|
Blog > Komentarze do wpisu
Wojna i pokój, Lew Tołstoj
Wojna i pokój, Lew Tołstoj, PIW, 1984 Zdopingowana przez kochającą powieści historyczne babcię, "Wojnę i pokój" przeczytałam już dawno, dawno temu. Teraz, po latach dopatrzyłam się w niej paru motywów i symboli, których oczywiście wcześniej nie miałam szans zauważyć, no i nie czytałam już dla poznania samej treści. To co rzuciło mi się od razu w oczy to nieskończone pokłady ironii rosyjskiego pisarza i jego dystansu. Nie raz czytając któryś z tomów uśmiechałam się do siebie pod nosem, nie chodzi tu o jakieś otwarte żarty ze strony autora, ale delikatną ironię tkwiącą w treści, subtelnym komizmie sytuacji, ledwo uchwytnym w wypowiedziach bohaterów. Tołstoj zainspirowany historią swych dziadków stworzył historię dość skomplikowaną i niezwykle złożoną, przy czym nie będę tu przedstawiać wszystkich czterech tomów, a poprzestanę na dość chaotycznych rozważaniach własnych (uwaga liczne spojlery). Pierre Bezuchow to chyba najgłupsza książkowa postać z jaką miałam ostatnio do czynienia. Autor traktuje go z wyraźnym pobłażaniem i ironią, przynajmniej ja to tak odebrałam. Z jednej strony dorosły mężczyzna, z drugiej kompletny naiwniak, który pojęcia nie ma co się wokół niego dzieje. Nagłą zmianę swej pozycji w świecie przyjmuje z oszołomieniem, biorąc wszystko za dobrą monetę i tak przez trzy tomy co najmniej. Jakoś nie zauważa, że majątek który otrzymał w spadku predestynuje go do roli człowieka obytego, podziwianego, kochanego et cetera, podczas gdy wcześniej postrzegano go jako salonowego nudziarza. Ten boży prostaczek pełen jest jednak zapału i z zatrważającym zapałem poszukuje jakiegoś celu w życiu. Nie znajdzie go bynajmniej w pierwszym małżeństwie, działalności masonerskiej ani reformach socjalnych, jego morderczym planom zabójstwa Napoleona też brakuje planu i rozwagi, zresztą i tak zbacza gdzieś po drodze. Natasza Rostowa dorównuje poziomem inteligencji Pierrowi i od początku wierzyłam, że są dla siebie stworzeni. Gdy księżniczka Maria pyta się naszego nierozgarniętego bohatera, jaka jest przyszła narzeczona jej brata, ten melancholijnie odpowiada, że "nie raczy być rozumna" - no jak dla mnie bomba. Jest co prawda czarująca, ale nie wiadomo dlaczego. I ja tą opinię naprawdę popieram, przez całą prawie powieść tylu bohaterów uważa Nataszę za absolutnie niezwykłą i ujmującą, nie wiadomo dlaczego. Rozpala w mężczyznach żar, inspiruje uśmiechając się szelmowsko i zachowując w dużej mierze jak dziecko, taka swawolna i wolna dusza rosyjska. Jednak nawet ta bohaterka dorasta, bardzo tyje i znajduje sens życia w macierzyństwie (to, że sama doglądała dzieci świadczy o niezwykłym poświęceniu i miłości do nich, w końcu od tego były bony i takie tam) oraz byciu przykładną żoną. No cóż, to jednak pisał facet w XIX wieku, "Anna Karenina" będzie później. Andriej Bołkoński jest przyjacielem Pierra i jego całkowitym przeciwieństwem, zimny cyniczny, skryty w sobie - typ mroczny. To człowiek rozgarnięty i inteligentny choć nie na tyle by zauważyć, że pakuje się w kolejne nieudane małżeństwo. Oświadcza się oczywiście Nataszy, która swoją prostotą, naiwną radością i brakiem wykształcenia przypomina jego pierwszą żonę, ulubienicę petersburskiego towarzystwa. Facet był chyba kompletnie ślepy albo co, tak zrzędził na pierwszy mariaż a lezie w drugi podobny. Obie panie są pełne życia, kokieterii i charakterystycznej pustoty salonowej. No jednak dalej widzimy, ze nie są sobie pisani. Tołstoj lubi pokazywać jak te ludzkie losy lubią się plątać i oddziaływać na siebie. Obraz społeczeństwa rosyjskiego jest tu niezwykle wyczerpujący, dlatego powieść może stanowić cenne źródło wiedzy dla miłośników XIX wieku i Rosji. Znajdziemy tu wszystko - od pierwszego balu debiutującej młodej damy do opisów batalii, płonącej Moskwy czy masonerskich misteriów wtajemniczenia. I wszystko to z wrzącymi, ludzkimi uczuciami, które kipią w powieści. To co mi się podobało to podejście pisarza do historii, jego mini wykłady dotyczące tej dziedziny i barwne porównania. Choć wydaje mi się, że to właśnie one mogą wytrącić niektórych czytelników z fabuły i znudzić. Mnie one bynajmniej nie przeszkadzały, zwłaszcza gdy już dosyć miałam niektórych bohaterów. Oj igra sobie Tołstoj z losami swych postaci, dając im doświadczyć w życiu wielu różnorodnych uczuć i wydarzeń. Każde z nich targane jest przez wichry ogromnej siły nie do opanowania przez jednostki, ale też każdy może dokonywać w swoim życiu różnych wyborów i w jakimś sensie decydować o swojej przyszłości. Historia jest tu wzburzonym morzem dla jednostek, które