poniedziałek, 31 stycznia 2011
Koczobrykiem po Warszawie!...

Koczobrykiem po Warszawie!..., Janina Siwkowska,Książka i Wiedza 1966

 Koczobrykiem po Warszawie!...,Janina Siwkowska

"Koczobrykiem po Warszawie!..." to nic innego jak "Zbiór na dokumencie opartych stylizacji na tematy życia Warszawy pierwszej połowy XIX wieku". Czterdzieści jeden szkiców urozmaica nam mnogość ilustracji, rycin, mapek, przedruków. Do tego stylizowany język, autorka z wielką dbałością oddaje jego niuanse i śmieszności, nie oszczędzając na archaizmach i cytatach. To wszystko sprawia, że czytelnik z początku jest dość skołowany tą kwiecistą polszczyzną, ale po jakimś czasie można przywyknąć, albo i nie. Tu mała próbka:

"A nie mówiąc już, panie dobrodzieju, o Dworcu Kolei Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej przy rogu ulicy Marszałkowskiej i drogi Jerozolimskiej stojącym - bo ten na podziw nie tylko Warszawianom, ale całej Europie rośnie jeszcze jak na drożdżach, w magazyny ustawicznie się przymnażając - rozejrzeć by się wypadało po naszej Stolicy, która tyle z dniem każdym w splendor i ochędóstwo wzrasta. Bez rozmyślnego nawet a przenikliwego rozpatrzenia takowego stanu rzeczy każdy uczuć się musi spowodowanym do wykrzykników zachwytu w uznaniu za szanowną dążność, z jaką jenialne umysły poniektórych osób - w oparciu o całe społeczeństwo warszawskie -  marzenia własne i całej Stolicy, z krzepką ufnością w pomyślny skutek - w owoc umiejętności, w widome znaki porządku i gustu bezprzestannie na oczach wszystkich przemieniają."

Pisarka wprowadza nas  w świat uciech Warszawiaków poczynając od lat dwudziestych XIX wieku, kończąc na roku 1847. Sam ton książki jest w wymowie zabawny, niefrasobliwy, lekko prześmiewczy. Co wzruszało ówczesne panie, czym interesowali się panowie, jak spędzano Zielone Świątki, Wianki, Zaduszki czy Gwiazdkę. Co grano w teatrach, który ogród był najmodniejszy, jakie powieści czytano z upodobaniem. Do tego parę anegdotek o znanych historii postaciach i wydarzeniach - Juliuszu Słowackim, Adamie Mickiewiczu, powstaniu listopadowym; czy wreszcie o uczonych psach i szybkobiegaczach. Wybór różnorodny i zajmujący.

Jednakże tą pozycję poleciłabym chyba prawdziwym fanatykom XIX wieku, lubującym się w ciekawostkach i drobiazgach epoki. Maniera autorki może się wydać niektórym nieznośną, choć właśnie dla innych obcowanie z takim językiem może być zaletą. Króciutkie szkice napakowane są wręcz drobnymi szczegółami, smaczkami życia codziennego. Siwkowska wtrąca do tekstu co chwila takie informacje jak: czym się panie perfumowały, podaje adresy najpopularniejszych sklepów, zdradza gdzie można się było zaopatrzyć w kozi łój do pielęgnowania rączek, czym podbić pelisę, i jaki wzór chusty był najmodniejszy. Mnie klimat książki się spodobał i pozwolił naprawdę wczuć się w owe czasy, więc po następne książki Janiny Siwkowskiej na pewno sięgnę.

piątek, 28 stycznia 2011
Shirley, Charlotte Bronte

Shirley, Charlotte Bronte, Penguin Classics

 Shirley, Charlotte Bronte

To moja pierwsza lektura "Shirley" Charlotte Bronte i jestem pod wrażeniem. Książka ukazała się po raz pierwszy w 1849 r. i została dobrze przyjęta przez czytelników. Już we wstępie autorka gotuje czytelnikowi taką oto zachętę do dalszego wgłębienia się w lekturę:

"If you think, from this prelude, that anything like a romance is preparing for you, reader, you never were more mistaken. Do you anticipate sentiment, and poetry, and reverie? Do you expect passion, and stimulus, and melodrama? Calm your expectations; reduce them to a lowly standard. Something real, cool, and solid lies before you; something unromantic as Monday morning, when all who have work wake with the consciousness that they must rise and betake themselves thereto. It is not positively affirmed that you shall not have a taste of the exciting, perhaps towards the middle and close of the meal, but it is resolved that the first dish set upon the table shall be one that a Catholic—ay, even an Anglo-Catholic—might eat on Good Friday in Passion Week: it shall be cold lentils and vinegar without oil; it shall be unleavened bread with bitter herbs, and no roast lamb."

