierzucający się w oczy, nie epatujący godnością czy siłą fizyczną. Ta nietypowość od razu mnie ujęła, albo też ile można czytać o młodych damach czy wysokich, silnych oraz niezłomnych herosach. Jako, że mamy do czynienia z mężczyzną od razu możemy zdobyć trochę wiedzy o tym jak wyglądało życie młodego gentlemana w XVIII wieku. Męska domena jest zwykle spychana w książkach Georgette Heyer na peryferia, a tu mamy wiele informacji o zajęciach, samym życiu, zwyczajach, możliwych zainteresowaniach mężczyzny - poczynając od wyboru odpowiedniego płaszcza i pantalonów na spacer, na manierach skończywszy.

Jak na dość prostą fabułę książka jest dość długa, pisarka serwuje nam z zapałem piękne historyczne powiedzonka, zwroty językowe i mnóstwo szczegółów z życia codziennego. Wychodzi z tego stylowy romans historyczny, który nie obraża inteligencji czytelnika, a to już całkiem dużo. Jeśli damy się porwać powieści będziemy czytać ją z uśmiechem na ustach, taka urocza lektura na bardzo zły humor.

piątek, 18 listopada 2011
Pirat królowej

Pirat królowej, George Bidwell, przełożyła Anna Bidwell, Śląsk 1982

 Pirat królowej, George Bidwell

Po ciekawej "Wiktorii, żonie Alberta" sięgnęłam po kolejną biografię Georga Bidwella - "Pirat królowej". Jeśli chodzi o tego autora to jest w czym wybierać, gdy po raz pierwszy zerknęłam na pełną listę jego książek lekko się zacukałam, jego pracowitość przypomina mi trochę naszego Kraszewskiego, choć i ten pracuś (Bidwell) skończył w końcu w Polsce. Może to te nasze polskie ziemniaki taką inspirację zapewniają?

Sir Francis Drake to postać nietuzinkowa w historii Anglii, która przez całe swoje ryzykowne życie igrała z ogniem. Wyobraźcie sobie taką sytuację - Anglia rośnie w siłę, ale w ślimaczym tempie pod mądrymi rządami Elżbiety, gdy tymczasem pozycja niezwykle bogatej Hiszpanii jest już ugruntowana. Ani Filip, ani Elżbieta nie wypowiedzą otwarcie wojny, póki co bardziej opłaca się im wzajemne "podgryzanie", raz uszczknie jedno, raz drugie. starty i zniewagi są wyrównane dla obojga monarchów. I właśnie w takim ciekawym momencie bezprawia wchodzi na arenę Francis Drake, człowiek, którego nie imały się kule, bezczelny, pewny siebie, chciwy bogactw i sławy lider. Kogoś takiego potrzebuje brytyjska królowa. Jego misje w oficjalnych dokumentach państwowych będą miały uznany charakter "odkrywczy", jak np. terra Australis, w rzeczywistości łupieżczy. Bo Drake postanowił uprawiać świadome piractwo, za które w każdym państwie grozi mu stryczek. Już dla tego warto przeczytać książkę aby sprawdzić dlaczego taka szanowana monarchini korzystała z usług najzwyklejszego złodzieja i grabieżcy, co prawda korzystała z nich w zawoalowanej formie. Czyż polityka nie jest uroczo zawiła? Facet rozbija się po morzach, bezczelnie daje łupnia niejednemu Hiszpanowi, plądruje Limę, Peru czy Karaiby, kradnie w świetle dnia, a uważany jest w Wielkiej Brytanii za bohatera. Oczywiście jasne jest, że gdyby nie odnosił takich niesamowitych sukcesów nie cieszyłby się takim mirem wśród plebsu i nie miał by takiego kredytu zaufania na dworze. Bo jak napisała chciwa Elżbieta "wracaj z ładunkiem skarbów albo pilnuj własnej głowy". Jednym słowem życie na krawędzi.

