Blog > Komentarze do wpisu
Czarnobylskie truskawki, Vesna Goldswworthy

Czarnobylskie truskawki (Chernobyl Strawberries), Vesna Goldsworthy, przełożyła Elżbieta Jasińska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007

Czarnobylskie truskawki

"Czarnobylskie truskawki" to nietypowa autobiografia kobiety, która postanowiła napisać książkę dla swego synka i przy okazji rozprawić się ze skomplikowaną historią swej ojczyzny i życia.

Gdy autorka dowiedziała się, że choruje na raka piersi jej syn miał zaledwie dwa lata, wiek w jakim szybko zapomina się i nie zdąży się jeszcze poznać naprawdę swoich rodziców. Jej kraj pochodzenia, Jugosławia, też kładł się cieniem na przeszłości  jednocześnie komplikując teraźniejszość. Jako wykładowca literatury, była redaktor, nie obca jej była styczność z piórem, więc książka stała się kolejnym krokiem na drodze do pozostawienia po sobie jakiegoś ogniwa, z którym mały Aleksander mógłby się w przyszłości zintegrować, poznając ojczyznę swej matki z jej utrwalonych opowieści.

Vesna pisze o losach swojej rodziny w kraju miotanym przez historyczne zawieje, które wystawiały jego ludność na wieczną niepewność i tułaczkę. Poznajemy historię jej dziadków, rodziców, ich charaktery, zwyczaje, wspomnienia te mają charakter bardzo osobisty, ale nie pozbawiony uroku. Dużo tu anegdot z życia autorki, jej dzieciństwa, dorastania, podbojów miłosnych i rozwoju duchowego. Burzliwe losy Bałkanów plączą się z życiem ich mieszkańców, sprawiając, że widzimy jak historia tworzona przez polityków i przywódców wpływa na codzienność zwykłych, szarych ludzi. Zmienia się też perspektywa patrzącej, od niefrasobliwych wspominek dziecka, zakochanej pannicy po niezdecydowaną i niepewną swego miejsca kobietę-kameleona aż do zdecydowanej i walczącej pisarki.

Autobiografia pisana jest niezwykle chaotycznie, opowieści rodzinne przeplatają się z teraźniejszością autorki, miłosne zauroczenia plączą się z aktualnym małżeństwem i bólem. Vesna daje się całkowicie ponieść swej pamięci, nie próbuje weryfikować wspomnień czy porządkować ich w jakikolwiek sposób. Podążamy za nią ścieżkami jej ulotnych myśli, które tworzą kolejne rozdziały. Nie ma tu prawie dat, ważniejszy jest zrekonstruowany czar chwili i jej interpretacja. Styl psuje niepoprawna egzaltacja językowa pisarki, ale wpada w nią na szczęście rzadko. Ciekawe wnioski i spostrzeżenia, pozytywny humor, umilają lekturę.

"Mundury naszego prezydenta (Tito) pięknie prezentowały się obok kolorowych strojów przedstawicieli trzeciego Świata. Wielobarwne koszule, sari czy sarongi uwydatniały szczegóły znakomitego kroju uniformu naszego dandysa demoludów. Mam go wciąż przed oczami: pachnącego cygarami i wodą kolońską, noszącego się niczym brytyjska królowa na zjazdach Wspólnoty Narodów. Tito głosił narodom radość, nie obarczając się jednak jak ona brzemieniem imperium."

Urzekł mnie sposób pisania Goldsworthy o książkach i jej miłości do nich. Jej życie to niekończąca się droga w ich towarzystwie i rozwój duchowy, od romantycznej poetki poprzez fascynację paleografią i oczarowanie poststrukturalizmem, do oddanej redaktor i wreszcie kobiety naznaczonej wyrokiem śmierci szaleńczo kupującej nowe tomiszcza.

Nie ma w tej książce zbędnego patosu, mamy za to opowieść elegancką i całkiem wdzięczną w czytaniu.

Kategorie: Literatura na peryferiach / autobiografia

Wydawnictwo Czarne

piątek, 09 października 2009, bsmietanka

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
zosik
2009/10/09 21:55:27
Miałam dziś w ręku w bibliotece! Ale odłożyłam na półkę i wzięłam Joyce Carol Oates...
-
2009/10/12 18:17:31
zosik
Może warto było jednak wziąść? :)
statystyka