muszą pamiętać, że szczęście ich bliskich zależy tylko od nich samych. Po tych wszystkich wzlotach i upadkach Tołstoj serwuje nam taki zawodzący (mnie przynajmniej) happy end, choć może ze znakiem zapytania, bo w końcu kto może wiedzieć co kryje przyszłość? To, że nasze rosyjskie rodziny znalazły szczęśliwe przystanie nie przeświadcza o przyszłości ich dzieci. Skoro już jestem przy tym temacie to podobało mi się jeszcze poprowadzenie przez autora "Wojny i pokoju" motywu przywództwa i ukazanie tzw. liderów. Poprzez odpowednie operowanie fabułą widzimy, że ci carowie czy tam inni dyktatorzy, to najzwyklejsi ludzie w świecie, którzy nie mają nawet takiej siły jak im się wydaje. Mikołaj Rostow wielbi Aleksandra by potem się przekonać, że to zwykły człowiek. Ba, pisarz idzie dalej i pokazuje nam spłoszone towarzystwo na balu gdzie wizytę zapowiedział car, prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero po jego wyjściu, ponieważ wszyscy ludzie byli bardziej przestraszeni samą ideą wielkiego władcy niż człowiekiem. Napoleon przy bliższym poznaniu to już w ogóle wypada fatalnie. Dalej, wspaniali mężowie stanu są nimi często, przez serię małych powiązanych ze sobą przypadków, nad którymi wcale nie panowali. Przeciwnie jak twierdzi Tołstoj, Napoleon palnął niejedną głupotę, ale warunki mu sprzyjały i przejął władzę we Francji. Kolejne łańcuchy przyczynowo-skutkowe, które nie mogą być rozpatrywane odzielnie tworzą właśnie skomplikowaną historię naszej rzeczywistości. czwartek, 19 maja 2011, bsmietanka
TrackBack
Komentarze
kornwalia.mikropolis
2011/05/19 14:54:20
No, wreszcie ktoś napisał o mojej ukochanej książce :) Wiesz, już się nie mogę doczekać jej powtórki, zwłaszcza po tym, co napisałaś. Ale takie dzieła trzeba smakować bardzo rzadko, jak trufle :]
2011/05/19 15:10:10
kornwalia.mikropolis
trufle - dobre :D i takie powrota są albo rozczarowywujące (w moim przypadku Wichrowe wzgórza) albo przynoszą garść nowych inspiracji i wrażeń, wypijmy za to drugie :) 2011/05/19 17:31:28
Przymierzam się już długi czas do "Wojny...". Podobny problem miałam z "Anną Kareniną", ale okazało się, że książka jest tak cudowna, że mnie pochłonęła:)
Gość: guciamal, 161-168-124-188.rev.pro-internet.pl
2011/05/19 23:02:00
Też czekałam na jakąś mądrą recenzję tej książki wahając się, czy po porażce (i znudzeniu Kobietą trzydziestoletnią Tołstoja) sięgnąc do lektury, którą znam z filmu, a to tak jakbym nie znała wcale. Z tej mojej znajomości wypływał mi zgoła inny obraz i Pierra Bezuchowa i Nataszy. I przeczytawszy twoją opinię wydaje mi się, że moje wrażenia/wspomnienia są chyba błedne. I też pamiętam, że wydawało mi się, że oni do siebie pasują. Trochę obawiam się opisów, bo gdyby to była Francja to idę w to, jak w dym, ale Rosja .. hm.. spróbuję, a gdyby udało mi się zdobył audiobook to chyba tym chętniej. Pozdrawiam
2011/05/20 09:33:34
orchiss
No właśnie - Tołstoj pochłania, jakoś jak czytam jego ksiązki czuję się jakbym siedziała w bardzo starym, wygodnym fotelu 2011/05/20 09:37:17
guciamal
KObieta trzydziestoletnia to nie Balzaca? Ty wiesz, że ja do dzisiaj nie obejrzałam filmu, jakoś za film nie mogę się wziąść :) Też wolę francuskie klimaty, ale jak już zaczęłam czytać Annę Kareninę to dalej poszło mi lawinowo, jestem teraz na Zmartchwywstaniu i też mi się podoba. pozdrawiam :) 2011/05/20 11:29:24
Bardzo, bardzo lubię Tołstoja i cieszę się, że jest ktoś, kto go recenzuje i poleca innym, tym bardziej, że klasyki nie recenzuje się łatwo. Pozdrawiam serdecznie :)
Gość: guciamal, 161-168-124-188.rev.pro-internet.pl
2011/05/20 20:11:22
Ale wpadka. Oczywiście- masz rację, że Kobieta trzydziestoletnia jest Balzaka. Ale tak mi ta kobieta "zalazła" za skórę, że mi się pcha wszędzie, jako przykład moich zmagań i umęczenia. Podobnie ciężko czytało mi się Zmartwychwstanie Tołstoja, które jak widzę tobie się podobało. Dlatego częszto podaję te dwie ksiązki jako moje nieulubione.
A film oglądałam dawno dawno temu. Pozdrawiam 2011/05/21 14:59:23
guciamal
"pcha się wszędzie" - dobre :) Czytałam ją kiedyś, ale nie wspominam tak źle jak Ty w swojej recenzji bo była to pierwszy klasyk francuski jaki przeczytałam w oryginale, byłam z siebie więc bardzo dumna, no i pewnie nie zauważyłam wszystkiego na co zwróciłabym uwagę gdybym czytała po polsku.
Gość: guciamal, 161-168-124-188.rev.pro-internet.pl
2011/05/21 15:37:19
Gdybyż bym umiała po francusku też byłabym dumna z przeczytania książki w języku rodzimym. Niestety nie znając na tyle biegle jakiegokolwiek obcego języka zmuszona jestem czytać w rodzimym. Ale to całkiem miy przymus. Pozdrawiam
|
|