|
wtorek, 09 lutego 2010
Hrabia Emil
Hrabia Emil, Zofia Nałkowska, Czytelnik, Warszawa 1977 "Hrabia Emil", wydany po raz pierwszy w 1920 roku, należy do wcześniejszych powieści Zofii Nałkowskiej. Daleko tej książce do świetnych "Medalionów", przed pisarką jeszcze ponad dwadzieścia parę lat pracy nad warsztatem i stylem. Ta powieść to swoisty dziennik dojrzewania, życiowej obserwacji. Czytelnik śledzi życie arystokraty od jego dzieciństwa aż do śmierci. Model osobowości jaki tworzy to estetyzm spleciony z intelektualizmem, który określa charakter świata przedstawionego. Nasz bohater wiedzie życie niesplamione pracą, pełne uciech typowych dla arystokracji, ale bez zatracania się w nich. To zblazowany młody człowiek, który po prostu korzysta z uciech życia podanych mu na talerzu, ale bez dekadentyzmu. Ot, ma wszystko czego zapragnie i korzysta mimochodem. Tkwi w specyficznym stanie uśpienia aż do momentu odnalezienia nowej fascynacji lub kochanki, wtedy ożywia się zwabiony nową zabawą, ale też bez wielkiej namiętności. To co rozpala później jakieś gorętsze uczucia w Emilu to chęć walki za ojczyznę, patriotyczne uczucia, które rosną wraz z wiekiem. Przy okazji wojny autorka robi przegląd poglądów społeczeństwa polskiego na tę kwestię i nie wypada ona najlepiej, w ostałym się porządku u zaborców można załatwić wiele spraw za pomocą kilku butelek. Polacy wypadają dość niemrawo i ospale. Śmierć hrabiego, któremu nie dane jednak było święcić wojennych triumfów to jakby koniec pewnej epoki w Polsce, której przeciwstawiony zostaje kuzyn Ryś, uosobienie nowych czasów, nowego typu Polaka. Jednym z ulubionych tematów Nałkowskiej jest zmienność człowieka w cudzych i własnych oczach bohatera, kwestia poruszona także i w tej powieści. Pierwsze utwory pisarki, nieskrystalizowane jeszcze, pisane z młodopolskim zacięciem zapowiadają powolne przesilenie w jej twórczości. Psychika człowieka, zmienność nastrojów, przemiany wewnętrzne zachodzą w bohaterach na tle nikłej, luźnej fabuły.
sobota, 06 lutego 2010
Tajemnica rodu Hegartych
The Gathering (Tajemnica rodu Hegartych), Anne Enright,Vintage
Czwarta książka uznanej w Anglii pisarki Anne Enright nie wywarła na mnie dużego wrażenia. Jest to sprawnie napisana powieść, ale mnie znudziły się nastrojowe wycieczki w głąb siebie, urozmaicone wymyślonymi historiami. Do tego z powieści aż wieje pesymizmem, postać głównej bohaterki nie świadczy dobrze o kondycji typowego współczesnego małżeństwa i roli kobiety jaką ma w nim do spełnienia. Myślę, że polski tytuł nie jest trafiony, owa tajemnica zostaje w końcu zdradzona tak mimochodem i praktycznie nie wprowadza żadnych zmian w fabule. Veronica, nasza narratorka i bohaterka powieści, zapoznaje nas z historią swojej irlandzkiej rodziny. Na klan Hegartych składa się dwanaścioro dzieci wyjątkowo "przedsiębiorczych" rodziców. Historia rozpoczyna się wraz ze śmiercią ukochanego brata Veronici, Liama. Jej opowieści dotyczą ich samych, rodziców oraz jej babki, Ady. Myśli narratorki płyną swobodnie, pozwala się nieść swojej fantazji, niedbale sięgając po wspomnienia, mieszając je z historiami aktualnymi i opowiadającymi o jej mężu i córkach. Po przetrawieniu i zanalizowaniu wielu wydarzeń tkwiących w zakamarkach pamięci, mierzy się ze wspomnieniem, które jest dla niej tak traumatyczne, iż sama nie ma pewności czy wydarzyło się naprawdę. Obracanie go w pamięci i poddawanie analizie pozwala niejako pogodzić się z tym co zaszło, a co prawdopodobnie było powodem samobójstwa Liama. Obraz Veronici jaki wyłania się z tych opowieści nie jest optymistyczny, kobieta tkwi w jakimś marazmie, którym sama się oplotła, szamocząc się bez celu. Depresja sprawia, że troskliwy mąż i ukochane córeczki stają się dla niej źródłem sprzecznych uczuć. Język Enright jest dosadny i oryginalny, bogaty w bezceremonialne, szczere zwroty. Potęguje on ponurość tej książki, tu nie ma sentymentów. Momentami zabawny, ale w jakiś taki złośliwy, odarty z beztroski sposób. Man Booker Prize 2007
piątek, 05 lutego 2010
"Harfa traw" i wątek miłosny
Jakoś ta "Harfa traw" nie daje mi spokoju więc muszę sobie jeszcze trochę podywagować. Dawno nie czytałam książki, która z taką bezpretensjonalnością podjęłaby temat miłości. Dolly, stara panna, tkwi zawieszona w swoim życiu, bezwolnie poddając się decyzjom swojej siostry. Jednak gdy po raz pierwszy w życiu podejmuje próbę buntu uwalnia lawinę wydarzeń, która pociąga za sobą pojawienie się pierwszej miłości. Dolly jako kobieta bojaźliwa, o osobowości dość nietypowej, nigdy nie prowadziła intensywnego życia towarzyskiego, wobec obcych ludzi odczuwała strach i niepewność. Stary domek na drzewie, miejsce ucieczki, przyciąga wiele osób i zamienia się w pewnego rodzaju "dom otwarty". Staje się azylem i miejscem rozwoju gorącego uczucia. Gdy pojawia się emerytowany sędzia, oboje bohaterów uświadamia sobie jak bardzo siebie potrzebują na wzajem. Sędzia mimo iż posiada dwóch synów i wnuki, także tkwi na marginesie samotności. Bezczynny zawodowo, odepchnięty przez własną rodzinę, nie przystaje do wizji idealnej familii jaką wymarzyli sobie jego synowie. On także tkwi "zawieszony" w przestrzeni nudnego i niesatysfakcjonującego życia. Decyzja przyłączenia się do uciekinierów to manifest niezależnych poglądów i próba odmienienia swojego losu. Capote nie potrzebuje wielkich gestów, kwiecistych wyznań miłosnych by stworzyć magiczny obraz pełen uczucia. Afekt, który połączył tych dwoje jest przedstawiony w sposób "dyskretny", z delikatnym sentymentalnym zabarwieniem. To dwoje starszych ludzi, którzy mają już za sobą większość swego życia a teraz po prostu się odnaleźli. Dla Dolly sędzia staje się opoką, daje jej poczucie bezpieczeństwa, pewność tego, że zawsze może na niego liczyć. Nawet w takiej kryzysowej sytuacji jak sprowadzenie na kolację piętnastoosobowej rodziny, i rzeczywiście starszy pan nie traci głowy i z męską stanowczością wrzuca wszystko co ma pod ręką do garnka. Oświadczyny też nie są spektakularne, są raczej usankcjonowaniem łączącego ich uczucia, choć Dolly nie przyjmuje propozycji to przecież nie odrzuca łączącej ich miłości. Ona po prostu chciała mieć możliwość wyboru, która dla niej bardziej się liczyła niż jego podjęcie. Czasem chcielibyśmy po prostu wiedzieć, że mamy jeszcze jakieś inne wyjście.