Biograf przedstawia nam dość romantyczną postać admirała floty angielskiej, korsarza-dżentelmena, który pilnował by nie krzywdzono niewolników i nie robiono krzywdy niewinnym białogłowom. Czyli bezwzględny tryb życia jaki prowadził nie zbrutalizował jego natury i manier. Znienawidzeni przez niego Hiszpanie nadali mu przydomek smoka - El Draque. Myślę, że to postać, która w niezwykły sposób może działać na wyobraźnie czytelnika. Książka ukazuje nam rozkwit handlu niewolnikami, dwulicowość polityki i romantyczną wizję piractwa.

czwartek, 17 listopada 2011
Dziedziczka cieni, Anne Bishop

Heir To The Shadows (Dziedziczka cieni), Anne Bishop

Heir To The Shadows 

 

Po dość dziwacznym tomie pierwszym, serii Krwawych Kamieni, postanowiłam zaserwować sobie  kolejny i teraz wiem, że to był błąd. Po pierwsze dlatego, że ostatnio miewam nie najlepszy humor, powieścidło miało mi go poprawić. Nic z tego, powieść niewymownie mnie drażniła i rzuciłam to w diabły, nie przeczytawszy nawet do końca, co zdarza mi się dość rzadko. Wiem, że po te nieszczęsne kamienie nigdy już nie sięgnę. Jakoś nie mogłam się przebić przez te wszystkie opisy roznamiętnionych spojrzeń kolejnych bohaterek, które rzucały w różnych kierunkach anatomii płci przeciwnej. No dobra, to były najczęściej dwa kierunki, ale ileż można. Czytając tom pierwszy byłam w stanie więcej znieść,ale ta książka, to już nie moja bajka po prostu i nawet nie chce mi się rozpisywać dlaczego. Owa notka ma mi przypominać by nie dawać już szansy Anne Bishop i szukać ukojenia dla nerwów w innych powieściach.

wtorek, 08 listopada 2011
Emma, Jane Austen

Emma, Jane Austen, przełożyła Jadwiga Dmochowska, Prószyński i S-ka, Warszawa 1996

 Emma, Jane Austen

"Emma" miała być wytchnieniem, przyjemną lekturą, tymczasem tytułowa bohaterka niewymownie mnie drażniła. Dziewczę to całkiem inteligentne, wykształcone i piękne, zachowywało się jakby pozjadało wszystkie rozumy. Jej ojciec też mnie właściwie drażnił bo nie lubię hipochondryków. Chyba nie takich efektów spodziewała się Jane Austen pisząc swą powieść. Zapewne chciała rozśmieszyć czytelnika zachowaniami, ułomnościami i słabostkami swoich bohaterów, no i musiała w końcu jakoś zawiązać supeł fabularny, a jak, jeśli nie posługując się głupotą własnej bohaterki ogarniętej dobrymi chęciami. Ach jakże prawdziwe wydaje mi się tu przysłowie, iż dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

Małe miasteczko, ścisłe grono z którym wypada się spotykać, parę śmiesznych typów, dodaj ze trzech kawalerów i tyleż samo panien i powieść gotowa. Emma jest dziewczęciem zepsutym przez rodzinę, na swoje szczęście czy nieszczęście, o poziomie inteligencji wyższym niż jej bliżsi, więc z wątpliwym prawem wyższości nad starszymi jej wiekiem. Utwierdzana przez najbliższych w przekonaniu, że wie lepiej, że jest nieomylna, kroczy przez życie beztrosko rozporządzając innymi i wydając sądy. Tak naprawdę jest kobietką dość samolubną i zadzierającą nosa. Oczywiście jedyna osoba, która ma widoki na utarcie jej nosa musi się w niej zakochać i skończyć z dydaktyzmem. Austen pognębi oczywiście swoją bohaterkę, ale nie na tyle by dać jej porządną nauczkę i jeszcze jako kobieta da jej satysfakcję usłyszenia  miłosnych zapewnień, bez potrzeby odkrywania swego własnego serca. Oczywiście wszystko skończy się jak najbardziej szczęśliwie, nawet dla biednej Harriet tak beztrosko zwodzonej przez Emmę, bo męscy bohaterowie wykazują tu jednak o wiele więcej zdrowego rozsądku niż płeć piękna i utrzymują sytuację w równowadze - no przynajmniej dwóch panów. Austen starała się rozłożyć te siły mniej więcej równomiernie.

Te wszystkie drobiazgi składające się na styl Jane Austen nie zadziałały dla mnie tym razem. Denerwowały mnie te dywagacje przy wyborze wstążek do sukienki, zabieraniu miejsc w powozach, setki drobiazgów dnia codziennego, jakieś koszyczki, koronki, liczne arkusiki listów. Jednym słowem czar pisarki nie zadziałał  i skończyłam książkę zniechęcona - może taki okres w życiu, że bawi mnie co innego, a złoszczą błahe drobiazgi, których jest tu po prostu za dużo jak na mój gust. 

Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka