Blog > Komentarze do wpisu
Sonata kreutzerowska, Lew Tołstoj

Sonata kreutzerowska, Lew Tołstoj, tłumaczenie Maria Leśniewska, Znak 2010

 Sonata Kreutzerowska, Lew Tołstoj

Z przeczytanych ostatnio przeze mnie książek autorstwa Lwa Tołstoja to rozbudowane opowiadanie najmniej mi się podobało, stanowczo, pisarz lepiej się dla mnie sprawdza w formach dłuższych. Akcja toczy się w czasie jednej nocy, w pociągu, pasażerowie nawiązują przypadkową rozmowę, której tematem są kobiety i co za tym idzie małżeństwo, miłość itd. Każdy ochoczo wygłasza własne opinie, gdy do rozmowy wtrąca się przybysz i z rozbrajającą szczerością wyznaje, iż zabił swą żonę. Po tej dość szczególnej konfesji doszło do znacznej konsternacji w towarzystwie i tylko jeden śmiałek pozostał by wysłuchać historii Pozdnyszewa. Wcale im się nie dziwię, gdyby ktoś dosiadł się do mnie w przedziale i zaczął opowiadać jak ukatrupił swą połowicę od razu bym uciekła. I tak bohaterowie "Sonaty Kreutzerowskiej" jadą sobie pociągiem, mrok zapada, świece płoną, a szaleniec odkrywa przed nieznajomym swą duszę.

Typek zaczyna od wspominania swej młodości, co by usprawiedliwić się przed swym rozmówcą. Więc czytamy jakie to współczesne społeczeństwo rosyjskie zaślepione w swych skostniałych poglądach i fałszywe. Młodzi mężczyźni i chłopcy deprawują siebie na wzajem pod aprobującym okiem lekarzy i własnych rodziców. No bo przecież młodzież musi się wyszumieć, zabawić, użyć życia, a zwłaszcza "zapoznać się" z kobiecymi urokami. Już gimnazjaliści udają się tłumnie do domów rozpusty, gdzie zdobywają pierwsze "zdrowe" doświadczenia i w ten sposób ich stosunek do płci pięknej od początku jest spaczony, nacechowany hipokryzją. Połowę wieczorów spędzają w burdelach, a drugą na salonach rozglądając się za niewinną oraz obowiązkowo śliczną panną, lub chociaż majętną - kandydatką na przyszłą żonę. I tak syfilitycy za zgodą rodziców panny na wydaniu, zrywają w noc poślubną białe kwiatuszki.

Pozdnyszew ma pretensję do społeczeństwa, że takie ślepe, że nikt nie widzi tych bezeceństw, nazywanych przez wszystkich - normalnym stanem rzeczy. Krytykuje instytucje rządowe, które wspierają sprawne prowadzenie domów publicznych, wojsko za psucie chłopaków. Jak stwierdza on sam "statecznie oddawał się rozpuście" nie czyniąc z niej swego celu w życiu, gdyż dopiero wtedy był by prawdziwym rozpustnikiem. Ba, wydawało mu się, że jest człowiekiem uczciwym i prawym, bo żony nie poślubił dla jej majątku, a dla jej niewinności i urody. Jednak miesiąc miodowy nie przyniósł mu radości, tak jak późniejsze współżycie z małżonką, tylko dzieci były usprawiedliwieniem "świńskiego życia". Bohater naprawdę ma problem, nie tylko ze swoją osobowością ale i życiem seksualnym, najpierw się beztrosko zabawia, a później narzeka, że własny miesiąc miodowy to czysta rozpusta. Facet nie może się zdecydować, innych oskarżając o hipokryzję, sam nie widzi, że jest dość obłudny. W momencie gdy rodzinny lekarz stwierdza, że dobrze by było gdyby żona nie miała więcej dzieci, też ma same pretensje - no nie potrafi się chłop zdecydować. Żona tymczasem ma czas na zajęcia wychodzące poza sferę pokoju dziecinnego i zaczyna muzykować z pewnym skrzypkiem. Gdy tych dwoje gra sobie na przyjęciu, zazdrosny mąż zaczyna sobie wmawiać, że żona go zdradza, popada w obsesję i kroczy na granicy szaleństwa.

"Wściekła bestia zazdrości zaryczała w swej budzie."

Facet głupieje i w szale zabija żonę po powrocie z wyjazdu, gdyż w domu zastaje owego skrzypka. Teraz jeździ sobie pociągiem, wspomina, nie czując specjalnych wyrzutów sumienia.

Ja natomiast zdziwiłam się, że taki typek rozbija się po pociągach zamiast gnić w więzieniu. Ale o meandrach prawa karnego i obyczajowego Tołstoj szerzej rozpisuje się w "Zmartwychwstaniu", które mi się zresztą bardziej podobało, wolę historie bardziej zabudowane fabułą w wydaniu tego pisarza.

wtorek, 07 czerwca 2011, bsmietanka

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/06/07 14:21:57
Mam podobne odczucia po przeczytaniu tej książki.
-
2011/06/07 18:28:41
Chętnie przeczytam sobie Tołstoja, albo też Dostojewskiego. Moja mózgownica potrzebuje mocnej, klasycznej prozy. Takiej poukładanej od A do Z. Prawdziwej powieści XIX wiecznej, albo z początku XX. Bo ostatnio odczuwam przesyt współczesnymi tekstami. Pozdrawiam :)
-
Gość: guciamal, 161-168-124-188.rev.pro-internet.pl
2011/06/07 20:27:01
Podziwiam twoją wierność Tołstojowi. Recenzja bardzo mi się podoba, podejrzewam, że o wiele bardziej niż spodobałaby mi się książka, zwłaszcza, że jak pisałam Zmartwychwstanie mi się raczej nie bardzo spodobało, a jak piszesz Sonata jest twoim zdaniem słabsza (mniej przypadła ci do gustu). Podoba mi się za to twoje "samozaparcie" dotyczące poznania tylu dzieł tego pisarza. Ja chcę to samo uczynić z Hugo, ale poza trzema książkami moja biblioteka nie oferuje nic więcej.
Pozdrawiam
-
2011/06/08 14:43:09
drkohoutek
Czyli nie jestem sama :)
-
2011/06/08 14:44:46
the_book
Ja sobie większość współczesnych tekstów przetykam właśnie takimi solidnymi powieściami.
-
2011/06/08 14:48:09
guciamal
Moja wierność się skończyła, została mi jeszcze jedna książka do zrecenzowania Tołstoja, myślę kogo by się teraz "uczepić". Co do Hugo, to kiedyś, po przeczytaniu "Nędzników" chciałam przeczytać wszystko co napisał ten autor i też nie mogłam znaleźć większości pozycji, stanowczo zaopatrzenie bibliotek nie stoi po stronie czytelnika i trudno jest właśnie planować takie "najazdy" na twórczość jednego autora, ale jak już się uda to można przynajmniej porządnie się zanurzyć w jego powieściach
pozdrawiam
statystyka