środa, 03 lutego 2010
Harfa traw
Harfa traw (The Grass Harp), Truman Capote, przełożył Bronisław Zieliński, Czytelnik 1962 Tą krótką powieścią Truman Capote oczarował mnie całkowicie. Jej niewielka objętość nic nie ujmuje treści. Dotychczas czytałam tylko "Śniadanie u Tiffany'ego" tego amerykańskiego pisarza, które zresztą nie zrobiło na mnie takiego wrażenia. Osierocony Collin Fenwick ląduje u swoich ciotek na amerykańskim przedmieściu. Dość powiedzieć, że obie stare panny są dość charakterystycznymi typami o drastycznie różnych osobowościach. Verena, businesswoman i przedsiębiorca w jednym, dzierży nieoficjalne stery władzy w miasteczku, gdzie jest właścicielką większości lokali usługowych. Apodyktyczna i skąpa, podporządkowała sobie całkowicie mieszkańców rodzinnego domu. Jej siostra Dolly, wrażliwa i delikatna dama, to chodzące usposobienie łagodności i posłuszeństwa. W wolnych chwilach zajmuje się rozprowadzaniem ziołowego lekarstwa na puchlinę wodną, które cieszy się sporym zainteresowaniem klientów. Do tej gromadki uroczych dziwaków należy jeszcze czarna służąca Katarzyna, która uparcie podaje się za Indiankę. Sielanka kończy się gdy Verena orientuje się, że na lekarstwie Dolly można by było nieźle zarobić. Jednak zawsze posłuszna siostra nagle się buntuje i nie chce zdradzić tajemnego składu medykamentu, ucieka z domu wraz z Collinem i Katarzyną. Zabierają pudło pełne prowiantu, parę dolców i osiedlają się w starym domku na drzewie. Galeria postaci w tej powieści jest niezwykle barwna i budząca sympatię. Collin Talbo rozumie i docenia ekscentryczną Dolly wraz z jej starczymi śmiesznostkami. Choć w miasteczku uważają ją za stukniętą. Ta dama jest żywym postulatem niesprawiedliwości i płytkości powszechnej opinii społecznej. Temat starości i stosunku ludzi do niej, odgrywa tu niebagatelną rolę. Kolejnym ważnym aspektem jest ucieczka przed złem świata, próba powrotu do dzieciństwa w domku na drzewie. Jednak ponura, szara rzeczywistość sama upomina się o naszych zbzikowanych bohaterów pod postacią delegacji z miasta, której praworządni członkowie siłą chcą zawrócić uciekinierów. Takie ekstrawagancje jak koczowanie na drzewach nie mieszczą się w skali dorosłego życia, a jeżeli coś nie przystaje do utartej rzeczywistości to należy to w nią wtłoczyć. Świetna książka na skołatane nerwy.
poniedziałek, 01 lutego 2010
Salon i ulica
Salon i ulica, Józef Dierzkowski, Krajowa Agencja Wydawnicza, Rzeszów 1989
Książka "Salon i ulica" została wydana w serii Powieść galicyjska, w której wydawnictwo przedstawia XIX-wiecznych pisarzy polskich. Dzierzkowski prowadzi fabułę dwutorowo, na przedmieściach Warszawy, w domku szewca Karosza, i w salonach pana Karlińskiego. Nasz bohater gminny jest osobą porywczą, o skłonności do kieliszka, ale szczerą, o pogodzie ducha, wrażliwą na krzywdę innych. Jego córka Bogunia, to dorastająca, naiwna dziewczyna o kryształowym sercu. Wobec tych zalet stanu pracującego warstwy wyższe wypadają naprawdę niekorzystnie, utracjusze, zwodziciele niewinnych duszyczek, hulajdusze. Mamy tu poszczególnych reprezentantów najgorszych polskich skłonności XIX wieku. Dziedziczka fortuny, Kamilla, to wychowana na romansach, egzaltowana panna, która opiera swą przyszłość na pozorach. Syn Karlińskiego, typowy przedstawiciel złotej polskiej utracjuszowskiej młodzieży, zwodzący na manowce niewinne dziewice. Starszy Karliński, oszust i krętacz, itd. Fabuła całkowicie została podporządkowana celom autora, który z upodobaniem wywleka na wierzch nieczyste sprawki arystokratów i przeciwstawia je kryształowej moralności biedoty. mimo zawiłości i "nagłych" zwrotów akcji powieść jest dosyć nudna i przewidywalna. Myślę, że Dzierzkowski za bardzo sobie wziął do serca misję naprawy zdegenerowanego polskiego społeczeństwa czyniąc swą powieść całkowicie utylitarną. Antynomia salonu i ulicy jest zbyt przerysowana, przecież rzeczywistość rzadko kiedy bywa aż tak jednoznaczna i uproszczona. Pisarz nie pozostawił czytelnikowi żadnej swobody snucia domysłów i wyciągania własnych wniosków, jest prosty podział na czerń i biel. Dość wspomnieć, że nawet nazwiska są tu wyznacznikiem charakterów - Prawdzicki od prawdy, Majakowski od majaki. Biedni są tu bardzo ubodzy i bez pudła zawsze mają dobre serce. Ze stanem majątkowym wyższych sfer bywa tu różnie, ale ich dusze są całkowicie zdegenerowane.
sobota, 30 stycznia 2010
Umiłowana
Umiłowana (Beloved), Toni Morrison, przełożyła Renata Gorczyńska, Wydawnictwo Znak, Kraków 2007
Dopiero co skończyłam czytać książkę Toni Morrison, a już żałuję, że nie przeczytałam jej w oryginale. Jest to powieść złożona, w której język gra niezwykle istotną rolę i mimo wysiłków tłumaczki mam wrażenie, że coś przegapiłam. Zresztą sama Renata Gorczyńska przyznaje, że było to nie lada wyzwanie gdyż powieść ma obiegowy status nieprzetłumaczalnej ze względu na charakterystyczny styl autorki i symboliczność języka. Powieść składa się z fragmentów, pomieszanych kawałków, które czytelnik sam musi połączyć w jednorodną całość. Wzmacnia to wrażenie życia postaci, które nawiedzane są przez duchy przeszłości. Każdy z pojawiających się bohaterów ma swój udział w historii, nawet ten martwy. Książka porusza wiele drażniących tematów dotyczących niewolnictwa, ale i etyczne oraz moralne prawa matki wobec dziecka czy pana w stosunku do niewolnika. Murzyni postrzegani byli najczęściej przez swych właścicieli jako zwierzęta i "odpowiednio" traktowani. Kobieta była darmowym narzędziem rozrodczym, które produkowało nowych podwładnych. Niezmierzone musiały być cierpienia macierzyństwa, strach przed przywiązaniem i miłością do własnego dziecka, które można w każdej chwili stracić. Taka bezbrzeżna rozpacz spowodowała, że Sethe, niewolnica, której udało się zbiec, wolała zamordować swoją córkę niż oddać ją w ręce swych właścicieli i pogodzić się z losem. Oczywiście ten czyn zaważy na całym przyszłym życiu Sethe i jej pozostałych dzieci. Kolejnym ważnym wątkiem tej książki jest kolektywna trauma narodu zniewolonego, którego cierpienia łączą wszystkich, ale jednocześnie prześladują. Wspomnienia wymierzanych kar, wymyślnych tortur, narzędzi wymierzania sprawiedliwości przez białych i ich czynów czynią tych ludzi kalekimi emocjonalnie. Niewolnictwo stało się filozofią życia, która dopuszczała najbardziej bestialskie czyny. Każdy z bohaterów powieści został w jakiś sposób dotknięty przez bestialstwo białego człowieka i musi mierzyć się z nim w swoim nowym, wolnym życiu. Przeszłość żyje w teraźniejszości i nigdy nie będzie zapomniana. "-Ukradłeś tego prosiaka, prawda? -Nie, proszę pana - odpowiedział Szósty. (...) -Zabiłeś go? -Tak, proszę pana. Zabiłem. -Zaszlachtowałeś? -Tak, proszę pana. Zaszlachtowałem. -Upiekłeś go? -Tak, proszę pana. -No. Zjadłeś go? -Tak, proszę pana. Zjadłem. -I mówisz, że to nie jest kradzież? -Nie proszę pana. Nie jest. -Wobec tego; co to jest? -To jest ulepszanie pana własności. -Co? -Szósty sieje żyto, żeby lepiej rosło. Szósty karmi ziemię, która przynosi lepsze zbiory. Szósty karmi Szóstego, żeby mu się lepiej pracowało."
środa, 27 stycznia 2010
Studium w szkarłacie
A Study in Scarlet, Sir Arthur Conan Doyle, Penguin Books
"Studium w szkarłacie" to powieść przedstawiająca pierwsze wspólne dochodzenie Sherlocka Holmesa i doktora Watsona. Książka podzielona jest na dwie części, pierwsza to detektywistyczne wyczyny Sherlocka, druga, historia życia nieszczęśliwego zbrodniarza, którego zagadkę rozwikłał nasz detektyw. Dwaj główni bohaterowie spotkali się zrządzeniem losu, obaj poszukiwali w miarę taniego mieszkania do wynajęcia z kimś na spółkę, oczywiście owe apartamenta znajdowały się na Baker Street. Dla Watsona jego nowy znajomy stanowi nieustanne źródło ciekawości i zdumienia. Sherlock od początku wiedział kim chce być i sumiennie się do tego przygotowywał, momentami posuwając swój rozmach do fanatyzmu. Zgłębiał przebrzmiałe sprawy kryminalne, z zapałem studiował tajniki chemii, znał podstawy anatomii, szwędał się do upadłego po Londynie nawiązując różnorodne znajomości, przy okazji zwracając uwagę na typ błota jaki osiadł na jego butach po takich wyprawach. Przygotowanie do swojej przyszłej roli obejmowało ćwiczenie umysłu i nie zaśmiecanie go żadnymi zbędnymi informacjami, które mogłyby zmniejszyć jego zdolności, także takie rewelacje, jak to, że Ziemia krąży wokół Słońca nie znalazły jego uznania i uwagi. Po tym jak Watson zobaczył swego kompana po raz pierwszy w akcji nie mógł wyjść z podziwu dla jego talentów i postanowił być swego rodzaju kronikarzem wypadków jakie połączyły przyszłych przyjaciół. Doktor jest człowiekiem cierpliwym i nie zniechęcają go humory geniusza, jego swoisty tryb życia czy pewność siebie, którą można odebrać jako zarozumialstwo. Nie odstraszają go także tajemniczość oraz cięty język i ironia. Można powiedzieć, że bohaterowie świetnie się dobrali. Druga historia ma już nieco inny charakter, można powiedzieć sentymelntalno-miłosny. Akcja ma miejsce w Utah, John Ferrier i jego córka żyją w miasteczku, w którym władzę dzierżą Mormoni. Nie trzeba być domyślnym żeby wiedzieć, że piękna dziewczyna i spory majątek ojca to kuszące połączenie, które doprowadzi do tragedii. Podsumowywując, nie jest to najlepsza powieść Doyla, ale fanów Sherlocka na pewno nie trzeba namawiać.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Dom na wzgórzu
Dom na wzgórzu (A House in the Uplands), Erskine Caldwell, przełożył Kazimierz Piotrowski, Prószyński i S-ka, Warszawa 1995
Erskin Caldwell stwierdził, że jego twórczość byłaby niepełna gdyby nie przedstawił rozłamu w "okrzepłym i umiłowanym stylu życia" jaki zadomowił się na południu stanów i trwał przez okres niewolnictwa. Jednakże zmiany stały się nieuniknione, choć niezwykle powolne, rozkładające się na poszczególne pokolenia. Grady Dunbar jest ostatnim dziedzicem upadającej arystokratycznej rodziny, bezdzietnym właścicielem zrujnowanej plantacji bawełny. Ten udzielny książę i władca, pomiata wszystkimi, nie wyłączając z tego żony i matki. "Uroczy" Amerykanin zalicza też na swojej drodze życiowej wszystkie podstawowe grzechy: zdrada, hazard, pijaństwo, wyzysk, przemoc w rodzinie, itp.. "Gentleman" był oczywiście odpowiednio wychowany przez matkę, która odpowiednio go nastawiła do życia, do tego miał wspaniały przykład swego dziadka i ojca, którzy z tym samym uporem przegrywali w karty i zadłużali farmę oraz zdradzali swoje żony z mulatkami. Można powiedzieć - taka rodzinna tradycja. Jednak to Gradyemu przypada w udziale ostateczny upadek, a co za tym idzie nadejście nowych czasów. Lucjana to potulna żona, którą mogę tylko porównać do wiernego kundla, który nawet bity przez pana będzie się dalej łasił. Ta postać wydaje mi się mało realistyczna i pełna sprzeczności. Z jednej strony tęskni za mężem, daje się poniżać, z drugie wie, że jest niesprawiedliwie traktowana. Jednym słowem raz miłość, wierność, honor (honor żony, która musi trwać przy zrujnowanym mężu) a za chwilę płacz, rozpacz i chęć ucieczki. Bohaterom tej krótkiej książki dobrze by zrobił pogłębiony rys psychologiczny, który nadał by im więcej wiarygodności i zlikwidował przerysowane zachowania. Charaktery postaci, ich czyny i słowa są wyolbrzymione przez autora, a wszystko na potrzeby jego twórczego zamysłu. Zahacza to trochę o powieść społecznikowską.
środa, 20 stycznia 2010
U martwych w Dallas
Living Dead in Dallas (U martwych w Dallas), Charlaine Harris, Gollancz W drugiej części przygód Sookie Stackhouse, "U martwych w Dallas", na pewno nie brakuje różnorodnych stworów, które wcale nie mają zamiaru ujawnić się społeczeństwu jak wampiry i płacić podatków. A sama Sookie jak zwykle mimochodem pakuje się w kłopoty, z których nie wychodzi wcale w jednym kawałku, zastanawiam się czy w tym tempie w jakim pisarka naraża swoją główną bohaterkę na rany szarpane, cięte, kłute, gwałty, ostrzał z broni palnej, to czy zanim dojdę do czwartej części tej serii urocza blondynka nie będzie przypominała weterana wojny secesyjnej. Po ataku bachtanki, która od jakiegoś czasu nawiedzała lasy Bon Temps, naszej kelnerce wampiry zapewniły kurację "zdrowotną". Oczywiście nic za darmo, teraz Sookie wraz z Billem udają się do Dallas by przy pomocy jej daru rozwiązać sprawę zaginionego krwiopijcy. Bill coraz bardziej przypomina faceta idealnego Cosmopolitan. Zawsze z uwagą słucha swojej partnerki, nawet gdy ta plecie trzy po trzy, odpowiada na wszystkie jej pytania po dogłębnym zastanowieniu i analizie, doradza , a momentami narzuca swoje zdanie w kwestii ubioru, by następnie podziwiać te wdzianka na niej z półotwartymi ustami. Pędzi na ratunek na każde zawołanie swej damy, choć często się spóźnia ze względu na ograniczenia jakie narzuca my stan wampirzy. Stale zapewnia niezwykłe doznania erotyczne, przy czym jest niezmordowany. Spędza z nią wszystkie wolne chwile, nie zadaje się niepotrzebnie z innym, męskim towarzystwem. W odpowiedniej mierze zazdrosny i rycerski. Na szczęście, jeśli chodzi o całokształt, nadal jest dowcipnie i ironicznie więc można się pośmiać, co na pewno skłoni mnie do sięgnięcia po kolejne części, choć na pewno nie w polskim tłumaczeniu.
wtorek, 19 stycznia 2010
Amerykańskie Południe w literaturze
Amerykańskie Południe w literaturze to kolejne wyzwania jakie możemy znaleźć w sieci i przyłączyć się. Moja wstępna lista (zawsze się może wydłużyć): Truman Capote "Harfa traw" Erskine Caldwell "Dom na wzgórzu", "Jenny" Toni Morrison "Umiłowana" Mark Twain "Adventures of Huckelberry Finn" |
Archiwum
Zakładki:
Książki, których jeszcze nie mam, a chętnie bym przygarnęła
Länkar (szwedzkie)
Liens (francuskie)
Links (niemieckie)
Poczta
Przeczytane
Serie wydawnicze
Zaglądam
Tagi
|