środa, 26 listopada 2008
Salve Roma!, Akif Pirincci

Akif Pirincci, Salve Roma!, Wydawnictwo Sic, Warszawa 2007

Salve Roma!

Kolejny oryginalny kryminał jest autorstwa tureckiego pisarza, Akifa Pirincci, mieszkającego w Niemczech. Głównego bohatera charakteryzuje pasja do rozwiązywania zagadek, miłość do Rzymu i dobrej jakości kociego żarcia. Kot Francis jest szanującym się kotem, który jest znanym detektywem-amatorem w swoistych kręgach towarzyskich. Jego pan "obdarzony wrażliwością kowadła Gustaw" otrzymał propozycję pracy w Rzymie, a takiej okazji nie mógł przepuścić nasz erudyta i miłośnik antyku. Tak więc kocur ląduje w Wiecznym Mieście i od razu trafia mu się mordercza zagadka do rozwikłania.

A to jest dopiero początek pomysłów autora i twórcy serii Felidae ( z łaciny - kotowate) - tajemnicze bractwo, faceci w czarnych garniturach, kot-gej to tylko niektóre atrakcje tej książki. Pirincci na pewno doskonale się bawił pisząc ten kryminał, ironiczny dowcip i pozornie lekkie traktowanie społecznych problemów to wizytówki tego autora. Sama kryminalna zagadka nie jest zbyt trudna ani odkrywcza - może pomysłu zbrakło?

Mimo kolejnych "trupów" Francisowi idzie w miarę szybko, a czego się nie domyśli to mu się zawsze przyśni. Za to oryginalne spojrzenie na świat należy policzyć autorowi na plus, tak jak doskonałą znajomość kociej natury. Na zakończenie, to co myśli inteligentne kocisko o swym panu:

"Gustaw? Cóż, jest to stu trzydziesto kilowy, prawie łysy, wyglądem przypominający przeznaczony do rozbiórki silos przemysłowy - "otwieracz do konserw", który - co dobre - zwykł otwierać mi puszki z karmą. Ma wszystko, czego nie ma człowiek sukcesu w jego wieku - wyciągnięty szlafrok z epoki Gerta Mullera, w którym o poranku, nękany morderczym kacem po czerwonym winie, z twarzą porośniętą bladym, szczeciniastym zarostem, wygląda jak od miesięcy torturowany jeniec wojenny prowadzony w końcu na egzekucję. Jako człowiek niezwykle odpowiedzialny nosi zawsze w portfelu prezerwatywę, która przez piętnaście lat nietknięta tak przylgnęła do skórzanej kieszonki, że sprawia wrażenie kunsztownego tłoczenia. Ponadto ma nieomylne wyczucie perspektyw zarobku, które umożliwiają wszystko oprócz zarobku."

 

Kategorie: kryminał

czwartek, 20 listopada 2008
Kino Venus

Kino Venus, M. Wroński,Red Horse

Kino Venus,Wroński

Jakiś czas temu w Dzienniku przeczytałam wywiad z Marcinem Wrońskim, autorem kryminałów "retro". Miejsce akcji jego najnowszej książki to Lublin, 1931 - przedwojenna epoka "wytwornych sukien i brudnych szwindli". Na stronie internetowej miasta znalazłam nawet oddzielną zakładkę - "Lublin w kryminałach Marcina Wrońskiego"! Trudno chyba o lepszą reklamę. W dodatku pisarz ma już swoich oddanych fanów ceniących go między innymi za historyczną dokładność i dbałość o językowe elementy epoki. Także nie zniechęcił mnie nawet infantylny opis na okładce: "Oto historia wyszeptana przez umierający, rozbity projektor kina "Venus"...

Czytając rzeczywiście można natrafić na historyczne smaczki - pensjonarki z wypiekami na twarzy czytają Mniszkównę a młodzieńcy zapraszają do cukierni na ciastko, dowiemy się też jak powstawały domowe pornosy.

 

W pogoni autora za topograficzną dokładnością, historyczną zgodnością, oddaniem kolorytu epoki i wielowątkowością fabuły, umknęło coś bardzo istotnego. Nie współczułam biednym dziewczętom, przeciwnie z lekkim zniecierpliwieniem czytałam strony ukazujące ciężką dole naiwnych dziewczątek by szybciej dotrzeć do momentu akcji (niech już ci faceci wezmą sprawy w swoje ręce). I mimo, że w powieści postaci kobiece są bardzo zróżnicowane, to żadna nie wzbudziła mojej sympatii. Zbir nie był wystarczająco groźny, pensjonarki nie wzruszały bezradnością ani nawet nie wkurzały głupotą. Czytałam dalej mimo mojej obojętności wobec postaci-kukiełek, już dla samej fabuły książki. Dzieje się tu sporo, wątków jest mnogość, akcja toczy się wartkim strumieniem choć rozwiązanie sprawy nie jest zaskakujące.

Dbałość o używanie odpowiednich słów rzeczywiście jest, i tak możemy zapoznać się z całą gamą żydowskich przekleństw na zmianę z bardzo współcześnie brzmiącymi (frajer). Dowcip w książce też stara się zaistnieć, ale niestety jest toporny i wymuszony. Za to opisy to jakaś makabra, a już opisy przyrody to jedyna śmieszna rzecz w tej książce. Przytoczę dla przykładu:

"Na dworze ziało wiosenną, lepką wilgocią"

"(...) jęzory brudnego, poczerniałego śniegu".

Myślę, że autor z każdą powieścią będzie usprawniał swój warsztat pisarski - w gazecie napomknął iż podkomisarz Maciejewski doczeka "generała w ciemnych okularach" - zapowiada się więc długa seria. Nie czytałam poprzedniego kryminału więc nie mogę stwierdzić czy już nastąpiła jakaś poprawa. Ciekawe pomysły mogą zrekompensować wiele, ale nie brak wiarygodnie wykreowanych postaci.

Kategorie: kryminał

piątek, 14 listopada 2008
Rzym

Rzym mroczny, ponury i krwawy (The Age of the Gladiators. Savagery and Spectacle in Ancient Rome), Rupert Matthews, Bellona Warszawa 2007

Rzym

Gdy zobaczyłam jak swawolnie Bellona potratowała tłumaczenie tytułu to stwierdziłam, że to specjalnie pod publikę. No, ale  z drugiej strony wszyscy wiedzą, że początki historii Rzymu były krwawe i ponure. Najbardziej mnie zdziwił brak jakiejkolwiek bibliografii - i to w tego rodzaju publikacji. To podkopało trochę moją wiarę w autora, ale zanim zdążyłam bardziej powydziwiać książka mnie wciągnęła.

Rupert Matthews podszedł do sprawy metodycznie, bez fałszywych ambicji. Książka podzielona jest na cztery części. Autor zaczął od genezy igrzysk, dobrze dobierając kolejne rozdziały poza ostatnią częścią, która jest już plątaniną różnych makabrycznych ciekawostek. Zamysł polegał na ukazaniu krwawych rozrywek na przestrzeni panowania Imperium Rzymskiego, do momentu jego upadku. Dlatego ostatnia część trochę nie pasuje i w dodatku ma ryzykowny tytuł "Chleb i rozpusta", i tak sąsiadują w niej rozdziały o tytułach "Rozpustne uczty" i "Floty zbożowe" - fascynujące połączenie.

Matthews pisze językiem prostym, ciekawym i dowcipnym. Stara się podawać informacje, które zaciekawią czytelnika, przedstawią mu życie Gladiatora ze wszystkimi wadami i zaletami (podobno były i plusy).

"Kobiety często darzyły gorącymi względami gladiatorów odnoszących sukcesy. Grupki młodych dziewcząt kręciły się w pobliżu szkół z nadzieją, że uda im się zobaczyć ich muskularnego bohatera. Nawet starsze kobiety nie umiały oprzeć się zwierzęcym powabom mięśni, potu i krwi. Laniści nie wahali się czerpać korzyści z takiego zauroczenia."

Oprócz tego, że Gladiator był na specjalnej diecie (kleik!) dowiemy się czym był tryumf dla mieszkańców Wiecznego Miasta i co wyprawiali cesarze. Pisarz stara się też obalić niektóre obiegowe mity - czy Neron podpalił Rzym?

Jest to książka dla osób, które chcą w bezbolesny sposób zdobyć trochę podstawowych wiadomości o starożytnym Rzymie i nie usnąć w trakcie czytania. Pomimo kilku wad (za krótka, brak bibliografii, pobieżne informacje, nie podane źródła) czyta się szybko i z rozbawieniem.