Cóż, nie możemy zarzucić pisarce braku szczerości. Fakt, akapit jest niezwykle gorzki w wymowie, ale trudno się dziwić dziewczynie, gdy w ciągu jednego roku traci ukochane rodzeństwo. Nie był to najlepszy moment w jej życiu. Z drugiej też strony, mamy okazje zamienić romans na kawałek "prawdziwego", choć fikcyjnego, życia. Co do samej fabuły, to ta rozwija się niezwykle powoli i oscyluje wokół czworga bohaterów. I mimo, że wszystko kończy się szczęśliwie, to książka zrobiła na mnie wrażenie dość smutnej, ukazuje bez ogródek pozycje kobiety w społeczeństwie angielskim XIX wieku. Bo tym razem autorka wychodzi poza ramy personalnych przygód swoich postaci. Akcja ma miejsce w Yorkshire, w czasie protestów Ludystów (1811-1812), gdy nowe maszyny w fabrykach są przyczyną zwolnień pracowników. Bronte skupia się na losach dwóch kobiet, Shirley Keeldar i Caroline Helstone, całkowicie różnych bohaterek, które dzieli wszystko oprócz przyjaźni, charakter, majątek (albo jego brak jak w przypadku panny Helstone), usposobienie, wygląd. Jedna jest niezależną dziedziczką fortuny, druga sierotą wychowywaną przez wujka bez jakiegokolwiek majątku czy zabezpieczenia finansowego. Shirley, dumna, nieposkromiona, odważna ale uparta i czasem okrutna. Caroline wrażliwa, delikatna, nieśmiała, pełna współczucia dla innych, lecz ceniąca samotność i beznadziejnie zakochana. Dziewczyna cierpliwie znosi swój los, gdyż wie, że nie ma szans wyjść za mąż bez porządnego posagu, jest młoda i piękna, lecz zamiast czerpać z życia pełnymi garściami obmyśla swoją staropanieńską przyszłość. To co mi się w tej książce podobało to przedstawienie pozycji kobiety w ówczesnym społeczeństwie z dwóch zupełnie różnych stron, do tego niezwykła ilość ciekawych bohaterów, wielowymiarowych i ciekawych. Te wszystkie typy mężczyzn różnorako odnoszących się do kobiet, jedni się ich boją i  gardzą nimi, inni uwielbiają płeć piękną.

Powieść porusza problemy społeczne i polityczne, bezrobocie, biedę, poglądy poszczególnych stronników politycznych. Duchowieństwu też się dostaje. Wydaje mi się, że jak na ówczesne czasy musiała to być odważna powieść, mówiąca otwarcie o ówczesnych palących  problemach, nie tylko społecznych. Tytułowa bohaterka nie jest w końcu wiktoriańską strażniczką domowego ogniska, a pełną wigoru właścicielką majątku, która umie nim kierować i wie gdzie inwestować. Podczas gdy kobiety z sąsiedztwa tkwią w domach.

“Look at the numerous families of girls in the neighbourhood: the Armitages, the Birtwhistles, the Sykes. The brothers of these girls are every one in business or in professions; they have something to do: their sisters have no earthly employment, but household work and sewing; no earthly pleasure, but an unprofitable visiting; and no hope, in all their life to come, of anything better. This stagnant state of things makes them decline in health: they are never well; and their minds and views shrink to wondrous narrowness.(…) They scheme, they plot, they dress to esnare husbands. (…) Could men live so themselves?”

Mimo, że Shirley jest powieścią historyczną to pisarka mało miejsca poświęca sytuacji robotników, wiemy, że cierpią, ale są gdzieś tam z boku. W tej książce najważniejsze są kobiety. Zastanawiam się jakie wrażenie musiała robić na płci pięknej ta publikacja.

"You expected bread, and you have got a stone; break your teeth on it, and don't shriek...you will have learned the great lesson how to endure without a sob."
 
Na sam koniec chciałam poruszyć jeszcze jedną kwestię - czy mi się wydaje, czy ciągle jeszcze nie ma polskiego tłumaczenia "Shirley"?

seria:Penguin Classics

czwartek, 27 stycznia 2011
Książki o średniowieczu

Tak jak w przypadku mojej listy książek o Warszawie (link) tak i tu pojawią się powieści, opracowania naukowe, wszelkiej maści książki historyczne dotyczące średniowiecza, który to okres należy do moich fascynacji.

opracowania historyczne:

"Historia brudu" Katherine Ashenburg

"Najsłynniejsze miłości królów polskich" Jerzy Besala

"Polska Piastów" Paweł Jasiennica

"Polska Jagiellonów" Paweł Jasiennica

"Miłość staropolska. Obyczaje, intrygi, skandale" Agnieszka Lisak

"Alienor z Akwitanii" Regine Pernoud

"Królowa Blanka" Regine Pernoud

"Kobieta w czasach katedr" Regine Pernoud

"Pomniki bólu i śmierci" Szymon Wrzesiński

"Historia życia prywatnego. Od Cesarstwa Rzymskiego do roku tysięcznego"

powieści historyczne:

"Dama z jednorożcem" Tracy Chevalier

"Król z żelaza" Maurice Druon

"Zamordowana królowa" Maurice Druon

"Trucizna królewska" Maurice Druon

"Filary ziemi" tom 1 Ken Follett

"Świat bez końca"  tom 2 Ken Follett

"Żydówka z Toledo" Lion Feuchtwanger

"Krucjata Pagana" Katherine Jinks

"Krzyżowcy" Zofia Kossak tom1

"Król trędowaty" Zofia Kossak tom 2

"Bez oręża" Zofia Kossak tom 3

kryminały:

"Ludzie wiatru" Viviane Moore

"Tajemnica świętych relikwii" Ellis Peters

"The Tainted Relic"

powieści fantasy / science-fiction osadzone w średniowieczu:

Trylogia Arturiańska Bernard Cornwell

"Zimowy monarcha" tom 1 Bernard Cornwell

"Nieprzyjaciel Boga" tom 2 Bernard Cornwell

"Excalibur" tom 3 Bernard Cornwell

"Gra o tron" tom 1 George R. R. Martin

"Księga Sądu Ostatecznego" Connie Willis

środa, 26 stycznia 2011
Pięćdziesięcioro najpiękniejszych ludzi świata

"Jako naukowiec prowadzący całą masę ważnych badań, jestem człowiekiem zajętym, bardzo zajętym. Wszystkie te nocne doświadczenia w laboratorium i konieczność częstego wołania "eureka!" sprawiają, że prawie wcale nie mam czasu na lekturę czasopism. Niemniej jednak rzuciłem wszystko, by dogłębnie przestudiować specjalny podwójny numer tygodnika "People" z 10 maja 1999 roku poświęcony "Pięćdziesięciorgu najpiękniejszym ludziom świata". Był fantastyczny. Zamieszczono w nim kolorowe plakaty i wskazówki, jak dbać o wygląd, ale wydawcy nie ograniczyli się do takich drobiazgów, zajęli się także jednym z głównych palących problemów naszych czasów. "Geny czy środowisko?" - pytają na pierwszej stronie, jak gdyby zastanawiali sie, czemu tak naprawdę pięćdziesięcioro wybrańców zawdzięcza możliwość pojawienia się w tym specjalnym numerze. "O urodę można się spierać bez końca." Co najlepsze, notki dotyczące każdego z tej pięćdziesiątki zawierają sformułowaną przez samych wybrańców lub osoby z ich najbliższego otoczenia (partnera, mamę, fryzjera) ocenę, czy swoją uprzywilejowaną pozycję zawdzięczają genom, czy środowisku. (...)

