piątek, 26 lutego 2010
Przygody Tomka Sawyera, Mark Twain

Tom Sawyer (Przygody Tomka Sawyera), Mark Twain, Wordsworth Classics

Tom Sawyer

Przy okazji Amerykańskiego wyzwania nadrabiam czytelnicze zaległości z dzieciństwa, nie przepadałam wtedy za powieściami o chłopcach i ich wyczynach. Oczywiście przez to, że dzieckiem już nie jestem powieść Twaina czytałam już pod zupełnie innym kątem, ale bawiąc się doskonale. Ta krótka książka to po trosze satyra, powieść łotrzykowska i Bildungsroman. Cały ton powieści przesycony jest sentymentem, nostalgią oraz dowcipem. Wydarzenia mają miejsce w fikcyjnym miasteczku St.Petersburg, w Missouri, które oczywiście przypomina miejsce gdzie wychowywał się pisarz (Hannibal), postacie też oparte są na znajomych i rodzinie autora. Każdy z rozdziałów to prezentacja wyczynów Toma, a trzeba mu przyznać, że jest dzieckiem niezwykle kreatywnym i pomysłowym. Przy okazji jego przygód czytelnik ma okazję do obserwowania satyrycznie ujętych zachowań ludzkich, między innymi naiwności, łatwowierności, potrzeby wróżnienia się z tłumu, brawury, miłosnych zalotów, wychowawczych prób dorosłych.

Sawyer jest dzieckiem tyleż uroczym co niepokornym, o bujnej wyobraźni i sprycie, który gwarantuje mu wykaraskanie się z większości kłopotów jakie nawarzy. Pewna nocna wyprawa Toma i Hucka powoduje, że stają się świadkami morderstwa. Zachowanie dzieci jest oddane z realizmem, chłopcy przysięgają sobie dochować tajemnicy ze względu na niebezpieczeństwo jakie może im grozić ze strony mordercy. Jednak uczciwość i wyrzuty sumienia powodują iż Tom wstawia się w sądzie za niewinnie oskarżonym człowiekiem i w ten sposób ratuje mu życie. A to wszystko to tylko jedno z wydarzeń w barwnym życiu tego chłopca, którego charakterystyka może skłonić dorosłych do ciekawych wniosków. Jego naturalna intuicja w obcowaniu z ludźmi pozwala mu na omotanie ciotki, która się nim opiekuje, zdobycie względów wybranki serca i przewodzenie bandzie chłopców. Ma przywódcze zadatki i zawsze nowe pomysły. Jego niezwykły spokój spowodowany jest tym iż rzadko kiedy bierze coś na poważnie, odbierając świat ze swej dziecięcej perspektywy. Wraz z upływem czasu coraz bardziej dorasta i przechodzi transformację charakteru, z beztroskiego chłopca do rycerskiego (zbiera cięgi od nauczyciela, które należały się Becky) i odpowiedzialnego (namawia Hucka na powrót do szkoły) młodzieńca.

 To co mi się w tej książce podobało najbardziej to styl  Twaina, jego niewymuszony dowcip, lekkość pióra. Ten człowiek miał smykałkę do niezwykle zabawnych prześmiewczych pomysłów fabularnych. Stałam się fanką Marka Twaina.

" (...) rows of small boys, washed and dressed to an intolerable state of discomfort."

" 'Now let's fetch the guns and things', said Huck.

'No Huck, leave them there. They're jus the tricks to have when we go to robing. We'll keep them there all the time, and we'll hold our ories there, too. It's an awful snug place for orgies.'

'What orgies?'

'I dunno. But robbers always have orgies, and of course we've got to have them too."

Amerykańskie Południe

środa, 24 lutego 2010
Życie codzienne w Tokio, Dorota Hałasa

Życie codzienne w Tokio, Dorota Hałasa, Dialog, Warszawa 2004

Życie codzienne w Tokio

Książka Doroty Hałasy została wydana w serii wydawnictwa Dialog "Życie codzienne w miastach Orientu", publikacji ciekawych, przybliżających nam egzotyczne miasta (choć nie tylko, bo w serii wydano też "Życie codzienne w muzułmańskim Londynie"). Autorka, z wykształcenia japonistka, pracowała przez długi czas w Japonii miała więc możliwość zgromadzenia ciekawych doświadczeń.

Pierwsze rozdziały książki są niezwykle nudne i podają informacje, które można znaleźć w innych książkach czy nawet internecie. Dużo liczb, które straciły już na aktualności, wydanie obejmuje lata 1990-2004. Jednak dalej, gdy autorka zaczyna opisywać  samych Tokijczyków i ich zwyczaje robi się naprawdę ciekawie. Każdy z rozdziałów ma krótkie podrozdziały uzupełniające każdy z tematów, mamy podział na "Mieszkańców", "Rodzinę", "Pracę", "Rozrywki" i "Kulturę jedzenia".

Obraz przeciętnego Tokijczyka jaki wyłania się z tej książeczki nie jest godzien pozazdroszczenia, to trybik w ogromnej maszynie państwowej, podporządkowany i ograniczony. Autorka ładnie to ujęła:

"Zachodni styl życia stanowi w Japonii tylko świeżo położoną politurę na starym meblu."

Mimo cudu gospodarczego, dobrobytu, wysokiego poziomu życia i możliwości jakie niosą czasy współczesne Japończyk ciągle tkwi w okowach tradycji. Można powiedzieć, że przez hołdowanie tradycji w Japonii zjawisko gentlemana jest nie znane, to mężczyzna jest najpierw obsługiwany w restauracjach, w zatłoczonych środkach komunikacji miejskiej miejsca nie ustępuje się nikomu a wierna małżonka często podąża o kilka kroków za swym mężem. Autorka spotkała się nawet z opinią iż japoński system feudalny został przełożony na współczesny system państwa przemysłowego. Hałasa nie polega tylko na swych obserwacjach, ale podaje też opinie znajomych Japończyków i ich spostrzeżenia. Bardzo podobała mi się anegdota dotycząca sztuki haragei.

"Często słowa i to, co rozmówca chce nimi zakomunikować, są odwrotnością. Jeżeli mężczyzna, zwracając się bezpośrednio do swojej koleżanki z pracy, krytykuje na przykład jej wygląd, jest to wyraz zainteresowania; a niekiedy nawet wyraz zaangażowania emocjonalnego. W ten sposób stara się zwrócić na siebie uwagę i nawiązać bliższą znajomość, a kobieta - w zależności od kontekstu sytuacyjnego - powinna umieć odczytać przekaz. Pewna cudzoziemka skarżyła się kiedyś naszemu wspólnemu japońskiemu znajomemu, że kolega z pracy powiedział jej , że ma nos jak wiedźma. Nasz znajomy wytłumaczył jej, że jest to komplement i powinna być przygotowana na oświadczyny. Nie mylił się; rzeczywiście, w niedalekiej przyszłości ów kolega poprosił ją o rękę."

Wiele informacji zamieszczonych w tej książce było mi znanych dlatego poleciłabym ją raczej komuś kto dopiero zaczyna się interesować kulturą Japonii lub jako swoiste podsumowanie i uporządkowanie wiedzy. Niewielke rozmiary publikacji nie pozwoliły zamieścić dziennikarce większej ilości informacji, a szkoda, bo Dorota Hałasa ma lekkie pióro, zdolność wnikliwej obserwacji i potrafi zainteresować czytelnika ciekawostkami i zasłyszanymi historiami.

niedziela, 21 lutego 2010
Gnój, Wojciech Kuczok

Gnój, Wojciech Kuczok,W.A.B., Warszawa 2003

Gnój 

"Gnój" to najlepsza polska powieść jaką ostatnio czytałam. Wydawało by się , że Kuczok podejmuje tematy już wyeksploatowane, przemoc w rodzinie, beznadzieja szarego życia, bezradność dziecka, alkoholizm , małe hermetyczne społeczności, ale radzi sobie nieźle. Styl pisarza jest wypracowany, język wręcz wycyzelowany, starannie dobrane słowa, ciekawe neologizmy, operowanie ironią, zmienność form stylistycznych.

Pierwsza część powieści to po trosze saga rodzinna, w której pisarz zapoznaje nas z rodziną starego K. To zarazem część najbardziej optymistyczna i dowcipna.

"Ojciec starego K. miewał braci. Żadnych sióstr - dobrali się z matką starego K. niechcący całkiem symetrycznie. Ojciec starego K. miewał braci, z różnych przyczyn bowiem śmierć przerzedzała ich szeregi, mimo usilnych zabiegów obojga rodziców, by nadążyć w regenerowaniu populacji. Szkarlatyna, gar z wrzątkiem, potem dwukrotnie Wehrmacht rekwirował młodszych K. na wieczysty użytek kostuchy, takoż jedynie ojciec starego K. i jeden brat - zwany Lolkiem - przedłużyli gałąź rodową w Rzeczypospolitej Ludowej."

Dzieciństwo, nieodżałowana arkadia, czas wiecznej szczęśliwości to motywy, które nie dotyczą książki Kuczoka. Szczenięce lata w kraju obarczonym historią to nie przelewki. Bohater książki wychowuje się w śląskim miasteczku w okresie PRLu i na własne nieszczęście jest jedynakiem, którego rodzice mają dość niekonwencjonalne metody wychowawcze, ojciec używa pejcza, matka bezradności. Pisarz już w samym opisie narzędzia do wymierzania kary umie wzbudzić grozę w czytelniku. Strach i przemoc towarzyszy małemu K. wszędzie gdzie tylko się uda, nigdzie nie czuje się bezpieczny. Tu nie ma żadnej nadziei na poprawę losu, beznadzieja życia ogarnia dziecko, którego największym marzeniem jest wojna, która mogłaby mu pomóc w unicestwieniu ojca. Jałowe życie rodziców, w którym kłótnie stanowią jedyny żywszy akcent. Co do niekonwencjonalnych metod wychowawczych starego K., patriarchy rodziny i inteligenta, to autor w ciekawy sposób wyśmiewa wyobrażenia ojca o samym sobie. Uzdrawianie poprzez muzykę poważną staje się tu podejściem groteskowym i śmiesznym, ślepa wiara w kulturę wyższą, którą nie koniecznie się rozumie.

"Haydn był dla mnie największą katorgą. Choć pozostali klasycy wiedeńscy odzwierciedlali mieszczańskie bezguście równie jaskrawo, stary K. szczególnie upodobał sobie Haydna. O ile Beethovena mogłem przyjąć bez grymasu za "melancholijny liryzm kameralistyki" (tak napisano na okładce płyty); o ile u Mozarta mogłem chylić czoło przed "dezynwolturą sonat fortepianowych" (tak stało na okładce leżącej przy gramofonie); o tyle Haydn  był dla mnie wcieleniem muzycznej nudy (do tego bez okładki, w samej przykurzonej i pomarszczonej folii; widać ta nuda nawet się nie poddawała opisowi muzykologów)."

Oczywiście nie jest tak, że książka jest wolna od wad, wspominałam już o trochę wytartych tematach, ale nie oryginalność się tu liczy, tylko ujęcie zagadnienia. Zauważyłam, że Kuczok ma skłonność do zbytniego rozwodzenia się nad pewnymi wątkami, można powiedzieć że momentami traci umiar. Jednym z takich nudniejszych fragmentów jest opis zwyczajów plucia w szkole małego K., rozumiem powtarzalność zamysłu autora, ale co za dużo to nie zdrowo.

 Nagrody literackie

środa, 17 lutego 2010
Książka jako mebel

Powieść "Portugese Irregular Verbs" zrecenzowałam wczoraj,  a dziś chciałam jeszcze poruszyć inną kwestię. McCall żartuje z dzisiejszego społeczeństwa i robi to w całkiem celny sposób, bystrym okiem obserwując  śmiesznostki współczesnych. W jednym z rozdziałów poruszył pewien wydawało by się trywialny problem. Von Igelfeld, autor dzieła "Portugese Irregular verbs" o niezwykłych proporcjach, otrzymuje list od swojego wydawnictwa, któremu udało się sprzedać tylko dwieście egzemplarzy jego książki. Publikacja mimo ustalonej renomy cieszy się powodzeniem tylko wśród osób określonego kręgu, który składa się właśnie z tych dwustu osób. Wydawnictwo, któremu pozostało siedemset egzemplarzy, obliczyło, że wyżej wymienioną pozycję będzie sprzedawało do XXII wieku, proponuje więc szybsze wyjście:

 "'We have received an offer from a firm of interior decorators', he read. 'They decorate the apartments of wealthy people in style which indicates good taste and education. They are keen to purchase our entire stock of "Portugese Irregular Verbs", which, as you know, has a very fine binding. They will then, at their own expense and at no cost to yourself, change the embossed spine title to "Portugese Irrigated Herbs" and use them as book furniture for the bookshelves they install in the houses of their customers. I am sure you will agree that this is  an excellent idea, and I look forward to receiving your views on the proposition."

Oczywiście nasz filolog jest oburzony i postanawia wziąć sprawy we własne ręce, tzn. sprawdzić kto z jego znajomych jeszcze nie posiada jego niezwykle przydatnej księgi. Delikatna kpina pokrywa prawdę, czytając ten fragment zdałam sobie sprawę jak bardzo jest realny. Kiedyś widziałam (niestety nie pamiętam gdzie) plastikowe atrapy książek, eleganckie skórzane obwoluty a w środku nic. W internecie reklamują się osoby, które tworzą biblioteki na zamówienie dla osób zbyt zajętych, ale posiadających odpowiednie środki i chyba działa to na podobnej zasadzie co w podanym przez mnie fragmencie.

wtorek, 16 lutego 2010
Portugese Irregular Verbs, Alexander McCall Smith

Portugese Irregular Verbs, Alexander McCall Smith, Abacus

Portugese Irregular Verbs

Alexander McCall to płodny pisarz, który jest autorem kilku popularnych cyklów ("Kobieca agencja detektywistyczna nr 1" i "Niedzielny klub filozoficzny"), ale ja zaczęłam od "The 2 1/2 Pillars of Wisdom", które pierwsze wpadły mi w ręce. "Portugese Irregular Verbs" to pierwsza książka, której bohaterem jest uczony i filolog, profesor dr Moritz-Maria Von Ingelfeld.  Odrobinę ekscentryczny, nieszkodliwy fanatyk umierających języków i Portugalskiego, jest osobą, której stosunek do świata wyznaczają nieco staroświeckie poglądy. Moritz jest niezwykle pochłonięty sobą i pretensjonalny. Wrażliwy Niemiec, o nieco flegmatycznym podejściu przyjmuje życie i jego porażki z charakterystycznym spokojem. Jest autorem "wielko pomnego" i niezwykle grubego dzieła pt."Portugese Irregular Verbs", które pojawia się w wielu opowiadaniach zawartych w książce. W tej krótkiej książce mamy osiem opowieści z życia Ingelfelda i jego dwóch przyjaciół, równie oryginalnych ekscentryków.

Autor z humorem naigrawa się z szanownego profesorskiego towarzystwa, delikatnie drwiąc i ironizując z śmiesznostek. Niektóre z dowcipów są lepsze, inne gorsze, a jeszcze inne bez sensu, ale to pewnie też kwestia poczucia humoru, nie wszystkich śmieszy to samo, może nie wybuchałam salwami śmiechu, ale bawiłam się całkiem dobrze. Całkiem przyjemna książka.

Próbka humoru autora:

"Unprotected fencing amongst students was then strongly discouraged, even if there had been time when it had flourished greatly in Heidelberg. In spite of this twentieth century squeamishness, a small group of students obstinately adhered to the view that the possesion of a small duelling scar on the cheek made an important statement about one's values, and was also of incidental value in later advancement in one's career. It was widely suspected that a man with a scar would always give a job to another man with a scar, even if there was a stronger, unscarred candidate."

poniedziałek, 15 lutego 2010
łańcuszek

Zapytana przez Eruanę odpowiadam:

1. Na co zwracasz największą uwagę, czytając książki? Co musi mieć powieść (przynajmniej jeden element), że czytasz ją z przyjemnością?

Wydaje mi się, że najpierw na styl autora, to decyduje czy będe czytać dalej i odnajde w danej książce inne pozostałe elementy (ciekawa fabuła, poczucie humoru, językowe zabiegi różnego rodzaju itd.).

2. Jeśli czytasz powieść, w której pojawiają się niezrozumiałe dla Ciebie kwestie, to szukasz na nie odpowiedzi poza nią, czy "płyniesz z prądem" i czytasz dalej?

Tak na zdrowy rozsądek to warto poszukać odpowiedzi poza książką żeby lepiej ją zrozumieć, autor mógł przecież założyć,że czytelnik będzie wiedział o co mu chodzi i nie wysili się na próżne tłumaczenia.

3. Czy wśród Twoich znajomych, przyjaciół więcej jest osób o podobnych gustach czytelniczych do Twojego, czy wręcz przeciwnie?

Tak mniej więcej jedna osoba.

4. Czy chętnie poznajesz nowe książkowe obszary, czy raczej wolisz trzymać się gatunków, które lubisz?

Chętnie próbuje czegoś nowego gdy w danym momencie skończyła się moja chęć do obsesyjnego zgłębiania jednego tematu.

5. W księgarni trwa wyprzedaż książek, wszystko jest 50% taniej i oczywiście jest w niej książka, którą od dawna chciałaś mieć, ale kosztowała np. 100 zł. Czy wchodzisz do środka wiedząc, że jeśli wydasz te 50 zł, będziesz musiała zapożyczyć się, żeby dotrwać do końca miesiąca?

Pytanie! Oczywiście, że tak.

Pod spodem moje pytania, a o odpowiedź proszę i.love.impala.67basille, lilybeth

1. Czy są autorzy, których książki gromadzisz wręcz obsesyjnie?

2. Czy czytajac książkę załapałaś się na tym, że chciałabyś głównemu/głównej bohaterowi/bohaterce przyłożyć za głupotę?

3. Czy negatywne recenzje powieści potrafią cię skutecznie od niej "odstraszyć"?

4. Czy umiesz zatracić się w lekturze książki do tego stopnia, że zapominasz o bożym świecie?

13:51, bsmietanka
Link Komentarze (3) »
piątek, 12 lutego 2010
Droga do domu, Rose Tremain

Droga do domu (The Road Home), Rose Tremain,Vintage

The Road Home

Nie czytałam jeszcze "Muzyki i ciszy", jedynej książki tej autorki wydanej na polskim rynku, ale po lekturze "The Road Home" może za jakiś czas sięgnę. Przeczytana przeze mnie powieść to solidnie napisana "kobieca" lektura, w którą całkiem miło można się zagłębić.

Lev, bezrobotny Rosjanin po czterdziestce, udaje sie do Londynu z dwudziestoma funtami w kieszeni i znajomością podstawowych słów i zwrotów w języku angielskim by znaleźć pracę na utrzymanie rodziny. Na miejscu przekonuje się, że jego finansowe aktywa starczą tylko na jeden nocleg w najtańszym hotelu. Zagubiony, bez znajomych w obcym mieście, przez kilka dni koczuje na opuszczonej klatce schodowej. Główny bohater to człowiek "z głową w chmurach", prześladowany przez wspomnienia dotyczące zmarłej żony, z której śmiercią jeszcze się nie pogodził. Melancholik kochający swą matkę i czteroletnią córeczkę. Przepełniony odpowiedzialnością swojej misji w obcym kraju postanawia wziąć się w garść i odnaleźć siebie na nowo w Wielkiej Brytanii. Dzięki pomocy Lydii, nowej znajomej, znajduje pracę "na zmywaku" i tanie lokum. Wkrótce Lev oswaja się w Londynie, nawiązuje przyjaźnie, zakochuje się, a nawet odnajduje swą życiową pasję. To czego nie mogła mu dać ojczyzna odnalazł na emigracji - cel w życiu i hobby. To powoduje, że stosunek tej postaci do życia zmienia się, a on sam nabiera nadziei i ośmiela się marzyć o szczęśliwej przyszłości.

Oczywiście nie wszystko na emigracji wygląda tak pięknie i różowo, autorka przedstawia bezlitośnie szczery portret Brytyjczyków oczami swego bohatera. Powierzchowność, pęd za sławą i pieniędzmi, niezwykła miłość do celebrytów, coraz poważniejszy problem otyłości, problemy wychowawcze, młodociani przestępcy czy pogarda dla emigrantów i odraza dla ludzi poszukujących azylu.

Pisarce udało się napisać taką "ludzką" historię, z dającymi się lubić bohaterami. Oczywiście momentami naciąga prawdopodobieństwo, bo oprócz kilku trudności z jakimi boryka się Lev, reszta układa się zaskakująco szybko po jego myśli.

Orange Prize 2008 

Nagrody literackie

wtorek, 09 lutego 2010
Hrabia Emil, Zofia Nałkowska

Hrabia Emil, Zofia Nałkowska, Czytelnik, Warszawa 1977

"Hrabia Emil", wydany po raz pierwszy w 1920 roku, należy do wcześniejszych powieści Zofii Nałkowskiej. Daleko tej książce do świetnych "Medalionów", przed pisarką jeszcze ponad dwadzieścia parę lat pracy nad warsztatem i stylem.

Ta powieść to swoisty dziennik dojrzewania, życiowej obserwacji. Czytelnik śledzi życie arystokraty od jego dzieciństwa aż do śmierci. Model osobowości jaki tworzy to estetyzm spleciony z intelektualizmem, który określa charakter  świata przedstawionego. Nasz bohater wiedzie życie niesplamione pracą, pełne uciech typowych dla arystokracji, ale bez zatracania się w nich. To zblazowany młody człowiek, który po prostu korzysta z uciech życia podanych mu na talerzu, ale bez dekadentyzmu. Ot, ma wszystko czego zapragnie i korzysta mimochodem. Tkwi w specyficznym stanie uśpienia aż do momentu odnalezienia nowej fascynacji lub kochanki, wtedy ożywia się zwabiony nową zabawą, ale też bez wielkiej namiętności. To co rozpala później jakieś gorętsze uczucia w Emilu to chęć walki za ojczyznę, patriotyczne uczucia, które rosną wraz z wiekiem. Przy okazji wojny autorka robi przegląd poglądów społeczeństwa polskiego na tę kwestię i nie wypada ona najlepiej, w ostałym się porządku u zaborców można załatwić wiele spraw za pomocą kilku butelek. Polacy wypadają dość niemrawo i ospale.

Śmierć hrabiego, któremu nie dane jednak było święcić wojennych triumfów to jakby koniec pewnej epoki w Polsce, której przeciwstawiony zostaje kuzyn Ryś, uosobienie nowych czasów, nowego typu Polaka.

Jednym z ulubionych tematów Nałkowskiej jest zmienność człowieka w cudzych i własnych oczach bohatera, kwestia poruszona także i w tej powieści. Pierwsze utwory pisarki, nieskrystalizowane jeszcze, pisane z młodopolskim zacięciem zapowiadają powolne przesilenie w jej twórczości. Psychika człowieka, zmienność nastrojów, przemiany wewnętrzne zachodzą w bohaterach na tle nikłej, luźnej fabuły.

sobota, 06 lutego 2010
Tajemnica rodu Hegartych, Anne Enright

The Gathering (Tajemnica rodu Hegartych), Anne Enright,Vintage

The Gathering

Czwarta książka uznanej w Anglii pisarki Anne Enright nie wywarła na mnie dużego wrażenia. Jest to sprawnie napisana powieść, ale mnie znudziły się nastrojowe wycieczki w głąb siebie, urozmaicone wymyślonymi historiami. Do tego z powieści aż wieje pesymizmem, postać głównej bohaterki nie świadczy dobrze o kondycji typowego współczesnego małżeństwa i roli kobiety jaką ma w nim do spełnienia. Myślę, że polski tytuł nie jest trafiony, owa tajemnica zostaje w końcu zdradzona tak mimochodem i praktycznie nie wprowadza żadnych zmian w fabule.

Veronica, nasza narratorka i bohaterka powieści, zapoznaje nas z historią swojej irlandzkiej rodziny. Na klan Hegartych składa się dwanaścioro dzieci wyjątkowo "przedsiębiorczych" rodziców. Historia rozpoczyna się wraz ze śmiercią ukochanego brata Veronici, Liama. Jej opowieści dotyczą ich samych, rodziców oraz jej babki, Ady. Myśli narratorki płyną swobodnie, pozwala się nieść swojej fantazji, niedbale sięgając po wspomnienia, mieszając je z historiami aktualnymi i opowiadającymi o jej mężu i córkach. Po przetrawieniu i zanalizowaniu wielu wydarzeń tkwiących w zakamarkach pamięci, mierzy się ze wspomnieniem, które jest dla niej tak traumatyczne, iż sama nie ma pewności czy wydarzyło się naprawdę. Obracanie go w pamięci i poddawanie analizie pozwala niejako pogodzić się z tym co zaszło, a co prawdopodobnie było powodem samobójstwa Liama.

Obraz Veronici jaki wyłania się z tych opowieści nie jest optymistyczny, kobieta tkwi w jakimś marazmie, którym sama się oplotła, szamocząc się bez celu. Depresja sprawia, że troskliwy mąż i ukochane córeczki stają się dla niej źródłem sprzecznych uczuć.

Język Enright jest dosadny i oryginalny, bogaty w bezceremonialne, szczere zwroty. Potęguje on ponurość tej książki, tu nie ma sentymentów. Momentami zabawny, ale w jakiś taki złośliwy, odarty z beztroski sposób.

Man Booker Prize 2007

Nagrody literackie

piątek, 05 lutego 2010
"Harfa traw" i wątek miłosny

Jakoś ta "Harfa traw" nie daje mi spokoju więc muszę sobie jeszcze trochę podywagować. Dawno nie czytałam książki, która z taką bezpretensjonalnością podjęłaby temat miłości. Dolly, stara panna, tkwi zawieszona w swoim życiu, bezwolnie poddając się decyzjom swojej siostry. Jednak gdy po raz pierwszy w życiu podejmuje próbę buntu  uwalnia lawinę wydarzeń, która pociąga za sobą pojawienie się pierwszej miłości. Dolly jako kobieta bojaźliwa, o osobowości dość nietypowej, nigdy nie prowadziła intensywnego życia towarzyskiego, wobec obcych ludzi odczuwała strach i niepewność. Stary domek na drzewie, miejsce ucieczki, przyciąga wiele osób i zamienia się w pewnego rodzaju "dom otwarty". Staje się azylem i miejscem rozwoju gorącego uczucia. Gdy pojawia się emerytowany sędzia, oboje bohaterów uświadamia sobie jak bardzo siebie potrzebują na wzajem. Sędzia mimo iż posiada dwóch synów i wnuki, także tkwi na marginesie samotności. Bezczynny zawodowo, odepchnięty przez własną rodzinę, nie przystaje do wizji idealnej familii jaką wymarzyli sobie jego synowie. On także tkwi "zawieszony" w przestrzeni nudnego i niesatysfakcjonującego życia. Decyzja przyłączenia się do uciekinierów to manifest niezależnych poglądów i próba odmienienia swojego losu.

Capote nie potrzebuje wielkich gestów, kwiecistych wyznań miłosnych by stworzyć magiczny obraz pełen uczucia. Afekt, który połączył tych dwoje jest przedstawiony w sposób "dyskretny", z delikatnym sentymentalnym zabarwieniem. To dwoje starszych ludzi, którzy mają już za sobą większość swego życia a teraz po prostu się odnaleźli. Dla Dolly sędzia staje się opoką, daje jej poczucie bezpieczeństwa, pewność tego, że zawsze może na niego liczyć. Nawet w takiej kryzysowej sytuacji jak sprowadzenie na kolację piętnastoosobowej rodziny, i rzeczywiście starszy pan nie traci głowy i z męską stanowczością wrzuca wszystko co ma pod ręką do garnka.

Oświadczyny też nie są spektakularne, są raczej usankcjonowaniem łączącego ich uczucia, choć Dolly nie przyjmuje propozycji to przecież nie odrzuca łączącej ich miłości. Ona po prostu chciała mieć możliwość wyboru, która dla niej bardziej się liczyła niż jego podjęcie. Czasem chcielibyśmy po prostu wiedzieć, że mamy jeszcze jakieś inne wyjście.

Amerykańskie Południe w literaturze

 
1 , 2
Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka