czwartek, 29 stycznia 2009
Czarownice Z Salem Falls, Jodi Picoult

Jodi Picoult, Czarownice z Salem Falls (Salem Falls), Hodder

Salem Falls

To moja pierwsza książka, tej ostatnio bardzo poczytnej pisarki. Po lekturze czuję się zarzucona mnogością wątków, postaci, problemów oraz dat. Już po pierwszych dwudziestu stronach czułam się jak na przyjęciu gdzie nikogo nie znam i wszyscy mi są przedstawiani w kilku zdaniach, a przy następnym gościu ja już nie pamiętam poprzedniego. Z tej mnogości osób wyłania się Jack St. Bride, przystojny, wysportowany, oczytany, inteligentny, mądry, doskonały nauczyciel i trener - a to naprawdę tylko kilka, z jego zalet. Niestety ten ideał sam bez przerwy pakuje się w kłopoty, i jakby tego było mało to dotyczą one zwykle niepełnoletnich, napalonych dziewcząt. Takie historie kończą się więzieniem dla delikwenta, który po odbyciu kary nie ma już szans na normalne życie. I w ten sposób kłopoty mnożą się bez przerwy, jestem pewna, że autorka pisząc tą książkę za motto obrała sobie powiedzenie - nieszczęścia chodzą parami - w przenośni i dosłownie. Jack znajduje swoją drugą połowę, która jest również zdewastowanym psychicznie wrakiem człowieka, Addie.

Lista poruszonych problemów w książce jest równie długa, co lista zalet Jacka: cierpiące matki i ojcowie, zakompleksiona grubaska z pragnieniem zemsty, niesłusznie oskarżony inteligent, molestowanie, zacofanie, głupota, zaślepienie, czary, miłość, małomiasteczkowa moralność (chyba nie wymieniłam wszystkiego). Mimo tej mnogości wszystko ułożone jest w zgrabną całość, którą w miarę szybko się czyta. W trakcie czytania denerwować mogą przeskoki Picoult z jednego punktu widzenia na drugi. Autorka chce pokazać obie strony barykady i usprawiedliwić racje wszystkich bohaterów - zadanie dość ambitne i ciekawe. Książka dla miłośniczek literatury kobiecej.

Salem Falls

Kategorie: belterystyka / powieść obyczajowa / czytadło

czwartek, 22 stycznia 2009
My, topielcy, Carsten Jensen

Carsten Jensen, My, topielcy (Vi, de druknede), przełożyła Iwona Zimnicka, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008

My, topielcy

Przeczytanie tych ośmiuset stron trochę mi zajęło, ale myślę, że warto było. Książka Carstena obejmuje losy kilku pokoleń marynarzy, z portowego miasteczka Marstal. Carsten podszedł do tego ambitnie i podjął się stworzenia książki złożonej, poruszającej wiele tematów, a wszystko na tle szalejącej historii. To nie pierwszyzna dla tego duńskiego pisarza, nomen omen pochodzącego z Marstal, na swoim koncie ma już kilka powieści. Co prawda, nie ryzykowałabym porównywania "Topielców" do "Moby Dicka" Mellville'a, ale jakieś pochwały Duńczykowi się należą.

Autor stworzył wielopokoleniową panoramę dziejów nadmorskiego zadupia i nie zanudził mnie, a biorąc pod uwagę powagę tematów, to niezła sztuka. Powieść obejmuje lata 1848-1945, jednym słowem czas obfitujący w wojny i wynalazki. Cwany autor prowadzi fabułę skokami, przybliża danego bohatera poprzez kilka kluczowych dla jego życia wydarzeń, by następnie pokazać go jako mężczyznę, i jeśli ma szczęście to staruszka (biorąc pod uwagę tytuł, niewielu bohaterów tej książki doczekało się szczęśliwej starości w bujanym fotelu). Nie mogący usiedzieć na miejscu marynarze, pchani są ciągle przez los ku zgubie lub ku przygodzie. I choć nie mają wielu okazji do zaistnienia na dłużej, to potrafią zaskarbić sobie moją sympatię - choćby marynarz Laurids, który podczas wybuchu na statku wyleciał w powietrze i zobaczył "dupę świętego Piotra"

"-Słyszałem o tobie - ciągnął żołnierz. - To nie ty wyleciałeś w powietrze z "Chrystianem VIII" i wylądowałeś na nogach?