Prawdopodobnie najbardziej radykalne stanowisko w tej grupie prezentuje aktorka Sandra Bullock twierdząca, że jej uroda jest  zwykłym złudzeniem, który to pogląd stawia ją w jednym rzędzie z wyznawcami doktryny Łysenki prowadzącymi w Związku Radzieckim eksperymentalne uprawy pszenicy w katach trzydziestych XX wieku. Wystarczy bliżej przyjrzeć się jej pracy - na przykład scenie, w której przejmuje prowadzenie autobusu w filmie Speed: niebezpieczna prędkość - by dostrzec w jej dorobku podskórne nury takiego radykalizmu.

 Podobnie skrajne opinie można oczywiście znaleźć także u członków przeciwnej frakcji ideologicznej, mianowicie wśród najpiękniejszych zaliczających się do deterministów genetycznych. Chyba najzuchwalszy pośród nich jest Josh Brolin, aktor, którego stwierdzenie dla osób o bardziej wyważonych poglądach wygląda na prowokację, ale jemu podobnym mogłoby posłużyć za hasło na sztandary powiewające nad ich barykadą: "Zostałem obdarzony dobrymi genami mojego ojca" Podobną opinię wyraża wyżej wspomnianej Gwyneth Paltrow: "Była piękna od początku". Och, doprawy, młodzi państwo Bralin i PAltrow, mógłby zaoponować zwolennik koncepcji kształtujących wpływów środowiska, ale co by było, gdyby wasze genetyczne przeznaczenie natknęło się po drodze na ciężki przypadek krzywicy czy ospy? Jakie okładki byście wtedy zdobili?"*

*Małpie amory i inne pouczające historie o zwierzęciu zwanym człowiekiem (Monkeyluv and Other Essays on Our Lives as Animals), Robert M. Sapolsky, przełożyła Elżbiet Józefowicz, Prószyński i S-ka

 Małpie amory

14:37, bsmietanka , cytaty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 stycznia 2011
Małpie amory, Robert Sapolsky

Małpie amory i inne pouczające historie o zwierzęciu zwanym człowiekiem (Monkeyluv and Other Essays on Our Lives as Animals), Robert M. Sapolsky, przełożyła Elżbiet Józefowicz, Prószyński i S-ka

 Małpie amory

"Małpie amory" pożyczyłam od siostry już dość dawno i kurzyły się u mnie na półce, aż postanowiłam je przeczytać niejako przy okazji wyzwania Papierowy zwierzyniec. Teraz żałuję, że kurzyły się tam tak długo, pozycja okazała się bowiem lekturą błyskotliwą, dowcipną i ciekawą.

Robert Sapolsky jest profesorem biologii i neurologii, pracownikiem naukowym Instytutu Badań nad Naczelnymi, a przy tym wszystkim jest człowiekiem, któremu nie zbywa na poczuciu humoru. Dawno nie czytałam książki tak przesyconej żartami (w dodatku śmiesznymi) i jednocześnie pouczającej, poruszającej tak ważkie tematy. Publikacja podzielona jest na trzy części: "Geny i my", "Nasze ciało i my", "Społeczeństwo i my", poruszone są takie tematy jak kod DNA, klonowanie, monogamizm, neurobiologia snu, idee Williama Jamesa, PTSD, związki między kulturą i biologią oraz wiele innych.

"Pomyślmy tylko: zastępy naukowców badają neuronalne podstawy agresywnych zachowań, analizują właściwe im ścieżki nerwowe, neuroprzekaźniki związki czynników genetycznych i środowiskowych, wpływ hormonów i tak dalej. Organizują konferencje na ten temat, piszą doktoraty, wdają się w małostkowe spory akademickie, w nieprzyjemne awantury o stanowiska i w ogóle - a tymczasem wirus wścieklizny "wie", które neurony zaatakować, żeby się ktoś wściekł."

Nie należę do osób, które jakoś specjalnie interesują się biologią, raczej liczę, że odpowiednio ciekawe tytuły podetknie mi siostra pochłonięta tymi tematami, dlatego jestem pewna, że "Małpie amory" to pozycja dla wielu czytelników, nie koniecznie zainteresowanych kodem genetycznym czy neurologią. Autor pisze w taki ciekawy sposób, że potrafi wzbudzić zainteresowanie czytelnika i jego uwagę, ba, on potrafi przystępnie wiele rzeczy wytłumaczyć. Do tego wszystkie eseje odnoszą się w jakiś sposób do naszego codziennego życia, przesycone są dowcipnymi uwagami Sapolsky'ego, kawałami i innymi urozmaiceniami, które powodują, że lektura tej książki jest przyjemna, a sam czytelnik ma dodatkową, budującą świadomość, że czegoś pożytecznego się dowiedział. Sam autor nie zawsze jest miły, bo potrafi nieźle posługiwać się ironią i drwiną, które kieruje przeciwko obiegowym twierdzeniom oraz quasi-naukowcom. Z tego wszystkiego wypływa autentyczna pasja naukowa człowieka, który nie spocznie dopóki nie zbada dokładnie frapującego zagadnienia i czegoś o nim nie napisze. ta energia, pęd do wiedzy oraz ciekawość są zaraźliwe w tym przypadku.

niedziela, 23 stycznia 2011
Książki o Warszawie

Na tej liście znajdą się zrecenzowane przeze mnie książki zarówno historyczne jak i powieści, kroniki, prace naukowe oraz wspomnienia mieszkańców Warszawy. Temat Warszawy należy do jednych z moich ulubionych, zwłaszcza stolica w okresie XIX wieku, mam nadzieję że nie tylko varsavianiści znajdą coś dla siebie. Listę będe uzupełniać na bieżąco.

recenzje książek historycznych:

"I była dzielnica żydowska w Warszawie" Władysław Bartoszewski, Marek Edelman

"W dawnych cukierniach i kawiarniach warszawskich" Wojciech Herbaczyński

"Warszawa romantyczna" Alina Kowalczykowa 

"Warszawa kryminalna" Helena Kowalik

"Drobnomieszczaństwo w dziewiętnastowiecznej Warszawie" Stefania Kowalska-Glikman

"Warszawa w powstaniu listopadowym" Tadeusz Łepkowski

"Warszawa Prusa i Gierymskiego" Artur Międzyrzecki

"Intymne życie niegdysiejszej Warszawy" Stanisław Milewski

"Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy" Stanisław Milewski

"Sekrety starych więzień" Stanisław Milewski

"Rodzina burżuazji warszawskiej i jej obyczaj" Mariola Siennicka

"Koczobrykiem po Warszawie!..." Janina Siwkowska

"Warszawskie to i owo" Adam Słomczyński

"Namiestnicy Warszawy" Danuta Szmit-Zawierucha

"Życie polskie w XIX wieku" Stanisław Wasylewski

"Gwara warszawska dawniej i dziś" Bronisław Wieczorkiewicz

wspomnienia:

"Zima o poranku" Janina Bauman

"Dziennik z getta warszawskiego" Mary Berg

"Moje Nalewki" Bernard Singer

literatura:

"Syrena zawsze zwodnicza" Portrety Warszawianki w XIX wieku

czwartek, 20 stycznia 2011
1Q84, Haruki Murakami

1Q84, Haruki Murakami, przełożyła Anna Zileińska-Elliott, MUZA, Warszawa 2010

 1Q84

To druga powieść tego autora, jaką czytam i mimo mojego skromnego doświadczenia w materii twórczości Murakamiego, od razu mogę stwierdzić, że ma on dość niezwykły, aczkolwiek niepowtarzalny styl. Myślę, że to swoisty przejaw talentu pisać tak, by czytelnik od razu mógł rozpoznać wykreowany świat pisarza i nie pomylić go z żadnym innym. Ten styl jest niesamowicie charakterystyczny, nie zdążyłam jeszcze do niego przywyknąć ani go zgłębić, odnoszę jednak wrażenie, że tego twórcę albo się czyta z oddaniem albo omija szerokim łukiem.

Otwarcie przyznam, że pomimo dość zakręconej fabuły książka zdołała wciągnąć mnie na tyle, że nie wiedziałam kiedy śmignęłam przez prawie 500 stron. Co najlepsze, akcja rozpoczyna się tak naprawdę dopiero pod koniec powieści, gdy już poznajemy przeszłość dwojga głównych bohaterów i wreszcie wszystkie nici skomplikowanych połączeń ukazują się naszym oczom.