Kategorie: historia Rzymu / Starożytność

wtorek, 11 listopada 2008
Popiół i kurz

 

Popiół i kurz

J. Grzędowicz, Popiół i kurz, Fabryka Słów, Lublin 2006 

Główny bohater, profesor etnologii, dorabia sobie trochę na boku (kto by się tam utrzymał z uniwersyteckiej pensji?!),pomagając zmarłym "przejść na drugą stronę" - taki domorosły Charon. Idzie mu całkiem nieźle aż do pewnego momentu oczywiście. Wraz z końcem dobrej passy bohatera kończy się też dobra fabuła autora, robi się to wszystko jakieś takie posklejane na siłę, rozdmuchane i urywa się nie wiadomo gdzie. Wszystkie wątki nie tworzą spójnej całości, a niektóre z nich autor po prostu olał i nie doprowadził sprawy do końca (sic!). Dlatego książka zrobiła na mnie wrażenie pisanej naprędce - główny bohater jakoś przeżył, wątek miłosny doprowadzony do końca, czytelnik spędził miło trochę czasu - no to kończymy. Gdzie reszta? Tu by się jeszcze przydało parę stron (ok. 90 powinno starczyć) na dokończenie pewnych spraw i małe dopracowanie fabuły.

Nasz utalentowany przewodnik dusz zwykle przechodzi na drugą stronę przy dźwiękach bębnów z odtwarzacza i po wypiciu kieliszka naleweczki - przepis od znajomego szamana. Świat Pomiędzy jest świetnie wykreowany a życie "codzienne" mieszkańców może przyprawić o dreszcze. To miejsce gdzie przebywają dusze ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że już nie żyją. Trwają więc tam, w szaleńczym uporze życia, tworząc swoje własne piekło. Grzędowicz to rzeczywiście "wirtuoz nastroju" - cytat z okładki. Ale " bardem współczesnej fantastyki" to już bym go nie nazwała (rety!). A skoro już czepiam się notek wydawniczych to spodobało mi się to, co sam pisarz o nich myśli.

"W ten sposób coś co zgodnie z okładką miało być "pasjonującym historycznym śledztwem wyjaśniającym tajemnice chrześcijaństwa", obiecywało "wyjaśnienie cudów, działalności dziwnych sekt i kultów", zamieniło się w nudny elaborat o wrednych starcach knujących w jaskiniach powołanie całkowicie absurdalnej, patriarchalnej religii, by zniszczyć Wielką Macierz Kybele, której kult inaczej podbiłby Rzym i zmienił los świata na lepszy."

Bosh - inspirator autora?

Garden of Earthly Delights

Podsumowywując: mimo, że autor opierał się na pewnych schematach, to umiał to wszystko połączyć we wciągającą, ale niedoszlifowaną całość.

Kategorie: powieść / fantastyka

sobota, 08 listopada 2008
Brzytwa Ockhama

 

brzytwa

Brzytwa Ockhama, Dariusz Matuszak, Dom Wydawniczy Rebis 

Szczerze mówiąc powieść  gdzieś tak w połowie robi się nużąca, już dosyć miałam tych zboczeńców, półgłówków, psychopatów i ich wewnętrznego spojrzenia na świat. Nie pomogły nawet jeszcze gdzie niegdzie pojawiające się ironicznie zgryźliwe kawałki (które momentami niestety zanikały) - miałam przesyt. Może było to też spowodowane przyciężkim stylem i pewnym brakiem estetyki, który nie szokował, ale po prostu spowalniał. Przebić się przez wszystkie meandry tego gąszczu było coraz trudniej.  Co do samej estetyki, myślę że książka może niektórych poważnie zniesmaczyć, niebezpiecznie lawiruje przy granicach naturalistycznego przedobrzenia - momentami jest po prostu obrzydliwa.

W notce wydawniczej napisano, że powieść pełna jest "ukrytych znaczeń (...) o namiętności, szaleństwie i śmierci"  - nie dajcie się zwieść, takie ukryte to one nie są. "Zabójstwa i śledztwa to wszakże tylko pretekst, by pokazać magiczny świat, w którym mieszają się jawa i sen, a śmierci nieodłącznie towarzyszy miłość" - ten świat wypada trochę prostacko z pałętającymi się bez sensu duchami. Nie da się łatwo zakwalifikować tej książki do żadnego gatunku - kupując myślałam, że to kryminał, w trakcie czytania pojawiły się filozofujące zjawy, potem nagromadzenie zwyrodnialców, teraz wiem, że to koktajl Mołotowa. Jedyne co sprawiło, że byłam w stanie to przełknąć to humor, czarny i cyniczny.

"Młody Człowiek pojawił się ubrany na sportowo - w dopasowanym dresie. W rękach miał trzy foliowe torby z pięcioma kompletami bielizny, odrobiną kosmetyków, plikiem kolorowych czasopism (...), grubym tomiskiem o medytacji i wschodnich sztukach walki oraz długopisem i szesnastokartkowym zeszytem do zapisywania przeżyć. Znajomi i rodzina uroczyście odprowadzili go do grobu."

