|
Blog > Komentarze do wpisu
Kochanek śmierci, Borys Akunin
Kochanek śmierci (Lubownica smerti), Borys Akunin, Świat Książki, Warszawa 2004 To moje drugie spotkanie z Erastem Fandorinem i można powiedzieć, że bardzo udane, obiecuję sobie kolejne. Jednak w tej książce to nie on jest wodzirejem akcji, ale Sieńka Skorik, można powiedzieć, że dziecko ulicy. Sierota ten trafił pod niewłaściwe skrzydła i trochę zboczył ze ścieżek edukacji na Chitrowkę, złodziejską dzielnicę, która nie cieszy się dobrą sławą. Tam zamieszkują pretendenci do tytułu króla złodziei, prostytutki, największa biedota i inne tzw. męty społeczne. Jednym słowem szanujący się obywatel nie zapuszcza się tam na wieczorną przechadzkę. Tu królują skomplikowane układy przestępczo-policyjne a nad wszystkim czuwa rada starszych, Dintojra - czyli przestępcy na emeryturze. Wszystkie czyny mieszkańców podlegają specyficznemu kodeksowi honorowemu, który jest swoistym zbiorem praw nie do obejścia, dla każdego rzezimieszka, jego złamanie grozi srogim wymiarem kary, czyli śmiercią. I kto by pomyślał, że autorowi uda się tak "ożywić" te brudne rynsztoki, napełnić uliczki podejrzanymi typami i żebrakami, ustawić mamzelki pod latarniami i w ogóle nadać całemu temu towarzystwu taki rys sentymentu. Sienia jest chłopcem inteligentnym, bystrym i odrobinę za bojaźliwym jak na warunki Chitrowki, radzi sobie jednak całkiem nieźle. Jest generatorem wszystkich komicznych sytuacji, dowcipów i postacią wypowiadającą najśmieszniejsze teksty. To postać urocza oraz naiwna jednocześnie. Jego przypadkowe spotkanie z Masą i Fandorinem da nowy początek jego życiowej ścieżce. Sam Erast po "Azazelu" wypada trochę na wszystkowiedzącego mądralę z fenomenalnym zmysłem dedukcji, ale da się lubić. W tle mamy niezwykle okrutne zbrodnie na Chitrowce, tajemniczy, ukryty skarb, wojnę dwóch złoczyńców o koronę króla i machlojki pozostałych postaci. No i do tego na deser niezwykle piękna kobieta, tytułowa Śmierć, która przyciąga niczym magnes wszystkie największe moskiewskie mędy. Akcja powieści bardzo często nagina ramy prawdopodobieństwa i jest zbyt naiwna, ale czytelnik ciągle dobrze się bawi i można spojrzeć na to z przymrużeniem oka. Dodam jeszcze, iż mimo że jest to już dziesiąta część przygód Fandorina to pominięcie tych ośmiu nie przeszkadzało mi w lekturze, więc nie trzeba zapoznając się z treścią przestrzegać kolejności. Przygody Erasta Fandorina tom 10 "Pan Nameless twierdził, że tak: wszelkie wartości stają się jeszcze cenniejsze, przede wszystkim dlatego, że człowiek wyżej ceni siebie samego, a także swój czas i wysiłek, Masa natomiast oponował. Był zdania, że jest na odwrót — ponieważ od pojedynczego człowieka i jego wysiłku niewiele zależy, wartości tracą na znaczeniu. Skoro dzięki postępowi połowę ludzkiej pracy wykonują różne maszyny i urządzenia, człowiek może przeżyć całe życie, a dusza się w nim nigdy nie obudzi, zatem nie zrozumie on, co to prawdziwe wartości. Sieńka słuchał, ale nie mógł się zdecydować, za czyją opinią się opowiedzieć. Z jednej strony rację miał Erast Pietrowicz. Choćby w takiej Moskwie — naprawdę widać postęp; wkrótce zaczną kursować elektryczne tramwaje, świecą już jasno latarnie, otwarto kinematograf, a wszystkie wartości co dzień rosną w cenie. Jajka na rynku kosztowały dawniej dwie kopiejki za dziesięć sztuk, a teraz trzy. Dorożkarze za trasę od Suchariewki do Zamoskworiecza żądali pół rubla, a dziś nie mniej niż siedemdziesiąt, osiemdziesiąt kopiejek. Albo na przykład papierosy…" "— No cóż, panie Szopenhauer — zagadnął Erast Pietrowicz — pogadamy? — A co ja mam z tym wspólnego? — burknął Sieńka, przeczuwając coś niedobrego. — Ja przecież nic nie wiem. — Dedukcja każe wyciągnąć wniosek wręcz przeciwny. — Kto, kto? — zainteresował się Sieńka. — Ja pańskiej Dedukcji na oczy nie widziałem. Kłamie jak najęta, suka! Erast Pietrowicz uniósł kącik ust. — Ta dama, Skorikow… może jednak tak się będę do pana zwracał… nigdy nie kłamie. — No cóż, panie Szopenhauer — zagadnął Erast Pietrowicz — pogadamy? — A co ja mam z tym wspólnego? — burknął Sieńka, przeczuwając coś niedobrego. — Ja przecież nic nie wiem. — Dedukcja każe wyciągnąć wniosek wręcz przeciwny. — Kto, kto? — zainteresował się Sieńka. — Ja pańskiej Dedukcji na oczy nie widziałem. Kłamie jak najęta, suka! Erast Pietrowicz uniósł kącik ust. — Ta dama, Skorikow… może jednak tak się będę do pana zwracał… nigdy nie kłamie." czwartek, 07 kwietnia 2011, bsmietanka
TrackBack
|
|