- Owszem, to ja - odparł Laurids tonem takim, jakby tłumaczył dziecku. - To dzięki tym butom wylądowałem na nogach. Próbowałeś kiedyś włożyć moje buty? Ważą tyle, co sam diabeł. Ktoś, kto ma je na nogach, nie wytrzyma długo w niebie.

- To jak zmartchwywstanie Jezusa - stwierdził żołnierz.

- Bzdury! - orzekł Laurids surowo. - Jezus nie chodził w marynarskich butach.

- Nie oglądał też zadka świętego Piotra - dodał Mały Clausen."

Te scenki rodzajowe są napisane z werwą i pomysłem, jedynie upływający "skokowo" czas w książce, czasem rozprasza tok historii - jeśli ktoś szybko czyta to w jeden wieczór może przeskoczyć przez kawał półwiecza.

Na szczęście, mimo wszystkich poważnych tematów podjętych przez pisarza, powieść pozbawiona jest patosu, jeśli dorastanie to ze wszystkimi wstydliwymi konsekwencjami, jeśli wojna to odarta z heroizmu, jak miłość to durna, itd. Dowcip niestety jest tu nikły, ale jak się już pojawia to w niewymuszonym komizmie sytuacyjnym. Mimo całej mnogości bohaterów, wszyscy są oryginalni ze swoimi zaletami i słabostkami, można się jedynie czepić postaci kobiecych, które nie są tak wielowymiarowe jak mężczyźni. Za to chaos narracyjny jest tu nieskończony, autor przemawia przez wszystkie możliwe osoby, występując w liczbie mnogiej i pojedynczej, jako wszechwiedzący i z perspektywy pierwszoosobowej - wręcz dwoi się i troi.

Powieść czyta się dość szybko i przyjemnie - jeśli można tak powiedzieć o 800-stronicowym tomisku. Na pewno rozejrzę się też za pozostałymi książkami z serii Inne Historie wydawnictwa WAB.

Kategorie: literatura piękna / powieść historyczna

środa, 14 stycznia 2009
Kroniki Jakuba Wędrowycza, Andrzej Pilipiuk

Kroniki Jakuba Wędrowycza, Andrzej Pilipiuk, Fabryka Słów, Lublin 2003

Kroniki

Dla tych, którzy z Wędrowyczem nie mieli jeszcze do czynienia:

Zawód: Egzorcysta, bimbrownik-amator, kłusownik

Miejsce zamieszkania:  Stary Majdan , gmina Wojsławice

Wiek: 80 lat

Wykształcenie : 3 klasy (jeszcze za cara) - dalsze kształcenie nie było możliwe ze względu na pożar szkoły

Strój służbowy: podarte, ortalionowe portki i dziurawe gumofilce

Wędrowycz jest bohaterem jakże swojskim, największym wsiokiem jakiego moglibyśmy spotkać, przynoszącym społeczeństwu największy możliwy obciach. Chyba sam Pilipiuk nie spodziewał się, że stworzy postać tak lubianą przez czytelników. Oczywiście książka ma braki, opowiadania są zróżnicowane poziomem, można było jeszcze popracować nad językiem, ale nikt nie sięga po Wędrowycza by wytykać mu później jego błędy. Czytając godzimy się na pewną konwencję i trzeba w niej pozostać by dobrze się bawić poznając wszystkie przygody bimbrownika.

"Z książki kucharskiej Wędrowycza

Ghost Dog

1) Za pomocą pętli z linki hamulcowej łapiemy średnio wyrośniętego, czarnego samuraja. Należy wybrać takiego z długim mieczem, wówczas mamy od razu rożen..."

"Horroskop na rok bieżący według Jakuba Wędrowycza

Rak

Na horyzoncie wielka miłość. Tylko jak ją usidlić? Doświadczenie uczy, że najlepszy jest lubczyk. Jeśli ta pożyteczna roślinka jeszcze nie rośnie w twoim ogródku, może pora ją zasadzić? Ostatecznie użyj suszonego, też powinien zadziałać. Sprawy finansowe ułożą się jakoś przed znalezieniem miłości i gwałtownie pogorszą zaraz potem. Obsyp ukochaną wyszukanymi podarkami, może poczuje  przypływ miłości właśnie do ciebie? Staraj się uchodzić za osobę majętną, twoja przyszła teściowa będzie ci wówczas przychylna."

Kategorie: powieść / fantastyka / na poprawę humoru

niedziela, 11 stycznia 2009
Bredni ciąg dalszy

W 1982 roku Thomas J. Peters napisał wraz z innym autorem książkę pt. "Poszukiwanie doskonałości w biznesie" - prosty podręcznik, dla stawiających pierwsze kroki na grząstkim gruncie biznesu, naiwniaków. Podręcznik miał rozszyfrować tajemnice sukcesu wielkich korporacji, a wydany został w momencie największego kryzysu w Ameryce. Następne klony były już kwestią chwili.

Już z co bardziej chwytliwymi tytułami.

"The Leadership  Secrets of Attila the Hun" ( Tajemnice wodza Hunów Attyli jako przywódcy)

"Gandhi: The Heart of an Executive" (Gandhi: Serce kierownika)

"Confucius in the Boardroom" (Konfucjusz w sali posiedzeń)

Z jeszcze bardziej przykuwającymi uwagę.

"Moses: CEO" (Prezes Mojżesz)

Dla mistyków:

"God Wants You to be Rich" ( Bóg chce, żebyś to ty był bogaty)

Dla zoologów:

"Lions Don't Need to Roar: Stand Out, Fit In and Move Ahead in Business" ( Lwy nie muszą ryczeć: wyróżnij się, dopasuj i odnoś sukcesy w biznesie)

Przykłady z książki Francisa Wheena zainspirowały mnie do sprawdzenia jakież to ciekawe poradniki mamy obecnie do kupienia na rynku. Najbardziej moją uwagę przykuły poradniki niemieckie, coś w sam raz na kryzys, w obliczu upadku nowomodnych haseł trzeba zaufać wypróbowanym metodom.

Seneca für Manager ( Seneka dla  menadżerów)

Seneca

Jakby tego jeszcze było mało to mamy i :

Seneca für Gestreßte (Seneka dla zestresowanych)

Seneka

"Platon für Gestreßte" (Platon dla zestresowanych)

Führen wie der alte Fritz.Der Anti-Macchiavelli für Manager ( Zarządzać jak stary Fritz. Anty-Macchiavelli dla menadżera)

Fritz

Goethe - Der Manager


 

23:59, bsmietanka
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 stycznia 2009
Jak brednie podbiły świat, Francis Wheen

Francis Wheen, Jak brednie podbiły świat. Krótka historia współczesnych urojeń (How Mumbo-Jumbo Conquered the World. A Short Story of Modern Delusions), przełożyła Hanna Jankowska, Muza, Warszawa 2006

Jak brednie podbiły świat

Do zakupu tej książki skłonił mnie tytuł, nie okładka, i tak być powinno, ale wymaganego minimum estetyki ta obwoluta nie posiada. Na szczęście zawartość jest satysfakcjonująca.

Po raz pierwszy zgadzam się z notką wydawcy zamieszczoną na okładce.

"Co łączy islamski fundamentalizm, neoliberalizm gospodarczy, New Age, popularne poradniki, UFO, Enron, zagadnienie religii w polityce G. W. Busha, Fukuyamę i postmodernizm? Odpowiedź Francisa Wheena jest prosta: Głupota!"

Wheen poruszył w swojej książce tematy wciąż aktualne (pierwsze wydanie 2004) i bardzo różnorodne, poczynając od polityki Margaret Thatcher na poradnikach i homeopatii kończąc. Niestety autor nie jest wolny od stronniczości i mocno uwikłał swoją książkę w politykę. Jego polityczne zaangażowanie przeszkodziło mu w obiektywnym formułowaniu ocen, momentami odniosłam wrażenie, że wręcz narzuca swoje polityczne przekonania. Jednak nieźle się broni tropiąc głupotę we wszystkich partiach.

Wheen pisze momentami trochę zawile, ale potrafi przedstawić czytelnikowi procesy, które prowadziły ludzi do podejmowania absurdalnych decyzji i równie nierozważnych zachowań. W swoich wywodach bierze pod uwagę różnorodne aspekty życia publicznego. Odwołuje się zarówno do literatury klasycznej jak i do aktualnej prasy. Pisarz nie boi się wielkich nazwisk: Fukuyama, Huntington, Gray - dostaje się wszystkim. Bierze na warsztat przeróżne teorie, tak modne jeszcze kilka lat temu. Wykopuje takie ciekawostki jak słabość Ronalda Reagana i jego żony do porad  "mieszkanki San Francisco, opracowywującej horoskopy na okoliczność danego przedsięwzięcia". Albo wizyta najpopularniejszych autorów poradników w Białym Domu u Clintonów - "czemu szukał pociechy u ekspertów od wciskania ludziom kitu?".

Książka jest inteligentna i zapewnia świetną rozrywkę intelektualną. Momentami kontrowersyjna, można się z pewnymi opiniami dziennikarza nie zgadzać, ale w głowie się nie mieści co ludzie wyprawiają!

Kategorie: literatura popularno-naukowa / antropologia / socjologia / seria Spectrum

niedziela, 04 stycznia 2009
Jak rozmawiać ze ślimakiem?, Stephen Clarke

Stephen Clarke, Jak rozmawiać ze ślimakiem. Dziesięć przykazań, które pomogą ci zrozumieć Francuzów (Talk to the Snail. Ten Commandments for Understanding the French), W.A.B., Warszawa 2008

Jak rozmawiać

 Po prześmiewczych powieściach Stephena Clarke'a przyszedł czas na prześmiewczy poradnik "Jak rozmawiać ze ślimakiem". Brytyjska kpina nie zna granic - dedykacja autora brzmi "Francuzom, z najszczerszymi przeprosinami" - co to znaczy mieć tupet.

Wszystkie jedenaście rozdziałów porusza przeróżne tematy, w kolejności dowolnej. Chaos pozornie zmniejsza schematyczność poszczególnych rozdziałów, czyli kpiąca teza, dowody popierające, przykłady z życia i na zakończenie rozmówki. Wszystko razem tworzy mniej lub bardziej trzymający się kupy patchwork, także po zakończeniu czuje się pewien niedosyt i niewyczerpanie tematu. Stephen Clarke mógłby się jeszcze podzielić z czytelnikami lekturami, z których czerpał dodatkową wiedzę.

Pomimo tylu wad Francuzów, autor nie jest stronniczy, obiektywnie krytykuje oba narody i ich ustroje (doskonały pomysł z porównaniem służby zdrowia w obu krajach na podstawie zwykłego przeziębienia i bólu pleców). Niektóre podrozdziały są wymuszone, ale tylko niektóre (znowu psia kupa). Całościowo pisarz wykazał się kreatywnością i pomysłowością. Informacje historyczne przedstawione są w sposób ciekawy i zabawny, anegdotki dotyczą bon tonu, obyczajów i nawyków Francuzów, ustroju i służby zdrowia. To najlepsza książka tego autora, nie ma w niej żenujących motywów, płytkiego dowcipu (no może momentami) i nieudanych prób satyrycznych.

Chętnie przeczytałabym teraz taką książkę Polaka, napisaną o Anglikach.

"Francuzi mają opinię narodu pijaków. Bronią się zwykle, mówiąc, że przynajmniej u nich alkoholicy upijają się z klasą. Jak ujął to francuski żeglarz Olivier de Kersauson: "Jestem zdumiony, że policja sprawdza zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu, nie sprawdzając rocznika!"

"W niektórych krajach bezpieczeństwo zapewniają kierowcom hamulce. We Francji jest to pedał gazu."

"Jest Kartezjusz, który stał się sławny za sprawą "myślę, więc jestem", ale którego najważniejsza teza głosiła, że nie ma czegoś takiego jak absolutnie pewna wiedza. Do idei tej nawiązują budowlańcy na całym świecie, kiedy pyta się ich, kiedy robota będzie gotowa."

Kategorie: poradnik / literatura podróżnicza / Francja / Paryż / na poprawę humoru

piątek, 02 stycznia 2009
Sapkowski i jego "Żmija"

 Wszystkie serwisy już dowcipnie donoszą o "jadowitej premierze roku" jaką ma być najnowsza powieść Sapkowskiego, "Żmija". Książka ma być wydana w pierwszym kwartale 2009 roku. W Newsweeku ukaże się wywiad z autorem oraz fragment powieści.

http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/exclusive/jadowita-premiera-sapkowskiego,35219,1

Sapkowski

Pozostaje tylko czekać, i czekać, czekać ....

10:46, bsmietanka
Link Komentarze (7) »
Zakładki:
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (angielskie)
Links (niemieckie)
LISTA ŻYCZEŃ
Moje zestawienia
Poczta
Serie wydawnicze
SPIS ALFABETYCZNY
Też ciekawe
Wyzwania
Zaglądam
statystyka