Dwoje głównych bohaterów to niezwykłe osobowości, Tengo i Aomame, on zdolny matematyk o pisarskich ambicjach, ona trenerka na kursach samoobrony i zabójczyni "w słusznej" sprawie. Wydaje się, że nie mają ze sobą nic wspólnego, ale w miarę rozwoju fabuły widzimy jak bardzo ich losy ocierają się o siebie. Postacie wielowymiarowe, przemyślane, kryjące w sobie wiele tajemnic - jak prawdziwi ludzie. Choć chyba najciekawiej wypada Fukaeri, młoda autorka "Powietrznej poczwarki", którą Tengo podejmuje się poprawić (powieść, nie autorkę), tak aby  dopracowana w ten sposób jej historia znalazła uznanie. Jak widać w powieści mamy wiele problemów natury etycznej. Czy można samowolnie wymierzać sprawiedliwość każąc śmiercią, jakie mamy do tego prawo? Czy bestialstwo innych usprawiedliwia nasze własne? O sprzedajności literackiego rynku i jego podwójnej moralności, sztucznej uprzejmości wydawców, recenzentów i naiwności ludzkiej. Autor pisze samej ludzkiej naturze, o tym jak słabi potrafią być ludzie. No i wreszcie kontrola, inwigilacja i sekty, ich ingerencja w życie jednostek.

Z drugiej strony patrząc, tak z boku na fabułę, to jej zawirowania są momentami komiczne i niewiarygodne. Dziewczyna schodzi po metalowej drabince z autostrady i przypomina się jej jak kiedyś z przyjaciółką zabawiały się niegrzecznie w hotelowym łóżku, potem wsiada do pociągu, dojeżdża do hotelu i zabija tam mężczyznę szpikulcem. mocny początek a potem prawie nic się nie dzieje, momentami rozmowy bohaterów są dość puste i jałowe. I to jest taki mały fenomen, że mimo kiczowatości pewnych fragmentów czytałam momentami jak zauroczona. Autor ma niezwykłą wyobraźnię.

seria: 1Q84 tom 1

środa, 19 stycznia 2011
Wichrowe Wzgórza, Emily Bronte

Wuthering Heights, Emily Bronte, Penguin Classics

 Wuthering Heights

Jakoś ostatnio zebrało mi się na sentymentalny powrót do ulubionych lektur z przed lat (naprawdę wielu lat). I tak sięgnęłam po "Wichrowe Wzgórza" po raz pierwszy w oryginale, i po lekturze byłam zawiedziona tym, że jestem rozczarowana powieścią. Brzmi to trochę pokrętnie, ale jest tak  w rzeczywistości. Będąc dużo młodszą, zaczytywałam się w powieściach sióstr Bronte, przynajmniej tych wydanych po polsku, nie mogąc się doczekać kiedy przeczytam je po angielsku. Język angielski jakoś opanowałam, ale nigdy nie miałam czasu czy okazji na powrót do wspomnianych powieści. Więc teraz gdy wreszcie zrobiłam sobie ów "powrót" moje złudzenia się rozwiały niczym siwy dym. Ach , gdzie te nieprzespane godziny i płonące od akcji policzki.

Catherine i Heathcliff to chyba jedna z najbardziej znanych par nieszczęśliwie zakochanych, których destrukcyjna miłość ogarnia wszystko i wszystkich, plącze losy, przeklina na wieki i powraca niczym mara. A wszystko to na bezlitosnych terenach wrzosowisk. Ach te poplątane rodzinne związki wzajemnych miłości i nienawiści. Destrukcyjne uczucie zniszczyło na zawsze życia obojga bohaterów i kilku innych członków familii. Nie ma co, wszystko pozostaje w rodzinie. Druga część książki przedstawia czytelnikowi na pocieszenie spokojniej już kwitnące uczucie Catherine (córki pierwszej Catherine) i Haretona wychowanego w dość nietypowy sposób przez Heathcliffa. Ale wszystko kończy się dobrze, zwaśnione posiadłości Wuthering Heights i Thrushcross Grange jednoczą się przez miłość potomków rodzin, dziewczyna cywilizuje chłopaka, a on ją utemperuje. Zrecyklingowane postacie zamykają pewien cykl.

W niedługim czasie chcę przeczytać jeszcze raz "Jane Eyre", ale już teraz mam wrażenie, że jest to powieść pod pewnymi względami lepiej napisana niż "Wichrowe Wzgórza". Postacie Emily wzbudzają emocje czytelnika, choć wydaje mi się, że nie są tak doskonale przedstawione jak u siostry. Odniosłam  wrażenie, że szaleństwo Kathryn było nagłe i dość pobieżne. Ot, zapomniany kompan wspólnych zabaw pojawił się po kilku latach, a ona szaleje, rzuca się i krzyczy w między czasie rodząc dziecko, no a przecież pretensje mogła mieć tylko do siebie. Jak na tak zrównoważoną osobę okazała się dość nerwowa, jakoś mi to nie pasowało do jej niby silnego charakteru.

To powieść świetna na wietrzne wieczory, momentami porywająca (choć zależy za którym razem się ją czyta), momentami rozczarowywująca. Sam pomysł Emily Bronte miała intrygujący i ciekawy, ale jakoś do końca jej nie wyszło. Niektóre ze scen drażniły mnie swoją naiwnością i kiczem. Myślę też, że jak na powieść o sile uczuć, autorka za mało skupiła się na psychice postaci, oscylując bardziej w rejonach akcji i zapewniając czytelnikowi rozrywkę, zamiast bawić się we Freuda. Odnoszę wrażenie, że pisarka wręcz zaszufladkowała swoich bohaterów, ograniczając się do obdarzenia ich kilkoma cechami oraz wadami i nie wychodząc poza nie. Oczywiście można bronić powieści, bo przecież historię poznajemy niejako z drugiej ręki, głównie z opowieści starej Nelly, służącej i piastunki, a ta nie szczędzi słów krytyki, ale mi po prostu książka nie przypadła już do gustu i tyle.

poniedziałek, 17 stycznia 2011
Psy i demony. Ciemne strony Japonii

Psy i demony. Ciemne strony Japonii (Dogs and Demons. Tales from the Dark Side of Japan), Alex Kerr, przełożył Tadeusz Stanek, Universitas, Kraków 2008

 Psy i demony. Ciemne strony Japonii

"Psy i demony" to książka, która była dla mnie szokująca. Japonia jako kraj odległy, tzw. orientalny i niezwykły jest tematem fascynującym dla wielu osób. Tyle się mówi o japońskiej kulturze, sztuce, jedzeniu, a tu publikacja, która odziera prawie wszystko z tego japońskiego uroku.

"(...) cesarz Chin zapytał kiedyś swego nadwornego malarza: "Co łatwo namalować, a co trudno?" Odpowiedź brzmiała: "Psy trudno, demony łatwo". Zwykłe, prozaiczne rzeczy, które widzimy na co dzień, takie jak pies, trudno przedstawić realistycznie. Ale demona może narysować każdy. Trudno zastosować rozwiązania podstawowych problemów dnia dzisiejszego, łatwo pompować pieniądze w drogie, spektakularne przedsięwzięcia. Zamiast prowadzić linie elektryczne pod ziemią, urzędnicy wyrzucają pieniądze  na pokrywanie słupów telefonicznych brązem. Kioto wydało miliony dolarów na budowę nowej  stacji kolejowej "Strefy Kultury", której architektura jest zupełnym zaprzeczeniem kultury tego miasta. Zamiast obniżyć opłaty za połączenie z internetem, rząd finansuje "eksperymentalne miasta internetowe". I tak dalej."

Przede wszystkim podkreślam, że autor skupił się tylko na owych ciemnych stronach Kraju Kwitnącej Wiśni, zdając sobie sprawę z tych jasnych , ale pozostawiając je do opisu innym. Dlatego jest to książka wyjątkowa ponieważ na rynku znajdziemy bardzo wiele publikacji poświęconych Japonii, ale są to głównie pełne zachwytu opowieści z podróży, lub  autorów, którzy starają się być neutralni albo nie mieli szans poznać dogłębnie owych mechanizmów, które rządzą obecnie krajem. O tej japońskiej magii, która pochłania, pisze i Kerr, ale w zupełnie innym kontekście.

Pisarz skupia się na ekonomii, administracji, polityce rządu, nie pomijając natury Japończyków, specyficznego (to chyba za słabe słowo) sytsemu edukacji, który ma na taki ogromny wpływ na obywateli. Jeśli myśleliście, że polska biurokracja jest straszna to wiedzcie, że to pikuś przy japońskim Terminatorze administracji, gdzie rządzi prawo bezwładności. Ponieważ urzędnicy zarabiają na tworzeniu przepisów, Japonia to kraj przeregulowany. Nie wiem też co polskie księgowe i księgowi powiedzieliby na tzw. "księgowość kosmetyczną", która jest na porządku dziennym nie w jakichś podejrzanych firmach, ale organizacjach rządowych. Mogłabym wymienić jeszcze wiele takich przykładów podanych przez Alexa Kerra, ale może ograniczę się do informacji, że jest to smutna książka, nie pozbawiona ironii, zgryźliwości, a przede wszystkim kłującej prawdy. Autor stara się dotrzeć do samych źródeł obecnej sytuacji, nie wystarczają mu popularne hasła, odkrywa przed nami drugie dno. Przedstawia zbiorowe ludzkie uwikłanie w sieć zależności nie do zrzucenia, jednostki, które rozumieją sytuację, ale patrzą bezradnie jak środowisko ich kraju jest systematycznie dewastowane, a kultura upada. Jestem pełna podziwu dla spostrzegawczości pisarza, oczytania oraz misji, której się podjął. Przecież to nic przyjemnego pisać o kraju, który się kocha w sposób tak pozbawiony złudzeń i nadziei. Czytając tą pozycję można wyczuć emocje i żal autora.

Jedyny minus tej książki jaki widzę, to fakt iż pisarz zdążył objąć swą analizą tylko lata dziewięćdziesiąte, publikację wydano w 2001 roku za granicą, a od tego momentu upłynęło sporo czasu, więc możemy przypuszczać, że stan gospodarki zmienił się. Mam nadzieję, że pisarz ma w planach jakieś uaktualnienie. Do tego nie jestem znawcą tematów podjętych w książce, nie mam z czym porównać informacji Kerra, mogę tylko spojrzeć z pewną dozą sceptycyzmu na niezwykle skomplikowaną historię nowożytną Japonii.

niedziela, 16 stycznia 2011
Japońska odyseja kosmiczna

"Japonia jest jak statek z "Odysei kosmicznej 2001".Mądry i troskliwy główny komputer Hal kontroluje wszystkie systemy podtrzymujące życie, przez głośniki przemawiając do załogi głosem pewnym, spokojnym i pogodnym. Potem, kiedy Hal popada w szaleństwo i zaczyna zabijać członków załogi, wciąż tym samym niewzruszenie ciepłym i przyjaznym tonem zapewnia pozostałych, że wszystko jest w porządku, i życzy im "miłego dnia". Artykuły w japońskich gazetach, opłacane przez urzędników zalewających betonem rzeki i jeziora, zapewniają opinię publiczną, że środowisko naturalne wciąż jest piękne. Pracownicy agencji Donen wpajają dzieciom, że pluton w napojach jest nieszkodliwy. W Japoni każdego dnia słyszymy kojący głos Hala, zapewniający nas, że nie należy się martwić. Od roku 1993 rząd corocznie ogłasza, że gospodarka odbije się od dna, mimo że recesja się pogłębia. W lutym 1999 roku kiedy kraj przymierzał się do poratowania banków sumą 65 miliardów dolarów, a dalsze, jeszcze większe zastrzyki finansowe czekały w kolejce, prezes Komisji Odnowy Finansowej Yanagisawa Hakuo ogłosił: "Do końca marca wszystkie złe kredyty zostaną uregulowane i będziemy znowu cieszyć się zaufaniem w kraju i zagranicą". I po problemie. Miłego dnia."*

 *Psy i demony. Ciemne strony Japonii (Dogs and Demons. Tales from the Dark Side of Japan), Alex Kerr, przełożył Tadeusz Stanek, Universitas, Kraków 2008

 Psy i demony. Ciemne strony Japonii

Tagi: Japonia
20:53, bsmietanka , cytaty
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka