Blog > Komentarze do wpisu
Traktat o łuskaniu fasoli, Wiesław Myśliwski

Traktat o łuskaniu fasoli, Wiesław Myśliwski, Znak

Traktat o łuskaniu fasoli

Przychodzi facet po fasolę i ... zostaje całkowicie zagadany, dobrze, że ja kupuję w warzywniaku. A tak poważnie, to jakoś mi ta książka kojarzy się z poprzednimi Myśliwskiego, taki trochę nierealny pomysł i długie historie, anegdoty oraz opowieści, które są tylko pretekstem do przedstawienia  tematów poważnych i drażliwych. W "Pałacu" była jakaś magia, liryzm i symboliczne obrazy; tu niby tylko starszy facet łuskający fasolę, domorosły filozof jakich pełno w naszym kraju, którego opowieść także bogata jest w symbole. Momentami, czytając "Traktat o łuskaniu fasoli" odniosłam wrażenie, że czasem trudno powiedzieć czy autor kpi czy poważnie pisze.

W każdym bądź razie, nieszczęśnikowi kupującemu ową fasolę nie dane jest się odezwać i przekazać coś czytelnikowi, pozostaje postacią tajemniczą. Natomiast nasz narrator opowiada nam całe swoje życie dokonując przy okazji jego bilansu, wnika w głąb siebie. Okres wojenny w Polsce, lata dorastania i nauki w szkole, młodzieńcze pasje. Nie pomija swych nauczycieli, inspiratorów, "duchowych przewodników". Obecnie jako opiekun domków letniskowych kontroluje okolice inwigilując swoich sąsiadów i ich gości, prowadzi nawet skrupulatne notatki w trzech zeszytach na ten temat. Wypytuje też swojego gościa, ale nie udaje mu się nic dowiedzieć na jego temat. Zamiast tego, jego własne pytania pobudzają go do dalszego monologu. Bohater urodził się we wsi między kolejnymi wojnami, jako jedyny przeżył pacyfikację wsi. Przyłączył się do oddziału partyzantów, później trafił do sierocińca gdzie przyuczył się do zawodu. Pracował przy elektryfikacji wsi, potem na budowach, w końcu wyjechał z kraju i grywał w nocnych lokalach na saksofonie. Poznał pana Roberta, który namówił go do odwiedzin w jego domku nad zalewem. Zalew okazał się być nad rzeką Rutką, gdzie mieściła się kiedyś jego rodzinna wieś. Mężczyzna już tu pozostał, wcielając się w rolę administratora, złotej rączki i opiekuna domków letniskowych, w wolnych chwilach odmalowującego napisy na nagrobnych tabliczkach mieszkańców jego rodzinnej wsi rozstrzelanych przez Niemców. W całej książce nie padają w ogóle takie słowa jak faszyzm, komunizm, Polska Ludowa, Hitler, Stalin, a mimo to jest ona tak bardzo charakterystyczna dla XX-wiecznej Polski, jest tam wszystko to co mógł przeżyć typowy Polak w poprzednim stuleciu.

"Żyjemy w tym, co opowiedziane. Świat jest tym, co opowiedziane. Dlatego coraz ciężej żyć. I może tylko sny stanowią o nas. Może jeszcze tylko sny są nasze?"

Monolog poprowadzony jest naturalnie, jedno skojarzenie przywołuje drugie, kolejne wspomnienia prowadzą do nowych dygresji. Wyłania się obraz człowieka, emigranta, Polaka, elektryka, saksofonisty i filozofa. Do tego język potoczny z naleciałościami gwarowymi człowieka prostego, ale świadomego swej wiedzy.

Ten eksperyment literacki nie tak do końca mi się spodobał, fabularne zawirowania, narracyjny chaos, nudnawe historie i liczne powtórzenia niekoniecznie mnie pociągają. Nie odmawiam autorowi życiowej mądrości i doświadczenia, które wypływają z tej powieści, ta książka po prostu  do mnie nie przemawia. "Widnokrąg" podobał mi się bardziej, myślę, że dla pełnego obrazu przeczytam jeszcze "Kamień na kamieniu", ale za jakiś bliżej nieokreślony czas.

"Powiem panu jedno, człowiek wolny jest nieprzewidywalny. Nie tylko dla innych. Przede wszystkim dla siebie."

"Książki to także świat, i to świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi."

Nagroda Nike 2007

czwartek, 20 maja 2010, bsmietanka

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/05/20 18:32:46
no właśnie ja miałem z tą książką podobnie, też mi się raczej średnio podobała
"widnokręgu" nie czytałem, ale "kamień na kamieniu" uważam za arcydzieło - więc tym bardziej byłem zawiedziony po "traktacie..."
pozdrawiam
-
2010/05/20 19:24:19
Czytałam "Traktak..." kilka lat temu, ale pamiętam, że byłam nim zafascynowana. Może dlatego, że to była moja pierwsza lektura Myśliwskiego? Hmmmm...
Pozdrawiam
-
agnes_plus
2010/05/21 12:58:01
Mnie się podobało. Jeśli masz zamiar sięgnąć po "Kamień", to ostrzegam, że w formie jest bardzo podobny do "Traktatu".
-
2010/05/21 20:30:44
dambski
Czyli nie jestem sama, książka zebrała w przeważającej ilości pozytywne lub wręcz entuzjastyczne opinie. Mnie tu czegoś zbrakło, miałam wrażenie, że ta historia nie do końca się kleinalbo ja nie widzę tej metafizyki w filcowym brązowym kapeluszu
pozdrawiam :)
-
2010/05/21 20:32:20
the_book
No, mi do fascynacji sporo zbrakło ;)
-
2010/05/21 20:33:36
agnes_plus
Nie sięgne tak od razu ;) poczekam na jakiś wyjątkowo dłuuuugi zimowy wieczór z nastrojem metafizyczno-filozoficznym
-
Gość: moni-libri, 89.238.42.*
2010/05/22 12:17:36
Ja podobnie jak the book zaczęłam od Traktatu i równie podobnie byłam zafascynowana. Przyznaję, były momenty kiedy musiałam wracać, kiedy czegoś nie pojęłam ale to tylko i wyłącznie przez mój brak skupienia. Jak dla mnie - ciepło!
-
kornwalia.mikropolis
2010/05/22 17:46:29
Hej, ja z tych, którym się podobała (za to Kamień na kamieniu dla mnie było średnie), ale nie zmienia to faktu, że nie rozumiem jaki był cel tej książki. To była chyba napisane dla siebie tylko... A tak na marginesie, naprawdę uważasz, że opowiadający jest tylko bohaterem jakiegoś tam rzeczywistego życia? Ta książka to mrowisko pełne metafor i ukrytych znaczeń, nie odbierałabym więc tego tak dosłownie. I to było jej główną siłą dla mnie.
-
2010/05/23 20:34:55
moni-libri
O, były takie momenty kiedy się mocno zastanawiałam :)
Pozdrawiam
-
2010/05/23 21:03:40
Wiem, że to książka, którą lubią niektóre tygrysy ;) Oczywiście z warzywniakiem i resztą żartowałam, dlatego napisałam, że to taka polska ksiązka traktująca o ważnych sprawach XX wieku dla Polski, może Myśliwski napisał ją jako swego rodzaju podsumowanie poprzedniego wieku, próbował stworzyć takiego polskiego everymana. Wykorzystał do tego takie typowe polskie zachowania.
statystyka