Blog > Komentarze do wpisu
Anna Karenina, Lew Tołstoj

Anna Karenina, Lew Tołstoj, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1984

 Anna Karenina Lew Tołstoj

 Z "Anną Kareniną" mierzyłam się już kiedyś w liceum, więc wystarczająco dużo wody upłynęło by zrobić to jeszcze raz. Stwierdziłam, że człowiek bogatszy w doświadczenia wyciągnie już inne wnioski niż kiedyś. Nie będę więc opisywać treści dwutomowej powieści tylko od razu przejdę do wniosków tłukących mi się po głowie.

Moim skromnym zdaniem Anna zrobiła się absolutnie nieznośna z braku zajęć, bo cóż pozostało tej biednej kobiecie po odejściu od męża. Jak pisze Tołstoj razem z Wrońskim mieli coraz mniej "chwil czułości", więc te resztki nie mogły koić rozpaczy budzącej się w jej duszy, a ona powoli przyjmowała na siebie rolę zazdrosnej diwy. Na innych mężczyznach sprawdzała własne uroki (na żonkosiu Lewinie też) by upewnić się czy "jeszcze działa". Więcej dzieci mieć nie mogła i nie chciała, od zajmowania się córeczką byli inni. Standardowe zajęcia kobiece miała więc ukrócone, a że znajdowała się w dość niewygodnej moralnie sytuacji, odcięta od towarzystwa, jedyne co jej pozostało to uprzykrzanie życia ukochanemu. Jej zazdrość oraz zaborczość rosły z każdym dniem. Niepewna swojej pozycji myślała, że traci grunt pod nogami i zamęczała Wrońskiego awanturami, pretensjami, oskarżeniami. Znalazła się w ślepej uliczce podczas gdy on mógł przynajmniej realizować się bawiąc się w dobrego gospodarza, co zresztą robił. Pisarz wyraźnie zaznacza w powieści jak zupełnie odrębne jest życie męskie od kobiecego, ba płeć brzydka miała nawet dwa - jedno przed małżeństwem, drugie po, chociaż jak widzimy w książce niektórzy bohaterowie po ślubie nie zmieniali swoich przyzwyczajeń (Obłoński). Mówiąc obrazowo małżeństwo dla kobiety w XIX wieku było jedynym sposobem na ucieczkę przed biedą, prostytucją, ostracyzmem społeczeństwa, ale i ten sposób nie był znów takim pewniakiem jak widzimy w przypadku Anny, która tak czy siak znalazła się na marginesie społeczeństwa.

Wieczna walka Dolly Obłońskiej o zapewnienie dzieciom odpowiednich warunków pewnie byłaby skazana na klęskę, gdyby w końcu rozwiodła się z tym mężem-lekkoduchem, a tak biedna gardzi sobą, wie, że jest zależna i patrzy jak mąż hula. Dla niej pozostaje jedynie owo wąskie kółko rodzinne i szczęście jakie może odnaleźć w wychowywaniu dziatek. Jej niedola wynika z tego, że doskonale zdaje sobie sprawę ze swej sytuacji. Po latach małżeństwa zorientowała się wreszcie jakiego hultaja ma za męża i klapki spadły jej z oczu, ciężka sytuacja finansowa w jakiej znalazła się rodzina też nie poprawia jej humoru. Kobieta widzi tragizm sytuacji bez wyjścia spowodowany społecznymi ograniczeniami. Nikt w młodości nie przygotował ją do czegoś więcej niż do roli wiernej żony i matki, przeciwnie rodzina w dobrej wierze zamyka swoje córeczki i chroni przed grożącą z każdej strony deprawacją nieskazitelnych duszyczek.

Znowu Anna u boku Karenina nie odnalazła miłości jakiej pragnęła tylko pustkę, to wytworzyło między nimi sztuczność, którą nawet inni byli w stanie zauważyć. Mówi o nim "to nie człowiek, tylko maszyna" jakby zupełnie był pozbawiony uczuć czy pragnień. Uśpione pokłady namiętności i pragnień budzą się w niej przy Wrońskim i wychodzi im z tego "werterowska desperacka miłość", a nie klasyczny romans z wyższych sfer jak zauważa matka hrabiego. Wydaje mi się, że jak na powieść wiktoriańską pisarz naprawdę zdobył się na sporo szczerości i wydobył na światło dzienne seksualność kobiety. W końcu to ona opuszcza męża dla ugaszenia rozpalonego żaru, rezygnując z roli matki i żony na rzecz kochanki. Wobec tego żarliwego uczucia jakie łączy kochanków nie wiadomo czy Anny żałować, pogardzać nią czy może jej pogratulować? Cudzołóstwo cudzołóstwem, a dziewczyna przynajmniej raz w życiu się zabawi na całego, bo nie uwierzę, że w tym skostniałym społeczeństwie miałaby na to szansę. Cóż, jest szczera choć głupia i zaczyna mieć wizje innej kochanki, która tylko czatuje na jej księcia z bajki. Dziewczyna drży o związek psując go sama.

Autor "Wojny i pokoju" wziął tu jeszcze na warsztat rolę matki. Każda z bohaterek kocha swe dzieci nadzwyczajnie i w ostatecznym rozrachunku tylko jedna się ich wyrzeka. Miłość do potomstwa jest uczuciem pełnym poświęceń, kobieta dla dziatek musi nawet poświęcić swą godność i miłość własną, tak jest w przypadku Darii Aleksandrownej. Znowu świeżo upieczona żona, Kitty, z uśmiechem, błogą radością i wdzięcznością znosi trudy długiego porodu (tu chyba Tołstoj przesadził - totalna gloryfikacja) i od pierwszych chwil jest kochającą mamusią. Dlatego tu o wiele ciekawiej wypada jej mąż, dla którego posiadanie syna nie było nagłym olśnieniem radości a uczuciem powoli kiełkującym w sercu, z którego musiał w końcu zdać sobie sprawę. Facet był zawiedziony, że tacierzyństwo nie poraziło go niczym grom, spodziewał się fajerwerków szczęścia.

Tołstoj naprawdę przemyślał "kobiecą sprawę" nim zabrał się do pisania swej powieści. Pomijając ograniczenia jakie nakładała ówczesna epoka na autora myślę, że choć powieść nie jest odkrywcza to porusza wiele ciekawych tematów we wciągający sposób.  W końcu jej temat jest jak najbardziej aktualny, ileż to zdrad niszczy pozornie szczęśliwe małżeństwa i naraża latorośl na cierpienia. Jakoś przyjemnie mi było zagłębić się w fabułę, opisana historia naprawdę mnie pochłonęła. Oczywiście momentami (drugi tom) główna bohaterka niezmiernie mnie drażniła, ale do dlatego, że nie lubię typów histerycznych, no ale musiała w końcu stracić głowę żeby popełnić to samobójstwo, jakby uciekła z kochankiem i żyła gdzieś szczęśliwie na wsi to nie byłoby tej "Anny Kareniny". A tak, to złośliwa bestia pokazała, że to ona ma ostatnie słowo w tym związku i koniec.

czwartek, 12 maja 2011, bsmietanka

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/05/12 18:31:14
Świetna "recenzja", bo wyszedł Ci z tego strumień świadomości, tych kłębiących się myśli zapewne:-) Ehhh, jak tylko nadrobię fantastyczne zaległości, biorę się za klasykę, bo śmierć mnie zastanie, a nie przeczytam mnóstwa dobrych książek...
-
2011/05/12 18:50:25
ależ zaspoilerowała na koniec!
Mnie ujął język tej powieści, choć fakt, Anna może denerwować, choć wynika to z epoki. Tołstoj był tradycjonalistą i potępił swoją główną bohaterkę tak, że już na wstępie można powiedzieć, że pachnie tu tragedią. Tak samo jest przy Pani Bovary Bouvert'a. Trochę szkoda, bo ten wyrok nad ich głowami czuć przez całą powieść, a może gdyby pisarze potrafili się wyzwolić ze swojego własnego światopoglądu stawialibyśmy teraz te bohaterki na piedestale i umieszczali na listach "moja ulubiona postać kobieca"? Niemniej jednak są to wielkie powieści.
Ostatnio masz maraton klasyki, fajnie :)
-
2011/05/12 21:36:47
eruana
takiej standardowej recenzji nie chciało mi się pisać, poprzestałam na wysypujących mi się wnioskach własnych ;)
o tak, ale zawsze zostaje ci czas emerytuty, ten jest długi i raczej spokojny
-
2011/05/12 21:42:19
kornwalia.mikropolis
ach no, te kłębiące się myśli, to ich wina.
no właśnie, tak miło mi się to czytało. No właśnie i przez to samobójstwo Anna wychodzi na totalną zołzę, a wcześniej na kretynkę, która nie umie się niczym zająć, a na początku powieści prezentuje siętak świetnie, no do momentu zdrady męża. I jak ten mąż jej wybacza - ach, och, i od razu czytelnik bardziej go lubi bo on taki biedny, poszkodowany, samotny, niezrozumiały, a wredna Anna wyrzekła się syna.
-
2011/05/14 00:49:53
Nie czytałam książki (cicho, nie rzucać kamieniami), ale recenzję z zainteresowaniem. I jedno mi przyszło do głowy - ależ ta książka Cię poruszyła, skoro o jej bohaterce piszesz jak o... osobie z krwi i kości, sąsiadce, znajomej, kuzynce - a nie o fikcyjnej osobie z powieści. Oto potęga słowa pisanego.
Jakie to krzepiące.
-
2011/05/15 08:27:51
Twoją ecenzję przeczytałam jak zwykle z zainteresowaniem. Książkę Tołstoja lubię i cenię. Końcówka recenzji bardzo mnie rozbawiła. Mój mąż też używa określenia "typ histeryczny". :)
W "Annie Kareninie" bardzo lubię scenę, w której Kitty i Lewin piszą kredą początkowe litery wyrazów.
Zastanawiam się nad stwierdzeniem Kornwalii, że Tołstoj Annę potępił. Jego diagnoza moralna jest jednoznaczna, ale postać przedstawił tak, że chociaż irytuje, mocno przejmujemy się jej losami. W moim odczuciu najbardziej negatywnie przedstawił Wrońskiego.
-
2011/05/15 08:29:26
Przepraszam za literówkę, oczywiście "recenzję".
-
2011/05/15 21:11:40
agnes_plus
No to śiadczy o talencie pisarza - mogłam się wczuć w powieść i "uwierzyć" w te postacie, w tej powieści one dla mnie ożyły, z ich wadami i zaletami. Na pewno wiesz o co mi chodzi :)
-
2011/05/15 21:20:27
lirael
:) a dziękuję. No to mąż doskonale wie o co chodzi.
No właśnie, jak napisała agnes_plus napisałam o Annie jak o żywej kobiecie - i to jest zapewne ta potęga literatury. Mimo, że to postacie są irytujące to "żyją". Co do potępienia to w sprawie Anny Tołstoj zastosował ciekawy zabieg, jak czytamy pierwszy tom i widzimy tę rozwijającą się powoli miłość i pustkę życia Anny to jako czytelnik trochę jej skandowałam. No bo ten Karenin niby taki zimny, nieprzystępny, zapracowany, nierozumiejący potrzeb swej małżonki. I nagle w drugim tomie sytuacja się odwraca, Karenin okazuje się wielkoduszny a kochankowie nieliczą się z uczuciami innych i człowiek teraz współczuje pozostawionemu mężowi - Tołstoj manipulant. Wydaje mi się wogóle, że poruszyłaś ciekawy temat, którego nie zauważyłam - potępienie. No bo ci wszyscy mężczyźni w tej powieści (oprócz Lewina) to takie urwisy stworzone przez społeczeństwo - Obłoński, Wroński, ale postają do końca uroczy albo dzielni.
-
2011/05/18 18:47:38
Ja też widziałam tę ewolucję w stosunku Tołstoja do Anny. W ogóle to odnosiłam wrażenie, że autor czuje imperatyw potępienia jej ze względu na moralną wymowę książki, ale ma z tym kłopot, tak jakby Anna rzuciła czar również na niego. :)
-
2011/05/18 21:29:37
lirael
Tak, te toczone ramiona w czarnej sukni (wogóle sporo tam było o jej ramionach) ;)
Tak bardzo chciał uczynić ją uroczą, że jemu samemu się spodobała
statystyka