" (...) nad miastem zawisnął cud. Znaki jakieś czszególnie pojawiać się zaczęły, a wraz z nimi stopniowo, powoli gęstniejący mieszkańcy - z początku pojedynczo, potem parami, aż wreszcie tłumem zadartych głów (...).          Z Miasta Wojewódzkiego przybyła specjalna komisja i stwierdziła niepodważalnie: Prawdziwy Cud. Na drugim piętrze, na szybie trzeciego, licząc od zachodu, okna gmachu Rady Miejskiej, objawiło się Dzieciątko Lenin."

Czytając jednak po pewnym czasie ma się wrażenie że to po prostu farsa z Polską w roli głównej. Autor ambitnie ironizuje i pod ostrzał wziął wiele - od poszczególnych ustrojów przez (zdezaktualizowany już trochę) temat szlachecki i na pedofilii kończąc. Właściwie to chyba nie ma tematu, na który by się pośrednio nie wypowiedział, nie zostawił tu suchej nitki.

Jak dla mnie pisarz nie zastosował się do zasady "brzytwy Ockhama" i namnożył bytów ponad potrzebę jednej powieści (cała menażeria). Poleciłabym ją osobom znudzonym schematycznymi fabułami i standardowymi charakterami, jednak o pewnej dozie cierpliwości.

Kategorie: powieść / kryminał / fantastyka

niedziela, 02 listopada 2008
Z pokorą i uniżeniem, Amelie Nothomb

 

 Stupeur et tremblements

Amelie Nothomb, Z pokorą i uniżeniem (Stupeur et treblements) 

  Książkę przeczytałam już dosyć dawno, ale dopiero ostatnio miałam okazję obejrzeć film nakręcony na jej podstawie. Myślałam, że sobie porównam, podywaguje, ale okazało się , że nie mam czego porównywać. Film to prawie idealne odbicie powieści, połowa dialogów to cytaty. Także z czystym sumieniem film można polecić osobom, które książki nie mają ochoty czytać, albo styl Nothomb jest dla nich niezjadliwy, na ekranie wszystko wypada subtelniej. Jednak do odegrania głównej roli naprwdę mogli wybrać mniejszego rozczocharańca - nie wiem czy  w tym tkwiło jakieś głębsze zamierzenie reżysera, ale do mnie nie trafiło. W końcu aktorka jest jedyną pojawiającą się w tym filmie Eropejką - a tu taki "piorun w miotłę strzelił". 

Z pokorą ...

Amelie Nothomb spędziła w Japonii pierwsze pięć lat swojego życia co spowodowało, że czuje się z tym krajem  mocno związana do dziś. Choć i później nie zagrzała miejsca (Laos, Birma, Tajlandia, Chiny-nie ma jak tato ambasador). W 1990 powróciła do Japonii i podjęła pracę w jednej z największych firm, a potem akcja potoczyła się jak w powieści. Czytając książkę można zapomnieć o standardowych wyobrażeniach na temat kraju kwitnącej wiśni ( poza karoshi), to znowu Japonia bez gejsz i samurajów. Tylko tu dla odmiany rządzi absurd (ja się teraz pytam, w którym kraju on nie rządzi?). Belgijka z werwą opisuje swoją karierę - od tłumacza do "babci klozetowej", taka niestandardowa droga rozwoju.

 Stanowczo podziwiam oszałamiającą płodność tej pisarki, od 1992 wydaje jedną książkę rocznie, i to już pewnego rodzaju wrześniowe wydarzenie w krajach francuskojęzycznych. Autorka przyznaje, że budzi się zawsze z silną potrzebą pisania - codziennie minimum cztery godzinki i litr mocnej herbaty ( http://delpiano.club.fr/ONPA_Nothomb_html.htm).

Nothomb szybko wyrobiła sobie rozpoznawalny styl, który stał się jej wizytówką. Niebanalny dowcip połączony z erudycją jest tym co mnie w jej stylu ujmuje, ciekawe, momentami absurdlane pomysły fabularne w połączeniu z inteligentnie kreowanym dowcipem tworzą wartą poznania mieszankę. Oczywiście taki mix stylów ze swoją mało prawdopodobną fabułą zawęża grono odbiorców jej książek. Krąży plotka, że we Francji jeden z krytyków wręcz opluł autorkę. Nie wiem co go tak oburzyło skoro sama autorka przyznaje, że jej ksiązki nie są odzwierciedleniem prawdziwych związków międzyludzkich (oskarżana była o masochizm, sadyzm, perwesję, okrucieństwo).

Pozostaje mi jeszcze sprawdzenie czy autorka konsekwentnie spełnia założenia swojego stylu i planu wydawniczego.

Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka